“Niczego bym nie zmienił” – Marek Jaskółka

2

Marek Jaskółka – jeden z najlepszych polskich triathlonistów, uczestnik Igrzysk Olimpijskich w Londynie i Pekinie, brał udział w Mistrzostwach Świata na Hawajach osiągając najlepszy wynik – 8:48:27, 22 miejsce, będzie gościem specjalnym podsumowania sezonu, które Akademia organizuje co roku w listopadzie. W tym roku spotykamy się 14 listopada w Hotelu Radisson Blu Centrum na wydarzeniu pod nazwą Enea Gala Polskiego Triathlonu.  Bilety i rezerwacje.

 

Gościem Gali będzie również Thomas Dieckhoff – jeden z zastępców Adrew Messicka, szefa WTC, który odpowiada za Ironmana w Europie, Afryce i na Bliskim Wschodzie. Miałem okazję rozmawiać z Thomasem na Hawajach podczas Mistrzostw Świata w Ironmanie i był pod wrażeniem rozwoju triathlonu w Polsce. Bedzie okazja zapytać Dieckhoffa o kierunki rozwoju Ironmana, przyszłość WTC i zmiany, jakie szykują się w związku ze zwiekszeniem liczby zawodów na całym świecie. 

 

Ale przede wszystkim będzie okazja do podsumowania przez Marka Jaskółkę kariery profesjonalnego triathlonisty, zadania mu pytań na wszystkie tematy dotyczące triathlonu. Przed listopadową Galą zadałem Markowi na rozgrzewkę kilka pytań o jego sportową przeszłość. 

 

Marek, jak oceniasz swoją karierę?
Jestem z niej zadowolony. Nie tylko z punktu widzenia wyników sportowych, ale wszystkiego co przez te ostatnie 23 lata przeżyłem. Triathlon dal mi mnóstwo pozytywnych emocji, poznałem wielu świetnych ludzi i zwiedziłem wiele zakątków świata. Ale patrząc wstecz, czuję trochę nostalgii.

 

{gallery}jaskolka_poczatki{/gallery}

 

Gdybyś mógł cofnąć się w czasie, czy zmieniłbyś jakieś swoje sportowe decyzje?
Mimo, że było wiele kryzysów i dołków w mojej karierze, wierzę, że każdy z nich miał sens i był jakąś lekcją. Z każdej porażki i z każdego kryzysu można się czegoś nauczyć, wyciągnąć wnioski. Dlatego mimo wielu kryzysów, niczego bym nie zmieniał. Moje życiowe motto brzmi: „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Jedyna rzecz, której żałuję, to wyników na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie i Londynie. Mimo tego, że byłem dobrze przygotowany, nie byłem w stanie pokazać mojego potencjału w obu tych imprezach. Jestem dumny z tego, że mogłem w nich uczestniczyć, ale na tym się wszystko skończyło. Czuję wielki niedosyt, ale cóż…może tak miało być. 

 

A które momenty były dla Ciebie najpiękniejsze i będziesz wspominał je do końca życia?

Było ich wiele. Chronologicznie idąc – ME w Walencji w 2004 roku, gdzie miałem przełom w karierze, MŚ w Hamburgu w 2007, gdzie po kilkumiesięcznym kryzysie zająłem 13 miejsce oraz 3 w Pucharze Świata w Ishigaki w 2011 roku, gdzie również wróciłem po bardzo ciężkiej kontuzji. Na dystansie długim do moich największych sukcesów zaliczam 2 miejsce w Walii w 2013 roku i tegoroczne zwycięstwo w Mistrzostwach Europy w Weymouth.

 

{gallery}jaskolka_best{/gallery}

 

Porozmawiajmy chwilę o twoim najtrudniejszym i najłatwiejszym wyścigu – pamiętasz, jaki to był? Pamiętasz te emocje i wrażenia? 

