Cienka czerwona linka

             Dopadła mnie dzisiaj jesienna melancholia…

            Jesień to ładnie wygląda tylko na zdjęciach. Chyba, że akurat jest piękne słońce i babie lato unosi się w powietrzu, ewentualnie poranne mgły nad polami. Niemniej jednak takich  zachwycających momentów mamy niewiele. Dobrze, że jesienią nie ma zbyt wiele zawodów, a jeśli już coś jest to zazwyczaj są to biegowe imprezy i z powodu jednej z nich w tym roku biegamy wyjątkowo dużo. Ale jak biegać, gdy pogoda kapryśna? Najgorzej wypadają dni, gdy ciągle pada. Złośliwa natura najczęściej demonstruje swoją siłę, gdy mam w planie jakiś długi trening biegowy. Od rana wtedy nie tylko leje, ale też i okropnie wieje.  W poprzednich latach po prostu nie wychodziłam na bieganie, bo po co kusić los i się rozchorować? I pewnie w tym roku też bym tak zrobiła, gdyby nie obserwacja osiedlowej ławeczki. Nie, żebym ją obserwowała na okrągło. Co to, to nie! Lecz pewnego, deszczowego dnia, przechodząc obok wspomnianej ławeczki,  zobaczyłam stałą „letnią’ ekipę, która kolejny raz delektowała się niewyszukanymi trunkami.  Byłam autentycznie w szoku, że pomimo koszmarnej pogody, oni są na posterunku.  Można powiedzieć, że bez względu na pogodę, ekipa damsko-męska od rana ją okupuje. Pomimo zmiennej aury, nie ubywa jej miłośników. Oni po prostu nie chorują! Ta obserwacja lokalnego folkloru wlała we mnie nowe siły i umocniła mnie w przekonaniu, że trening MUSI się odbyć!

              W tym roku dużo biegam z moim mężem. Jeśli ktoś nie biegał nigdy jako przewodnik to nie zrozumie, że to zupełnie inne bieganie, niż samemu. Kiedyś z moim ociemniałym mężem biegał tylko syn – bo jest najmocniejszy. Wydawało mi się, że to nic takiego. Zero dodatkowego zmęczenia. Dopiero kiedy raz wypadło na mnie, że razem biegliśmy maraton – zrozumiałam, co to jest bieganie jako przewodnik. W połowie trasy byłam nieziemsko utyrana! Tego zmęczenia nie jestem w stanie z niczym porównać. A komentarze, które czasem się słyszy na takim biegu też bywają różne. Czasem są śmieszne, typu „papużki nierozłączki’ lub mój ulubiony, zasłyszany z rok temu:  „o widzisz? Pan biegnie z tą Panią na sznurku, aby ona mu nie uciekła’. Lecz zdarzają się również mało wyrafinowane, szczególnie gdy biegną moi panowie razem. Stwierdzenia typu „ tych dwóch się połączyło – dwa pedały’ lub „chyba nie mogą się ze sobą rozstać’ wcale nie należą do rzadkości. Na szczęście w tym roku Adaś i Adam wyjątkowo mało biegali razem.  

 

IMG 8905_DxO

 

              W ostatnim miesiącu, początkiem września, biegli 5,2 km na popularnym we Wrocławiu Biegu Solidarności i Adam zajął drugie miejsce wśród niedowidzących. Ja zaś delektowałam się wolnością biegu, akurat tego dnia w nieziemskich upałach, wybiegałam w swojej kategorii pierwsze miejsce.

 

IMG 9829_DxO

 

Natomiast miałam zaszczyt biegania z Adamem w dwóch innych wrześniowych imprezach: 10 km w Oleśnicy oraz na półmaratonie w Legnicy. W Oleśnicy Adamowi nie byłam w stanie dotrzymać tempa i niestety przeze mnie uzyskał znacznie gorszy czas. Ja kolejny raz byłam na pudle. Przede mną była Urainka – z rewelacyjnym wynikiem. O takich czasach to ja mogę tylko pomarzyć, lecz dobrze wiedzieć, że to nie kategoria wiekowa determinuje wyniki.

 

DSC 1289

 

Za to w Legnicy trasa jest po parku. Nierówna nawierzchnia zmęczyła Adama tak mocno, że nie miał siły już biec. Trasa fajna, ale w niektórych momentach trudno było nadążyć z komendami, z powodu nierówności terenu. Stawy jego ucierpiały i to mocno.

 

polmaraton-legnicki-fot-ewa-jakubowska144

 

            Jednak wszystkie nasze biegi, traktowane w sumie treningowo,  podporządkowane są jednej listopadowej imprezie, czyli maratonowi w NOWYM JORKU. Co odróżnia Nowy Jork od rodzimych imprez z niewidomymi lub niedowidzącymi? Fakt, że na jednego niewidomego jest trzech przewodników!. Daje to komfort (przewodnikowi i niewidomemu), lecz… i motywację, abym z tej trójki  nie odpadła pierwsza. Jednym z przewodników Adama oprócz mnie jest biegacz, który ostatni maraton w Chicago pobiegł na 2:48. Mam nadzieję, że nas nie zgubi.

             Przygotowując się do tego maratonu biegamy po 100 km tygodniowo i oby to nas wzmocniło, a nie doprowadziło do kontuzji. Oczywiście mam świadomość, że ponad 100 km  tygodniowo nie jest dla wielu osób dużo, jednak my nigdy nie robiliśmy takiego kilometrażu.  Wychodzi cztery razy po około 20 km i raz 35 km. Te 35 km niestety bolą najbardziej.

