Szymon Fajok: Trening siłowy pomógł mu w zdobyciu wicemistrzostwa Polski

Szymona Fajoka do pierwszego startu namówił tata. Zawodnik wspomina, że był do wyścigu kompletnie nieprzygotowany. Dzisiaj ma na koncie medale mistrzostw Polski AG, a jego pasja do sportu wychodzi daleko poza starty. Jest trenerem i uwielbia przekazywać wiedzę innym. Uważa też, że daje mu to również przewagę nad rywalami.

ZOBACZ TEŻ: Triathlon okazał się dla niej przełomowy w biegach górskich! Opowiada Martyna Młynarczyk

AT: Triathlon chyba dość szybko uzyskał znaczące miejsce w Twoim życiu?

Szymon Fajok: Zdecydowanie tak, od razu poczułem taką więź i chęć dalszego występowania, trenowania, przygotowywania się – wszystkiego, co wiąże się z triathlonem. Poczułem, że jest to taka dyscyplina, która gdzieś od razu zajęła głębokie miejsce w moim sercu i mojej głowie. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Pojawiła się bardzo szybko i trwa do dzisiaj. Ta miłość do sportu rośnie każdego sezonu, każdego dnia. Pasja do sportu jest coraz większa.

AT: Studiowałeś na AWF, ale jednocześnie startowałeś w zawodach. Doświadczenie ze startów wykorzystałeś na studiach i odwrotnie – udało się wykorzystać wiedzę ze studiów podczas startów?

SF: Był taki okres w moim życiu, że pracowałem, robiłem magisterkę, a dodatkowo jeszcze, trenowałem i startowałem na zawodach. To, co studiowałem, czyli kierunek trenerski na licencjacie i magisterce, bardzo mi pomógł w samych startach. Przede wszystkim pomógł mi w przygotowaniu do zawodów i już na samych zawodach. Ta wiedza teoretyczna i praktyczna, którą dane było mi czerpać na studiach, okazała się pomocna na zawodach. Zrozumiałem wszystko od strony zawodnika oraz trenera. Dzięki temu miałem też lepsze podejście i przygotowanie do pewnych elementów.

To z pewnością przełożyło się na wynik sportowy podczas startów. Z kolei starty dały mi sporo wiedzy praktycznej. Nie ukrywam, że te studia były w dużej mierze oparte na praktyce. Studia pomogły mi wszystko poukładać w głowie. Stałem się lepszym zawodnikiem i trenerem.

AT: Myślisz, że jako triathlonista z mocno teoretycznymi i praktycznymi podstawami, masz dzisiaj pewną „przewagę” nad resztą stawki?

SF: Wiedza teoretyczna i praktyczna, którą nabyłem na studiach i jako zawodnik, bardzo fajnie się uzupełnia. Mogę podejść do niektórych tematów życiowych i okołotreningowych lepiej niż inni, bo mam punkt widzenia ze strony trenerskiej i zawodniczej. Te podstawy teoretyczne i praktyczne bardzo wpływają również na moją świadomość. Tego, co robię, treningu, jak oddziałują pewne rzeczy. Czuję, że mam przewagę. Jeśli tak nie jest, to będę ją miał w przyszłości. To bardzo długi proces, nad którym trzeba pracować latami.

Taki jest ten sport. Trzeba myśleć długoplanowo. Wyniki nie przychodzą od razu, a nawet w ciągu dwóch lub trzech sezonów. Dlatego myślę, że moja wiedza buduje świadomość i to zaowocuje w przyszłości.

AT: Podasz przykład?

SF: Pojęcie przewagi odniósłbym tutaj do zrozumienia i egzekwowania planu treningowego. Wiedza teoretyczna pozwala mi zrozumieć dane jednostki, cele czy zadania i poprawnie je praktycznie wykonać. To przyczynia się do wzrostu efektywności danego planu treningowego i poprawiania się formy. Finalnie poprzez świadomość, zrozumienie, wiedzę i doświadczenie staje lepiej przygotowany fizycznie i mentalnie na zawodach niż moi przeciwnicy.

fot. Szymon Fajok – coach.bizon

AT: Co daje i jak ważny jest rozwój siły w triathlonie?

