78 dni bez papierosa.

Wielkie mi halo! Ale jeszcze przed dwoma miesiącami sam siebie podziwiałem za 2 tygodnie bez fajki. Tak czy owak można coś podsumować. Miałem śmigać duathlon w Sieroszewicach. No, ale z powodów niezależnych, co jasne, start musiał być odwołany. Więc maszynerię wyrywającą się do startu zdecydowałem wykorzystać wczoraj w teście Coopera. Przygotowanym jak należy, na stadionie AWF. Wszystko się pięknie poukładało: wiosenny deszczyk, znaczy leje, 7 stopni, no to po drodze się rozgrzeję, a droga marzenie – 8km wałów powodziowych, no to dodatkowo oblukam stan wody na Odrze. Jak tak sobie lecę, to zwykle w głowie fajnie się bełta. A tym razem, nagle: odwołają czy nie odwołają? Cholera, nie znam regulaminu. Która opcja wygra? „…w trosce o zdrowie i bezpieczeństwo uczestników, test został odwołany..’ czy też – „…test odbędzie się bez względu na warunki pogodowe…’ W końcu jest stadion. I bardzo dobrze, bo już się troszkę wyziębiłem. I co widzę? Kilkoro ludzików chlupchlupchlupie po czerwonej bieżni. I od razu się człowiekowi gęba śmieje. Załapałem się do biegu w samo południe (czyli słoneczko powinno być w zenicie?) i dawaj, znowu ta matematyka: jedno kółko, drugie, trzecie… Słyszę, że już tylko minuta do końca, ale kozaka, który na pierwszym okrążeniu odskoczył na 200m przed resztą już i tak nie dojdę, chociaż zostało mi ledwie 50m. Chyba ciut za dużo wody w butach i przez to straciłem świeżość w kroku 🙂 Muszę pogodzić się z wynikiem 2850m. Łyk wody i znowu na wały (jest bezpiecznie). I w ten sposób zrobiłem krótkiego longa i wyrobiłem średnią tygodniową 35km, co mnie bardzo cieszy.

 

No i co z tym podsumowaniem? Moja bogata wiedza na temat niepalenia rozciąga się od opinii, że potrzeba 10 lat, żeby organizm post-palacza odzyskał parametry podatności na raka właściwe nie-palaczowi, po opinię, że wystarczy miesiąc, aby krew osiągnęła pełną zdolność transportowania tlenu. No i, co najważniejsze, zapewniano, że rzucając jaranie jestem do przodu o 10%, jak nie więcej, z wydolnością. Biorę sobie licadło i widzę, że zyski kręcą się w okolicach 5%. Znaczy, że połówki maratońskiej w tym roku chyba jeszcze nie zrobię poniżej 1:32. Co jeszcze? Nie odczułem jakiegoś tsunami energii. Poza tym gdzie łupało, tam nadal łupie. Ale subtelności pozytywne są, i owszem. No i psyche mocno do przodu. Wchodzę sobie na http://www.runbayou.com/Wavacalc.htm i tam wychodzi, że przeskoczyłem już z Local Class do Regional Class. Czyli, że spoko mogę już wyskoczyć na start do Oławy, czy nawet Wałbrzycha. Fajna stronka 🙂

 

Trochę mi szkoda rozstawać się z największym asem w rękawie. Wprawdzie rezerwy w tri są, nawet je widzę, ale trudniejsze do wydobycia. No bo o ile do niepalenia wróciłem po ledwie 40 latach, to kraulem nie umiem pływać już od 58.

Poprzedni artykułPierwszy raz tuż tuż.
Następny artykułOlsztyńska masakra

Powiązane Artykuły

4 KOMENTARZE

  1. To całkiem długo nie pływałeś kraulem. Można wręcz powiedzieć, że zapomniałeś jak to się robi 😉

  2. To Ci powiem chłopie, że Ty chyba blogów nie czytasz!? Ostatnio bardzo lansowane są do treningu gumofilce! Nie wiem jaki wpływ maja na ,,świeżość kroku’ ale z pewnością stopy byłyby suche…. :-)))

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,658FaniLubię
1,022ObserwującyObserwuj
294SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X