             Tak więc wielkimi krokami zbliża się do nas ten Nowy Jork, a pogoda nie chce nas rozpieszczać. Coraz później dzień wstaje i coraz szybciej zmrok zapada, do tego wieje i pada. I tylko strach przed Nowym Jorkiem jest siłą napędzającą, która sprawia, że wkładamy buty biegowe. No i rzecz jasna – również niczym niezmęczeni miłośnicy osiedlowej ławeczki.

Powiązane Artykuły

81 KOMENTARZE

  1. Nie wiem o co chodzi z Suszem. Co się tam stało, że nagle wkroczyć ma polityka? Ja sobie nie wyobrażam, by mnie tam nie było i mam nadzieję, że będzie tak jak w poprzednich latach. No, może być tylko odrobinę mniej słońca. Szkoda, że 'przewielebny’ się tam nie wybiera 🙁

  2. ja polityką się nie zajmuje, więc do Susza się nie wybieram. Garmin traktuję w przyszłym roku rzeczywiście rozrywkowo, więc chętnie zatańczę z wami w Ślesinie, albo w Radkowie. Ostatecznie możemy zjeść rybkę w Gdyni, ale tylko symbolicznie. A kto ma grande cochones niech przyjedzie do Vichy, tam na długim dystansie możemy się na prawdę zabawić!!!!

  3. Arek, Artur. O, ja głupa idiotka- że tak zacytuję bohaterkę kultowego Kilera. Człowiek poci się na tym rowerze, uklepuje sobie członki biegając, dostaje sraczki opijając się wody na basenie i startuje w tych zawodach kiedy popadnie, a tu doświadczeni koledzy uświadamiają mu że triathlonowe starty to polityka. Chapeau bas ! Panowie !. Teraz wiem jak się zostaje miszczem 🙂

  4. Polityka w Suszu tez mi nie pasuje… Ale terminowo… Mozna sprawdzic jak tam bedzie teraz…:) Piotr, proponuje tez dodatkowo jakis Garmin dla rozrywki:))

  5. Arek, Ty mi tu nie zaburzaj roztrenowania 😉 ja teraz jestem natchniony wieszczem 'siedzą, piją, lulki palą’ :-))) A w fali za Tobą to ja mógłbym się utopić :-)))

  6. Tomuś, nie wspominałem o Tobie jako czwartym muszkieterze sprawnym inaczej bo Ty w przeciwieństwie do P.P i A.P taki mnie wyrywny… ułożony, jak jakiś prawnik. Co wcale nie oznacza, że mniej groźny jako przeciwnik! Wszystko wskazuje na to, że spotkamy się w Samorin. Na razie innych planów nie mam. Myślałem o Suszu ale jak odstawili Pawła M od dyrektorowania to nie wiem…. Już lepiej nie prowokować, bo zaraz Jarek S zacznie się odgrażać… W końcu to też nasza fala… 🙂

  7. Arek. Moja propozycja w dodatku do Samorin na który tez jestem zapisany to 25.06 Susz i 2.07 Lidzbark Welski. Ot taki 'wytrzymalak’. Trzy połówki w miesiąc to i tak niewiele w porównaniu do twardzieli którzy potrafią zrobić w jeden wieczór 😉

  8. Tomuś, gute idee! Tylko konkurs rozpisać na najlepsze hasła… ale komu się będzie chciało? Robimy test na czujność Naczelnego? Jak zareaguje tzn., że jeszcze czyta… Jak nie to koniec bliski… 🙂

  9. Tomuś, gute idee! Tylko konkurs rozpisać na najlepsze hasła… ale komu się będzie chciało? Robimy test na czujność Naczelnego? Jak zareaguje tzn., że jeszcze czyta… Jak nie to koniec bliski… 🙂

  10. Tomuś, gute idee! Tylko konkurs rozpisać na najlepsze hasła… ale komu się będzie chciało? Robimy test na czujność Naczelnego? Jak zareaguje tzn., że jeszcze czyta… Jak nie to koniec bliski… 🙂

  11. Arek podsunąłeś mi pomysł na biznes. Myśle ze AT powinna się tym zainteresować i może to by jakiś wspomogło ten zamierający twór. Kiedyś dla dzieci robiono takie gadżety 'już czytam’ 'już liczę’ Możnaby wypuścić serię koszulek firmowych ze wspólnym elementem np. ’ Ja jem tri’ i dalej już wariacje typu 'już biegam’, już robię wytop, jeszcze robię bazę, już przebiegłem 800 km w miesiąc, już się zapisałem na 1/4, 1/2 itp., już jestem Pełen, jeszcze się nie zrzygałem po treningu itp. itd

  12. Piotruś, teraz sobie uświadomiłem, że jest jeszcze jeden typ blogerów, tzw. upiredasy, których Ty jesteś przedstawicielem! :-))) a może zadymiarze- prowokatorzy… Też pasuje do Ciebie 🙂 Pisałem Ci, że nie biegam, nie zaprzeczam ale to było po IM, trwało 2 miesiące. Już biegam nawet w tamtym tyg zrobiłem aż 28 km. Ale spoko będzie rosło…. planuje docelowo, gdzieś w maju do 60 km i to musi wystarczyć. Ale jakiś challenge z Tobą bardzo chętnie…. dokooptujmy Arturro i będzie trzech muszkieterów, sprawnych inaczej…. 🙂

  13. @Kuba przepraszam, no ale ty za mlody jestes! W Twoim wieku 800km w miesiacu to minium -:))). Nie moge podjac sie tego czalendzu, bo mam plan i musze sie go trzymac, np. listopad 0 km -:)))). A tak na powaznie, to wydaje mi sie, ze nie chodzi o to zeby wybiegac jak najwiecej, tylko biegac tak, zeby wynik potem byl najlepszy, a po drodze 0 kontuzji. Jednemu w miesiacu wystarczy 200km, inny potrzebuje 600km. Taki Arek np. ciagle pisze, ze w ogole nic nie biega, a nozka i tak podaje, naturtalent po prostu! A to ze w Niemczech obecnie trenerzy sugeruja, zeby triathlonisci biegali wiecej, moze za 3 – 5 lata byc juz zupelnie nie aktualne….