SF: Rozwój siły w triathlonie i ogólnie treningu siłowego jest bardzo ważny. Mamy tutaj dwa aspekty. Pierwszy to jest to, że im człowiek jest silniejszy, tym jego ciało jest efektywniejsze i efektywniej się porusza. Im silniejszy jest dany zawodnik, tym mniej energii zużywa do poruszania się, czy to podczas roweru, biegania, czy też pływania. To przekłada się na mniejszą ilość straconych sił i mniejszą energetykę wysiłku, co prowadzi do większych prędkości, możliwości przejechania danego dystansu na większej intensywności lub prędkości. Ma to bardzo duży wpływ.

Drugim aspektem, który wskazuje na to, że zawodnik powinien uwzględnić trening siłowy lub rozwój siły, jest profilaktyka przeciw kontuzjom. Nasze ciała (jeśli jesteśmy triathlonistami) są wystawione na duże objętości treningowe. Nie każde ciało jest w stanie to wszystko znieść. Dlatego w okresie przygotowawczym trening siłowy (rozwój siły) jest dobrym pomysłem. Nasze ciało, przez to, że jest silniejsze, będzie mniej narażone na kontuzje. Nasz ścięgna, wiązadła, mięśnie i stawy, będą oplatane przez większe tkanki i wszystkie kontuzje typu przeciążeniowe, urazowe (skręty) będą występowały rzadziej. To z kolei przenosi się na efektywniejsze wykonywanie planu treningowego i efektywniejszy proces treningowy. Nie będziemy musieli poświęcać czasu na jakieś przerwy z powodu kontuzji, a to zaowocuje lepszym wynikiem sportowym.

Te dwa aspekty; profilaktyczny i przygotowujący ciało do dużych objętości w triathlonie (a także zwiększenie siły) poprawią efektywność poruszania się i zmniejszą energetykę wysiłku, bo wartości siły są większe.

AT: Jesteś sam trenerem przygotowania motorycznego, ale masz też trenera. Zdarza się, że macie inne zdanie np. na temat liczby wykonywanych jednostek? Dyskutujecie?

SF: Tak, jestem trenerem przygotowania motorycznego i triathlonu. Niedawno utworzyłem swój triathlonowy team. Współpracuję z trenerem Maciejem Bodnarem, który rozpisuje mi plany i traktuje jak swojego zawodnika. 

Z trenerem świetnie się dogadujemy. Dzieje się tak dlatego, że obaj mamy otwarte umysły i jesteśmy gotowy się wysłuchać, a następnie podjąć jakieś wnioski. Bardzo podobnie o niektórych sprawach myślimy. Nie zawsze się we wszystkim zgadzamy, ale to też jest plus. Obaj pozostajemy otwarci. Darzymy się zaufaniem. Przykładowo ja wiem też, czego oczekiwałbym od swojego zawodnika. To też mogę dać swojemu trenerowi. W pewien sposób oddaje swoją karierę w ręce Maćka. Nie kwestionuję tego, co robi, tylko ewentualnie zadaję pytania i czasem proszę o wyjaśnienie, jeśli coś wydaje mi się dziwne. Wtedy się go pytam i mówię mu o tym szczerze. Na szczęście takich sytuacji nie było, żeby coś mnie nurtowało, dziwiło lub było wielkim znakiem zapytania. Dlatego przedłużyłem współpracę o rok. Idziemy w tym samym kierunku, wiele nas łączy i uczymy się od siebie nawzajem. On jako trener, a ja jako zawodnik i trener.

AT: Przy Twoich wpisach często pojawia się hasło “Mind over body”. Wyjaśnisz, co masz przez to na myśli?

SF: Hasło „mind over body” symbolizuje zwycięstwo ducha nad ciałem. Tego nauczył mnie triathlon, a szczególnie przygotowywanie się do startów na długich dystansach. Jest to przykładowo sytuacja, w której nasze ciało odmawia totalnie posłuszeństwa, kiedy to wycieńczenie organizmu jest na tyle duże, że mówi „przestań, stół, idź, nie biegnij już, zatrzymaj się”. Wtedy należy się przeprogramować i pociągnąć to ciało głową. Głowa ma stanowić podporę i to, czym się napędzasz w życiu i takich sytuacjach słabości. Głowa ma programować nasze ciało, bo nasze ciało jest doskonale skonstruowaną biomechaniczną maszyną. Dużo, bardzo dużo zależy od naszej głowy i tego, jak się nastawimy i jak bardzo tego chcemy. Ciało zawsze dostosuje się, jak tylko może.

