Czas

Płynie. Tą „mądrość’ życiową znają wszyscy. Kiedy zostajesz triatlonistą lub nawet tylko aspirujesz do bycia takowym z czasem zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Generalnie każdy starszy kolega lub koleżanka po fachu powie Ci, że co byś nie robił zawsze Ci go będzie brakowało. Oczywiście pod warunkiem, że masz motywację do tego, żeby ćwiczyć uczciwie (co nie zawsze znaczy ciężko!). Bo jak pogodzić rodzinę, pracę i inne zainteresowania z triatlonem? Zaczynając od końca – jakie inne zainteresowania? Zdecyduj się w końcu czy chcesz być tri czy tylko chwalić się przed znajomymi, że w przyszłym roku będzie o Tobie głośno. Triatlon to jest Twoje zainteresowanie, kropka – panimajesz? To jeśli to już ustaliliśmy to przejdźmy do pracy. Jest niezbędna, bo jeśli nie masz już szczęścia być na utrzymaniu mamy to nie poradzisz sobie z realizacją Twojego nowego zainteresowania – jedynego obecnie ale to już wiemy. Pracę będziesz w okresie największego zauroczenia triatlonem wykonywał rzetelnie i sumiennie aczkolwiek cały czas będzie Ci towarzyszyło uczucie niedosytu i marnowania czasu. Kiedy wyrwany z letargu uświadomisz sobie, że nie wiesz o czym akurat była dyskusja a koledzy lub szef usilnie chcą poznać Twoje zdanie… no cóż, kombinuj.

Kochająca żona/mąż (niepotrzebne skreślić) i ukochane urwiski muszą zrozumieć Twoją trudną sytuację w jakiej się znalazłeś. W pierwszym okresie Twoja druga połowa patrzy na Ciebie podejrzliwie, trochę jak na kogoś niespełna rozumu – w sumie nawet nie zdaje sobie sprawy jak nie wiele się myli. Uśmiecha się, przytakuje ale po cichu liczy, że jak wszystkie Twoje „zrywy’ w ostatnich latach i ten skończy się fiaskiem. Po jakimś czasie, kiedy z uporem maniaka wychodzisz z domu, żeby pływać, pedałować i biegać wyraz jej Twarzy poważnieje, pojawia się chwila zastanowienia. Jest to czas powolnej adaptacji. Zanim się spostrzeże jej umysł dokona akceptacji Waszego nowego, wspólnego życia. Dzień, w którym zapyta „kiedy dokładnie jest ten Susz?’ jest dniem zwycięstwa. Od tego czasu ona na Ciebie liczy – pamiętaj! Dasz plamę możesz dużo stracić. I po Ci to było?

W czasie adaptacyjnym pojawić się może jeszcze jeden, malutki problem do wyjaśnienia. Otóż jeśli tak się składa, że masz ok. 40-tki i nagle, bez uprzedzenia zaczynasz uprawiać kilka sportów na raz, chudniesz i Twoja sylwetka zaczyna przypominać tą z czasów liceum to nie dziw się, szczególnie jeśli jesteś facetem, że Twoja żona i jej koleżanki mają już na to swoją teorię… umówmy się ilu facetów w tym wieku robi to żeby startować w triatlonie? No. Bądź cierpliwy to minie. Czas jest w tym przypadku Twoim przyjacielem. Przeczytaj uważnie tekst „Okiem żony’, przeanalizuj zagrożenia i zrób wszystko, żeby Twoje „postępowanie’ w tym czasie nie dawało powodów do takich myśli.

Sam czas płynie triatloniście bardzo różnie. W trakcie obciążającego treningu dłuży się niemiłosiernie, żeby zaledwie po paru godzinach po nim rozciągać się do niebywałych rozmiarów w oczekiwaniu na kolejny trening. Kiedy rano pływasz lub biegasz to w drodze do pracy jesteś szczęśliwy – ten dzień można już częściowo uznać za udany, myślisz sobie… biedaku. Około południa zaczynasz nerwowo rozglądać się na boki. Kawę po porannym treningu odradzam – przyśpiesza południe o 2 godziny. Po południu pamięć porannego treningu zostaje przez umysł ostatecznie zatarta. Czujesz się ociężały, masz wrażenie, że nic nie robisz. Czekasz z niecierpliwością na wieczór i zaplanowany trening rowerowy lub biegowy. Pełen werwy wychodzisz z domu… temp. ok. 28’C, duszno i parno. Zaczynasz zaplanowany na godzinę trening… ale gorąco… co? Minęło dopiero 15 minut? Po godzinie wracasz do domu szczęśliwy… minęło jak z bicza strzelił (uważaj z nadmiernym okazywaniem stanu wewnętrznej radości w okresie adaptacyjnym żony).

Ekstremalną próbą czasu dla rodzimego triatlonisty jest podróż koleją. np. na trasie ok. 300 km… tam i z powrotem tego samego dnia… niezapomniane godziny… jeśli znosisz ten eksperyment zdecydowanie gorzej niż w przeszłości to oznacza, że Twój umysł jest w pełni gotowy, żeby doprowadzić Cię na linię startu (polecam na drogę jakąś książkę „tematyczną’ – jest szansa, że nie wyskoczysz przez okno).

Jednego tylko nie mogę zrozumieć – dlaczego w pociągach jest Wars a nie ma bieżni, rowerów stacjonarnych itp.? Czy to jest normalne? Zawsze tak było?

Powiązane Artykuły

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,453ObserwującyObserwuj
441SubskrybującySubskrybuj

Najpopularniejsze