Zakochany od 12 lat, marzy o kategorii 90+

Triathlon? Faktycznie to chyba miłość od pierwszego wejrzenia. Pływanie trenowałem „od zawsze” wyczynowo, po studiach zacząłem trochę ścigać się na rowerze MTB, kiedy więc przeczytałem w Gazecie Lekarskiej  o Mistrzostwach Lekarzy w Triathlonie pomyślałem: TAK! To jest sport dla mnie. Pojadę i wygram ! Trochę martwiłem się bieganiem, ale dam radę. To był rok 2001 – Sława. Kiedy dojechałem z małżonką na miejsce, zaniepokoił mnie nieco widok młodych wysportowanych ludzi o nienagannych sylwetkach z kosmicznym sprzętem, ale „przecież to nie są lekarze” – nie moja kategoria. Na 18-tą w pokoju nr 6 odprawa lekarzy startujących w mistrzostwach. Wpadłem lekko spóźniony. Pokój składał się z dwóch pomieszczeń, w jednym siedzieli zgromadzeni uczestnicy, a w drzwiach stał … organizator. Usiadłem z rozdziawioną gębą. Organizator- IDOL! Miał na sobie obcisły strój z lycry, szczupły, wysportowany, konkretny. – Chyba jednak nie wygram – pomyślałem.

– Każdy z zawodników musi mieć ze sobą kask ochronny – rzekł  IDOL, później sięgnął ręką do pokoju z tyłu i wyciągnął aerodynamiczny kask Rudy Project ze zintegrowaną szybą.
– Uooooo – rozeszło się po sali cichutko.
– Każdy zawodnik musi posiadać rower wyścigowy – jedną ręką sięgnął do pokoiku i uniósł w górę niebiesko–żółtego Peugeota. Cacuszko…
– Uoooo – rozeszło się znów po pokoju.

 

slawa-triathlon

Z odprawy wracałem nieco przestraszony. Kurcze, co ja sobie myślałem, jutro start, a ja jestem całkiem zielony. A on –  IDOL – jest wspaniały. Start! No cóż, bardzo wiało i była ogromna fala. Popłynąłem swoje i wyszedłem z wody dość wysoko, ale IDOL szybko minął mnie na rowerze z prędkością TGV i… tyle go widziałem. O biegu w ogóle nie chcę mówić. Masakra, ale…byłem drugi!

Rok szybko minął i już za chwilę Kędzierzyn Koźle i kolejne Mistrzostwa Polski Lekarzy w triathlonie. Niestety martwił mnie fakt, że tym razem na dystansie olimpijskim. 10 km biegu na koniec? Dam radę! Popłynąłem swoje i wyszedłem wysoko z wody. Teraz tylko na rowerze nie dać się dojechać IDOLOWI , szybko….nogi słabe..  i wtedy zdarzył się CUD! Jechałem na maksa – 30 km/h,  nagle wyprzedził mnie inny zawodnik, stanąłem w korby, tętno maksymalne i… jadę za nim.. 35km/h –  jadę,  40 km/h-  jadę.. jakbym Pana Boga za nogi złapał, a nigdy wcześniej nie jeździłem na kole i w grupie. Cóż,  nie muszę wspominać, że ani razu nie wyszedłem na zmianę, bo nie miałem siły. Mój KOŃ początkowo grzecznie mnie zachęcał, później coś krzyczał o jakiś „patafianach”, ale byłem tak ugotowany , że nie zwróciłem na to uwagi. Bieg był straszny…. Kiedy przebiegałem przez starówkę Starego Miasta w Kędzierzynie Koźlu, usłyszałem głos pewnej „uroczej pani po przejściach” zamieszkującej pobliską bramę „k…a taki młody, a ledwie biegnie”. Ale dobiegłem – PIERWSZY ! Okazało się, że IDOL złapał dwie gumy i dlatego mnie nie wyprzedził…..

