Test zegarka triathlonowego – Garmin Forerunner 910 XT

15

Przez prawie miesiąc miałem nowego towarzysza treningów. Towarzysza uważanego przez wielu triathlonistów za świętego Graala i absolutne „must have”. Towarzysza, który nadążał za mną na treningach, często nawet narzucając swoje tempo. Mowa oczywiście o zegarku treningowym Garmin Forerunner 910XT. Pierwsze wrażenie: zegarek estetyczny, dość masywny ale obły, dobrze trzymający się na nadgarstku. Przed rozpoczęciem testów zegarka nie przeczytałem nawet instrukcji, od razu zabrałem bestię na wybieganie.  W planie było naście kilometrów. Włączyłem i czekam aż znajdzie satelity. Czekam, czekam i wciąż czekam  – pierwszy minus. W końcu zostaliśmy zlokalizowani więc ruszyłem. W trakcie biegu zegarek dobrze trzymał się na nadgarstku i mimo moich obaw nie spowodował obtarć czy też odparzeń. Po pierwszym kilometrze ustrojstwo na moim ręku zaczęło wibrować i wyświetliło tempo pierwszego okrążenia (domyślnie 1 kilometr choć można go dowolnie ustawić). Istotne jest, że wynik jest automatycznie podświetlany więc podczas biegania w nocy nie trzeba szukać guziczka by go odczytać. Po kilku kilometrach chciałem sprawdzić jakie informacje są dodatkowo wyświetlane i tutaj niespodzianka: owszem, jest mnóstwo informacji, ale ich opisy są absolutnie nie do odczytania w trakcie biegu z powodu mikro literek. W tej sytuacji postanowiłem zgłębić zagadnienie wyświetlacza po treningu, już w zaciszu domowym. Zgodnie z tym, co słyszałem od doświadczonych użytkowników można zdefiniować 4 odmienne ekrany, a na każdym z nich od 1 do 4 informacji, takich jak tempo bieżące, ostatniego kilometra czy całego biegu, dystans, wysokość, tętno, czy virtual racer’a. Przy następnych biegach już w pełni korzystałem z tych informacji.

{gallery}garmin_test2{/gallery}

Test na rowerze wypadł równie pozytywnie, a dodatkowo sprawdziłem dokładność pomiaru z moim licznikiem rowerowym i wyszło mniej niż 200 metrów różnicy na ponad 80 kilometrowej trasie – jest to dla mnie w 100% do zaakceptowania.

W międzyczasie pogoda poprawiła się, temperatury wzrosły, więc nadszedł czas na sprawdziany w wodzie. Na basenie zegarek sam zlicza liczbę przebytych basenów (my wcześniej tylko predefiniujemy ich długość). System ten działa dobrze, z jednym wyjątkiem – wystarczy, że ktoś zatrzyma nas na torze i z jednej długości robią się dwie. Jednak w moim przypadku taka sytuacja zdarzyła się tylko jeden raz na 70 przepłyniętych w trakcie testów długości.  Największe oczekiwania miałem względem treningu w wodach otwartych, bo bez GPS trudno jest sprawdzić jaką odległość przepłynąłem i tu technologia pokazała na co ją stać – odczyt bezbłędny, a fix z satelit (po zwyczajowym dłuższym czekaniu) stabilny. Dopiero po kilkunastu sekundach trzymania zegarka pod wodą sygnał został stracony, ale szybko został odnaleziony po wyjęciu ręki nad wodę.

Ostateczny test odbył się na zawodach w Sierakowie – wieczorem przed startem ustawiłem w zegarku tryb multisport, w którym jest możliwość zaprogramowania zmian sportów za pomocą jednego kliknięcia (co ciekawe można ustawić też osobną konkurencję, jaką jest strefa zmian). W trakcie zawodów sprawdzian wypadł pozytywnie, z tym zastrzeżeniem, że korzystałem z wersji z nieodczepialną  bransoletą, przez co byłem zmuszony odpiąć zegarek na czas zdejmowania pianki.

