Mariusz Olejniczak wygrał The Race 2016

10

Chciałbym podzelić się moimi wrażeniami z niesamowitej imprezy, w której wziąłem udział, zwanej THE RACE. Event odbył się w pierwszy weekend marca na dziewiczych i surowych terenach wybrzeża Atlantyku w Donegal, Irlandia. Imprezę ukończyłem na 1 miejscu z nowym rekordem trasy 15:01:45. Co to jest The Race? Należy do jednego z najtrudniejszych 24 godzinnych wyścigów wytrzymałościowych na świecie. Dystans 250 km składał się z sześciu etapów (etap 1 bieg 22km; etap 2 kajak  15km; etap 3 rower 96km; etap 4 wspinaczka na Muckish 5km; etap 5 rower 68km; etap 6 bieg maraton). Była to trzecia edycja The Race, w której wystartowało 86 śmiałków z tylko jedną myślą o ukończeniu całej trasy w 24 godziny. Dla mnie był to plan ostateczny, gdyż nastawiłem się na zwycięstwo w tej imprezie i teraz wiem, że dzięki swojej pewności siebie byłem nie tylko mocno przygotowany fizycznie, ale co ważniejsze psychicznie.

 

MariuszOlejniczakTheRace9

 

W regulaminie było mocno podkreślone, że jest to „Unsupported event”, czyli jakakolwiek pomoc z zewnątrz była zabroniona i wszystko to, co zawodnik będzie używał w dniu startu musi umieścić w czterech plastikowych pojemnikach o pojemności 25 litrów. Logistyka i odpowiednie rozmieszczenie ubrań oraz odżywek była kluczowa. Teraz już wiem, że na wspinaczkę po górach założyłbym raki, gdyż było bardzo ślisko, a na samej górze zalegał  śnieg.  W przedstartową noc panowały ogromne emocje wśród wszystkich uczestników, gdyż wiedzieliśmy, że mimo północnego wiatru etap 2 odbędzie się według planów. Powiem szczerze, że jeszcze nigdy nie byłem tak przerażony, a startuję w triathlonach już od prawie dwudziestu lat. Każdy z zawodników przez cały czas trwania wyścigu musiał posiadać ze sobą: folię termalna, gwizdek, telefon, chip, oraz nadajnik GPS, dzięki któremu można było śledzić poczynania zawodników przez internet oraz w razie problemów łatwiej można było odnaleźć zawodnika. O 3:30 nad ranem wszyscy spotkaliśmy się na śniadaniu gdzie można było zaobserwować przerażenie i strach w oczach. Punktualnie o 5:00 rano ruszyliśmy w stronę niesamowitej przygody.

 

 MariuszOlejniczakTheRace3

 

Etap 1 – 22 km biegu był w porównaniu do kolejnych etapów rozgrzewką. Tempo w pierwszej grupie było bardzo mocne, a na ostatnich 500 m puściłem chłopaków do przodu, gdyż dosłownie sprintem ruszyli do strefy zmian. Gdy tam dotarłem i zobaczyłem, że jeden ze startujących zakłada tylko lekką wiatrówkę i wybiera się w asicsach na kajak, wiedziałem, że będzie z nim ciężko, w ostateczności na 4 etapie wycofał się z powodu hipotermii. Początek był całkiem przyjemny ponieważ płynęliśmy rzeką wraz z nurtem. Jednak gdy znalazłem się już w zatoce, pojawił się zimny północny wiatr, a wraz z nim fale, które dosłownie wlewały się do kajaku mocząc mnie całkowicie. Ze względów bezpieczeństwa były to ciężkie kajaki odkryte u góry, do którego łatwiej było można wsiąść w razie wywrotki. Ku mojemu zdziwieniu, mimo braku w treningach tego elementu, ale dzięki silnemu korpusowi i górnej części ciała, wyszedłem z kajaku wraz z jeszcze jednym zawodnikiem na czołowych miejscach. Mimo odpowiedniego stroju, byłem skostniały i przemoczony, nogi całkowicie odmówiły mi posłuszeństwa, a przy wysiadaniu tylko dzięki pomocy jednego z organizatorów uniknąłem wpadnięcia do morza. W strefie zmian która mieściła się w kontenerze, rozebrałem się do rosołu, i zacząłem robić wymachy ramion na poprawienie krążenia kopiując Bear Grylls’a. Po kilku minutach byłem już ciepło ubrany i gotowy do trzeciego etapu, czyli bardzo wymagającego roweru wzdłuż wybrzeża Atlantyku.  Łącznie suma podjazdów z dwóch etapów rowerowych wynosiła 3000 m. Podjazdy trwały w nieskończoność i  były bardzo strome. Na tym etapie naprawdę mocno przycisnąłem i zdobyłem około 17 minutową przewagę nad kolejnym zawodnikiem.

