Ważne, by na zielonym dywanie ktoś na Ciebie czekał!

5

Od Redakcji: Ostatnie chwile przed pierwszym wystrzałem Herbalife Ironman 70.3 Gdynia to dla mnie zawsze gorący czas, pełen emocji, podawania mnóstwa komunikatów, próśb, itp. Generalnie – dzieje się. Jest to jeden z najintensywniejszych momentów całego dnia. Mimo, że jestem wzrokowcem i mam doskonałą pamięć do twarzy, w takiej chwili, kiedy podchodzi do mnie kilka osób w ciągu minuty, nie jestem w stanie wszystkiego i wszystkich zapamiętać. Jednak tego “gościa” zapamiętałem. Miał taką iskrę w oczach, taką radość z tego, że za chwilę wskoczy do wody, że nie sposób było go nie zapamiętać. Kiedy po ponad pięciu godzinach Jurek wbiegał na metę, widziałem w jego oczach tą samą… a może jeszcze większą radość. To samo widziałem na wielu twarzach i w wielu gestach, jak np. reakcji Krzysia Wiatrowskiego, który zrobił w strefie mety prawdziwe show! Powiem jedno – dla takich chwil warto czekać cały rok. Kiedy po zawodach poznałem historię Jurka ze szczegółami, poprosiłem go, aby opisał ją w krótkim felietonie na Akademii Triathlonu. Dziękuję raz jeszcze za wspaniałe emocje i zapraszam do lektury jednej z tych historii, które motywują, inspirują i wzruszają. 

Łukasz Grass vel Ojciec Dyrektor

 

Jerzy Lipczyński

 Od najmłodszych lat zafascynowany byłem sportem. Uwielbiałem rywalizację, wyzwania i sięganie coraz dalej. Rozwijałem się i sport towarzyszył mi na każdym kroku. Pewnego dnia podczas zabawy na huśtawce spadłem, a wracająca huśtawka uderzyła mnie w głowę. Z tego dnia pamiętam jedynie, że przed wypadkiem w tym miejscu było kilkoro dzieci. Kiedy się obudziłem po uderzeniu, nie było nikogo. Miałem wtedy 9 lat. O własnych siłach, z bólem głowy, przemknąłem do swojego pokoju, nie wspominając rodzicom słowem, co się stało. Zacząłem mieć problemy z koncentracją, nauczyciele skarżyli się, że nie uważam na ich zajęciach. Po pewnym czasie będąc z rodzicami u znajomych, zemdlałem i przeżyłem pierwszy atak padaczki w życiu. Rozpoczęło się długotrwałe diagnozowanie. Szpital stał się drugim domem. Lekarze absolutnie zabronili mi uprawiania sportu. Po długim leczeniu i miesiącach w szpitalu wyszedłem na prostą. W międzyczasie zacząłem wracać do dyscypliny, którą uprawiałem – piłki nożnej. Byłem bardzo ostrożny, a jednak… kolejny atak nastąpił. Lekarze skreślili mój dalszy rozwój pod kątem sportowym. Dobiłem do dna. Dla kogoś kto dopiero skończył 18 lat, a sport był tak ważną częścią jego świata, taka wiadomość to koniec marzeń, konieczność przewartościowania życia. Mimo obaw lekarzy poszedłem na studia i ukończyłem Akademię Wychowania Fizycznego w Krakowie. To właśnie tam odżyły moje marzenia. Tak naprawdę nigdy nie umarły. Wielu ludzi w tym czasie we mnie zwątpiło, uważało że nie dam rady, że ryzyko jest zbyt duże. Marzenia zostały stłumione przez ludzi, którzy nigdy nie stali na mecie, nie słyszeli na ostatnich metrach dopingu i nie poczuli tych emocji, jakie towarzyszą zwycięstwu. Zmobilizowałem siły i zacząłem mądrze trenować. Pewnego dnia w drodze na uczelnię wpadła mi w ręce ulotka o zawodach triathlonowych. Zacząłem drążyć temat. IRONMAN 3.8 km pływania, 180 km jazdy na rowerze i maraton. To dopiero wyzwanie … ! Dużo większe niż każde inne do tej pory…

Rok 2015 miał być rokiem wyjątkowym. Po ciężkich przeprawach z zapisami na pierwszego w Polsce Ironman’a 70.3 byłem niesamowicie szczęśliwy, że będę mógł wystartować. Cały rok ciężkiej pracy, pilnowania się na każdym kroku i tętniąca w głowie myśl o finiszu w Gdyni. Każdego dnia bez względu na pogodę dawałem z siebie tyle, ile mogłem. Sąsiad, który mieszka u mnie w bloku i nie do końca wydaje się być ulubieńcem reszty mieszkańców, spotkał mnie zimą w windzie. Pakując rower do środka przywitałem się, drzwi się zamykają i padają słowa:

– Na rowerze… tak?

– No tak, jak zawsze…

– Słyszał Pan? W TV mówili, że jest minus 15 i śniegiem sypie.

– Tak słyszałem, ale i tak jeżdżę.