{gallery}garmin_test1{/gallery}

Zegarek Gamin 910XT, poza pomiarem parametrów, może służyć jako osobisty trener dla tych spośród nas, którzy czują się komfortowo mając ściśle zdefiniowane i precyzyjne plany treningowe. Mój brat, który zalicza się do tej grupy, jest posiadaczem Garmina Forenunner 910XT w kompletnej wersji, więc poprosiłem Go o krótki komentarz:

 „Do mierzenia pulsu kupujemy najprostszy pulsometr. Do mierzenia tempa wystarczy proste urządzenie z GPS. Schody zaczynają się, gdy chcemy realizować treningi o bardzo określonych założeniach – interwały, BNP, biegi ze zmiennym tempem… Tutaj  Garmin 910XT sprawdza się świetnie.

Programowanie treningów
Dostępne są dwie możliwości – bezpośrednio w urządzeniu lub za pośrednictwem komputera. Ten drugi sposób polecam ze względu na szybkość wprowadzania danych – klawiatura i myszka dają zdecydowanie większe możliwości niż 3 klawisze w zegarku Garmin 910XT.
Najlepiej treningi projektować za pomocą Garmin Training Center, zakładka Workouts. Wprowadzenie treningu jest dziecinnie proste. Następnie trening wysyłamy do urządzenia – i możemy przystąpić do realizacji.

Realizacja treningów
Wybieramy uprzednio przygotowany trening z listy dostępnych, naciskamy ‘Start’ i oddajemy się kontroli dziewięćset dziesiątki. W zależności od ustawionych parametrów, urządzenie kontroluje nasze tempo, zakres tętna, itd., informując za pomocą dźwięku i wibracji, jeżeli opuszczamy wyznaczoną strefę treningową np. poruszając się zbyt wolno. Alerty dźwiękowe „górny” i „dolny” różnią się od siebie, po pewnym czasie łatwo się odróżnia „przyśpiesz” oraz „zwolnij”. Na około 5 sekund przed zmianą zadania Garmin zaczyna pikać, dzięki czemu można się zebrać w sobie do przyśpieszenia lub wykrzesać ostatnie siły na jeszcze kilka susów. Zmiana zadania oznajmiana jest wyraźnym sygnałem dźwiękowym i wibracją. Gdybyśmy zapomnieli, co mamy realizować, urządzenie na początku zadania wyświetla jego parametry. Pokazuje również, które z zadań powtarzających się realizujemy (np. 8 z 10 interwałów). G910XT doskonale sprawdza się jako trener. Kontroluje tempo, przypomina o zadaniach, odlicza realizację powtarzalnych zadań – co jest szczególnie ważne, kiedy lecimy ostre interwały 10x 1km i po pewnym czasie pamięć zawodzi i nie pamiętamy już, czy to 7 czy 9 interwał.”

 

ad-01

Podsumowując, zegarek Garmin Forerunner 910XT to prawdziwy komputer treningowy o niewielkiej wadze i  ergonomicznym kształcie. Przede wszystkim urządzenie pozwala uzyskać dostęp do wyczerpujących danych dotyczących przeprowadzonego treningu. Dla osób lubiących precyzyjnie zaplanowane treningi interwałowe, uzależnione od prędkości czy też tętna, jest zdecydowanie ofertą wartą rozważenia. Kolejną zaletą jest żywotność baterii – 20 h pozwala na zaliczenie pełnego dystansu IronMan bez strachu, że zabraknie zasilania (przynajmniej w zegarku…).

Co do minusów – znalazłem dwa:  po pierwsze dość długi czas wynajdowania satelit (ale za to, kiedy złapie fix’a to już go nie puszcza), po drugie cena – za pełną wersję z mocowaniem rowerowym trzeba zapłacić prawie 2000 zł.

Pełna specyfikacja techniczna dostępna na www.garmin.com

Zegarek dostępny jest w Programie Sprzedażowym Akademii Triathlonu.

Garmin-logo-PMS-RGB

15 KOMENTARZE

  1. Moj pierwszy 910XT wytrzymal 15 miesiecy,drugi ktory dostalem na gwarancji zepsul sie po 2,5 roku koszt napa+rawy 400 euro NIE POLECAM 910XT

    • Co ty bredzisz ? Przecież objęty jest 24 lub 36 miesięczną gwarancją ! Mój śmiga 5,5 roku bez problemu, a bateria dalej trzyma ponad 10 godzin na 1 sekundowym naliczaniu.