  14. Artur, jak pisałem wczesniej raczej osobiście sie skłaniam do krótszej wersji :-))) ale… Andrzej K. dwa lata temu pobiegł 10km/36’16′( w wieku 62lata) i maraton bodajże 2:52, oba rekordy Polski 60-64. Dopiero jak na obozie w styczniu zrobił 600km/2tyg to przyznał, że 'trochę’ przegiął :-)))

  15. @Piotr proponuję zakład o to kto wybiega najwięcej, w jednym miesiącu, w okresie przygotowawczym. Jako, że mamy już listopad, to zostaje jeden z 5 miesięcy 12.2016-04.2017. Może być ?

  16. @Malgosiu, wreda nawet ci nie pogratulowala!!! Sorry. Gratulacje dla wszystkich! @Artur, wiara czyni cuda. W Niemczech wraca trend na dlugie wybiegania. 500km/ miesiac minimum na dlugi dystans. To co, jakis challenge 2017?

  17. Jarek, ja wierze w krotsze i intensywne. Krotsze to nie znaczy krotkie:) 600/miesiac?! Tego stawy po 50tce moga nie przezyc:) Albo inaczej, nie przezyc systemu powtarzalnego:) Swojego przykladu nie daje, biegania sie caly czas ucze:) Ale znam mnostwo takich, ktorzy treningiem krotszym, mocniejszym robia dobre wyniki:) Bardzo dobre.

  18. Przede wszystkim gratulacje za tak udany, rodzinny start i życzę dalszych wspaniałych wrażeń w Imperium Zła 😉 Co do wybiegań, raczej wypowiedziałem się za umiarem, ale…….. moi koledzy- młodziak przed 40ką, startujący trener Piotr, życiówka pon 2:30 i drugi Andrzej(zwłaszcza on!!!), który po 60ce złamał 3h o grubych kilka minut mówią, że w kilometry wierzą jak w Boga, 600km w miesiącu to minimum 😉

  19. Dziękuje wszystkim za bardzo ciepłe słowa. Przyznam, ze podczas dyskusji na temat wybiegań zaczynałam pękać i wątpić w sens tego co robimy. Adam tez podchodził dość sceptycznie do tego planu treningowego. Zreszta, w żadnym tygodniu nie zrealizowaliśmy 5 treningów. Ciagle coś wypadało i któryś nam wylatywał. Coz, proza życia. Do tego nowojorskie szaleństwo na tydzień przed maratonem dało przyzwolenie na zwątpienie, czy aby uda sie zrealizować to 3:30. Przyznam, ze ten maraton był totalńie inny od tego czego sie spodziewałam, ale to mam nadzieje opisze jak przyleciały do domu. Na razie rozkoszujemy sie Nowym Jorkiem, każdą jego dzielnicą, urokliwym i jednocześnie pełnym kontrastów miastem. Mieszkać na Manhattanie, słuchać przez prawie cała noc notoryczne klaksony samochodów, odczuć nieprawdopodobny tłum ludzi na chodnikach, a jednak… nie mieć do czynienia z bluzgami i zniecierpliwieniem ludzi dookoła. Szczena mi opada gdy widzę jak rowerzyści jadą po ulicach, w nocy, bez oświetlenia – o kasku nie wspomnę i … wszystko wydaje sie bezpieczne. Pytałam o wypadki, ale odpowiedziano mi, ze… prawie zawsze winną obarczony zostaje kierowca samochodu. Muszę przyznać, że nie sądziłam, iż Nowy Jork może mi się spodobać. A to miasto mnie zaskoczyło- jestem nim oczarowana 🙂 pozdrawiam wszystkich i życzę wspaniałej zabawy na konferencji triathlonistów.

  20. Pietrek, ja jeżeli już to szukający dziury w całym! A swoją drogą, zobacz ilu wymieniłeś blogerów. Mało nas, coraz mniej….

  21. Wredoty = NadBloger, WaTRIat, TomaszK, DoktorMS Kpiarze = Marek, Marcin, Piotrek, Tomek, 'bohaterzy’ = Strzesniewski, Kacymirow, Papierz 'nieomylni’ = Doktor, Profesor, ViceMistrz szukajacy 'dziury w calym’ = ???

  22. Małgosiu, to takie srodowisko tutaj. Wredoty, kpiarze, 'bohaterzy’, 'nieomylni’, szukajacy 'dziury w calym’ itp, itd. Ale interesujemy sie wynikami 'swoich’, wspieramy sie ale czasami kpimy ze swych 'osiagniec’. Wynik Adama i biegnacych z nim zacny:) Milo bylo patrzec na mobile jak leci rowniotko:) Andrzej, masz racje, punkt:) Kolej na Twoj:)

  23. Jest!!! Udało sie!! Jestem MEGA szczęśliwa. Pogoda – wyśmienita, ekipa przewodnikow – fantastyczna. Biegło sie do pewnego momentu po prostu lekko, lecz 15 km przed metę złapała mnie kolka, która wymęczyła mnie aż do mety. Mimo wszystko- plan 3:30 zrealizowańy, choć… w tym tygodniu niestety Nowy Jork pochłonął nas całkowicie i zapomnieliśmy najzwyczajniej w świecie o bieganiu. Tzn. Czasu na treningi wg rozpiski nie wystarczyło. Pozdrawiam i bardzo sie cieszę, ze jednak ktoś śledził nasze poczynania w NYC Marathon !!!

