3 miejsce open w Ostródzkim Półmaratonie!

 

Przez dłuższy czas nic nie pisałem. Wymyśliłem sobie jakieś dziwne cele, które teraz trzeba osiągać. Bardzo nie lubię gdy coś idzie nie po mojej myśli. Przygotowania do II Półmaratonu w Ostródzie szły pełną parą. Bardzo skupiłem się na tym właśnie starcie. Można powiedzieć, że był to mój debiut, 2 raz w półmaratonie lecz 3 lata temu było to zupełnie inne bieganie. Można powiedzieć, że wtedy biegałem po amatorsku, bez jakiegokolwiek profesjonalizmu. Tym razem miało być inaczej.


Z dnia na dzień pogłębia się moja wiedza i doświadczenie na temat treningu, diety i wszystkiego co ważne by osiągnąć zadowalające rezultaty. Może niektórych to zaskoczy ale po raz pierwszy w życiu miałem tzw. pasta party dzień przed startem. Mógłbym tu napisać o wielu innych ważnych sprawach, których wcześniej nie robiłem, bo jakoś nie uważałem tego za istotne. Nie napiszę jednak nic na ten temat. Może dlatego, że mi wstyd. A może dlatego, że nie chcę pisać o czymś, czego dzisiaj sam doświadczam po raz pierwszy.


Półmaraton w Ostródzie jest rezerwowym startem. Miałem biegać za tydzień w Półmaratonie Gdańskim. Niestety, organizatorzy nie dali rady. Jest to temat na zupełnie inny wpis. Wielkie Trójmiasto nie ma żadnej szanującej się dużej imprezy biegowej oprócz biegów na 10km w Gdyni. Jest to w pewnym sensie problem. Żeby móc pobiegać, muszę jechać 130km, a mieszkam w jednym z największych miast w Polsce!


Na starcie stanęło około 180 osób. Trasa Półmaratonu była bardzo ciężka. Mosty, schody na wysokość 1 piętra, błoto, krzaki. Robiliśmy 3 pętle. Moim zdaniem można sobie od wyniku odjąć 2min. No ale nie ważne, każdy ma takie same warunki do biegania. Nie ma lekko, trzeba było zacisnąć zęby i starać się o życiówkę. Zwykle pierwszy km robię nieco szybciej od zaplanowanego tempa. Tym razem było inaczej: wystartowałem spokojnie, wolniej niż powinienem, bo i tak biegłem z przodu z czołówką (nie było sensu się wychylać i robić z siebie głupka 🙂 ). Po 2 km uciekło 2 biegaczy, ich tempo było za szybkie, niech uciekają. Zostaliśmy z 3 innymi chłopakami. Za nami nikogo, nie wiedziałem czy dobrze robię biegnąc tak szybko. Po kilku chwilach, trójka z którą biegłem zaczęła się ode mnie oddalać. Pomyślałem sobie, że tak ma być – będę biegł sam, a co mi tam. Na 6km zaczęły się dosyć poważne podbiegi, na których zawsze jestem mocny. Doszedłem uciekającą mi grupkę chłopaków. Spytałem ich na jaki czas biegną. Powiedzieli, że na 1h20 (któryś z nich tak pobiegł w Półmaratonie Warszawskim) Stwierdziłem, że ja cisnę na 1h23 i z nimi nie biegnę. Więc tylko próbowałem utrzymać ich tempo, ukrywając się za ich plecami. Po jakimś czasie (na około 8km) jeden chłopak zaczął zwalniać. Minąłem go i biegłem dalej z pozostałą 2. Bardzo dużo rozmawialiśmy o sytuacji biegu, pozycjach na których się znajdujemy, trasie,kryzysach itp. (przy tej okazji chciałem podziękować chłopakom za wspólny bieg). Biegliśmy razem do 15km. Wtedy to okazało się, że łapią ich jakieś kryzysy. Zacząłem im uciekać. Wydaje mi się, że przyspieszyłem. Zostało 6km do mety. Wiedziałem, że biegnę na około 1h21/22. Zaczął się najcięższy etap zawodów. Przez 6km biegłem zupełnie sam, walcząc o fajną życiówkę i miejsce na podium w klasyfikacji generalnej. Na ostatnich 4km było bardzo dużo dublowanych, trochę mnie to wybijało z rytmu. Ogólnie było pełno zakrętów, zmiany nawierzchni, podbiegów, zbiegów, dziur, kałuż, błota. Jak na treningu w zatłoczonym mieście. Tak się czułem. Na szczęście dobiegłem w dobrym stylu do mety. Moja nowa życiówka to 1:20:50. Biegł wyszedł mi w tempie około 3:50/km. Super tempo. Osiągnąłem kolejny cel, który sobie postawiłem na ten sezon. No i stałem na tym samym podium, na którym rok temu stał Marcin Konieczny!!!


Ciężka praca w zimie okazała się dobrą decyzją. To był chyba mój najlepszy start w życiu. Podtrzymuję serię, gdzie w każdym swoim biegu pobijam rekord życiowy. Pewnie za 3 tygodnie się to skończy (11 maja 10km w Gdyni).


PS. Jeżeli kogoś interesuje moja waga – 86kg na czczo w bokserkach.

Pozdrawiam!

Poprzedni artykuł14.04. – Podsumowanie tygodnia
Następny artykułIronman w RPA!

Powiązane Artykuły

22 KOMENTARZE

  1. dla mnie taki dystans tygodniowo to abstrakcja, musialbym trenować bieg 6x w tygodniu, a gdzie Ty masz czas na basen i rower..:))??? Co mnie jednak pociesza, to fakt, ze nawet mając wagę siłacza mozna biegac szybko!!!

  2. Eee…. to wcale nie jesteś taki ,,grubas’! 🙂 Mój wskaźnik wzrostu do wagi jest o wiele gorszy 169/76kg! Od czasu podjęcia treningów i tak z rzuciłem 9 kg! Na razie traktuje swoją wagę jako dodatkowe obciążenie w treningach… 🙂 Pozdrawiam!

  3. Dzięki chłopaki! Mój wzrost to 188cm. Z triathlonem na pewno nie będzie tak kolorowo (słabe pływanie). Mój trening to przede wszystkim ciężka praca ;p Podbiegi, interwały, fartleki, długie wybiegania, sprinty, tempówki. Wszystko to wykonuję bez wymówek. Ameryki nie odkryłem, co? 🙂

  4. Ja wciąż nie mogę zrozumieć Twojego fenomenu…bo to fenomen. Jak można ważyć 86kg i biegać tak szybko?!!!! Masz ogromną siłę w nogach i wydolność. Aż boję się pomyśleć, co się stanie kiedy zbijesz wagę do 80kg. Obyś tylko nie stracił siły będziesz miał przepiękne wyniki – w maratonie na pewno grubo poniżej 3h. Pozdrawiam i z zainteresowaniem czekam na kolejne doniesienia :-)) Gratulacje!!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

16,039FaniLubię
1,140ObserwującyObserwuj
302SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

10gr08:0018:00MORSMAN Triathlon 2022

Najpopularniejsze

X
X