  2. Od miesiąca testujemy z kolegą dwa Garminy 910 w treningu i zawodach pływackich. ponieważ są wakacje i baseny w naszym mieście zamykają się jak szalone pływamy na 25 i 50. startujemy tez w zawodach open water.
    pierwsze wnioski: Bez znaczenia jaki to basen są przekłamania w długości. Przy treningu np 2200 m to od 100 do 200 metrów. Styl motylkowy określa jako klasyk ! Błędy pokazują oba urządzenia i co ciekawe niekoniecznie te same wartości.
    Jesteśmy w kontakcie z serwisem sami przyznają że pływanie to dodatek do roweru i biegu. po 31.08 wyślemy do nich wszystkie nasze uwagi.Podobno ma być zmiana oprogramowania. Jeżeli zmiana to ok jeżeli aktualizacja to hmmm z tym różnie bywa. Wody otwarte tu widać dla kogo jest dedykowany. Bardzo fajne i bogate informacje. GPS działa nawet przy dokładance kiedy ręce są pod wodą przez dłuższy okres

  3. Od roku 2008 używam Garmina 305 i uważam, że jest to urządzenie genialne. Kilka lat temu kupiłem 405 i po dwóch treningach uznałem, że jest nieużywalny. Model został przekombinowany – nie da się go obsługiwać wilgotnymi palcami. Dwa miesiące temu skusiłem się na omawiany model – głownie ze względu na pływanie na wodach otwartych. I niestety kolejne rozczarowanie – po 2-3 minutach zegarek traci połączenie z satelitą i wbrew temu co zostało napisane w recenzji – mój nie odzyskuje połączenia. Jednym słowem rozczarowanie.

  4. Szukanie satelity czasem jest rzeczywiście długie (używam 310) szczególnie jak nie włączamy go codziennie, kolega, który biega praktycznie codziennie mówi, że nie ma problemu; jak zmieniamy miejsce to już jest dłuższy problem choć powiem, że za granicą, nawet bardzo daleko szybciej łapie niż Polsce; nie wiem czy tak jest rzeczywiście ale zauważyłem ostatnio na na trybie “rower” łapie szybciej więc ostatnio zawsze wyłączam na “rowerze” i nawet jak mam biegać to szukam na tym trybie i potem przełączam jak już zafiksuje. Czasem też przed wyjściem z domu włączam go na balkonie:)
    Mam jednak pytanie dot. działania gps w wodzie – pamiętam jak ktoś kiedyś pisał, że praktycznie w wodzie traci sygnał i żeby dobrze pokazywał trasę to trzeba go pod czepek schować. Teraz czytam, że nie było problemu z 910; swojego w wodzie nie próbowałem, czy macie doświadczenia w tym względzie z 310?

  5. Zdradzę Wam jak sobie radzę z “problemem” fixowania Garmina. Mam tak, że zanim wychodzę na trening przebieram się w ciuch do tego celu przeznaczony, ale za nim zacznę przebieranie wystawiam zegarek na parapet. Jak już się ubiorę zabieram sprzęt i idę na trening – nie ma problemu z przebyciem drogi w mieszkaniu i na klatce. Garmin zapamiętuje sobie lokalizację i po wyjściu na zewnątrz w ciągu sekundy fixuje ponownie (po rower schodzę do piwnicy). Możliwe jest ujawnienie się problemów z fixowaniem w sytuacji gdy naładowanie baterii jest poniżej 30% – wówczas trwa to trochę. Współpraca z Garminem to osobna bajka mistrzostwo świata. Można w samych superlatywach i tylko dobrze mówić o ich serwisie. Dzięki podejściu do klienta mają w mojej osobie dozgonnego fana. Nie jestem w żaden sposób związany z firma Garmin, jestem tylko szczęśliwym użytkownikiem 310. Pozdrawiam 🙂

  6. ja używam 310XT i myślę, że ten sprzęt w zupełności wystarczy. Nie ma może tych funkcji typowo wykorzystywanych na basenie, ale reszta jest praktycznie ta sama co w 910XT, a cena prawie połowę niższa. Nie wiem również jak to się ma do Polara, ale jeśli za jakiś czas zużyje mi się obecny to na pewno zainwestuję w Garmina. Ostatnio wymienili mi zegarek na zupełnie nowy, ponieważ w starym zaparowała mi szybka.

