“Na pewno chcę tam wrócić!” – Marek Pałysa o IM 70.3 St.Polten

3

Nie mam wielkiego doświadczenia w startach triathlonowych – dopiero rozpoczął się mój trzeci sezon. Wśród startów organizowanych przez korporację WTC z serii IRONAMAN, ubiegłotygodniowe zawody IM 70.3 Sankt Polten w Austrii były moimi drugimi po ubiegłorocznej Gdyni, a pierwszymi poza granicami Polski. Postaram się opowiedzieć o swoich odczuciach i emocjach, ale nie oceniać faktów twardo i zero-jedynkowo. Moja ocena nie musi się zgadzać z odczuciami innych, bardziej doświadczonych i obytych w świecie TRI.

 

Ważnym dla mnie jest fakt, że reprezentantów Polski można już zobaczyć na listach startowych w zasadzie na wszystkich kontynentach, a w europejskich zawodach zaczynamy być nacją widoczną nie tylko ze względu na liczebność, ale również prezentowaną jakość – postawę i wyniki. W Sankt Polten na liście startowej pojawiło się dwóch zawodników z kategorii PRO: Paweł Najmowicz i Marcin Ławicki.  Oprócz nich widniały nazwiska 41 amatorów w różnych kategoriach wiekowych, m.in. generał Roman Polko. Już na trzy dni przed startem widać było, że miasto przygotowuje się do tego wydarzenia i żyje nim z dnia na dzień coraz bardziej.

 

stref polten2016

 

Organizacja właściwa dla krajów takich jak Austria czy Niemcy, czyli uporządkowana do bólu, bardzo logiczna i perfekcyjnie dokładna. Z pozoru skomplikowany na pierwszy rzut oka układ tras skupiał się wokół strefy zmian i ostatniej prostej do mety. Po dokładniejszej analizie stawał się bardziej oczywisty. Odprawa prowadzona była w języku angielskim w taki sposób, że nawet osoba ze słabą znajomością tego języka była w stanie wszystko zrozumieć. Wspierano się obrazkami, schematami i filmami instruktażowymi w rodzaju „co to znaczy, że do strefy zmian trzeba wbiegać w kasku rowerowym”.

 

Ciekawostką tej imprezy jest fakt, że pływanie odbywa się w dwóch zbiornikach wodnych, które dzieli około 300-metrowy dobieg.

 

swim polten2016

 

Była też niespodzianka – ROLLING SWIM START. Zrezygnowano ze startu falowego kategorii wiekowych. Wydawać by się mogło, że jest to idealna forma startu dla lepszych pływaków, którzy startując w późniejszych falach doganiają poprzednie. Opiszę moje odczucia i pierwsze doświadczenia:

 

Teoria sobie – życie sobie. Wiele osób wie, jak wygląda ustawianie się zawodników amatorów w wyznaczonych strefach czasowych w biegach masowych. Startujesz na “dyszkę”, wiesz, że biegasz 45 minut, pakujesz się do odpowiedniej strefy startowej, a potem pierwsze dwa kilometry przedzierasz się przez tłum tych, którzy pomylili w swoim deklarowanym czasie czwórkę z piątką.Tutaj niestety było podobnie. Zawodnicy kompletnie nie zastosowali się do wytycznych i w strefie „under 30 minutes” stało jakieś 450 – 500 osób, które niestety po wejściu do wody utworzyły największą i najbardziej rozciągniętą „pralkę”, jaką zdarzyło mi się widzieć. W ciągu mojej krótkiej amatorskiej kariery jeszcze nigdy przez taką się nie przedzierałem. Pływam nie najgorzej, ale pierwsze 400 metrów dało mi tak w kość, że mój rzeczywisty wynik odbiegał od założeń o grubo ponad 4 minuty.

