„Był element niepewności, ale przygotowania się obroniły”. Paweł Mitruś o świetnym debiucie Ironman

Ostatnie miesiące były dla Pawła Mitrusia znakomite, bo osiągnął dwa doskonałe wyniki: wygrał IRONMAN 70.3 w Grecji i zanotował bardzo dobry debiut na pełnym dystansie. W rozmowie z Akademią Triathlonu mówi, jak ścigało mu się w Arizonie i czemu zamierza wybrać się tylko na mistrzostwa świata w Konie.

ZOBACZ TEŻ: Paweł Mitruś 2. zawodnikiem IRONMAN Arizona. SUB9 w debiucie na pełnym dystansie!

Świetnymi wynikami popisał się niedawno Paweł Mitruś. Age-grouper najpierw wygrał zawody IRONMAN 70.3 Grecja, a później zadebiutował na pełnym dystansie i wywalczył slota na Konę. W rozmowie z Akademią Triathlonu zawodnik opowiada, że były to dwa jedynie starty w tym sezonie. Jak ścigało mu się w Arizonie?

Legendarny wyścig zamiast triathlonu

W tym roku Mitruś do momentu startu w Grecji nie brał udziału w żadnych zawodach triathlonowych. Przygotowania poświęcił legendarnemu wyścigowi Haute Route 7 Alps. Czekała go kilkudniowa rywalizacja, podczas której pokonał kilkaset kilometrów i musiał radzić sobie z ponad 20.000 metrów przewyższeń. Jak mówi, jechało mu się naprawdę dobrze.

Wiedziałem, że jestem w życiowej formie. Pod koniec sierpnia brałem udział w Haute Route Alps, 7 dniowej etapówce szosowej po francuskich Alpach z Megeve do Nicei (można było o niej usłyszeć np. w filmie Ikar). Większość sezonu przygotowywałem się do tych zawodów, wyszło super, ja nie byłem zajechany i pojawił się pomysł na debiut w IM. Start w Grecji na 70.3 IM był raczej sprawdzeniem i przetarciem, bo w 2023 nie startowałem w żadnych zawodach tri.

fot. Pawel Mitruś – archiwum prywatne

Dobre przygotowanie przyniosło świetny wynik w IRONMAN Grecja. Mitruś pokonał prawie 1.000 rywali, meldując się na mecie z czasem 4:04:50. Miał kilka minut przewagi nad kolejnym zawodnikiem. Odpowiedni trening obronił się również podczas startu na pełnym dystansie w Arizonie. Tam w debiucie zajął 2. miejsce z czasem 8:42:47!

Jak chodzi o Arizonę, to był mój pierwszy pełny IM, więc na pewno był tam element niepewności. Jednak odpowiednie przygotowania się tego dnia obroniły, a ja nie zachorowałem przed i niczego nie popsułem w trakcie wyścigu – mówi.

fot. Paweł Mitruś – archiwum prywatne

Arizona zaczęła się nieco pechowo

Mitruś mówi, że wyścig w Arizonie był sporym wyzwaniem. Rozpoczął się pechowo, bo od gumy w tylnym kole w strefie. Później podczas samego wyścigu zaczął od przedzierania przez grupy zawodników podczas pływania.

Zacząłem od gumy w tylnym kole rano w strefie. Na pływaniu ustawiliśmy się za bardzo z tyłu, przez co pierwsza połowa dystansu zużyła trochę więcej energii, niż planowałem, bo trzeba się było przedzierać przez grupki innych zawodników. Na rowerze były 3 pętle, po pierwszej zrobiło się dość ciasno, ze względu na dublowanych zawodników. Słaba nawierzchnia często wybijała z rytmu, nie była to najprzyjemniejsza jazda mojego życia, ale o dziwo do 160 km szybko zleciało – wspomina.

fot. Paweł Mitruś/Katarzyna Mitruś – archiwum prywatne

Ostatnie 20 kilometrów na rowerze zawodnik mocno odczuwał w nogach, ale przez zawodami wiedział, że tak to będzie wyglądało. Mówi, że pomimo tego był zaskoczonym tym, z jakim luzem rozpoczyna bieganie.

Na bieg zszedłem na mega luzie, aż nie mogłem w to uwierzyć! Ale znowu, zostałem uprzedzony, że tak będzie i pierwsze 4 km biegłem bardzo zachowawczo. W połowie biegłem na czas maratonu < 3h i czułem się dalej bardzo dobrze. Najtrudniejszy okazał się 26 km, ze względu na to, że zaczęło mocno wiać i po zawrotce czekało mnie jakieś 7 km pod wiatr. Na szczęście, odczuł to każdy zawodnik, i 5 przede mną osłabła dużo bardziej niż ja.

Zawodnik podkreśla, że ogromnym wsparciem była również jego żona Katarzyna Mitruś. W końcowej fazie zawodów poinformowała go o sytuacji, dzięki czemu zdołał jeszcze przyspieszyć.

Na 32 km kochana żona aka. best support ever powiedziała mi, jak wygląda sytuacja na trasie i to pozwoliło pewnie urwać dodatkowe 1-2’. Na ostatnich 2 km starałem się jeszcze przyspieszyć, w efekcie na 50 m przed metą nogi się już pode mną ugięły i myślałem, że upadnę. Ale jakoś się udało – mówi z uśmiechem.

fot. Paweł Mitruś – archiwum prywatne

Trzeba sprawdzić czym jest ta Kona

Świetne wyniki w zawodach na połówce i pełnym dystansie oznaczają, że Mitruś mógłby wziąć udział w mistrzostwach świata w Taupo pod koniec przyszłego roku, ale również w legendarnej Konie. Zawodnik mówi, że planuje tylko jeden wyjazd – odwiedzi legendarne Hawaje.

Wybieram się tylko na IM na Hawaje, nie brałem slota do Taupo z 2 powodów – po pierwsze nie chce mi się jechać do NZ z rowerem, planuję to na urlop niezwiązany z tri. Po drugie, miałem nadzieję, że zgarnę slota na Konę, a wtedy w kalendarzu już by było dla mnie za ciasno na oba wyjazdy.

Podkreśla, że będzie to jednak głównie wyjazd turystyczny i okazja na spędzenie czasu z żoną oraz grupą znajomych. Same zawody nie są prioryetem.

Na pewno się cieszę, że tam jadę, ale to raczej z ciekawości i opowieści znajomych, niż z własnych pobudek. Jestem pewien, że to będzie fajny wyjazd w głównej mierze ze względu na bliskich znajomych, którzy tam będą, a nie ze względu na same zawody. Traktujemy to z żoną jako wakacje i pretekst, żeby zwiedzić trochę Hawajów.

Ostatnie dni Mitruś spędził na zwiedzaniu Stanów Zjednoczonych. Wrócił co prawda z lekkim przeziębieniem, ale mówi, że już po 3 dniach od IRONMAN Arizona nogi „były super”. To całkiem dobry prognostyk przed przyszłorocznym występem na mistrzostwach świata.

Grzegorz Banaś
Grzegorz Banaś
Redaktor. Lubi Lionela Sandersa i nowinki technologiczne. Opisuje ciekawe triathlonowe historie, bo uważa, że triathlon jest wyjątkowo inspirującym sportem, który można uprawiać w każdym wieku. Fan dobrej kawy i książek Jamesa S.A. Corey'a.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,291ObserwującyObserwuj
431SubskrybującySubskrybuj

Najpopularniejsze