  24. Małgosiu, nie bądź przesadnie skromna!!! Piotruś, doigrałeś się! Staruch przetrzepie Ci skórkę w przyszłym sezonie i będzie obciach… 😛

  25. Ja tez myslalem, ze Jarek jest mlodszy niz Arek i mlodszy niz NadBloger; A tu taki numer! @Artur Ty podpuszczaczu! Zaproponuj cos, tylko pamietaj ze ja bede mial w Lozannie pod gorke i 3:30:00 raczej nie wykrece!

  26. Jarku, zawsze myslalem,ze mlodszy..:)))) Nowojorczycy rulez:)) A wczesniej ja 'umre’ we Franfurkcie:)))Piotr, jakis czelendz?!:))) Przeciez zaczales polowac na mnie w tym roku, hahaha:))Andrzej, trzymam palce:))

  27. Jestem starszy niż 'Stary Cichecki’ i potwierdzam 😉 A 'Nowojorczykom’ życzę przede wszystkim satysfakcji ze startu, co nie zawsze wiąże się z czasem na mecie 😉

  28. Małgorzato, tylko 3.30 to dla wielu az:) To,ze cos mozemy i damy rade zrobic tnz. ze to zdrowe:) Maraton i dystans ironman na pewno nie naleza do 'zdrowych’. Spustoszenia w organizmie sa duzo. Dlatego trzeba do minimum ograniczyc szkody treningowe. I pisze to facet, ktory ukonczyl pare ironmanow, w ciagu sezonu robi kilkanascie imprez tri na roznych dystansach i dodatkowo wiele biegowych. Stary Cichecki moze potwierdzic,ze mam goraca glowe i lece czesto bez kalkulacji (no risk no fun). Jestem chyba ostatnim lekarzem, ktory zabrania…:) Ale negatywne aspekty sportu i treningu musze naswietlac. Nie jest tak,ze im wiecej to tym lepiej. Grzegorz, imponujace i masz racje, fajna dyskusja:))

  29. Zapomniałam dodać, że wiosną w Krakowie zrobiłam maraton z czasem 3h37, więc super będzie urwać te siedem minut. Wszystko też zależy od pogody, warunków, no i samego NY 🙂

  30. O rany! I jak w tym gronie, utytułowanych Professorów, Nadblogerów, Fizjologów, Mistrzów i innych nadzwyczajnych osób, ja – skromny amator, marzący o poprawieniu choć o 'tyci’ swój czas ma się wypowiadać? Nie mam szans, bo zaraz z za pazuchy wyskakują najnowsze badania. Szkoda, że to wszystko czytam dopiero gdy kończę ten plan treningowy (zostalo tylko półtora tygodnia). Efekty – pewnie mnie samą zaskoczą pozytywnie lub negatywnie. Jeśli bez kontuzji- to będzie sukces. Niemniej jednak osobiście nie żałuję, że ten program realizuję. Bo chyba oprócz obliczeń to najważniejsze słuchać własnego organizmu, który sam nadgorliwość stopuje. Arturze, mam ogromny szacunek do badań, ale… No właśnie. Gdyby nie szaleństwa niektórych osób, nadal byśmy powtarzali za lekarzami, że się czegoś 'nie da zrobić’, bo jest niebezpieczne. W końcu jeszcze całkiem niedawno, uważano, że kobiety nie mogą przebiec maratonu, bo to dla nich pod względem m.in. fizjologicznym jest niebezpieczne! I proszę. Jednak się da! I biegają nie tylko maratony, ale robią tez IM! Wydaje mi się, że mam dużo pokory w sobie, dlatego nie trenuję na 3:15 czy też złamanie 3h lecz jedynie 3:30. Pozostałe czasy muszą poczekać na swoją kolejkę.

  31. Dawno nie było takiej gorącej dyskusji na stronach AT stąd dorzucę 3 grosze z mojej strony… Nie ukrywam że expertem nie jestem ale… Ostatni maraton (jeszcze w 2015) zrobiłem w 3:32, a wcześniej treningowo biegałem tylko 10 km albo 14 km. Długich wybiegań zero i jakoś poszło nawet bez ściany (drugą połówkę zrobiłem tylko o 2 min wolniej od pierwszej i dlatego nie udało się złamać 3:30). Czyli da się… 🙂 Chociaż kto wie jakby to wyglądało gdybym miał dłuższe treningi 😀

  32. Jak to dobrze czasami kij w mrowisko włożyć… 🙂 Żeby była jasność, nie jestem orędownikiem robienia wybiegań powyżej 2,5h. Natomiast uważam, że można i należy eksperymentować… W ubiegłym roku maraton Poznański zaliczyłem w 3.18 a najdłuższe wybieganie przed było dokładnie tak jaj u Jarka 27km, śr 5min/km. Zaliczając wspomniany maraton, na 30 km wąchałem ściankę, pewnie powód był złożony, za szybko 10 km (w 46 min), za mało żeli i słabe ale kto wie jakby to wyglądało gdybym jednak zrobił np. 32-33 km wybiegania przed…. Takie gdybanie … ten tego…. Artur, przeginasz! O Piotrusiu nie wspomnę! Łobuzy!!! :-)))

