Tak się trenuje w wieku 72-lat!

Oni imponują mi najbardziej. Mastersi z kategorii wiekowej powyżej 60, 70, 80 lat. Tak chciałbym spędzić starość – aktywnie, z polotem, energicznie i z pasją. To dlatego m.in. uprawiam sport. Bo wiem, ile daje siły i jak potężną jest inwestycją. Ale kiedyś ktoś mnie zapytał, czy jeśli wiedziałbym z góry, kiedy umrę – załóżmy w wieku 80 lat, niezależnie od tego, czy będę uprawiał sport czy nie – to czy równie intensywnie zajmowałbym się trenowaniem? Odpowiedziałem, że jeszcze bardziej niż teraz. W ubiegłą sobotę tuż przed maratonem w Łodzi prowadziłem konferencję prasową m.in. z elitą kobiet (Moniką Stefanowicz i Agnieszką Mierzejewską). Po konferencji byłem już umówiony na trening w Aleksandrowie Łódzkim. Wszystko załatwił Arek Cichecki. Skontaktowałem się z nim na dwa dni przed konferencją i zapytałem, czy może mi polecić jakieś trasy rowerowe wokół Łodzi, bo nie zdążę zrobić treningu w Warszawie. Nie tylko polecił trasy, ale załatwił jeszcze sparing partnerów – dwóch „młodzików” i jednego starszego Pana. Ostrzegał, że mogę nie dać rady. Pomyślałem, że żartuje, ale kiedy ruszyliśmy i 72-letni Radosław Myszkowski nazywany „Kazikiem” zaczął narzucać tempo, wiedziałem, że będzie przysłowiowy „ogień”. Do 60-tego kilometra było kilka prób urwania koła, ale młodzi dzielnie trzymali tempo. Odpadli na 60-tym kilometrze. Przez następne 30 jechałem już z „Kazikiem” sam. Średnia z ponad 90km, z pokonywaniem sporych odcinków pod wiatr, to prawie 31km/h. Na koniec dostałem zaproszenie na herbatę i ciastka. Nie byłbym sobą, gdybym takiej sytuacji nie wykorzystał na krótką rozmowę o przeszłości. Włączyłem dyktafon i słuchałem…


Zacznijmy od czasów, kiedy trenowałeś kolarstwo. Jak to się zaczęło?

Miałem wówczas 17 lat. Zacząłem trenować tutaj, w Aleksandrowie Łódzkim w klubie „Włókniarz”. Mój brat się zawsze ścigał i w pewnym momencie do niego dołączyłem. Tu była bardzo duża sekcja kolarska, około 30 zawodników. Ścigałem się aż do momentu pójścia do wojska, czyli do 21 roku życia. Później przymusowe dwa lata przerwy i służba. W najlepszym okresie do ścigania miałem dwa lata przerwy. Na ogólnopolskich wyścigach zacząłem sobie już wtedy doskonale radzić, na wyścigu Warszawa – Łódź niewiele zabrakło do trzeciego miejsca na podium! Pochodziłem z małej miejscowości i to naprawdę była sensacja, bo rywalizowałem z takimi kolarzami jak Jan Kudra (red.: wielokrotny mistrz Polski, reprezentant Polski, olimpijczyk z Tokio (1964), dwukrotny zwycięzca Tour de Pologne), Roman Chtiej (red.: kolarz szosowy i torowy, mistrz Polski), a także Ryszard Szurkowski, Zbyszek Krzyszowiec, Zeznon Czechowski, Ryszard Szałapski…

 

Niezłe nazwiska! Ale wróćmy do wojska… to znaczy już z niego wyjdźmy – co było dalej?
Wróciłem do ścigania. Mało tego! Trzeci wyścig, startujemy w Łodzi i już wygrywam! Po dwóch latach przerwy!

 

A w wojsku próbowałeś przetłumaczyć mundurowym, że może jednak masz talent i dobrze byłoby, gdyby Ci pozwolili trenować?
Miałem tam rower, ale jeździłem tylko wtedy, kiedy miałem wolne. To nie były niestety prawdziwe treningi kolarskie.