Łatwych wyścigów na międzynarodowej arenie nie ma. Jeżeli nie jesteś w stuprocentowej dyspozycji, to nawet na słabo obsadzonych międzynarodowych imprezach nie ma szans. Najtrudniejsze zawody to wszystkie te, podczas których, mówiąc kolokwialnie, noga mi się nie kręciła. Przeważnie starałem się ukończyć te zawody, niezależnie od końcowej lokaty, ale na takich imprezach cierpiałem najbardziej. Wracając do Igrzysk Olimpijskich, przypominam sobie wyścig w Pekinie, gdzie już po słabym pływaniu, jechałem w ostatniej grupie, ale już na pierwszym podjeździe „strzeliłem” z grupy i nie mogłem nawet przekręcić korbą. Z zaciśniętymi zębami i łzami w oczach próbowałem ukończyć zawody, ale nawet tego nie udało mi się zrobić. Na przedostatnim okrążeniu otrzymałem od sędziów czerwona kartkę, po której musiałem zejść z trasy. To był mój jedyny w karierze „penalty” i to na najważniejszej imprezie. Gorzki moment…

 

Do tych piękniejszych należą na pewno międzynarodowe znajomości, zawiązałeś jakieś przyjaźnie na przestrzeni wielu lat kariery? 

Poznałem wielu nowych przyjaciół, również w Polsce i w kadrze narodowej, ale też wśród zawodników z innych krajów, np.: Richarda Vargę, z którym trenowałem tuż przed IO w Londynie, lub Christiana Prochowa (15 miejsce w Pekinie). Zaprzyjaźniłem się również z ludźmi, którzy pomagali mi w przygotowaniach, m.in. z Grzegorzem Zgliczyńskim. Mieszkając za granicą, bardzo często w prywatnych mieszkaniach, poznałem ich gospodarzy (w Nowej Zelandii, Walii, RPA) i do dziś utrzymujemy kontakty. 

 

FotoHawaje1 1

 

Pamiętasz jak zacząłeś przygodę z triathlonem? 

Zobaczyłem w telewizji triathlon w Roth. Jakiś czas później, ukazała się w gazecie reklama festiwalu triathlonowego na terenie Werdy Bremen. Impreza typowo dla amatorów, nawet bez pomiaru czasu. Pamiętam, że pływałem wtedy w basenie 300m, jechałem na jakimś normalnym rowerze 6km i biegłem 3km. Podczas ostatniej konkurencji odklejała mi się podeszwa od butów. Ale to właśnie na tej imprezie złapałem triathlonowego bakcyla. 

 

Czy jesteś w stanie podać w przybliżeniu, ile kilometrów przepłynąłeś, przejechałeś rowerem i przebiegłeś w ciągu profesjonalnej kariery? 
Biorąc pod uwagę przeciętne objętości w tygodniu, wychodzi na to, że w ciągu 23 lat profesjonalnej kariery przepłynąłem około 16 tysięcy km, przejechałem około 165 tysięcy km i przebiegłem około 55 tysięcy km. 

Miałeś na swojej sportowej drodze kogoś, kto był dla Ciebie autorytetem? Na kimś się wzorowałeś? 

Imponował mi zawsze pięciokrotny zwycięzca Tour de France, Miguel Indurain. Szanowałem go nie tylko za jego sportowe wyniki, ale przede wszystkim za skromność, mimo ogromnych sukcesów jakie osiągał, zawsze taki był. Szanowałem go również za to, że propagował „fair play” i dawał wygrywać etapy innym zawodnikom, nie zawsze wspinając się po te najwyższe cele. 

 

{gallery}jaskolka_IO{/gallery}

 

A gdzie lubisz trenować najbardziej?
Uwielbiam trenować na Wyspach Kanaryjskich, w Hiszpanii, w Colorado i w Font Romeu. Uwielbiam góry, gdzie można się wyciszyć i skoncentrować na treningu.  W Polsce lubiłem trenować w Szklarskiej Porębie. 

 

A twój ulubiony trening? 

Lubię wolne i długie treningi, ale najciekawsze są interwały, najlepiej z grupą. Np.:
Pływanie: 15×100 (1×mocno, 1x średnio, 1×luźno)
Rower: 1,2,3,4km tempa
Bieg: 3-4×(1000 WB2 + 5×200 WB3)

 

Marek, dziękuję i do zobaczenia na Gali. Mamy jeszcze mnóstwo pytań.

 

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here