Bardzo często zdarzają się sytuacje, kiedy poziom zmęczenia, czy takiego lenistwa i organizm mówi ci „stój, nie rób, idź” to wtedy to hasło jest aktualne. Umysł ma zmusić to ciało do treningu, zrobienia kolejnego kilometra, czy dalszego biegu, bo to umysł ma sterować ciałem, które się dostosuje, bo jest tak skonstruowaną maszyną – nie ciało to dyktuje.

Tutaj chodzi o to przezwyciężanie słabości i zaprogramowanie tego głównego silnika, który steruje wszystkim. Silnikiem jest głowa. Ona doprowadzi cię do mety. Ona ma najwięcej do powiedzenia. Ciało powie „nie”, ale jeśli nastawisz tę głowę i każesz mu coś robić, to właśnie to zrobi. Nasza biomechaniczna maszyna jest regulowana przez głowę. Nastawienie głowy o wszystkim decyduje. Trzeba nad tym mocno pracować. Kiedy dojdziesz do momentu, w którym masz tę głowę wytrenowaną, czujesz się, jakbyś był niezniszczalny.

fot. Szymon Fajok – coach.bizon

AT: Wrzuciłeś jakiś czas temu swój bardzo „zapchany” plan dnia, ale napisałeś, że uwielbiasz takie gorące życie. Co Cię motywuje do dalszej pracy?

SF: Myślę, że przede wszystkim chęć samorozwoju. Chęć bycia lepszym od samego siebie z wczoraj. Dodatkowo jest taka myśl, że jeśli ja coś opuszczę, to inni to zrobią. Mam na myśli konkurencję. A przecież konkurencja nie śpi. Ona też się rozwija. Poczucie tego, że mógłbym być od nich gorszym, też mnie gdzieś motywuje i napędza do działania w życiu.

AT: Co poradziłbyś osobom, które mają problem z zarządzaniem własnym czasem?

SF: Trzeba sobie przede wszystkim zadać pytanie, co jest ważne dla nas w życiu i jakie mamy wartości, co byśmy chcieli osiągnąć i do czego dążymy oraz jak bardzo tego chcemy. Jeśli chcemy czegoś bardzo, to wtedy problem z motywacją, organizacją czasu i znajdowaniem czasu poza pracą, nie jest problemem i wyzwaniem. Trzeba sobie wszystko w życiu przewartościować, powiedzieć czego w nim chcemy i wtedy brak motywacji zniknie.

Czy w triathlonie ekscytuje Cię bardziej ta cała droga sukcesów, praca, czy właśnie efekt – wyniki, medale AG?

Jestem bardzo ambitny zawodnikiem. To, co najbardziej mnie ekscytuje, to droga i dążenie do celów, które (nie ukrywam) są ambitne. Gdybym miał myśleć tylko o samych wynikach i czerpać satysfakcje tylko ze stania na podium, to tych chwil w mojej karierze nie byłoby dużo. Myślę, że wtedy poddałbym się po drodze.

Dążenie do celów sprawia mi przyjemność. Życie triathlonowe, ten cały lifestyle, układanie sobie w nim treningów, daje mi wielką frajdę. Zawody są wisienką na torcie, ewentualną gratyfikacją poświęceń i godzin spędzonych na treningach.

Nie nakładam sobie na głowę presji wyników i medali. Jeśli będą na tej drodze odpowiednio długo, a cały ten proces będzie prawidłowy, to kiedyś zostanę mistrzem. Może nie za rok, za dwa, ale kiedyś „wszystko odda”. Ponownie powiem, że dążenie do mistrzostwa cieszy mniej bardziej niż odbieranie medalu. To też jest fajne, bo to wynagrodzenie wszystkich starań, ale jednak drogę wybieram dla przyjemności.

Grzegorz Banaś
Grzegorz Banaś
Redaktor. Lubi Lionela Sandersa i nowinki technologiczne. Opisuje ciekawe triathlonowe historie, bo uważa, że triathlon jest wyjątkowo inspirującym sportem, który można uprawiać w każdym wieku. Fan dobrej kawy i książek Jamesa S.A. Corey'a.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,473ObserwującyObserwuj
443SubskrybującySubskrybuj

Polecane