 

A po wojsku, jak długo się jeszcze ścigałeś?
Dwa lata w Aleksandrowie i później już przeszedłem do klubu „Społem Łódź”. No i tam dopiero zaczęła się prawdziwa kariera – w klubie, w którym trenerem był Teofil Sałyga (Red.: kolarz torowy i szosowy, mistrz Polski, rekordzista świata w jeździe dwunastogodzinnej na torze (1951), następnie trener) i Edward Borysewicz. Zaczęły się wyjazdy zagraniczne, pierwsze sukcesy jak drużynowe wicemistrzostwo Polski. Byłem bardzo dobry w jeździe drużynowej. Indywidualnie nie miałem dobrego finiszu. Wyrobiłem go dopiero w mastersach (śmiech). Ale wygrałem kiedyś jeden wyścig we Francji w Pirenejach, gdzie po ucieczce wjechałem samotnie na metę. Ścigałem się również we Włoszech. Tylko jeździliśmy tak dopiero w kwietniu, kiedy cała zachodnia Europa była już wytrenowana, a w Polsce nie było warunków atmosferycznych. W sumie po zakończeniu służby wojskowej ścigałem się 7 lat.

 

Przerwałeś w wieku 29 lat i…

I miałem w sumie 28 lat przerwy. Przez 28 lat w ogóle NIE SIEDZIAŁEM na rowerze…

 

28 lat? Dlaczego tak długo?
Praca, rodzina…no ale któregoś dnia Kaziu Bukszyński (trzeci w Pucharze Świata w kolarstwie torowym) namówił mnie na powrót, na ściganie w mastersach, wróciłem do kolarstwa w wieku 57 lat. I znowu – trzeci wyścig i wygrywam! Ale oczywiście przygotowywałem się trzy lata, sam sobie jeździłem, nikt mnie nie trenował. Wiedziałem jak trenować. Do dzisiaj trenuję 4 razy w tygodniu, wtorek i czwartek po 60-70km, sobota 80km, niedziela 90-100km. Jeździmy w grupie około 20 zawodników w różnym wieku od 20 do 74 lat.

 

 

IMG 0834

 

Radosław Myszkowski urodził się w Aleksandrowie Łódzkim w 1943 roku. W wieku 17 lat rozpoczął przygodę z kolarstwem we Włókniarzu Aleksandrów Łódzki. Od 1968 roku reprezentował barwy Społem Łódź, gdzie trenował również olimpijczyk z Tokio Jan Kudra. Myszkowski jest jednym z najbardziej utytułowanych kolarzy masters. Ma na swoim koncie siedemnaście tytułów mistrza Polski. W roku 2002 wywalczył tytuł wicemistrza świata mastersów podczas imprezy w austriackim St. Johann. W 2005 roku na tej samej trasie wygrał wyścig o Puchar Świata, pięć razy był w pierwszej dziesiątce Pucharu Świata. Za swój najwiekszy sukces uważa zwycięstwo w challenge’u wśród polskich mastersów w roku 2011.



Jest w grupie starszy od Ciebie!
Tak, ale on zawsze ciut skraca. Ja też czasami z nimi nie wytrzymuję, ale staram się jak mogę.

 

Dzisiaj na treningu parę razy próbowałeś zerwać się z grupy, narzuciłeś bardzo mocne tempo, jechaliśmy na płaskim powyżej 45km/h. Robicie na treningach takie tempówki?
Tak, na trasie mamy przynajmniej 4-5 finiszów, gdzie jedziemy, ile kto może. Trwa to około 1km i wtedy już każdy walczy, aby złapać koło. Kiedyś, jakieś 4-5 lat temu udawało mi się wygrywać!

 

Jestem pod Twoim ogromnym wrażeniem, że w wieku 72 lat tak trenujesz, a trzeba dodać, że w lutym miałeś bardzo poważne problemy zdrowotne – udar. Szybko wróciłeś do sportu!
Tydzień leżałem w szpitalu, lekarze nie powiedzieli, że nie mogę jeździ, więc… Pytałem się! Nie zakazali, więc od razu po powrocie ze szpitala, wsiadłem na rower.

 

No i w Polsce w mastersach wszystko wygrywasz?
Prawie wszystko. W ubiegłym sezonie wygrałem 12 wyścigów. Moi koledzy z grupy wiekowej triumfowali w około 13 i 10 wyścigach. Jest nas trzech takich zawodników, między którymi dochodzi do rywalizacji o pierwsze miejsce. Natomiast mamy świetnego „czasowca” z Częstochowy, który wygrywa z nami w jeździe na czas, no ale to jest dwukrotny brązowy medalistwa mistrzostw Europy w tej konkurencji.

 

Ty też masz niezłe sukcesy – wicemistrzostwo świata ze startu wspólnego.
Tak, cały świat tam startował – St. Johann, 80km jazdy, był rok 2002. Najlepsi z najlepszych. Kiedy pierwszy raz tam wystartowałem byłem 16-ty. Później 10-ty. Kiedy zdobywałem medal, nie było szans na złoto. Jechał z nami bardzo mocny Włoch, który na długo przed metą uciekł, a ja razem z czterema kolarzami z grupy pościgowej walczyliśmy o dwa ostatnie miejsca na podium. Kiedy wygrywałem Puchar Świata mastersów w 2005 roku, uciekaliśmy w sześciu, ale było nas wtedy dwóch Polaków – Edek Grabowski i ja. W grupie z nami był jeszcze wicemistrz świata amatorów. Wtedy miałem świetną końcówkę i wygrałem!

