Celebra wiosny – czyli najwyższy czas walnąć setę…

Nadeszła długo wyczekiwana wiosna – przynajmniej kalendarzowa…  Już kilka dni temu doszedłem do wniosku że trzeba to będzie jakoś uczcić… Stanęło na tym że jeśli pogoda będzie „jako taka’ to walnę pierwszą w tym roku – rowerową – setkę… :-D. Nie wiedziałem tylko jak będzie mocna…

 

Prognozy pogody na weekend były w miarę ok więc już wczoraj just in case wyjąłem z szuflady mojego wysłużonego Garmina 705 żeby się naładował… Dzis rano (tj. o 9:30 – w weekend to dla mnie wciąż rano :-D) spojrzałem na termometr – 10 stopni… Hmmm, słabo – pomyślałem…  Może jednak zejdę po raz kolejny do piwnicy i pokręcę „Indoor’… Nie bardzo lubię jeździć przy niskich temperaturach na zewnątrz bo po prostu marznę… Ok 10:30 było już trochę lepiej – czyli 12 stopni – i zgodnie przytoczoną już kiedyś przeze mnie dewizą – twardym trzeba być nie miętkim – zacząłem przygotowywać rowerowe ciuchy…

 

Po włożeniu wszystkiego na siebie – włączając w to ochraniacze na buty, które zgodnie z metką powinny być używane w temp od minus 5 do plus 5 :-O poczułem się prawie jak w piance :-D. Wyszedłem jeszcze na szybki test na balkon i uznałem że temperaturowo nie jest źle, po czym zszedłem do mojej „ukochanej’ piwnicy – tym razem na szczęście tylko po to wypiąć moją „maszynę’ z trenażera – i ok 11:00 byłem gotowy do drogi…

 

Początek to prawie 8 km przez miasto – w sam raz na warm up… Po minięciu ostatnich świateł wcisnąłem „lap’ i docisnąłem… Cisnę, cisnę a tu prędkość oscyluje w okolicach 33 km/h… Kiepsko… Za chwile humor mi się jednak trochę poprawił bo powiewające przy drodze  flagi wskazywały że wieje z pd-zach – a „moja’ trasa przez pierwsze 25 km prowadzi na zachód, a potem na pn… Po 50 km w planie była nawrotka, powrót na pd i później ofc na wschód… Już wtedy uznałem że trzeci odcinek (ten na pd) będzie pewnie dość ciężki więc trzeba oszczędzać siły…

 

Mimo to, jak sęp wypuszczony po latach z klatki, rozpocząłem poszukiwania zwierzyny, z którą można byłoby się pościgać… Początkowo mijałem tylko „lokalesów’ wracających z zakupów na rozklekotanych rowerach więc walki nie było…. Po skręceniu na północ (tu już było trochę z wiatrem) w oddali zamajaczyła mi bardziej profesjonalna sylwetka… To jest to pomyślałem – i dodałem do pieca… Tętno skoczyło prawie do 160, prędkość do blisko 50 km/h  – plan był taki żeby przemknąć jak TGV obok towarowego… Dopadłem „ofiarę’, wyprzedziłem i dalej cisnę żeby zbudować przewagę… Po 2-3 min ukradkiem patrzę na bok a tu zonk… Widzę drugi cień… Nie jest dobrze – to dopiero 30 km, a chyba nie pójdzie tak łatwo jak zakładałem… No nic – nawarzyłeś sobie piwa to teraz pij – pomyślałem… Po kolejnych kilku minutach jazdy z prędkością 42-45 km/h poczułem że „czwórki’ zaczynają palić… Zacząłem się zastanawiać czy nie odpuścić – pierwszy trening na zewnątrz, powrót częściowo pod wiatr, tylko 1 żel w kieszeni, a Cień może jest fajny i będzie można miło pogadać… Po krótkiej chwili zerkam znów lekko na bok i planuje zwolnić ale mam wrażenie, że drugi Cień został trochę z tyłu… Jak nie teraz to nigdy – dorzuciłem jeszcze trochę węgla i… po kolejnej chwili znów podróżowałem tylko w towarzystwie swojego własnego cienia…

 

Gdy dotarłem do nawrotu doszedłem do wniosku że z formą nie jest źle – ale czekał mnie jeszcze przecież powrót przynajmniej w połowie po wiatr… Wciągnąłem szybko żel i zacząłem wracać… Na szczęście ściganie się z drugim Cieniem nie wypaliło mnie do końca i jechało się całkiem przyjemnie… Jak dotarłem do ostatniego fragmentu, który był raczej z wiatrem – to już wiedziałem że wynik będzie całkiem, całkiem…

 

Poniżej dane z 85 km tj. z wyłączeniem 16 km jazdy po mieście:

Dystans – 85,34; Avg Speed 35,7 km/h; Avg HR 142, Avg cad 83 rpm.

 

Tętno trochę za wysokie (ajronmena zrobiłem z tętnem 123 i średnią blisko 34 km/h) ale w sumie to początek sezonu…  Wygląda na to że target rowerowy na ten rok tj. czas zbliżony do 2h 25 min na ½ IM jest w zasięgu… Chociaż gdybym miał po tym treningu pobiec  w żwawym tempie 21 km to byłoby słabo :-DDD.

Poprzedni artykułWzloty i upadki
Następny artykułDo Boju – Majorka 2015

Powiązane Artykuły

7 KOMENTARZE

  1. No i na takie wpisy czekalem cala zime, ciezko po przeczytaniu ni ruszyc na rower :). Ja juz wczoraj pierwszy test, 45 min na trenazerze zeby sprwdzic cze zebro juz ok, dzisiaj krotki bieg a od jutra ogien :). 35km/godzine brzmi naprawde super, gratuluje.

  2. @ Jakub powodzenia :-). ps z tego co pamiętam ścigacie się z Marcinem S. na maxa – te wszystkie wpisy o treningowym potraktowaniu tego biegu traktuje jako zasłone dymną :-DDD

  3. Ja na przywitanie wiosny biegnę dziś półmaraton. Na rowerze już w tym roku na zewnątrz jeździłem ale nie aż takie kilometry, nie mniej jednak trzeba będzie zacząć 😉

  4. @ Dawid – 130 km – nawet jeśli trochę wolniej – 'samo sie nie przejedzie’… to już mamy ponad 2 setki 🙂

  5. Mega przywitanie wiosny, dla mnie taka średnia jak na razie jest nieosiągalna. Ja wybrałem się również na powitanie wiosny, padło 130 km:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

12,854FaniLubię
543ObserwującyObserwuj
0SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

26cz06:0011:00Frydman Triathlon 2022

26cz06:0011:00Triathlon Pniewy 2022

26cz08:0015:00Garmin Iron Triathlon Stężyca 2022

Najpopularniejsze

X
X