  33. Andrzej, zareczam,ze te krotsze treningi potrafia bardzo bolec:))) Czyli to czego amatorzy nie lubia: duze intensywnosci, biegi progowe… i to nie rytmy:)))

  34. Szczerze mowiac ja w przyszlym roku chyba faktycznie poslucham rad Artura i nie bede przekraczal 2.5h. W ostatnie dwa weekendy zrobilem dwa dlugie biegi – 33.7 i 34.9 km. Obydwa w bardzo podobnym tempie (srednim) – pierwszy dokladnie 5min/km, drugi 5.06min/km ale roznica w odczuciach byla ogromna. Ten pierwszy prawie z usmiechem na twarzy, drugi – istny koszmar. Czy poprawie swoj czas czy nie okaze sie za kilka tygodni ale na pewno patrzac na moje pomiary nie jest to oczywiste i roznica to raczej nie bedzie 10 min wiec skoro bylem w stanie zrobic podobny czas mniejszym nakladem pracy… Na pewno za to warto sobie raz na jakis czas taki trening zrobic zeby wybic z glowy rozne pomysly o podwojnych IronManach itp :).

  35. Juz mialem cos napisac, a tu Profesor mnie ubiegl. No w koncu to Profesor. Wszyscy prosi z Niemiec, a ze zajeli na Hawajach 3 pierwsze miejsca, to ich trenerzy cos tam musza wiedziec, robia dluzsze wybiegania po 30-35km, przynajmniej 2x w miesiacu. Sek w tym, o czym wspomnial Artur, ze u nich trwa to najwyzej 2.5h i tyle na temat prosow. Ja dlugich wybiegan nie robilem, czy to dobrze, okaze sie juz w najblizsza Niedziele. Niestety, tu musze troche Cicheckim poleciec, wczoraj rano zapomnialem klucza i stalem po treningu godzine na deszczu i mrozie. Dzisiaj stanalem niefortunnie na kamien ukryty pod liscimi i mam bol srodstopia. Po za tym w ogole nie trenowalem, bo mi sie nie chcialo. Mimo wszystko lece, co ma byc to bedzie……………..

  36. Artur, poprawiasz humor w jesienna słotę 😉 ale Mistrz/Król jest tylko jeden, ten tego od wzrostu 😉 ale jak mi się aspiracje rozkręcą to się usprawiedliwiam, że jest dwa lata młodszy 😉

  37. A ja uważam że nie ma co wyważać otwartych drzwi i przerzucać się argumentami. Nikt mi nie wmówi że jest lepszy sposób na uniknięcie ściany jak po prostu korzystanie z drzwi. Trzeba tylko pamiętać o jednym, te szklane mogą się z pozoru wydawać otwarte a w rzeczywistości może być tak że są po prostu czyste. Trzeba sprawdzić bo w przeciwnym wypadku łatwo o nieprzyjemną kontuzję często odbijającą się na pożądanym wyglądzie zawodnika. Ps. Na ostatnio ukończonym terenowym maratonie zastosowałem inne nowatorskie podejście w postaci browara na 30 kilometrze. Organizm wbrew oczekiwaniom ale zgodnie z naturą odczytał ten bodziec jako sygnał do imprezy. No i przez następne 10 km musiałem go namawiać żeby jednak żwawiej ruszał dupę.

  38. Jarku, jestes Mistrz! Mowilem Ci to 100x! My staruchy (Arek najwiekszy tzn najstarszy bo z tym wzrostem to ten tego…:)) musimy uwazac na stawy, kosci, zmeczenie…. Lepiej czasami mocniej, intensywniej, jakosciowo niz wiecej…:)))

  39. Kilka lat temu, po kilkunastu latach biegania, był to ostatni rok trenowania bez jakichkolwiek planów treningowych, zrobiłem najwięcej długich wybiegań pow 30km, w tym także 35km. Nic to nie dało. W tym roku maraton był poza planem i poza tribieganiem pod 1/2 ( w sumie ok 1300km) we wrześniu pobiegałem kilkanaście dni pod maraton, w tym jeden bieg 27km. Wyszła życiówka 3:28. Debiut 18lat temu, w wieku 40lat wyniósł 4:04. To cieszy :-)))) Niestety nie jest to dowód, że wino im starsze tym lepsze 😉 I ta ostatnia godzina, po 30km życiowego biegu zmusiła mnie bym dał więcej niż miałem. To tez bardzo cieszy, chociaz namierzałem sie na 3:25 🙂