Szybko minął kolejny rok, tym razem Górzno 1,5-40-10. No nie zna życia, kto nie startował w Górznie. Pływanie w uroczej dolince – i  od razu sztywny podjazd kilkaset metrów. Wtedy w triathlonie startowało ze 150 osób, ale bycie w pierwszej 50- ce to był prawdziwy wyczyn. Miałem nadzieję, że  ON nie przyjedzie, ale przyjechał, przygotowany, na nowym, jeszcze lżejszym rowerku. No cóż, przecież ja też trenowałem ! Biegałem! I kupiłem rower szosowy. Miałem już nawet piankę – uszytą „ na miarę” przez nurka z miasta Łodzi. Oczywiście nie przyszło mi do głowy, aby ją wypróbować. Rano otwarcie, hymn narodowy, trąbka i do wody!!  Moja konkurencja. Tu muszę zdobyć przewagę i wygrać! Pierwszą setkę przeleciałem zdziwiony, jak wysoko leżę na wodzie, ale później w mojej piance „na miarę” zebrało się trochę wody, tak z pół wiaderka, może więcej. Kiedy rotowałem się w prawo, woda wokół bioder poruszała się w kierunku zgoła przeciwnym. CIĄŻA – to jednak wielki wysiłek dla kobiety, pomyślałem. Podobnie było ze mną, ale popłynąłem swoje i znów wyszedłem wysoko z wody. Na szczycie tego cholernego podjazdu już miałem maksymalne tętno, wszyscy mnie urwali, zostałem sam, czując, że IDOL się zbliża. Na szczęście dogonili mnie następni, powoli zebrała się grupka i znów pędziłem 40 km/h oddalając się od IDOLA. Wychodziłem nawet na niezbyt długie zmiany, po których walczyłem o życie na końcu grupy, ale dojechałem UGOTOWANY!

 

Wybiegłem z T2 i zabrakło mi ATP. Bieg ciągnął się w nieskończoność, a ja cierpiałem coraz bardziej. Przestałem już myśleć o zwycięstwie w kategorii lekarzy, a marzyłem tylko, żeby przetrwać. Na nawrocie zauważyłem, że IDOL biegnie lekko i zbliża się do mnie. Dogonił mnie gdzieś na trzy kilometry przed metą. Kurczę! Tak niewiele brakowało… Kiedy mnie mijał poklepał po plecach, nic nie mówił, ale ja słyszałem wyraźnie „ starałeś się, ale nie wyszło”. I wtedy zdarzył się CUD . Choć nie miałem już energii postanowiłem, że wyjdę z twarzą z tej rywalizacji i pokażę, że mam jaja. Wbrew logice, dysząc jak parowóz na ołowianych nogach, ruszyłem sprintem! „Tylko do tego drzewa” pomyślałem, później zdechnę i dojdę do mety na piechotę. Odwróciłem się – jest za mną.. 2 metry. No dobra, wytrzymam ten sprint do kolejnego drzewa i zobaczymy… 4 metry, droga zaczęła się nieco wznosić aż do kościółka w miasteczku, już się nie odwracałem, przekroczyłem swoją granicę bólu i byłem jakby zupełnie nieobecny, nie słuchałem swojego ciała, brnąć poza czerwoną linię .. na szczycie spojrzałem w tył.. było z 50m przewagi, do mety może z 500m, ale ja już biegłem w transie i nie było takiej siły, żeby mnie zatrzymać…

Minęło kolejne 12 lat, a ja wciąż jestem zakochany po uszy w tym sporcie. Teraz jestem obstawiony sprzętem i elektroniką, a na starcie staje 1500 osób albo więcej. Wszystko się zmieniło. Ale najpiękniejsze jest to, że przyjaciele, których wtedy poznałem, wciąż startują , są młodzi, w świetnej formie, a ja mimo, że dawno przekroczyłem 40-tkę wciąż się poprawiam. Cały czas mam tyle rzeczy do zrobienia, w pływaniu, rowerze, biegu, w T1 i T2. Jeżeli zdrowie pozwoli myślę, że triathlon zostanie za mną na zawsze. A z IDOLEM będziemy się ścigać w kategorii M 90+. Oczywiście , jeżeli żona pozwoli…..

 


Dla Pana Piotra mamy słuchawki Yurbuds Focus 200. Gratulujemy.

focus-100.jpg

Powiązane Artykuły

7 KOMENTARZE

  1. Super tekst, świetnie się czyta.
    I ogólnie widzę jak historia lubi zataczać koła :).
    Zgadnij, tylko kto był IDOLEM te 4 czy 5 lat temu? 🙂

  2. ,,będziemy się ścigać w kategorii M 90+.” Jestem za! Zwłaszcza, że tak dużo do tego czasu mi nie zostało…. 🙂
    Super tekst!

  3. Wspaniały tekst i rewelacyjna perspektywa. Zawsze na zawodach z największym podziwem patrzę na kategorię 70+, 80+, 90+ 🙂 Gratuluję tych 12 lat, nastawienia i oczywiście nagrody w konkursie „Love is in the air”!

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,466ObserwującyObserwuj
442SubskrybującySubskrybuj

Polecane