„Facetka od pogody i WF-u”, która została triathlonistką. Karolina Filipkowska o słodko-gorzkich przygotowaniach do startów

Karolina Filipkowska jest dziennikarką i konferansjerką. Mówi o sobie „facetka od pogody i WF-u”. Chociaż w przeszłości była związana ze sportem, to start na połówce Challenge Gdańsk był dla niej wielkim wyzwaniem. – Na basen wróciłam po 20 latach przerwy, a na rowerze jeździłam, ale głównie holenderskim z koszyczkiem do pracy – wspomina.

ZOBACZ TEŻ: Szymon Fajok: Trening siłowy pomógł mu w zdobyciu wicemistrzostwa Polski

Zniżka 10% na dystans średni Challenge Gdańsk! Aby uzyskać indywidualny kod rabatowy, napisz e-mail pod adres [email protected] zatytułowany „Kod rabatowy – Challenge Gdańsk dystans średni”. W odpowiedzi od nas dostaniesz kod, który zadziała przy rejestracji tutaj. Kod można wykorzystać tylko raz.

Akademia Triathlonu: Sport w Twoim życiu obecny był od dawna, ale powiedziałaś, że triathlon wydawał się czymś nierealnym. Miałaś jakieś wątpliwości, czy od razu przyjęłaś propozycję Challenge?

Karolina Filipkowska: Tak, ze sportem jestem związana od zawsze. Lata temu grałam zawodowo w koszykówkę, skończyłam karierę wraz z awansem Widzewa do Ekstraklasy. Później amatorsko próbowałam różnych form sportu, aż w zeszłym roku pojawiła się propozycja zostania ambasadorką Challenge Gdańsk. Nie wahałam się długo, mimo że zadanie wydawało się awykonalne, zgodziłam się od razu. W tamtym czasie szukałam nowych wyzwań i stwierdziłam, że to jest to!

AT: Regularny sport nie jest dla Ciebie czymś nowym, ale wejście w treningi triathlonowe musiało być chyba pewnym szokiem. Jak to wspominasz?

KP: Zdecydowanie tak, wymagało to ponownego wejścia na wysokie obroty, pod względem objętości przypomniały mi się czasy gry w kosza.

Poza tym trening triathlonowy był dla mnie zupełnie czymś nowym. Trzy dyscypliny, z których tylko w bieganiu czułam się w miarę dobrze, chociaż nigdy wcześniej nie przebiegłam więcej niż 10 km, a w debiucie podjęłam się wyzwania pokonania dystansu 1/2 IM. Pływałam jako dziecko. Na basen wróciłam po 20 latach przerwy, a na rowerze jeździłam, ale głównie holenderskim z koszyczkiem do pracy (śmiech).

Początkowo byłam podekscytowana i ciekawa nowego wyzwania, z czasem wkradło się też przerażenie i zwątpienie, czy podołam zadaniu.

Karolina Filipkowska – Instagram

AT: Jak początkowo przyjmowałaś obciążenia treningowe? Czułaś wewnętrzny bunt, było ciężko? Czy udało się w to łatwo wkręcić?

KP: Początki wspominam bardzo dobrze. Miałam cudowny zespół trenerski, który zapewnił mi gładkie wejście w tę przygodę. Zaczęłam spokojnie: bieganie i rower w tlenie, a na basenie technika pływania (miałam bardzo duże braki, miałam do wykonania bardzo dużą pracę na pływalni) i stopniowo zwiększaliśmy obciążenie.

Wkręciłam się bardzo szybko i bardzo zależało mi na zrealizowaniu celu, co nie oznacza, że nie bywało ciężko.

AT: Pamiętasz jakąś naprawdę uniwersalną radę dotyczącą każdej dyscypliny, którą otrzymałaś od trenera Jakub Czai?

KP: Trener Czaja zawsze powtarzał mi: „Na spokojnie Karolinka, dasz radę” To zdanie słyszałam przy każdej chwili zwątpienia, a ich nie brakowało. Przy okazji upewniał mnie, że wszystko idzie zgodnie z planem, że będą się zdarzać gorsze momenty. Trzeba je przejść z podniesioną głową, wierząc w cały proces.