  40. Plati, pamietam:) Arku,nie wiem. Ultra to inna bajka. Mowimy o sciganiu na asfalcie:) Odnoszac sie do prosow to wiem (bo ich lecze),ze nie klepia jakiegos masakrycznego kilometrazu i nie robia wybiegan pow. 2.5h. To co pisza rozni trenerzy, stosujacy rozne metody rowniez wpisuje sie w ten schemat. 32-35km to opis a nie dogmat. Opis dlugiego treningu w ramach czasu. Gdyby zawodowiec biegal wybieganie 3-3.5h to robilby maraton lub wiecej na treningu. Tak nikt nie robi. Pelna regeneracja po maratonie to 8tyg. czyli po treningu trwajacym 3.5h trzeba tak odpoczac… Ja sie opieram na faktach i wiedzy medycznej. Amatorom czesto wydaje sie,ze wiedza lepiej i dlatego robia bledy. Wiem,ze kazdy organizm jest inny:) Arku, dam dwa przyklady z tego roku. Mateusz Petelski, maraton Poznan, zyciowka 2.43, km/tygodniowy ok 40-50km, jeden raz bieg 30km trwajacy trwajacy 2h10-15min. Mezo (ten muzyk) trenowany przez p. Nagórka, km/tygodniowy 40km, w porywach 60-70km, Poznan maraton zyciowka 2.48, doswiadczenie sprzed 2lat: trenowal sam i zwiekszyl kilometraz do 100/tydz bo tak 'wszyscy’ mowili… i co?! Pogorszyly sie wyniki… Sa konieamatorskie, ktore daja rade robic ogromny km (Arku, znamy takich) ale czy przezto robia lepsze wyniki?! Polecam blog warszawskibiegacz Bartosza Olszewskiego (tak mi przyszlo akurat do glowy). Masa ciekawych porad dla amatorow: o klepaniu km, wartosci jakosci treningu, regeneracji.Zeby bylo jasne: odnosze sie do metodyki treningu, badan fizjologicznych i nie robie zadnych wycieczek w kierunku..:) Lubie te dyskusje, uwazam,ze podnosza range i wage tego miejsca:) Ps. Sam startuje i nie raz wydaje mi, ze wiem lepiej. Najczesciej okazuje sie,ze misie wydawalo…:)))

  41. Platii, pamiętam (mimo 55+:)), że miałeś rekordową ilość komentarzy, bodajże 114!!! A swoją drogą lubię troszkę ,,podkręcić’ Arturro … od razu jest jakiś ruch na blogu… :-))) Nie chcę prowokować ale mam znajomą, Agatę Matejczuk, biega ultra… Ostatnio w biegu 24 godz, przebiegła 324 km zdobywając brąz indywidualnie na ME i złoto z drużyną zespołowo. Jak myślisz Arturku, jakie ta dziewczyna robi najdłuższe wybiegania? 🙂 Wiem, wiem to inna liga… nie to co my amatorzy…. Już się nie pusz! :-))) Małgosiu, jeszcze raz Tobie i Adamowi – powodzenia!!!

  42. Ja nie chcę wychodzić na kłótliwe babsko!! Nie dyskutuję z badaniami. Piszę tylko o tym, że chce zobaczyć, a właściwie 'doświadczyć’ na sobie efekty jeden z metod. Jeśli obędzie się bez kontuzji- będę cała szczęśliwa – NIHIL NOVI! Prosem nie jestem, a oni chyba generalnie mają sumarycznie znacznie większe obciążenia w tygodniu niż ja w całym miesiącu! Więc tu też trudno przyrównywać. Jestem spokojnym, ciągle poszukującym amatorem, by w końcu znaleźć to co mi służy najlepiej. Jedno jest pewne (prawie pewne) – nie ma jednej idealnej metody, bo gdyby była wszyscy by ją stosowali. Na szczęście, ilu jest nas – tyle pomysłów na życie z tri i to jest chyba właśnie w tym wszystkim najfajniejsze!

  43. Hahaha, Arek (tez Małgosiu), zadnych ciezkich dzial. Pisze co wiem, badalem troche i co czytam:) Jesli piszesz o 2.5h lansie ostatnich czasow to te tezy byly stawiane juz w latach 60-70tych:) No ale typowe dla AGrupy 55+ jest dobra pamiec wydarzen sprzed lat i przedstawianie ich jako 'swiezych’…:)) A masz..!!!! A z ta uniwersalna rada to masz racje. Tyle, ze bede sie trzymal faktow,ze uszkodzenie miesni szkieletowych (pomne,ze tez miesnia sercowego) przy wysilku ok 3h jest ogromne. Zaden pros nie robi dluzszych wybiegan niz 2-2.5h. To w tym czasie dochodzi do ksztaltowania umiejetnosci wykorzystywania energii z tluszczy. I wszyscy zawodnicy mowia,ze bol na ostatnich 10km jest ogromny. Umiejetnosc jego pokonywania to juz trening psychiki. A tzw sciana to po prostu najczesciej zbyt szybkoi tempo biegu z kompilacja zlego odzywiania.

  44. Uuuu! Arturro wywlekł ciężkie działa! :-))) Nie śmiem dyskutować z autorytetami naukowymi. Moje rozważania są raczej natury chłpoka-roztropka, trochę eksperymentującego na własnym organizmie. Pozwolę sobie jednak zauważyć mój przyjacielu, że podkreśliłem znaczenie regeneracji…. która zresztą jest często akcentowana w naszej prywatnej korespondencji… 🙂 I żeby spłętować: najlepszym sposobem na uniknięcie ściany jest kombinacja odpowiedniego treningu oraz tempa biegu dostosowanego do indywidualnych możliwości. To takie uniwersalne…. :-))) Buźka

  45. Nikogo nie pouczam ani nie trenuje. I nie wywazam otawrtych drzwi tym bardziej:) To czysta fizjologia treningu, ktora jako specjalista medycyny sportowej polecam. Brakem udzial w kilku rozszerzonych badaniach sportowcow endurance. Badania potwierdzaja zasady stosowane przez wiekszosc trenerow. Biegi ponad 2-2.5h nic nie daja a powoduja powazne uszkodzenia tkanki miesniowej wymagajace dlugiej regeneracji. Jesli takowe wybiegania, zdecydowanie powyzej 2.5h wukonuje sie bardzo czesto to nawet jak nam sie wydaje, ze to dobrze to przynosza wiecej szkod niz pozytku. I mamy regres zamiast postepu, a w kazdym razie postep niewspomierny do wlozonego wysilku. Lepiej (tak polecaja najlepsi trenerzy) wzbogacac trening, nawet dlugi, kombinacjami intensywnosci. Koncze temat bo tak mozna przerzucac sie w nieskonczonosc. Odsylam do swoich artykulow na temat szkod powodowanych przez dlugotrwaly wysilek typu endurance i sposobow ich minimalizowania. Małgosiu, zycze z calego serca jak najlepszych wynikow w NY. A wynik 3.30 to faktycznie super czas i trzymam kciuki:) Podziwiam Męża!!!! Andrzej, dobrego biegu!