 

{gallery}Myszkowski_1{/gallery}

 

Liczyłeś, ile masz pucharów?
Nie… nie liczyłem. Ale około 300 na pewno!

 

Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że nie tylko się ścigasz, ale również organizujesz zawody.
To dziwne, ale pomimo, że kolarstwo w Łodzi było kiedyś na bardzo wysokim poziomie, to ani w mieście, ani w okolicach nie było żadnego wyścigu kolarskiego, więc postanowiłem sam coś zorganizować. Po transformacji w ’89 roku wszystko upadło, liczył się jeszcze tylko klub „Społem”, ale w kolarstwie torowym. Zacząłem organizować wyścigi najpierw w Poddębicach, a później w Aleksadrowie. To są przede wszystkim wyścigi zaliczane do Pucharu Polski. Nie chwaląc się powiem, że organizacja jest naprawdę na dobrym poziomie, na nasze wyścigi przyjeżdża około 200 kolarzy z całej Polski. Zaczynamy od przedszkolaków, później szkoły podstawowe i na końcu oczywiście mastersi. Najbliższy wyścig odbędzie się 7 czerwca.

 

{gallery}Myszkowski_2{/gallery}

 

Dzięki za trening i za rozmowę. Do zobaczenia znowu w Aleksandrowie, bo na trening Twojej grupy na pewno jeszcze kiedyś przyjadę!



Powiązane Artykuły

11 KOMENTARZE

  1. Szacunek dla takich ludzi.Ostatnio jechalem za takim panen ja 44 lata on duzo starszy.Leeeedwo nadazalem.Obym mial taka kondycje w wieku 72 lat.

  2. Marcin, jak jedziesz w grupce 4 kolarzy, to wiatr nie jest już tak potężnym przeciwnikiem :-)) Mieliśmy w większości boczny i jechaliśmy wachlarzem 🙂 po płaskim te 45km/h to było ciągiem może maksymalnie minutę 🙂 Ale powiem, że nie jest źle. Późno wszedłem w treningi jak wiesz, ale długi odpoczynek zrobił swoje….

  3. Jestem pod wrażeniem! A Łukasz niby to chwali formę Radka ale sam też świeci w jego blasku… ponad 30/h pod wiatr na 90 km… 45/h po płaskim… rośnie forma Naczelnemu;)))

  4. tu nie ma co mówić, tu trzeba podziwiać! tylko pozazdrościć i dążyć do takiej formy w tym wieku.

  5. Łukasz, jedno sprostowanie! Kontaktowałeś się ze mną na jeden dzień przed konferencją i to późnym wieczorem! 🙂
    Nie będę ukrywał, że chciałem Naczelnemu wyciąć numer! A niech nabierze trochę pokory… Hehe… Gdy powiadomiłem go, że będzie jeździł z ,,dziadkiem”, usłyszałem jakieś dziwne cmokanie przez telefon… Poinformowałem, że nie boje się o ,,dziadka” tylko o niego… :-))) Gdyby nie wspomniany udar, przeciągnąłby jeszcze Łukasza…. oj przeciągnął…. ! Co do samego Kazia trzeba przyznać Gość z wielką klasą!

  6. Tekst powinien mieć tytuł : tak się wraca do aktywności fizycznej po ćwierć wieku przerwy. Niesamowita motywacja dla wszystkich kanapowców którzy przespali kawał życia i dostają palpitacji goniąc stówkę wyrwaną przez wiatr z portfela lub tak jak słynny Rich Roll wchodząc po kilku stopniach do sypialni.

  7. Ogromny szacunek Panie Radoslawie !!!
    Kilkanascie lat temu na poczatku mojej przygody z TRI mialem okazje poznac i pozniej wielokrotnie startowac w tych samych zawodach z innym , podobnym Arcymistrzem :
    http://www.brockchiro.ca/jimmie.html
    Z pochodzenia Grek , mowil o sobie : ” w mojch zylach plynie spartanska krew ” . Sparta !!!!

  8. Takie historie naprawdę robią wrażenie…
    Szacun i czapki z głów 🙂
    ps w ostatnią niedzielę w 14 Cracovia Maraton po raz kolejny wystartował Jan Stachow – rocznik 1929 (!) – ukończył bieg z czasem 6h i 2 min :-O

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,470ObserwującyObserwuj
442SubskrybującySubskrybuj

Polecane