jak zostałem łosiem….

   W sobotę rano wraz żoną i kolegą wyruszyliśmy samochodem do Dziekanowa Leśnego, tam w pobliżu szpitalu usytuowany był start do Biegu Łosia po Puszczy Kampinoskiej. Pierwszy mój bieg terenowy i to w dodatku w zimowej scenerii, no bo co tam wiosna strajkuję ;). Specjalnie jakoś się do tego biegu nie przygotowywałem przecież biegałem po śniegu, jedyna rzecz, którą zabrałem to nakładki na buty, żeby się nie ślizgać. Jak tylko zobaczyłem pierwszą prostą wiedziałem, że się przydadzą. W myślach mówiłem sobie tylko spokojnie (zachowawczo) jest ślisko, to bieg treningowy, ot takie rozbieganie, 17 km po lesie. Na starci spotykamy kilkoro znajomych, fajna, miła atmosfera. O godz. 10 wystartowaliśmy, na początku biegniemy w dwóch koleinach, gęsiego, ok. 200 osób, co niektórzy decydują się na wyprzedzanie w śniegu po łydki. Po pierwszym kilometrze już wiem, że nie będzie to łatwy bieg. Nogi mimo nakładek na buty lekko się ślizgają, ale nie jest źle. Kolejne kilometry jednak biegnie mi się ciężko, endomondo podaje tempo    i mocno się zdziwiłem porównywalne z tym z półmaratonu czyli jak na takie warunki i moje możliwości to lecę jak rakieta 🙂

Gdzieś około 5km przykra niespodzianka mnie czekała, nogi tak jakoś poślizgi mocne zaczęły łapać, patrzę na buty, a tam nie ma śladu po nakładkach. Pierwsza myśl pewnie Piotrek je zabierze, biegł za mną, a po chwili dotarło do mnie że czeka mnie niezła jazda przez kolejne 12 km. Nie myliłem się, nogi mielą śnieg niemiłosiernie, pełna koncentracja, żeby się nie wywrócić, albo nie zwichnąć stawów, ale ku mojemu zdziwieniu nie zwalniam, cały czas utrzymuję bardzo dobre tempo. Kilku biegaczy mnie wyprzedza, ale ignoruje to biegnę swoje, niech lecą, zniknęli po kilku zakrętach. Doganiam ich na podbiegu, zwolnili, decydują się na wyprzedzenie co nie było łatwe, nogi zapodają się do łydek w śniegu. Na 8.8 km punkt żywieniowy, piję kubek ciepłej słodkiej herbaty i dalej w drogę. Jest trochę lepiej nogi mniej się ślizgają i to mnie trochę uspało, gdzieś na 10 km bliskie spotkanie z ziemią, na szczęście dosyć miękkie, ręka wpadła w zaspę śniegu i mordeczką zaryłem w śnieg J, z czego sam się od razu śmiałem, musiało to komicznie wyglądać.

Po 14 km już nie jest miło, nogi zaczęły robić się ciężki, ciągłe poślizgi dają się we znaki. Nareszcie tabliczka 2km do mety, chwilowa ulga zamienia się za chwilę w irytację. Ostatnie te dwa kilometry to dla mnie walka, aby utrzymać równowagę i nie dostać skurczu łydki. Całe zmęczenie znika jak słyszę doping mojego najwierniejszego kibica Żony jakieś 300 m przed metą. Jest nareszcie meta. Zadowolony, wynik 1:36:45 i 61 miejsce na 217 biegaczy, to jak na mnie bardzo dobry wynik, a warunki do łatwych nie należały. Zdecydowanie mój najcięższy bieg, ale na pewno wpisuję go w kalendarz na następny rok.

Powiązane Artykuły

7 KOMENTARZE

  1. dzięki Panowie, naprawdę fajnie zostać Łosiem 😉 co do obaw o kontuzję to nie kalkuluję, mam gdzie ją złapać, trenując równolegle paintball jestem na to narażony 😉

  2. Łoś Plati to brzmi jak tytuł nowej bajki dla dzieci:) opatentuj szybko nazwę:) gratulacje!

  3. gratuluję odwagi startu w takich warunkach. Ja zwykle rezygnuję w obawie przed kontuzją.

  4. To teraz jesteś Łoś Super Ktoś. Fajny wynik jak na przełaj po błotynm sniegu. Gratulacje.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,475ObserwującyObserwuj
443SubskrybującySubskrybuj

Polecane