  46. Małgosia, również jestem zdania, że mamy wpływ na znaczne ograniczenie kryzysu potocznie zwanego ścianą. Czy ostatnio lansowana teza, że nie powinno się biegać dłużej niż 2,5 h ma przełożenie na wszystkich? Nie wiem. Jak wgłębimy się w lektury to różnie można znaleźć teorie i praktyki… Z pewnością takie dłuuugie wybieganie ma swoje zalety, chociażby sfera psychiczna, czy poprawienie energetyki, uczenie organizmu po sięgnięcie do rezerw tłuszczowych…. Kluczem jest tylko odpowiednia regeneracja po takim biegu a to już sprawa indywidualna… A się kurna na mądrowałem, jakbym co najmniej maraton poniżej 3h robił…. hehe

  47. Fachowcem od fizjologii nie jestem. Wydaje mi się jednak, że biegamy, aby jednak przyzwyczaić swoje ciało do danego wysiłku. Inaczej, chyba człowiek by rzekł: 'Jedni mają talent, inni – nie’, więc szkoda trenować. Ale jak się ma do tego wkład pracy i treningi? Do sportu przykładam miarę muzyczną, gdzie bez własnej pracy i monotonnego ćwiczenia trudno liczyć na oczekiwany końcowy efekt, niekoniecznie okraszony spektakularnym sukcesem. Dlatego nie jestem przekonana co do tego, że 'ściany’ nie da się wytrenować. Wierzę, że można! Po sobie widzę, ze powoli 35 km ma sens, przynajmniej dla mnie. No i te długaśne wycieczki biegowe mają teraz całkiem inny wymiar, niż jeszcze to miało miejsce kilka tygodni temu, choć nadal trwają dłużej niż 2,5 h. No cóż, nie chcę tutaj czarować. Dla mnie ten wynik 3:30 to na razie szczyt marzeń. Jak go zrealizuje to dobrze, jak nie- też dobrze, ważne by w NY poczuć atmosferę tego największego święta. Na życiówki mam jeszcze czas 🙂 Poza tym, najważniejszą osobą na tym maratonie jest Adam – dla niego tam jedziemy, i co tu dużo mówić, też biegam jak kretynka, by choć trochę miał satysfakcję z wyniku. Z całej trójki przewodników niestety, co mnie smuci, biegam najwolniej, a wg regulaminu musimy biec wszyscy razem od początku do końca. To co jest też istotne przewodnicy w sumie są anonimowi, gdyż nie będzie nas w żadnych oficjalnych wynikach- jedynie widoczny będzie wynik Adama.

  48. 1. Jakub ma racje: jakosc. 2. A 'przebicia’ sciany nie da sie wytrenowac (fizjologia). 3. Dlugi bieg to bieg 2-2.5h (moze byc to 18 ale tez 35 km jak biega sie szybko).

  49. Pelna zgodza- dla mnie 35 to morderczy dystans. Oczywiscie jestem w stanie przebiec ale nie bede ukrywal ze sporo mnie to kosztuje. Moj patent na ten rok to proba 'rozbiegania sciany’- wiem ze dopada mnie w okolicach 30 km i dlatego probuje raz w tygodniu robic ponad 30 zeby sie psychicznie uodpornic. Moge bez problemu biegac 10 a nawet 15 km dziennie przez 7 dni w tygodniu, ale jednorazowo te 35 zawsze przypomina mi dlaczego robie tylko jeden maraton w roku :).

  50. KIlometraż zacny ale masz rację nie koniecznie musi się przełożyć na wynik, bardziej liczy się jakość tych treningów, ale z tego co czytam nie nabijasz pustych przebiegów. Powodzenia i czekamy na relację po. Coś mi się zdaje, że to 3:30 to taka zasłona dymna… 😉

