Gdynia Herbalife Triathlon 2014 – jeszcze nie czas na wynik :(

Witam,

Pokuszę się w małym skrócie o posumowanie swojego startu w Gdynii. Nie będzie to wielkie pisanie, to pozostawie innym – niewątpliwie lepszym.

Niestety po tym starcie mam wrażenie, że w czepku to ja urodzony nie jestem. Tak w jednym zdaniu mój komentarz do tego dnia jest taki: Niech jeszcze ukradna samochód to będzie już wszystko. Ale od początku. Moje perypetie początek miały w sobotę. Na stoisku w Arenie wystawiał się producent mojego czasomierza :). Ponieważ od kilku dni nie mogłem spisać treningów podszedłem porozmawiałem i miłe chłopaki stwierdziły, że spoko. Coś z tym zrobią. I zrobili. W niedziele rozgrzewka w wodzie i po wyjściu przed startem okazało się, że na ręce mam akwarium. Zegarek chyba rozszczelniony i zalany. Katastrofa, to tylko chodziło mi po głowie. Drugi start w tym roku i drugi wg słońca. W Brodnicy mój zegarek się zresetował przed wejściem do wody i za diabła nie mogłem go uruchomić. Ale stało się….

Dużo godzin ostatnie tygodnie spędziłem na pływaniu. Średnio 15-20 km tygodniowo, niestety tylko na otwartym basenie. To dalej nie jest mój mocny punkt. Ale w sumie nie mogę narzekać. Po 500 metrach, może troche więcej odetkało mnie i mogłem normalnie płynąć. Nie było łatwo. Kocioł cały czas. Tu, tak na przyszłość mam taką prośbę do organizatorów. Kurcze przecież można bojkę do nawrotu ustawić większą i w innym kolorze. wtedy wiadomo, że ta do skrętu to własnie ta. Mnóstwo osób z tego co widziałem albo nie zliczyła, że to właśnie za tą się zawraca. Albo nie chciała wiedzieć. Zostane przy pierwszej wesji. Sam myślałem, że to już czas na zakręt po czym zobaczyłem że jest jeszcze jedna i trochę musiałem wracać.
W sumie pływanie tak sobie 38 min i coś tam. Ale i tak w miarę wg planu. Szybko na rower, odrobić co starciłem, a że jestem raczej lądowe zwierze i takie co szybko ucieka….. Więc nawet nie umknęło to uwadze Łukaszowi (nie znamy się osobiście, ale myslę, że mogę tak pisać), który przez mikrofon mnie stopował. Rower był przygotowany najlepiej jak mogłem. Fakt, że wysoki nr startowy spowodował, że musiałe się z nim przeciskać bardzo długo. Ale to akurat pikuś. Początek oczywiście ścisk. o draftingu nie wiem co pisać. Czy wogóle pisać. Będzie krótko. Był, wszyscy widzieli. I to chyba taki w krystalicznej postaci. Niechtam się cieszą Ci co skorzystali i czują się z tym dobrze. Rower był mocno, fakt że jechałe prawie po omacku, brak zegarka. Ale był licznik i wskazywał fajne dane.  Pierwsza petla mnóstwo wyprzedzonych i prędkość rzadko schodziła poniżej 36 km. Sam jestem Ciekawe ile miałem po 1 pętli. Pozdrawiam kolegę Tomka z AT TEAM, z którym w zasadzie 'cieliśmy się przez 50 km’ .Mówiąc cieliśmy mam na mysli, że wiele razy się nawzajem mijaliśmy. Co mi odjechał na 100, czasami więcej metrów to go doganiałem i ja ciąłem do przodu. A po kilku kilometrach znowu mnie wyprzedzał  i zmykał. Tak było do 50 km. Potem …:(((((((. Pech nr 2 – kapeć. Masakra. Dętkę wymieniłem jak tylko szybko się udało ale i tak trwało to ponad 10 min. Niestety to nie był koniec pecha z rowerem. Przy pompowaniu koła zepsuła mi się pompka. Może miałem z 4-5 atm. Jak się jedzie na takim kole sami może wiecie. Beznadziejnie. Brakowało mi tylko wiatraczka na kierwonicę, bagażnika i dzwonka :(.      Niestety czas szlag trafił. Ale stwierdziłem, że jak minę 65 km to nawet jak bym miał dobiec z rowerem pod pachą – to zrobie to. NIe musiałem biec w tym momencie ale na rowerze zajechałem się. Czas beznadziejny 2.44 z czymś tam. W sumie dobrze, że dojechałe. Po wypakowaniu roweru w domu okazało się że jest totalny kapeć – znowu. Niestety efekt był taki, że z T2 wyszedłem na ????? , no własnie na 700 miejscu. To, że bieganie lubię najlepiej to oczywiste. Ale jak trudne bieganie jest slalomem to chyba nie wiecie.  Zwłaszcza jak się goni zajączka. Do tego mały kamyczek do ogródka wpadł i na bieganiu. Na drugim kółku ucięła mnie osa . Centralnie pod pachą. Niby nic. Tylko, że jestem uczulony. Rany jakie czarne wizje miałem. Fakt, zdarzyło się  że po ukąszeniu nie miałem wstrząsu. Ale od razu były tabletki, wapno i takie tam. A tu na trasie – jakie wapno, jakie tabletki. Była to osa wiem na 100% bo ją trachnąłem. Szczęście akurat w tym czasie trochę mi dopisało. Nic się nie zdarzyło. A nawet swojej Kasi nie krzyknąłem podczas biegu że cos takiego miało miejsce. Wystarczy, że ja wiedziałem. Sam bieg po omacku też nie był najłatwiejszy. No tak może nie całkiem po omacku, był taki zegar na ścianie wg którego biegłem. Ale on tylko pokazywał czas na petli, nie kilometrów. Do tego ostatnie dwa okrążenia myślałem, że biegnę ok 20 min ponieważ zegar pokazywał 10:08:14, mając małą zaćmę pamietałem tylko minuty i sekundy. A wiedząc że na piertwszym okrązeniu była godzina 12:38, na drugim 12:58 to ta ósemka tak mi utkwiła w głowie. że 10:08 był ok. Na 4 okrążeniu doszedłem do tego: jak 10 godzina!!!!!!. Przecież to środek dnia???? No tak 10:08:14 to poprostu data. :)))))))))). W sumie nie było tragedii. skończyło się na 250 miejscu.  Czas 4:57:03 też ok. Niedosyt pozostał. Tyle wyżeczeń, tyle treningów i …. ???? I stało się, taki jest czasami sport i los. Może w przyszłym roku uda się poprawić czas. Teraz będzie chwila odpoczynku i plan na marathon we Wrocławiu.