 

Zmierzył mnie wzrokiem, pokiwał głową i dodał:

– A sąsiedzi mówią, że to ja jestem nienormalny!

 

Tak bardzo chciałem by te zawody były wyjątkowe. Bo triathlon jest dla mnie wyjątkowy. To dyscyplina, która wiele mi dała. Pomogła stanąć na nogi, pomogła uwierzyć w marzenia, w siłę jaka jest w każdym z nas. Kiedyś, siedząc na sofie ze swoim teściem, oglądaliśmy Ironmana na Hawajach. Doszło do zakładu, w pewnym sensie obietnicy, by pełny dystans ukończyć w mniej niż 11 godzin. Zgodziłem się, bo lubię wyzwania. To był człowiek jedyny w swoim rodzaju, który teraz na pewno śledzi to, co robię i to, czy wywiązuję się z danego słowa. To cel sam w sobie. Gdynia i pierwsze zawody z serii Ironman w Polsce to również obietnica dana komuś wyjątkowemu. Komuś, kto tak jak ja kiedyś ma problem z wiarą w to, że będzie dobrze. W to, że z perspektywy czasu wiele się zmienia, a to co teraz wydaje się nam przerażające i ciężkie, po pewnym czasie mija i jesteśmy w stanie budować wiele wspaniałych rzeczy. To osoba o pięknych marzeniach, która musi odnaleźć siłę głęboko w niej drzemiącą i dać się jej ponieść. Tą obietnicą było 05:20:00 na zawodach w Gdyni.

 

10 dni przed zawodami normalny dzień. Wibruje telefon – dostałem wiadomość. Czytam i nie mogę uwierzyć. Wiadomość dosyć długa, a w oczy rzucają się jedynie słowa … Wypadek, nie żyją, przykro mi … wybieram numer tej jakże ważnej dla mnie osoby. Kogoś, kto pomógł mi, gdy nikogo innego nie było przy mnie. Kogoś, kto potrafił spojrzeć na mnie i powiedzieć wszystko, nie wypowiadając słów. Taką osobę spotykasz raz, może dwa razy w życiu. Niestety numer nie odpowiada. Dzwonię do koleżanki, od której dostałem wiadomość. Zapłakana między kolejnymi wdechami mówi, że moja była dziewczyna i jej mąż mieli wypadek… i niestety … już ich nie zobaczę. Nie mogę się ruszyć, do oczu płyną łzy, których nie mogę, nie chcę zatrzymać. Tak bardzo mocno czuję, jak coś w środku we mnie umiera. Jakaś część mnie zostaje wydarta żywcem. Chcę coś zrobić, coś powiedzieć, nad czymś zapanować … nie jestem w stanie. Odpuściłem zupełnie treningi. Przy ludziach, z którymi pracuję, byłem tym samym człowiekiem, a w środku zmiażdżony, rozbity, bez życia. Kilka nieprzespanych nocy i kilka dni wyjętych z życia … musiałem coś z tym zrobić. Ona by nie chciała, bym się poddał.

 

11855665 892197777484036_7218501608187925170_n

Zawsze we mnie wierzyła, zawsze widziała we mnie siłę, zawsze…nie mogłem jej zawieść. Wyjazd do Gdyni zaplanowałem na noc z czwartku na piątek. Chciałem przejechać w spokoju i ciszy i bez upałów. W piątek rano wejść do morza, przejechać kilka kilometrów i przebiec się spokojnie. Wyspany ruszyłem w drogę. Po jakimś czasie zacząłem się źle czuć za kierownicą. Klimatyzacja, otwarcie okien, muzyka nic nie pomagało. Czas stanąć i się przespać. Znalazłem stacje i zasnąłem. Później uczucie, które miałem wcześniej wróciło ze zdwojoną siłą. W głowie miałem tylko jedną myśl – nie zasnąć i znaleźć miejsce na postój. Nie śpij, nie śpij… trąbienie w oddali i na sekundę przed uderzeniem otwieram oczy. Zasnąłem! Przejechałem ponad 500m! Nie ma szans nie uniknę zderzenia. Seria chaotycznych odruchów, wciskam pedał hamulca tak mocno jak potrafię, odbijam kierownicą, uderzam w samochód, odbijam się od niego i wpadam na barierę energochłonną, wszystko w asyście pisku opon i klaksonów innych kierowców. Po zatrzymaniu się nie wierzę w to, co się stało. Czy może być gorzej? Jestem na siebie tak zły jak nigdy. Klnę, klnę i jeszcze kilka razy. Na szczęście nikomu nic się nie stało… po pewnym czasie i załatwieniu formalności związanych z wypadkiem, sprawdzam, czy jestem w stanie dojechać do Gdyni w całości. Wcześniej obowiązkowy sen i najgorsza podróż jaką odbyłem prowadząc samochód.