  51. Chłopaki, dzięki za wszystkie miłe słowa. Kilometraż- cóż, jak powiedziałam- to nasz eksperyment. Dzisiaj miałam ochotę już z niego zrezygnować, lecz zostało niewiele do NY i z ogromną niechęcią wyszłam na kolejny bieg. Widzę, że wymieniamy się motywacją z moim mężem. Jak mnie się nie chce- to on ma dobry dzień, jak jemu się nie chce- to ja mam ten dzień lepszy 🙂 Może tym sposobem jakoś się uda zakończyć to nasze szaleństwo. Piotrze- zazdroszczę maratonu w Lozannie. Jest piękny! Mam kilka biegowych marzeń, m.in. maraton wzdłuż Lazurowego Wybrzeża, czyli Marathon des Alpes-Maritimes Nice-Cannes, a teraz doszła Lozanna. Jak widać potrzebuję długiego życia! Andrzej – ja tak sobie myślę, że kilometraż jest ważny, ale chyba nie do końca determinuje wyniki. No i te rezultaty Twojego kolegi- ekstra. Jeśli miałabym choć cień szansy na zbliżenie się do 3 h (a nie marzyć o jakimś marnym 3:30) to całą zimę mogę robić te setki! Najgorzej po prostu wyjść z domu. Po tych kilku tygodniach na pewno jednym z pozytywów jest to , że teraz po 20 km przybiegam w takim stanie jak wcześniej po 10 km. Jakiś progres więc obserwuję. Najtrudniejsze jest jednak 35 km do zrealizowania, bo tutaj ciągle te kilometry są odczuwalne. Tym bardziej, że po 20 -25 km truchtu trzeba przyśpieszyć do tempa maratonu i ostatnie kilometry w tym tempie biec. Niestety jest to dla mnie bardzo ciężki trening i nie zawsze z takim efektem jak mam to w rozpisce. Łukasz – masz rację- zacna ta objętość. Przyznam, że marzę o jej jak najszybszym zakończeniu 🙂 A tak przy okazji wracając do wątku 'ławeczkowego’ to wczoraj wracając z pracy autobusem, usłyszałam rozmowę siedzących za mną dwóch dżentelmenów – miłośników osiedlowych ławeczek. Mówi jeden do drugiego: ’- oj…już niejednego wykończyła ta ławeczka’ i tu rozmowa zeszła na liczeniu strat w kolegach od degustacji 🙁 Mam nadzieję, że mój i Adama biegowy eksperyment na nas, aż tak radykalnie nie zadziała.

  52. Piekny wpis i dzieki wielkie- bieganie to z kolei moja ulubiona dyscyplina triathlonu i mysle ze nie jestem jedynym ktory chetnie o maratonach tutaj poczyta wiec pisac warto :). Wyglada ze wielka impreza na zakonczenie super sezonu i chociaz tam bedzie to dosyc trudne zycze pudla a co najmniej zyciowki. Co do treningu to moj czas raczej nie pozwala dawac rad (3:24) ale mam z poprzedniej pracy znajomego na facebooku, ktory zrobil maraton w Amsterdamie w 2 godz 33 min i ostatnio wkleil post o tym ze stara sie trenowac okolo 100km tygodniowo tak dla porownania :). Mi oczywiscie do 100km w tygodniu daleko ale odnosnie dlugich treningow to w Budapeszcie dwa lata temu mi tego zabraklo (najdluzszy trening na trzy tyg przed 35km) i sciana dopadla mnie na 40tym km, na szczescie do mety nie bylo daleko. W tym roku 4ty juz tydzien z rzedu robie bieg ponad 30 km i idzie to coraz lepiej, o skutecznosci niestety bede mogl napisac dopiero po 13tym listopada :).

  53. Piekna historia, kilometraz jeszcze piekniejszy (gdzie mi tam do niego), a cel po prostu cudowny (chyba tez kiedys skorzystam, w tym roku biegne 42 pod gorke w Lozannie) zycze wytrwalosci w realizacji celu, braku kontuzji i trzymam kciuki za wynik!

  54. Artur, ja nie celuję w czas 2:50 !! To jeden z przewodników jest taki rewelacyjny. Adam też nie jest w stanie pobiec ponizej 3 h, wiec na szaleństwa się nie nastawiam. Moim planem jest skromne 3:30 i będę szczęśliwa jeśli to zrobimy, tzn. jeśli ja ten plan wykonam 🙂 bo chłopaki zrobią to bez bólu. Andrzej, to miło, że jednak nie jest to taki najgłupszy pomysł z tym maratonem. Właściwie to i tak innej alternatywy nie ma jeśli chodzi o NY. Też tak myślę, że to bieganie (czy się lubi, czy nie) jest ważne. Ale która z dyscyplin w tri nie jest ważna? Nie ma takiej. W każdej trzeba być dobrym 🙁 Szkoda, bo bieganie nie jest wielką moją milością, przynajmniej jeszcze nie teraz.

  55. Malgosiu ! Ironman zaczyna sie dopiero na maratonie . :-))) Ja tez zawsze , jezeli nie startowalem w Kona to konczylem sezon maratonem. Powodzenia !!!

  56. Zycze udanego startu! Imponujace!:))) Ps. Kilometrarz spory. Wielu trenerow idzie teraz w kierunku wiekszej intensywnosci, biegow progowych a zmniejsza kilometrarz tygodniowy w przygotowaniach do maratonu. No i zastanawiajace sa same dlugie jednostki treningowe z jedna zblizona do dystansu maratonskiego… Czasowo to ta jednostka chyba znacznie przekracza 2.5h… No w kazdym razie zycze treningow bez kontuzji i trzymam kciuki za Adama:)

  57. Arku, masz racje. Pierwszy raz będę kończyć sezon w Nowym Jorku i z tego powodu tak ogromny stres. Nawet się zastanawiałam, czy w tym tzw. kąciku triathlonowym temat związany z bieganiem (które nie jest moją ulubioną dyscypliną) ma rację bytu. Jednak po zastanowieniu, doszłam do 'odkrywczego: wniosku, że przecież to jest ostatni etap każdego triathlonu, więc jak najbardziej tutaj pasuje 🙂 Najbardziej jednak ciekawi mnie nasz eksperyment związany z przyjętymi założeniami treningowymi. Mam pod tym względem wiele pytań, lecz czas przyniesie odpowiedzi, m.in. czy była to dobra taktyka. Dzięki za życzenia udanego startu – mam nadzieję, że będzie super. I nie do końca chodzi o wynik, chociaż nie ukrywam, że będzie miło poprawić swój czas.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,618FaniLubię
1,009ObserwującyObserwuj
293SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X