 

Strefa zmian w systemie workowym – świetna rzecz – moim zdaniem skraca czas zmian i wiele porządkuje, zapobiega bałaganowi. Nie ma tu miejsca na pudełka czy  skrzynki na buty. Kolejne miłe zaskoczenie – i porównanie do polskich warunków – to przebieg trasy rowerowej. Słyszliśmy o przypadkach, kiedy to lokalne władze odmawiają udostępnienia terenów do rozegrania zawodów. Trasa kolarska w Sankt Polten przez ponad 20 kilometrów prowadzi po całkowicie zamkniętej dla ruchu jednej nitce autostrady! Można? Można… Jest to piękna trasa, momentami wzdłuż Dunaju, gdzie stoi mnóstwo kibiców – w sczególności na podjazdach, które wielu dały się we znaki. 

 

bike polten2016

gory plolten2016

 

Ale chyba jeszcze piękniejsza jest trasa biegowa. Wiodła wzdłuż rzeki do centrum Sankt Polten, gdzie po raz kolejny czekała na nas niespodzianka – wyłączona w dużej części z ruchu pieszego starówka i tłumy dopingujących kibiców w knajpkach, pubach i restauracjach. Sama przyjemność. Nie sposób nie wspomnieć o perfekcyjnym przygotowaniu do warunków pogodowych. Od samego rana zawodnikom przypominano, że będzie gorąco, że trzeba się zaopatrzyć w wodę i żele. Na trasie kolarskiej czekały pełne bidony z wodą lub izo. Na trasie biegowej zaopatrzenie bliskie przesytu: strefa zaczynała się od wielkich beczek z zimną wodą wypełnionych gąbkami, których nigdy nie brakowało. Później woda, potem izo, następnie cola i red bull, potem banany, arbuzy i pomarańcze oraz żele energetyczne i batony, a na koniec – dla zapominalskich – jeszcze raz woda i gąbki oraz… wielka pryzma ŚNIEGU!

 

run polten2016

Zwróciłem uwagę na jedną wyjątową rzecz i muszę przyznać, że roganizatorzy bardzo mi tym zaimponowali: każda strefa nawadniania była specjalnie oznakowana.  Na 50 m przed strefą widoczny był znak o niej informujący. Strefa zaczynała się od namalowanej na ziemi niebieskiej linii, przy której stała wielka jak byk informacja „strefa, gdzie można wyrzucić śmieci”. Kończyła się ona taką samą linią w kolorze niebieskim i wielkim plakatem z napisem:„za tą linią nie można śmiecić”. W obrębie strefy organizatorzy ustawili wielkie kartonowe śmietniki, do których nie sposób było nie trafić opakowaniem po żelu czy czymkolwiek, co zawodnik zechciał wyrzucić. 

 

Na deser coś, co dodatkowo wpływało na morale! Za śmiecenie zawodnik dostawał natychmiastową bezwarunkową DYSKWALIFIKACJĘ. Za drafting była żółta kartka, potem druga, a potem czerwona.  Uwierzcie mi, że sędziowie pracowali ciężko i widziałem w namiotach kar całe grupy kolarzy przestępujących z nogi na nogę i liczących do 240. 

 

Po dotarciu do mety na zawodników czekał namiot medyczny – każdy był dyskretnie poddawany ocenie lekarza. Temperatura była piekielna, a finiszujący po godzinie 12.00 biegli w temperaturze trzydziestu dwóch stopni.

 

wynik polten2016

 

Po odebraniu medalu, ręcznika sponsora i koszulki finishera czekała wisienka na torcie. Tutaj użyję porównania do strefy zawodnika w Gdyni, ale nie chodzi mi o to, aby kogoś postawić w złym świetle ale pokazać RÓŻNICĘ. W namiocie, gdzie zawodnicy dostawali żywność i napoje, każdy zawodnik mógł pojawić się dowolną ilość razy, mógł zjeść lub wziąć ze sobą dowolną ilość jedzenia i napojów. Nie było kolejki, a przynajmniej ja jej nie doświadczyłem. Kiedy wszedłem do środka, po jednej stronie leżało kilkaset (tak – kilkaset) talerzy z gorącą pizzą, po drugiej stronie stały stoły z piwem, napojami chłodzącymi i owocami, których nikt nie wydawał do ręki za pokwitowaniem lub „odfajkowaniem” znaczka na numerze startowym. Co najciekawsze ta niezmierzona ilość dobroci nie powodowała tego, że ktoś zabierał dobra w ilościach hurtowych.  

