Nie trzeba Afryki, by przeżyć tropiki – SUSZ 2016

               Na ten wyjazd czekałam cały rok!  Kiedy w ubiegłym roku po raz pierwszy stanęłam na starcie

w Suszu,to od razu wiedziałam, że te zawody pozostaną w mojej pamięci, jako jedno z najwspanialszych

przeżyć sportowych w życiu. Energetyzujące emocje trzymały mnie przez kilkanaście dni. Wszystkie

późniejsze imprezy przyrównywałam do Suszu i niestety wypadały one dość blado. Dlatego też nie

mogłam się doczekać końca tegorocznego czerwca i odliczałam dni, by sprawdzić, czy przypadkiem

coś mi się w głowie uroiło, że ten Susz jest taki wspaniały.

    

              Tym razem nie jechałam sama, lecz wybrałam się z synem – Adasiem. Razem mieliśmy

wystartować na dystansie średnim. Przyjechaliśmy z piątku na sobotę o 01:00 w nocy i tak jak

w ubiegłym roku  nocowaliśmy na sali w szkole: blisko i wygodnie, przy okazji można pogadać

i poznać kogoś nowego.

 

              Na szczęście dystans średni był w niedzielę, więc całą sobotę mogliśmy poświęcić na

oglądanie Mistrzostw Polski w sprincie kobiet, mężczyzn oraz grup wiekowych. Na żywo widziałam

całą śmietankę polskiego triathlonu. Siła, dynamizm i walka o każdą sekundę – tak w skrócie można

streścić rywalizację. Zobaczyłam jak nieprawdopodobnie szybko można zrobić T1 – Agnieszka Jerzyk

jest w tym autentyczną mistrzynią.  Obserwowaliśmy z Adasiem jak z każdym okrążeniem zwiększa

przewagę nad pozostałymi dziewczynami – jest niesamowita!

 

IMG 3141

 

                 No i ten bieg – żar lejący się z nieba, a Jerzyk wbiega na metę, jakby wróciła z letniej przebieżki.

Ogromny szacunek dla jej możliwości i kondycji. A przecież w tym roku w Suszu były mordercze warunki.

Niewielki wiaterek i temperatura 32 st., wyeliminowały z trasy biegowej jedną z zawodniczek. Przy kolejnej

pętli biegowej po prostu zasłabła na trasie. Próby doprowadzenia jej do pionu nie powiodły się  i musiało

interweniować pogotowie ratunkowe.

 

                 Emocjonujące były również zawody mężczyzn. Tutaj od początku do końca nie było wiadomo

kto będzie pierwszy. Duże możliwości pokazał Miłosz Sowiński. Z wody wyszedł w pierwszej dziesiątce,

ale na rowerze już na drugim okrążeniu wyszedł na prowadzenie. Nikt nie wytrzymał jego tempa i sam

dojechał do T2.  Za nim, kilkadziesiąt metrów jechała grupa w składzie Oliwa, Rak i Kowalski.  Być może

nakład sił włożonych w prowadzenie na rowerze spowodował, że Sowiński nie był w stanie utrzymać tempa

podczas biegu. Widać było zmęczenie i powolne spadanie na dalsze pozycje.

 

IMG 3194

 

 

Finisz okazał się emocjonujący. Pierwszy był Rak, natomiast walka o drugą i trzecią lokatę

trwała aż do linii mety. Sowiński  dosłownie na ostatnich metrach wykrzesał z siebie tyle

energii, aby walczyć o brązowy medal. Zrobił to znakomicie!

 

              W końcu wyczekiwana niedziela. Zapowiedziane na ten dzień burze nie nadeszły,

więc temperatura powietrza szybko osiągnęła stan z dnia poprzedniego. Było gorąco.

Woda w tym roku była bardzo ciepła. Na odprawie powiedziano, że wieczorem miała 27,5 st.

Rano była niewiele chłodniejsza,  więc z Adasiem stwierdziliśmy, że w piankach się zagotujemy

i popłyniemy bez. Przestraszyłam się jednak, że jak się utopię to nikt nie zauważy, a tak to

przynajmniej pianka wypłynie. Myśl ta spowodowała, że z ciężkim sercem wcisnęłam się w piankę,

mimo że dalej uważałam to za bezsens. Jak widać strach ma wielkie oczy i odbiera rozum. Aby się

nie przegrzać płynęłam wolno, lecz wydawało mi się, że nie aż tak wolno, jak później pokazały to wyniki.

Rok treningów na basenie, większa ich częstotliwość i tylko 30 sek. poprawy. Do teraz jestem sobą

zawiedziona, bo liczyłam na większy progres. Nie, żeby od razu urwać 10 min (choć czemu nie),

ale tak 4 minuty by się przydały! Szukając winnego na zewnątrz, a nie w sobie, dochodzę do wniosku,

że tym razem wpływ na wynik miała temperatura wody. W obawie przed przegrzaniem po prostu nie byłam

w stanie machać rękami szybciej i tyle.  Do tego fakt, że bez pianki pływam tylko w basenie sprawił, że nie

uwierzyłam w swoje umiejętności. Czas więc na trenowanie w jeziorach również w samym stroju. Nigdy nie

wiadomo jaka temperatura wody będzie na następnych zawodach.

