Królowa ostatniego kilometra;)

20 marzec, dzień mojego startu A, półmaraton wokół jeziora żywieckiego, niecałe 21,1 km podbiegów i zbiegów.


Jako, że do Żywca mamy godzinę jazdy, to w niedzielę rano wyruszyliśmy (ja i Andrzej) do celu naszych zmagań biegowych. W radio trąbili, że to pierwszy dzień wiosny ale za oknem nie było tego widać, szaro, buro i ponuro. Jednak dla nas biegaczy/triathlonistów nie ma złej pogody, a zawody to zawody, trzeba wystartować. Podróż przebiegła dość sprawnie i kilka minut po 8 byliśmy na miejscu. Szybki odbiór pakietu startowego i szybko do auta, bo zimno okropnie.


Jadąc już do Żywca, czułam mały stresik, co mnie zdziwiło, gdyż przed biegami w sumie tego stresu już nie mam. Na miejscu to samo, jakiś niepokój wkradł się do mnie.


Co jest?! Kobito, zapowiedziałaś życiówkę i to na tak trudnej trasie, to teraz masz, organizm się mobilizuje (bo przecież za mało biegałaś;) ), a Ty myślałaś, że Cię to nie obchodzi.


Idąc na start stresik jeszcze mnie trzymał, mała rozgrzewka też niewiele pomogła. Ustawiłam się na start, trzęsąc się z zimna i czekam, czekam, czekam…, a wystrzału startera nie ma. Okazało się, że źle zorganizowana linia startu, na taką ilość ludzi, musiała spowodować obsuwę (10 min)        w starcie biegu. I kiedy wkońcu zaczęło się odliczanie do startu, ja zorientowałam się, że mój stres już sobie gdzieś pobiegł, nie ma go.


Pierwsze kilometry to roszady wśród biegaczy i przeciskanie się przez tłum. Bałam się, że ten tłum mnie poniesie i za mocno pójdę te pierwsze kilometry ale udało mi się przez pierwsze 3 km pobiec zgodnie z założonym przez siebie planem. Potem lekko przyspieszyłam. Czułam się dobrze, dobrze mi się biegło. Można powiedzieć, że biegłam na samopoczucie, lekko kontrolując czas, no bo przecież ta życiówka;) Na 6 km była woda ale było tyle ludzi, że postanowiłam nie pchać się i pobiegłam dalej. Tak naprawdę od tego momentu zaczynają się naprawdę podbiegi i zbiegi. Na górkach, wyprzedzałam, co dodawało mi kopa, na zbiegach stawiałam wszystko na jedną kartę i puszczałam się z nich (co rzadko mi się normalnie zdarza, bo to jakoś jeden z moich starchów). Mijając zaporę w Treśnie ładnie widać jezioro żywieckie i trochę zapatrzałam się na ten widok, w związku z 19 czerwca kiedy to przyjeżdżamy tu znowu, na Diablaka, Andrzej na start, będzie się ścigał, ja jako obstawa i sierotka wręczająca medale na mecie:) Mam nadzieję, że wszyscy dotrą do mety bo wyzwanie jest spore!


Można napisać, że do tej pory to była taka biegowa sielanka;)


Następne kilometry mijały, góra, dół, lecę swoje, stan zdrowia OK.


Nastał 19 km, góra do nieba:). Nie wiem czemu większość mówi, że to 18km, skoro tabliczka 18 km jest na początku tej górki, a 19 km na końcu? Może ja czegoś nie kumam? Podbieg daje mocno w kość, nic dziwnego skoro przez kilometr trzeba pokonać chyba ok. 50 m przewyższenia. Dużo ludzi szło. A ja… biegłam i to jak! Ile ja tu ludzi wyprzedziłam! Sorki ale takie coś daje strasznego kopa motywacyjnego dodatkowo. Całą górkę pokonałam w tempie 5,40/km, jak dla mnie to super tempo. Potem parę łyków wody, rzut oka na czas i ostatnie 2 kilometry do pokonania, praktycznie z górki.


Chyba jestem „królową’ ostatniego kilometra, tu dwóch ;))) Średnie tempo 4,43/km:)

Taak, biegowa sielanka trwała do mety;)

Czas 1.51,26. Życiówka!

Poprawa o 3,5 min, a na tej trasie poprawa o 5 min 10 sek:)


Półmaraton Żywiecki, dla mnie ma w sobie jakąś magię, która ciągnie mnie by tu biegać. Organizatorzy dają radę, choć co roku słychać, że są jakieś wpadki. W tym roku brakło kubków do picia oraz chyba jedną z ważniejszych dla biegaczy nagrody, medali. Pozostała część organizacyjna jak dla mnie OK. Nawet kabiny z prysznicami były i to z ciepłą wodą, to chyba rzadkość. Co do wpadek, dyrektor zawodów oficjalnie już przeprosił zawodników oraz obiecał poprawę:) Sprawdzę za rok.


P.S. Niestety nie przyszło mi do głowy by zrobić sobie jakieś zdjęcie, a i robiący zdjęcia, uznali, że jestem za mało fotogeniczna by uchwycić to w cyberprzestrzeni;)


Powiązane Artykuły

15 KOMENTARZE

  1. Dzięki jeszcze raz. Marcin, mam podobnie ale trudno mi z Żywca zrezygnować, a chciałbym zaliczyć Ślężański i Kraków, a one są blisko siebie. Andrzej mam nadzieję na te 1.4…;) Tymczasem wesołych świąt!

  2. Gratulacje Bogna! Brawo takie postępy cieszą;) chyba tez za rok zrezygnuje z Krakowa na rzecz Żywca, nie dość, ze mam blisko to jeszcze 2 km do mety z górki moze w końcu uda sie finisz;)) z drugiej strony do Krakowa mam juz sentyment i to taki sprawdzian od 4 lat na tej trasie…

  3. Super, gratuluję. Też ładnie przywitałaś wiosnę. Może za rok się wybiorę do Żywca na ten półmaraton, kolejna osoba mówi, że warto.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,618FaniLubię
1,009ObserwującyObserwuj
293SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X