  7. 910 XT wydaje się najlepszym sprzętem dla triathlonisty, ale udało mi się samego siebie przekonać że nie jest to obiekt must have (jak na razie podchodziłem do tematu dwa razy, przy premierze zegarka i ostatnio gdy zepsuł się stary garmin). Jeśli ktoś nie jest uzależniony od GPSa (albo używa poprzez komórkę) to z powodzeniem może wystarczyć sprzęt kilkukrotnie tańszy a posiadający prawie wszystkie te same funkcje. Większość funkcji treningowych, alertów posiada Garmin FR60 (dostępny jeszcze nieraz na ebayu) lub obecnie produkowany FR70. Połączony z krokomierzem dokładnie mierzy trasę i tempo. Co ciekawe, Garmin w drożnych modelach (typu 110, 210) usunął opcje łączenia z czujnikami ruchu (krokomierza na bieg i kadencji na rower) chyba tylko po to by w jeszcze droższych znów je zaoferować jako wartość dodaną 🙂

  8. Bardzo ciekawe informacje, mam jednak pytanie, jak sie ma to urządzenie do Polar’a RCX5, ktory jest chyba jedyna alternatywa na rynku? Jakies komentarze użytkowników? Bede wdzieczny.

  9. dokładnie, byle nie w domu! Wtedy pyta czy jesteś w domu, jeszcze jakieś kontrolne i później o datę. I wtedy rozgrzewka do 5 minut spokojnie. Ale trzeba też potwierdzić, że jak chwyci to nie puści!

  10. dokładnie, byle nie w domu! Wtedy pyta czy jesteś w domu, jeszcze jakieś kontrolne i później o datę. I wtedy rozgrzewka do 5 minut spokojnie. Ale trzeba też potwierdzić, że jak chwyci to nie puści!

  11. Z satelitami jest naprawdę różnie. Jedna zasada co do sprzętów Garmina zauważona przez mnie brzmi: NIE włączać go zanim się nie wyjdzie z domu. Jeśli włącze 910 lub Edge’a w domu zanim wyjdę poszukiwanie satelit trwa wielokrotnie dłużej. Bywa że Edge w ogóle nie łapie satelit. Muszę go wyłączyć i włączyć ponownie. To samo się tyczy 910. Nie włączać w domu bo wtedy ma problemy. Jeśli go włącze po wyjściu z domu i stoję nieruchomo to nie ma problemu. Łapie satelity w kilka sekund. Jeśli od razu zacznę biec lub włącze go w domu może to potrwać kilka minut (raz nawet 5min).

  12. Z wszystkim zgoda, ale co ważniejsze zestawie TRI jest też licznik rowerowy, gdzie obok prędkości i km mamy odczyt z jakże ważnej kadencji. Także to trochę więcej niż wspomniany quick release, dzięki któremu jednym ruchem odczepiamy 910 z ręki i wpinamy go w uchwyt rowerowy.

    Zaletą 910XT jest też rozpoznawanie stylu pływackiego jakim pokonujemy kolejne długości basenu. Tu jak dla mnie mały zonk, bo chyba za słabo pływam technicznie na to urządzenie. Czasem klasyk to grzbiet, czasem nie policzył mi interwału i zamiast kolejnych długości miałem trzy odpoczynki, ale wierzę, że się z jeszcze zgram z 910XT.

    Urządzenie liczy też ilość ruchów jakie były potrzebne na daną długość, dzięki czemu wiadomo, czy nasza efektywność pływania wzrasta.

    Urządzenie warte, a że przemierzam szlak Naczelnego Grassa ze 104 kg do rozsądnej wagi to taki bat na mnie jest idealny! Aktualnie jestem w połowie drogi, ale przeklęty Virtual Partner wyciąga ze mnie wszystko. Sam nie miałem aż takiej motywacji.

    Cena to też w pewnym sensie motywator. Ja sam po takim wydatku mam ochotę wycisnąć z tego co się da, a że zegarek sam nie biege, nie pływa, nie jedzie, to tylko z korzyścią dla moich treningów.

    Długość szukania satelity to faktycznie dyskomfort (uff już myślałem, że to tylko mój), ale z drugiej strony dzięki temu mam czas na dokładną rozgrzewkę i rozciąganie, a to też ważne. Zastanawia mnie natomiast barometr, bo z wysokościami są pewne jaja. Może to dlatego, że wlot powietrza jest tuż przy ręce.

    Pozdrawiam i polecam 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here