Mikołaj Pytel (#królrowerów), który również uczestniczył w mojej przygodzie, podrzucił mi zdanie, które również okazało się dla mnie niezwykle cenne: „skup się na zadaniu”. Usłyszałam je podczas pierwszej przejażdżki na szosie we wpinanych butach, kiedy przerażenie brało górę nad rozumem. Przydało się również podczas pierwszych treningów open water.

fot. Challenge Gdańsk

AT: Był taki moment, że naprawdę nie chciało Ci się robić kolejnego treningu i myślałaś, że „tych obciążeń jest po prostu za dużo”?

KP: I to nie jeden! Najczęściej takie chwile zdarzały się, kiedy zaniedbywałam sen. Moja praca wiążę się z nieregularnymi godzinami. Kiedy mam poranki, budzik mam nastawiony na 4 rano, a wieczorną zmianę kończę o 22. W takich momentach najlepszą receptą dla mnie było postawienie na regenerację. Nadal się uczę tego, jaka ona jest ważna.

AT: Przed triathlonowym debiutem trenowałaś 6 miesięcy. Pamiętasz, jak wraz z kolejnymi treningami zmieniało się Twoje ciało?

KP: Zdecydowanie triathlon wpłynął w olbrzymim stopniu nie tylko na moje ciało, które ogromnie zaskoczyło mnie swoim potencjałem. Nie sądziłam, że stać mnie jeszcze nie takie osiągnięcia. Ten sport wpłynął też na całe moje życie.

Przygotowania do zawodów jest słodko-gorzkie, to pot, łzy, ale też chwile radości, kiedy dokonuje się czegoś, co jeszcze niedawno wydawało się nierealne. Wyjście ze strefy komfortu jest nieprzyjemne, ale… pokonywanie swoich ograniczeń niezwykle rozwija i przynosi ogromną satysfakcję.

Fot. Karolina Filipkowska – Instagram.

AT: Wróćmy do momentu startu w Challenge Gdańsk. Jest 9 rano, przed Tobą 1.900 metrów pływania, 90 km roweru i półmaraton. Jak wspominasz ten moment startu. Co wtedy myślałaś?

KP: Byłam przerażona! To był mój debiut nie tylko na tym dystansie, ale również w triathlonie. Bardzo zależało mi, żeby sprostać wyzwaniu. Powtarzałam sobie cały czas w głowie: „Spokojnie, dasz radę! Skup się na zadaniu! Rób to, co na treningu!”

AT: Po tym, jak dotarłaś na metę mogliśmy na filmiku zobaczyć te wszystkie emocje – radość, płacz, zmęczenie, ekscytację. To były chyba wszystkie te przeżycia z triathlonu w takiej pigułce?

KP: Zdecydowanie tak! Dopiero po przekroczeniu linii mety dotarło do mnie, że się udało, dałam radę! Tych emocji nie da się opisać słowami, to trzeba doświadczyć! Polecam każdemu! Nie ma czasu do stracenia, marzenie się nie spełniają, marzenia się spełnia.

AT: Można chyba powiedzieć, że wkręciłaś się w triathlon? Po 1/2 w Gdańsku wystartowałaś jeszcze na 1/8 w Chełmży. Zastanawiasz się nad kolejnymi startami?

KP: Byłam też na 1/4 w Mrągowie! Przy zapisie do zawodów powinna być adnotacja: „uwaga to uzależnia!” Niedługo zacznę przygotowania do nowego sezonu, główne starty do 1/2 w maju w Samorin i w czerwcu w Gdańsku.

AT: Dziękujemy za rozmowę.

Grzegorz Banaś
Grzegorz Banaś
Redaktor. Lubi Lionela Sandersa i nowinki technologiczne. Opisuje ciekawe triathlonowe historie, bo uważa, że triathlon jest wyjątkowo inspirującym sportem, który można uprawiać w każdym wieku. Fan dobrej kawy i książek Jamesa S.A. Corey'a.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,453ObserwującyObserwuj
441SubskrybującySubskrybuj

Najpopularniejsze