 

MariuszOlejniczakTheRace4

 

Czwarty etap to wspinaczka na Muckish 666 m n.p.m. Widząc z daleka, że na górze leży śnieg wiedziałem, że to nie będzie etap regeneracyjny. Trasa była wyznaczona przez bagna i torfowiska w których momentami zapadałem się po kolana, kiedy dotarłem do granicy śniegu zrobiło się już bardzo ślisko. W drodze powrotnej bardzo uważałem, żeby czasem nie nabawić się jakiegoś urazu, który mógłby mnie wykluczyć z  imprezy.

 

MariuszOlejniczakTheRace2

 

Przebrałem się całkowicie po raz drugi przed piątym etapem czyli 68 km roweru, na którym znajdował się około 20 km odcinek specjalny, na którym odbywają się regularnie rajdy samochodowe. Droga była częściowo szutrowa, także modliłem się o to, aby nie złapać gumy. Na jednym z zakrętów zbyt mocno zachamowałem i przestrzeliłem zakręt wyjeżdżając na kilkanaście metrów w torfowisko. Najlepsze było, to że akurat jechał za mną fotograf i uchwycił na kilku ujęciach jak wracam z rowerem na drogę.

 

MariuszOlejniczakTheRace5

 

Pod koniec tego etapu i jedenastu godzin na trasie czułem już zmęczenie. W ostatniej strefie zmian wiedząc, że mam sporą przewagę postanowiłem się rozgościć i spędziłem w niej 11 minut. Po wypiciu ciepłej zupy rozpocząłem maraton. Miałem ze sobą pas z napojem, żele, elektrolity i w ręce butelkę coli, która była dla mnie zbawieniem. Pierwsze 16 km było cały czas pod górę. Mentalnie było to ciężkie, gdyż nie było widać gdzie ten podbieg się kończy, ale w głowie miałem myśl, która sprawdziła się na zawodach już po raz kolejny. „Im szybciej pobiegnę, tym szybciej skończę” i będę mógł już w końcu się położyć.

 

MariuszOlejniczakTheRace6

 

Po wbiegnięciu na przełęcz, trasa skręciła w lewo i wiodła w dół po wąskiej ścieżce wysypanej kamieniami do przepięknego Glenveagh National Park, gdzie znajdowałem się zupełnie sam, a widoki zapierały dech w piersiach. Był to wąwóz z wodospadami, które prowadziły do ogromnego jeziora. W dalszej części nagle zza drzew wyłonił się przepięknie położony zamek. Zostałem nagrany przez organizatorów na filmie z lotu ptaka, który jest dla mnie wspaniałą pamiątką.

