Mój ulubiony triathlonista;)

czyli:  Bloger roku AT 2014 miejsce trzecie:-)


DSC 01231

 

Ta oto piękna statuetka należy do mnie:-)


Ale od początku.


Jak tylko pojawiła się informacja o gali Lotto Night of the year, zadzwoniłam do męża, że wyjeżdżamy w listopadzie na weekend do Warszawy.Parę dni później pojawiła się informacja, że zostałam nominowana do Blogera Roku AT i tym sposobem została postawiona kropka nad „i’, że 15 listopada 2014 będziemy na imprezie triathlonowej. Po załatwieniu formalności związane z wyjazdem, powstał odwieczny dylemat, przede wszystkim kobiet: w co ja się ubiorę, bo przecież trisuit odpada? Tym razem polowanie na tą jedyną w swoim rodzaju kreację, odbyło się w ekspresowym tempie, bo po dwóch godzinach od wejścia na pasaż handlowy (ku zadowoleniu mojego męża).


15 listopada 2014 Warszawa przywitała nas zimowym chłodem. Ale mieliśmy nadzieję, że gala Lotto Night of the Year ociepli nam ten pobyt w stolicy.


Nie myliliśmy się. Gala była super. Tak na piątkę z minusem (ale o tym później). Prowadzący ją Łukasz Grass wraz z Karoliną Gorczycą wprowadzili fajny, swobodny klimat i myślę, że każdy podczas swojej obecności czuł się dobrze, jakby był na spotkaniu rodzinnym, bo w sumie byliśmy taką tri rodziną. Fajnie było poznać osobiście nieznanych mi jeszcze członków tej rodziny: Karolinę, Krzyśka, Bogusława, Marka, Piotra. A także Dorotę z Tri-magic, która w przeszłości niejednokrotnie musiała odpowiadać na moje głupie pytania dotyczące sprzętu. Szkoda, że nie było Jakuba, zwycięzcy, bo mogłabym mu osobiście pogratulować pierwszego miejsca. Przy stoliku los zetknął nas m.in. z bardzo sympatycznymi, Kaśką i Krzyśkiem z którymi bardzo miło spędziliśmy czas.


Gdy przyszedł czas na gwiazdę wieczoru wszystko odbyło się zgodnie z moimi oczekiwaniami, że triathloniści to niezwykli ludzie. Miło było wysłuchać gwiazdę tego wieczoru Lothara Ledera, który to jako pierwszy złamał 8 godzin na IM, kiedy to ja jeszcze nie miałam pojęcia, że coś takiego jak triathlon istnieje. Jakże  wielkim zaskoczeniem dla mnie było to, że podczas tego wyścigu nie miał żadnego przyrządu mierzącego czas, tętno itp. gdzie dzisiaj, nie ruszam się z domu na trening bez mojego uzbrojenia . A może to jest sposób na osiągnięcie lepszych wyników?


Kapitalne były filmy z pierwszych startów triathlonowych oraz spotkanie ludzi, którzy brali w nich udział. To zadziałało na mnie mobilizująco, bo ostatnio zapał do treningów coś zmalał.


Dla mnie osobiście ważnym punktem w całej gali były oczywiście wyniki głosowania na blogera roku, gdyż byłam nominowana i przed utajeniem wyników miałam szanse na pudło. Kiedy nadeszła chwila ogłoszenia wyników i poproszono na scenę prof. Artura Pupka, myślałam, że serce zaraz mi wyskoczy. Tak denerwowałam się, jak przed pierwszymi zawodami tri. W sumie to też był mój debiut. Gdy profesor zaczął opowiadać o osobie co zdobyła trzecie miejsce, wręcz mnie zamurowało, tyle faktów wypowiedzianych, niezwykła pamięć – dziękuję. Profesorze ukłony. Jest Pan moim ulubionym triathlonistą (no może poza moim mężem). Kiedy wywołano mnie już i poproszono na scenę, modliłam się tylko by podczas tej mojej „wyprawy’ nie potknąć się, nie pośliznąć, o nic nie przewrócić, a tu niespodzianka, w czasie gdy omijałam ostatni stolik,  po wirażu gdy wyszłam na ostatnią prostą w kierunku sceny poczułam się całkiem swojsko. Znam ten układ, jak tuż przed metą. Cudownie uśmiechnięci  prowadzący  galę Łukasz i  Artur z mikrofonami  w dłoniach prowadzą mnie wzrokiem – już widziałam że nic mi nie grozi. Dotarłam do sceny szczęśliwie i wyhamowałam w centrum obok Panów. Uff jestem na miejscu. I tu nowy problem, dotarła do mnie pewna niepokojąca myśl, trzeba pięknie podziękować. Tylko co ja mam mówić, a miałam być przygotowana – ba. Zanim się zorientowałam że pomimo mikrofonu nie słychać co mówię minęła chwila i na szczęście w końcówce  poprawiłam się i chociaż trochę podziękowałam, to i teraz jeszcze raz dziękuję za nominacje i możliwość uczestniczenia w tak fajnej imprezie. Jeśli będzie tak za rok, postaram się znowu nie przewrócić.