Dzień startu to rutynowe przygotowanie sprzętu, jedzenia i w drogę do Gdyni na plażę. Rozgrzewka w morzu, wychodzę z wody, czuję, że będzie dobrze, czuję, że w tym momencie nie liczy się nic, co było wcześniej, czuję, że podczas tej rozgrzewki wróciła siła, nadzieja, marzenia. Czuję, że wszyscy, którzy coś dla mnie znaczą są blisko mnie, czuję wolność, radość i widzę… Łukasza Grassa. Człowieka, który rok wcześniej nie przybił mi piątki na mecie, bo czytał coś z kartki. Biega, krzyczy i nagle patrzy na mnie, a ja na niego. Pytam, czy w tym roku byłby tak miły i przybił piątkę na mecie, bo w tamtym jakoś się minęliśmy. Roześmiał się i obiecał, że w tym roku na pewno się nie miniemy. Na mecie gdzie zaczyna się zielony dywan, widzę z daleka Łukasza, biegnę w jego stronę, staję przed nim, chwytam jego dłoń i krzyczę „ Jestem, jestem !”. W jego oczach widzę tą samą radość, jaka jest we mnie, euforia, szał, podskoki i niesamowita satysfakcja.

 

11846609 577228499084937_8334145530327909372_n  11870754 577228682418252_1158242946318261253_n

 

Dla mnie Ironman to szereg wypadków, jakie spotykają nas w życiu, a zielony dywan to zapowiedź tego, że zawsze po najgorszych rzeczach, jakie nas spotykają, musi być dobrze! I tylko od Ciebie zależy, czy weźmiesz każdy dzień w swoje ręce, czy się poddasz! Ważne, by na zielonym dywanie ktoś na Ciebie czekał…

 

Dedykacja: Zawsze będę o was pamiętał…

 

11911142 1182149511800759_944894267_n 

 

Ktoś kiedyś napisał, że triathlon to mimo wszystko dyscyplina zespołowa. Zespołem dla zawodników Pro jest trener, fizjolog, fizjoterapeuta i cały sztab ludzi dający z siebie wszystko, by ten jeden człowiek był w stanie osiągnąć cel. Dla mnie moim zespołem jest rodzina. Pięcioletnia córka, która po każdych zawodach chce oglądać medal. Która zawsze pyta, czy wygrałem i jak mi poszło? Mój 15-miesięczny syn, który jest wulkanem energii i biegnąc przez mieszkanie zatrzymuje się dopiero na ścianie, a po każdym upadku podnosi się bez płaczu. Ania, żona, która opanowuje całe to domowe zamieszanie i każdego dnia rozumie, ile dla mnie to wszystko znaczy. Jej wyrozumiałość to dla mnie mistrzostwo świata. Cała trójka jeździ ze mną na każdych zawodach przyklejona na kierownicy. Bo ich wysiłek jest równie wielki.

 

11856326 847663158657093_5034976457659694045_o  11900926 1182137821801928_1688721296_o

Podoba Ci się jak i o czym piszemy?     
Założyciel i Redaktor Naczelny Akademii Triathlonu. Triathlon uprawiam amatorsko od 2009 roku. Startuję głównie na dystansach Ironman 70.3 oraz Ironman. Moje najlepsze zawody to: 4h 30 minut w IM 70.3 Haugesund w Norwegii i kwalifikacja na MŚ w Las Vegas (roll down z 16 miejsca) i 10h w pełnym Ironmanie w Kopenhadze. W latach 2016-2019 byłem redaktorem naczelnym Business Insider Polska - serwisu biznesowo-informacyjnego, który w ciągu 3 lat od pojawienia się na rynku stał się drugim najpopularniejszym serwisem biznesowym w Polsce i pierwszym z rodziny Business Insidera w Europie. Czyta go ponad 5 mln internautów. 2001 - 2016 byłem dziennikarzem radiowym i telewizyjnym. Pracowałem m.in. w Radiu TOK FM, jako zastępca redaktor naczelnej, szef informacji, prowadzący "Poranek TOK FM”. Przez 6 lat byłem związany z TVN24, gdzie prowadziłem magazyn "Polska i Świat”. Byłem również gospodarzem takich programów jak: "Magazyn 24 godziny", "Cały ten świat", "Serwisy informacyjne". 8 listopada 2018 roku, na rynku ukazała się moja pierwsza powieść biograficzna pt.: "Najlepszy. Gdy słabość staje się siłą", która po miesiącu wskoczyła na listę bestsellerów Empiku. Do dziś sprzedano ponad 50 tysięcy egzemplarzy. Książka opowiada o losach Jerzego Górskiego - legendy polskiego triathlonu. 29 października ukazała się moja druga powieść biograficzna pt.: "Szlag mnie trafił", opowiadająca losy Moniki Michalak, która przeżyła skomplikowany udar pnia mózgu. Obecnie pracuję nad książką o Robercie Karasiu - mistrzu świata i rekordziście na dystansach Double i Triple Ironman.

5 KOMENTARZE

  1. Dzięki za historię. Mega pozytywna, mega inspirująca. Mimo wszystkich tych przykrych rzeczy które Cię spotkały pokazujesz że w świecie Tri sprowadzonym niestety do normalności pojawiają się od czasu do czasu unikaty takich pozytywnych emocji.
    Chciałbym brać udział w zawodach w których będą tacy ludzie jak Ty i tak je będzie można przeżywać wspólnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here