Pozdrawiam wszystkich AT mowców. Byłem kilka razy w namiocie ale nie udało się z nikim spotkać z wyjątkiem Iwony. Może innym razem

do miłego

 

Sama impreza – FANTASTYCZNA

 

Poprzedni artykułOPEN WATER
Następny artykułGdynia DraftingMan 2014

Powiązane Artykuły

12 KOMENTARZE

  1. Dzięki Plati, gratulacje za Gdynię i trzymam kciuki za Malbork. Nawet przeszedł mi przez myśl zamiast 'połówki’

  2. Dzięki Marcin. Rzeczywiście szkoda. Pozostał niedosyt i nawet mi przeszło przez myśl, żeby w tym roku jeszcze jedną połówkę gdzieś zrobić. Ale zburzy to plan startów biegowych na najbliższy czas – więc przyszły rok. pozdrawiam

  3. I jeszcze jedno. Nie pluje na oślep. Uważam, że jeżeli nie wszyscy to bardzo wielu z tych driftujących to pewnie fajni ludzie. Triathloniści. W tym dniu pogubili się po prostu, zapomnieli czym jest właśnie taki sport – triathlon Szanuje tych którzy mają odwagę się przyznać. Moim idolem w sporcie był jeden z największych oszustów w kolarstwie. Niestety mało, który w tamtym czasie nim nie był. Dlatego od bardzo dawna noszę żółtą opaskę i jej nie zdjąłem.

  4. Dzięki Arku, z tym tytanem bym nie przesadzał. Nim jest MKON. I może paru jeszcze nawet z naszego podwórka. Ja bez kokieterii powiem, że orka jest ciężka. trudno czarować jak powiem tylko że po Brodnicy mój trening tygodniowy : pływanie 15-20km (4,5 razy po około 4100 – 4300 m), rower 240-300 i bieganie mały luzik tak 90-110km z tego 3xtyd zakładki. Pływanie w Gdyni było mega lepiej po ok 500 m płynąłem już normalnie bez oddychania w typie psim, które mnie złapało mnie po 100-200 m. Ale to dalej głowa (poprostu strach). Choć jak brałem udział w jednym treningu przed startem to miałem czas 35 min z dwukrotnym błądzeniem po bałtyku. Nie wiem na ile trasa była wymierzona. I nie było psiego oddychania :).

  5. Krzyś, gratulacje!!! Pomijając pecha, chyba trochę odetchnąłeś po Brodnicy…? Z każdym startem będzie lepiej! Masz potencjał i jesteś tytanem pracy…. tylko patrzeć jeszcze większych efektów! Tylko nie zajeźdź się, odetchnij czasem… 🙂

  6. Dzięki Tomek, bieganie to moja najmocniejsza strona. Biegam już 3 lata. Tobie również wielkie gratulacje. Super debiut. !!!! Trzeba było pilnować czasu tak jak ja – wg zegara na ścianie który pokazywał datę. O rany … 🙂

  7. Faktycznie pecha miałeś mega wielkiego ale mimo to czas i tak super 🙂 Wielkie gratulacje i szacun za wytrwałość i wielką wolę walki Na biegu mignąłeś mi jak struś. Dzięki za dopingowanie na trasie. To był mój debiut 🙂 Ja przegapiłem tylko pilnowanie ogólnego czasu i dopiero na 2 km przed metą zobaczyłem, że mogłem złamać 5 godzin, przyspieszyłem i wyszło 5:01:16 Mam mały niedosyt i zazdroszczę (pozytywnie) złamania 5 godzin 🙂

  8. Wielkie dzięki, tak wyszło, niedosyt przyznaje jest. Nawet duży ale bez darcia szat. życie bierzemy jakie jest. Czy limit pecha wyczerpany ?? Mam taką nadzieję, a czas to zweryfikuje. Jak mój ulubiony zespół śpiewa/ł. Show must go on

  9. Caly czas mozesz niec niedosyt… Ale plywanie poprawiles mocno. Rower po odjeciu pecha wypadlby bardzo fajnie. Bedzie lepiej. Gratulacje:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,658FaniLubię
1,022ObserwującyObserwuj
294SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X