Łukaszu pomyślę o tym o czym rozmawialiśmy i postaram się coś na ten temat napisać. Idealnie poprowadziłeś tą galę ale to już masz chyba we krwi. Nadmienię, że też jesteś moim ulubionym triathlonistą (ale, sza, bo mąż może sobie pomyśleć że coś dużo tych ulubionych triathlonistów). Twoja książka „Trzy mądre małpy’ pokazała mi, że każdy może więc i ja też.


I wracając  do „piątki z minusem’. Do tej pory słowo gala kojarzyło mi się z miłą atmosferą, ciekawymi rozmowami, dobrym jedzeniem i piciem ale i z dobrą muzyką, zabawą i tańcem. A tu tańca żadnego nie było. Czy triathloniści nie umieją tańczyć? Nie wierzę, chyba że chodzi o to, że to był czas na regenerację. Jeżeli tak to sory- rozumiem. Ale żeby wszyscy? Jeżeli nie to moim zdaniem po dwudziestej czwartej w tle ciekawych rozmów mogły by odbywać się tańce pod zdecydowane dyktando DJ. Myślę, że byłaby to jeszcze lepsza integracja triatlonistów.

Powiązane Artykuły

19 KOMENTARZE

  1. Grzegorz, zgadzam się z Twoim wpisem, wiem o tym. Ale ja nie napisałem, że tempo w tym zakresie i tej objętości robię codziennie. Taka jazda nie częściej niż co 2 tyg. Fakt, objętościowo przed wczoraj też było tak samo i dzisiaj będzie podobnie. Wierz mi na słowo, moje nogi jakoś inaczej/źle dzisiaj się nie czują. Dodam, że wczoraj bieg kończyłem na 173 a po minucie miałem 90.

  2. @ Krzysiek…no to o.k..ale ’ Orka’ to pojecie Skarżynskiego która przewiduje długie biegi w tlenie i sile biegową, krosy aktywne i pasywne…a nie 30 km biegu tempowego. To tylko tak dla informacji:):) powodzenia

  3. Bogna jeszcze raz gratuluję 😀 strasznie żałuję, że nie byłam na gali i nie zobaczyłam Was wszystkich. Ale gdzie ja do Was… daleko jeszcze, aby dosięgnąć waszego poziomu… szczególnie teraz. Na gale to muszę sobie chyba zasłużyć. Do Tri wrócę 🙂 postanowiłam i innej opcji nie widzę, ale najpierw muszę szczęśliwie urodzić 🙂 Gratuluję Wam wszystkim i pozdrawiam 🙂

  4. Jak zawsze podkreślam nie mam trenera i być może przy innym/profesjonalnym treningu z mojego silnika można by osiągnąć lepsze wyniki. Ja trenuje wg swojego wyobrażenia i analizuje swoje samopoczucie. Jestem po tej stronie mocy – która wyznaje zasadę: trenuje bo lubię :)). A tak całkiem serio, mam swój plan. I tak, krótko i po kolei: zaplanowany pierwszy start to marathon Orlen-Warszawa, kwiecień. zakusy na czas poniżej 2.40 (czas pokaże), moja zasada to orka do końca stycznia (może do połowy) więc teraz przede wszystkim biegam i czuje się w sumie ok, po orce zacznę treningi strikte tempowe, podbiegi, rytmy, interwały, ale mniejsza objetość (jak głowa i ciało pozwoli) i mając na uwadze swoje plany triathlonowe już od stycznia dokładam rower i pływanie, W tym roku nauczyłem się pływać i 1900m w gdyni zrobiłem w ok 37-38 min. Więc tak mi wyszło że jak w styczniu zacznę pływać to przynajmniej do tego poziomu dojdę a może do 35 min i to mnie zadowala. Podobnie jest z rowerem – myślę że od stycznia do marca trenażer (marznę na powietrzu), a potem teren i też dam radę. Cel jest taki żeby pobiec w połówce półmarathon poniżej 1.20. (czas pokaże) Jednym z nowum które powstało w mojej głowie jest zejść teraz tzn XII do wagi ok 74-75kg i potem już ją tylko utrzymać. Jak do tej pory gubiłem wagę w BPS i potem chyba byłem trochę osłabiony. Stąd ta zmiana. Cel na 2015 jeśli idzie o czas na połówce – okolice 4.30 A jak wyjdzie – zobaczymy

