Czucie wody

Pierwsze pływanie po paro tygodniowej przerwie wywołanej czynnikami zewnętrznymi. Silna mobilizacja psychiczna. Fizycznie po kilometrach spędzonych w biegu i na rowerze też nie najgorzej. Plan. Pływalnia rano przed pracą. Budzik czyli telefon (a propos czy ktoś jeszcze używa klasycznego budzika?). Świta. Nie wyspałem się. Nie idę. Pośpię jeszcze pól godziny a na basen może po pracy. Idę. Nie mogę być przecież takim mięczakiem. Nie idę. W końcu nie zbawi mnie przecież ten jeden raz. Formy na przyszly sezon przez to nie zbuduje. Idę. Przecież jak teraz odpuszczę to w przyszłości, kiedy będą zdecydowanie gorsze dni nie dam rady się zmobilizowac. Nie idę. Do kogo ta gadka o mobilizacji? Przecież nie jestem cyborgiem. Wspomnienie. Wizualizacja. Przeważnie rano zaraz po przebudzeniu przed planowanym pływaniem stan pschofizyczny nie jest najlepszy. Po wejściu do wody, ba, nawet już w drodze na basen, wiem, że decyzja była słuszna. W trakcie pływania i po nim pojawia się satysfakcja i zawsze wtedy zastanawiam się dlaczego rano umysł tak się opierał. Decyzja? Idę! Od otwarcia pierwszego oka minęło ok. 90 sek. Droga. Pływalnia. Woda. Pierwsze ruchy. Ciężko. Nie czuje wody. Dodatkowo lekkie zakwaszenie mięśni lewej obręczy barkowej (najprawdopodobniej podgrzebieniowego, ew. obły mniejszy lub większy) po bieganiu… tak tak po bieganiu… zwiększenie czasu biegów do 60 minut od 2 tygodni jest też wyzwaniem dla mięśni poruszających kończyny górne (wszystkiego bym się spodziewał ale nie tego, że biegnąć zakwaszę sobie mięśnie inne niż nóg)… tak więc dodatkowo to przesilenie nie ułatwia sprawnego poruszania się w wodzie. Po czasie dochodzi do mnie, że woda jest zdecydowanie za ciepła – ma ok. 29 st. Czuje się jakbym płynął w smole. Po pierwszym kilometrze temp. wody spadła o ok. 1-2 st. (chyba działa obieg wody). Duża ulga. Różnica ogromna. Płynie się lżej. Zaczynam powoli czuć wodę. To jest to magiczne wręcz uczucie, które pojawia się podczas pływania. Pojawia się nagle. Czujesz, że woda Cię unosi, nie walczysz z nią. Kiedy się pojawia znika początkowe zmęczenie. W takim stanie można przepłynąć wiele kilometrów… potem może być tylko trudno wyjść z wody. Czy to ten stan? Zdecydowanie nie. Drugi kilometr był lepszy pod względem czucia, płynniejszy jeśli można tak powiedzieć ale jeszcze daleko do tego, co było m-c temu. Kilka tygodni przerwy zrobiły swoje. Plus na dzień dobry woda o temp. jacuzzi. Jedno jest pewne. Płynąc można doświadczyć czegoś nienamacalnego, co trudno opisać komuś kto tego nie czuł. Biegnąc doświadczamy podobnych odczuć ale jednak poruszanie się po ziemi na własnych nogach jest czynnością powszechną, znaną od dziecka, naturalną można by rzec. Biegnąc na dłuższych dystansach już podobno wydobywamy z naszej podświadomości wspomnienie umiejętności dawnych czasów z początków ludzkości, kiedy przemieszczanie się na odległość kilkudziesięciu kilometrów dziennie w biegu nie robiło na nikim wrażenia. Płynąc i czując wodę tak jakby była ona naszym naturalnym 'podłożem’ odbywamy jeszcze odleglejszą podróż w przeszłość. Warto? Na pewno. Nota bene czucie wody pojawia się u mnie przeważnie po przepłynięciu ok. 1 km… to jak tu skutecznie startować w tri sprincie albo olimpijskim? Hmmm… chyba muszę zostać Ironmanem:-)

Powiązane Artykuły

7 KOMENTARZE

  1. Darek, jeśli ktoś lubi się zarzynać zamiast czerpać radość ze sportu to można nawet co tydzień biegać maraton aż do totalnego wyczerpania. Nie wiem z jakich planów treningowych korzystasz przygotowując się do maratonu ale według mnie ostatnie długie wybieganie przed maratonem powinno być przewidziane na trzy tygodnie przed startem (30-35 km). Potem zwiększa się intensywność, a objętość drastycznie spada. Organizm potrzebuje więc więcej niż 2 tygodnie na przetrawienie takiego długiego biegu by wystartować na świeżości i lekkości. Bez tego nie ma frajdy z biegu i pojawia się zniechęcenie.

  2. Da się. I da się be kontuzji.Przy dobrym przygotowaniu dwa tygodnie na regenerację to akurat, pod warunkiem, że nie biegło się na zapalenie płuc. Ale faktycznie nie polecam. Dwa da się zrobić łatwo. Trzeciego jednak już nie, bo już będzie męką i – moim skromnym zdaniem – głupotą.

  3. Masz racje Artur, kontuzja prawie gwarantowana 3 maratony w tak krotkim czasie to wielkie ryzyko a wiemy jak długo się leczy kontuzje, chyba, że chlopaki chca się przejść!

  4. Z tymi trzema maratonami co dwa tygodnie to chyba lekka przesada. Nie ma mowy o pełnej regeneracji przed kolejną imprezą i tylko kontuzja albo przetrenowanie może z tego wyniknąć.

  5. kurcze tak czytam i jestem pod wrażeniem, ciekawe czy ja tez kiedys płyac bedę czuł wode bo jak na razie to cięzko to widze ale mam cała zime na budowanie formy na basenie, teraz korzystam z pogody i biegam i jeżdze na rowerze 🙂 no i sie nie przeciązam bo podjeliśmy z umplami ambitna próbe przebiegniecia trzech maratonów (Wrocław, Warszawa, Poznań) w sumie co dwa tygodnie maraton 🙂 jakoś to bedzie 🙂 a pożniej to tylko pływanie i pływanie i może bede mogł napisac tak jak Ty… czuje wode 🙂

  6. W planach treningowych? to jest dla mnie zaskoczenie, że można się tego uczyć, dla mnie to stan, który pojawia się po wieloletnim pływaniu, po setkach km wodzie ale nie zawsze, czasem są dni 'ciężkie’ i co bym nie robił płynie mi się ociężale, na szczęście rzadko, pewnie masz rację i rację mają trenerzy, którzy mówią, że to można wyćwiczyć chociaż myślę też, że indywidualne predyspozycje są ważne; związane jest to z układem czucia głębokiego (proprioceptywnego); o ile układ ten w aspekcie chodzenia ćwiczymy od dziecka o tyle w przypadku pływania jest to często historia paru lat.

  7. To czucie wody to jest strasznie magiczna sprawa. W planach treningowych wielokrotnie widzę 'ćwiczenia czucia wody’. No to wącham tą wodę nosem i faktycznie, czuję. Wali chlorem niemiłosiernie. Ale żeby się to przekładało jakoś na łatwość pływania to już nie za bardzo. Ale wrzucam na forum wątek czucia wody. Może się mądrzy ludzie wypowiedzą.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,466ObserwującyObserwuj
442SubskrybującySubskrybuj

Polecane