 

Nawet powrót do Warszawy na zmęczeniu nie był taki straszny, bo te blisko 750km do domu to w większości trasy ekspresowe lub autostrady.

 

Wniosek? Na pewno chcę tam wrócić. 

 

Gratuluję Marcinow Ławickiemu za świetny wynik i podobnie Pawłowi Najmowiczowi za świetny debiut w kategorii PRO. Gratulacje dla wszystkich finiszerów i kibiców.  To jest bardzo budujące i miłe, kiedy nawzajem się pozdrawiamy na trasie – my Polacy. Kibicowali nam również głośno polscy kibice – budowała się więź i duma… duma z bycia Polakiem…

 

fb palysa2016

 

Marek Pałysa

42 letni były pływak i kolarz wracający po latach do sportowej aktywności – jako triathlonista pół-amator…jak Feniks z Popiołów. Z zawodu menedżer marketingu i sprzedaży, realizuje swoją pasję triathlonową współprowadząc ze swoim przyjacielem Fundację Never Ever Give Up, która zgromadziła w swoich barwach blisko 50 pasjonatów triathlonu jako grupę Tri NEGU.

 

marek negu

Podoba Ci się jak i o czym piszemy?     
Założyciel i Redaktor Naczelny Akademii Triathlonu. Triathlon uprawiam amatorsko od 2009 roku. Startuję głównie na dystansach Ironman 70.3 oraz Ironman. Moje najlepsze zawody to: 4h 30 minut w IM 70.3 Haugesund w Norwegii i kwalifikacja na MŚ w Las Vegas (roll down z 16 miejsca) i 10h w pełnym Ironmanie w Kopenhadze. W latach 2016-2019 byłem redaktorem naczelnym Business Insider Polska - serwisu biznesowo-informacyjnego, który w ciągu 3 lat od pojawienia się na rynku stał się drugim najpopularniejszym serwisem biznesowym w Polsce i pierwszym z rodziny Business Insidera w Europie. Czyta go ponad 5 mln internautów. 2001 - 2016 byłem dziennikarzem radiowym i telewizyjnym. Pracowałem m.in. w Radiu TOK FM, jako zastępca redaktor naczelnej, szef informacji, prowadzący "Poranek TOK FM”. Przez 6 lat byłem związany z TVN24, gdzie prowadziłem magazyn "Polska i Świat”. Byłem również gospodarzem takich programów jak: "Magazyn 24 godziny", "Cały ten świat", "Serwisy informacyjne". 8 listopada 2018 roku, na rynku ukazała się moja pierwsza powieść biograficzna pt.: "Najlepszy. Gdy słabość staje się siłą", która po miesiącu wskoczyła na listę bestsellerów Empiku. Do dziś sprzedano ponad 50 tysięcy egzemplarzy. Książka opowiada o losach Jerzego Górskiego - legendy polskiego triathlonu. 29 października ukazała się moja druga powieść biograficzna pt.: "Szlag mnie trafił", opowiadająca losy Moniki Michalak, która przeżyła skomplikowany udar pnia mózgu. Obecnie pracuję nad książką o Robercie Karasiu - mistrzu świata i rekordziście na dystansach Double i Triple Ironman.

3 KOMENTARZE

  1. faktycznie ciekawa relacja. Co do zawodów, już kiedyś o nich myślałem, ale zawsze mi jakoś nie pasowały. Jeśli chodzi przygotowanie imprez w Niemczech lub w Austrii to faktycznie we Frankfurcie również było perfekcyjnie. Pomimo jeszcze większej temperatury zawsze na stacjach były zimne napoje i woda do schłodzenia. A Polacy są wszędzie i zawsze mocno kibicują swoim to na prawdę budujące.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here