  5. @ Krzysztof powiedz mi proszę po co robisz teraz w listopadzie tak intensywne treningi tempowe. Nie krytykuje tego bo każdy trenuje po swojemu tylko ciekawy jestem twojego uzasadnienia. No i ten’ luźny bieg’ na 8km był szybszy niż pierwsza dycha w treningu popołudniowym.

  6. Bogna, z tym jedzeniem to jest tak że codziennie nie pozwalam sobie. Fakt łasuchem jestem, ale raczej pilnuje się. Najgorsze że uwielbiam gotować i piec a nie mogę tyle ile bym chciał. W myśl zasady nie kupisz pączka to go nie zjesz. Z drugiej strony, wiele razy już pisałem i mówiłem. Po prostu mój trening jest raczej mocny nie licząc że duży objętościowo. tak dla przykładu wczoraj rano krótki bieg średnio tempowy 8km po 4.10/1km a popołudniu tempo 20km/ pierwsza dycha w 42 min druga dycha poniżej 39 min a potem jeszcze 6 km luźno 5min/km więc na sałacie tego nie zrobię na stroikach już tak :))))))

  7. Plati, chyba się ukrywałeś:))) Krzysztof jeszcze jedno, zjeść potrafisz, fakt;) więc zdradź jak zachowujesz sylwetkę fit, może niektórzy skorzystają. A stroiki powiedz przepyszne – prawda? Fajne poczucie humoru.

  8. Dziekuje i jeszcze raz gratuluje Bogna! Ale mi sie cieplo na sercu zrobilo…!:))) Mysle,ze potrafia tanczyc tylko 'nagadac’ sie ze soba nie mogli:)))

  9. Bogna, dzięki z ciepłe słowa. Nam również miło było spędzić z czas z Tobą i Twoim mężem. Fajna miła atmosfera. Sama gala niestety okupiona moim obżarstwem – tak mam. Ale w tydzień się uporam Nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że tańców nie było. Były, choć ze smutkiem zgodzę się że pomimo fajnej muzyki nikt się nie chciał przyłączyć. Ł[email protected] wcale nie dałeś z siebie wszystkiego w próbach poderwania do tańca. Trzeba było przyjść na parkiet :))))) a nie łazić po T1. To tak jak zachęcać do triathlonu samemu nie trenując pozdrawiam

  10. rewelacja! Zapisuję twój pomysł, a gdybym zapomniał, to daj mi mocno po głowie dla przypomnienia w listopadzie 2015 roku! 🙂

  11. Coś mi przyszło do głowy w kwestii tańców. Trzeba to zorganizować niby to bez przymusu bo tak wypada – prawa? ale od razu należy podać, że w tym roku obowiązuje dystans sześcio- godzinny (od 24.00 do 6.00) z możliwymi dwoma przerwami T1 i T2. Ta konwencja może się sprawdzić, a sędzią będzie DJ 😉

  12. Bogna, dziękuję za miłe słowa! 🙂 a na scenie wypadłaś świetnie! A tańce… no cóż…próbowałem jak mogłem, chodziłem od stolika do stolika, wyganiałem na scenę i nic… ale za rok nie daruję. Już mam pomysł jak rozruszać towarzystwo, które w tym roku gadało jak najęte 🙂 w ubiegłym roku po Konferencji i wieczornej gali zewsząd było słychać, że brakowało…tańców. No i w tym roku taka dezercja! 🙂

  13. Bogna mam nadzieję, że w końcu się poznamy gdzieś na zawodach albo za rok na Gali. Z tymi tańcami to szczerze powiedziawszy jestem nieco zaskoczony, myślałem że ludzie o takiej kondycji to będą balowali do rana i to DJ będzie prosił o koniec 🙂 Do tej pory na wszystkich sportowych Galach jakich byłem tak to właśnie wyglądało, trzeba było prosić orkiestrę aby jeszcze chwilkę pograli.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,569FaniLubię
997ObserwującyObserwuj
291SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X