“Żywa miłość do rzeczy martwych” – Filip Przymusiński

0

“Merido moja! Ty jesteś jak zdrowie. Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie…”   Tak sobie zaadoptowałem słowa Adam Mickiewicza. Na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak kiepski żart, żeby nie powiedzieć profanacja, ale w rzeczywistości są to słowa bardzo trafione.

Czym dla sportowca jest jego sprzęt? To przede wszystkim narzędzie pracy. Czym jest dla amatora? To niekiedy spełnione marzenie z dzieciństwa, to niekiedy lata wyrzeczeń i odkładania znacznej sumy pieniędzy. W moim przypadku to nawet coś więcej. To szukanie części, ulepszanie, dbanie, czyszczenie, polerowanie, naprawianie. Dla mnie to wręcz część ciała, jego… przedłużenie. Razem tworzymy jedno, razem stajemy na podium, albo liżemy rany na mecie. Moja żona powiedziała mi kiedyś: „Żebyś ty tle czasu poświęcał mnie, co temu rowerowi”.

 

merdia4

Niedzielny poranek, w planach trzy godziny „górala”. Jem lekkie śniadanie, ubieram się, schodzę do garażu i… w miejscu, gdzie stała moja wypieszczona maszyna, widzę pustkę. Przecieram oczy, bo to może jeszcze sen jakiś. Niestety. Dwa inne rowery stoją nieco dalej nietknięte, odsunięte na bok, brakuje tylko tego jednego, ale najważniejszego. Tyle z planów treningowych. Telefon na 997 i naprawdę szybko, bo już po kilku minutach jest pierwsza ekipa. Sprawa została potraktowana bardzo poważnie, a czyn zakwalifikowany jako włamanie z kradzieżą przedmiotu znacznej wartości. Przyjechał pies tropiący, wymontowano i zabezpieczono zamki, zebrano ślady, spisano raporty. Naprawdę byłem bardzo miło zaskoczony. Przyszła mi taka myśl do głowy, że zazwyczaj policję kojarzymy z mandatami. Młodociani pseudo-raperzy próbują zaistnieć, wykrzykując znane ogólnie hasła w stylu CHWDP. Piętnowane są też wykroczenia stróżów porządku, a jak tylko coś się uda nagrać, to zaraz jest we wszelkich wiadomościach. Fakt wpadki bywają, bo Policja to grupa społeczna jak każda inna i też są w niej czarne owce, tyle że wszystko jest tu bardziej na świeczniku. Nie zawsze jednak widzimy jaką ciężką i niebezpieczną robotę robią Ci ludzie.

Czy kogoś podejrzewam? Hmm… Być może to cena za większą czy mniejszą popularność. Słyszę, bym się czasem nie zdziwił. Złodziej wiedział dokładnie, po co przyjechał, gdzie tego szukać i zabrał tylko to, co go interesowało. W takich przypadkach często sprawca zna ofiarę, czy nawet nie raz u niej gościł. To przeraża mnie chyba najbardziej. Myśl, której staram się do siebie nie dopuszczać, jest brutalnie zabijana przez statystki policyjne. Jak teraz zaufać ludziom? Włamanie do domu to też naruszenie jakiegoś sacrum, pogwałcenie oazy spokoju i bezpieczeństwa. A jeśli to była osoba, którą obdarzyłem zaufaniem? To byłaby „masakra”. Przez takie sytuacje, człowiek staje się jakby gorszym człowiekiem, mniej ufnym, mniej skorym do pomocy, ale i ostrożniejszym, czego efektem jest decyzja o zainwestowaniu w dodatkowe zabezpieczenia domu.

 

merida1

Policja policją, a mnie jeszcze czeka walka z ubezpieczycielem i lęki, czy aby gdzieś małym druczkiem jakiś paragraf nie załatwia sprawy tak, że zostanę z niczym. Potem druga batalia o wycenę roweru, który w takiej specyfikacji jak moja seryjnie nie jest produkowany. Tu każdy element miał swoją historię. Nieraz tygodniami szukałem czegoś, myślałem, kombinowałem. Mam taki zwyczaj, że z każdej wygranej kwoty jakiś procent przeznaczam na ulepszenie sprzętu, który dał mi szansę coś wygrać. Taki rower staje się wtedy skarbnicą wspomnień. Byliśmy razem na Mistrzostwach Europy w Crosstriathlonie, razem ukończyliśmy pechowy Olsztyn – ja ze złamaniem otwartym palca, Merida z pogiętym kołem i jednym sprawnym hamulcem. Razem też pozbieraliśmy się dwa tygodnie później by dokonać cudu i wygrać Mistrzostwa Polski pokonując choćby Mateusza Kazimierczaka, Adriana Szczepanskiego i Adama Głogowskiego… to były czasy i masa wspomnień, z których dziś czuje się jakby odarty, ktoś dokonał na nie zamachu, i żadne ubezpieczenie tego nie zwróci.

 

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Mogło być gorzej. Mogli ukraść więcej. Może dziś wyciągnięte wnioski uratują mnie przed czymś gorszym w przyszłości. Zazwyczaj podobne informacje traktuje się trochę jak film w TV i dopiero bezpośredni kontakt z taką sytuacją sprowadza na ziemię. Jakaś szansa na odzyskanie sprzętu zawsze jest. Bardzo serdecznie chciałem podziękować wszystkim, którzy zaangażowali się na FB w akcje informacyjną. W dwa dni pojawiło się ponad 450 ponownych udostępnień mojego komunikatu o kradzieży. Były też słowa otuchy i szczere życzenia dla włamywacza jak np.: połamania nóg, uschnięcia jąder od siodełka, czy sztycy włożonej w tylną część ciała…   Aaa! Aż mnie zabolało…

 

merdia2

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here