 

 

Tak naprawdę był to jedyny płaski odcinek tego maratonu, gdyż po chwili droga skręcała w prawo na kolejny 8 km  podbieg. Wiedziałem, że nie mogę się zatrzymać bo już nie ruszę. Ostatnie 16 km biegłem już w całkowitej ciemności wyszukując światłem latarki malutkich żółtych flag, których było ponad dwa tysiące na całej trasie. Dodatkowo na 12 km było można zobaczyć światła, gdzie kończyła się cała impreza, lecz do obiegnięcia było jeszcze jedno jezioro. Kiedy dobiegłem do mety emocje były niesamowite. Czekała na mnie bardzo duża grupa kibiców którym chciałem bardzo podziękować, w tym moja żona Alicja oraz wielu przyjaciół, którzy przyjechali specjalnie do Donegal, aby dopingować mi oraz Ken Eustace w The Race. Wiedziałem też, że cała moja rodzina, oraz spora grupa znajomych śledziła mnie poprzez nadajnik GPS przed komputerami.  

 
MariuszOlejniczakTheRace7 

Jeszcze nigdy nie byłem tak wyczerpany. Bez wątpienia była to najtrudniejsza impreza w jakiej brałem udział, jednak wzmocniła mnie jeszcze bardziej psychicznie. Choć dla wielu wyda się to dziwne, ale dystans Ironmana nie stanowi już dla mnie większego wyzwania. Dla wielu sezon jeszcze się nie rozpoczął, a ja start A mam już za sobą, co prawda po dwóch latach nieobecności wracam do Polski, aby wystartować w Karkonoszmanie. Zadając sobie pytanie, co dalej, gdzie są granice ludzkiej wytrzymałości, teraz już wiem, że ich nie ma! Można powiedzieć the sky’s a limit. W przyszłości chciałbym wrócić na Kona po nieudanym starcie w 2014 roku ponieważ mam tam niedokończony interes do załatwienia. Obecnie priorytetem dla mnie jest moja rodzina oraz skupiam się na szkoleniu i przekazywaniu wiedzy w No1 Fitness Kilcullen, której jestem współwłaścicielem, oraz PTM Coaching. Wielkie brawa dla wszystkich uczestników, oraz organizatorów, którzy odwalili kawał dobrej roboty. Ten klimat rodzinny panujący przez cały weekend w Donegal był czymś, czego nie da się poczuć na komercyjnych imprezach triathlonowych. Było to prawdziwe i niesamowite przeżycie, które wzbogaciło wszystkich startujących. Do mety dotarło tylko 68 zawodników, a kilku z nich dotarło do mety niecałe 9 godzin po mnie. Tak, że naprawdę wielki szacunek, gdyż Ci zawodnicy ostatni rower i maraton pokonali w całkowitych ciemnościach. Cieszy również fakt, iż cały dochód z tej imprezy przeznaczony był na GORTA – Self help Africa.

 

MariuszOlejniczakTheRace8

 
 

Pozdrawiam 

Mariusz Olejniczak

Personal Trener,  Coach, Zawodnik, Dyrektor No1 Fitness, Miłośnik i pasjonat sportów wytrzymałościowych z 20 letnim doświadczeniem. Uczestnik Mistrzostw Świata na Hawajach, Ironman Austria poniżej 9 godzin, przebiegniętych 30 maratonów z PB 2:38 Dublin 2013roku, Medalista Mistrzostw Polski i Irlandii w triathlonie.

10 KOMENTARZE

  1. Granica ludzkiej wytrzymałości ma to do siebie, że im bardziej się do niej zbliżamy tym bardziej się od nas oddala, pokazując, że możemy znieść jeszcze więcej. Jesteś tego wybitnym przykładem. Wielki gratulacje. Trzymam kciuki za ambitne plany!

  2. Niesamowity wyczyn, gratuluję. A artykuł do przeczytania polecam szczególnie tym, którzy wyrywają się na Hardasuka z małym bagażem doświadczeń w triathlonie. Zobaczcie na czasy i osiągnięcia Mariusza, które pozwoliły na udział w ekstremalnych zawodach. A nie czasy słabe, wódeczka co drugi weekend, ale pierwsi do startu w zawodach typu extreme. Do przemyślenia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here