 

             T1 poszło mi względnie dobrze. Ani lepiej, ani gorzej. Jerzyk to ja nie jestem, więc i na rower

wsiadam (z uwagi na wiek) dostojnie. Z ubiegłego roku pamiętałam, że tylko część trasy była pagórkowata,

a reszta względnie płaska. Lekko się  więc zdziwiłam, że jednak cała jest pofałdowana. Na całe szczęście

zdarzały się również odcinki lekko zacienione. Niezbyt wiele ich było, lecz wystarczająco aby odpocząć.

No i mój sukces na rowerze w kwestii nawadniania. Po raz pierwszy w życiu, na takim krótkim dystansie 90 km

wypiłam CAŁY BIDON! To jest sukces, bo ja nigdy tyle nie piję. Mając w pamięci z poprzedniego dnia leżącą

na trasie zawodniczkę, po prostu bardzo intensywnie starałam się myśleć o regularnym nawadnianiu.

 

13533054 1373229639370119_6692651619593082272_n

 

                Rower też poszedł mi przeciętnie. W T2 próbowałam naśladować PROsów i zrobić wszystko

błyskawicznie.  Cóż, wyniki pokazują co innego. Stosunek moich odczuć do wyniku to jak  oglądanie tego

w slow motion.

               Bieg na tej edycji przebiegał w przeciwnym kierunku , niż rok wcześniej. Biegnąc trzeci kilometr na

mecie pojawił się pierwszy zawodnik (Łukasz Kalaszczyński), natomiast kiedy wbiegałam na ostatnie siedmiokilometrowe okrążenie usłyszałam, że na mecie zameldował się Adaś (5:10).

 

13502094 1040234349359353_5331559097239104849_n

             Od początku biegu zastanawiałam się tylko jak mam przebiec te 21 km, aby nikt mnie nie zbierał

z trasy. Biegłam więc wolno. Temperatura zrobiła swoje, a jeszcze całkiem niedawno wydawało mi się,

że kocham słońce. Biegłam i tylko wypatrywałam tych obiecywanych burz, które jak na złość wcale nie

przychodziły, a „przebrzydłe’ słońce trzymało się nieba wyjątkowo dobrze.

 

 

13494863 1219862378046341_101844897564469126_n

 

                   Okoliczni mieszkańcy, aby ulżyć w upale  polewali zawodników wodą. Żadnej osobie,

która by chciała mnie oblać, pierwszy raz w życiu nie odmawiałam. Dzięki nim i kibicom udało się

jakoś doczłapać do końca. Był taki prawie dwukilometrowy odcinek pomiędzy bufetami, na którym

nie było nikogo z nadprogramową wodą. Wtedy był to mój bieg przez pustynię! Uzmysłowiłam sobie

również, co też może się wyrabiać na Hawajach i zostałam z jakichkolwiek w tym kierunku ambicji wyleczona. Wystarczą mi tropiki w Suszu.

                 Do mety przybiegłam w czasie 5:46. Daleko poniżej moich oczekiwań. I pierwszy raz

nie będę pisać, że ten wynik mnie zadowala i że jestem szczęśliwa. Oczywiście w jakimś sensie jestem.

Udało mi się ukończyć SUSZ 2016, gdyż mnóstwo osób nie ukończyło. Upały zebrały swoje żniwo,

jednak one nigdy mi nie przeszkadzały, więc skąd taki słaby wynik?

               

                  To, że jestem rozczarowana swoim wynikiem, nie znaczy że Susz w tym roku mnie

rozczarował. Absolutnie nie! Są to naprawdę jedyne w swoim rodzaju zawody, a mieszkańcy- SUPER!!!

Oni również żyją tymi zawodami. Kibicują wszyscy i jak mogą to pomagają. Sądzę, że bez nich dużo

więcej osób nie ukończyłoby tych zmagań.

W jakimś sensie przekroczyłam swoją granicę – ukończenia mini suszańskiej KONY.

 

                   Bardzo dziękuję mieszkańcom oraz organizatorom za tworzenie od 25 lat atmosfery Suszu.

 

Za rok – WRACAM!

Powiązane Artykuły

19 KOMENTARZE

  1. Marcinie, bardzo dziękuję za to co napisałeś. Rzeczywiście powinno być lepiej, gdy taki bidon z rurką pojawi sie na lemondce. Przede wszystkim rozglądam się za lemondką, ale…totalnie nie mam pojęcia jaka jest dobra. Więc jeszcze trochę to potrwa. Niemniej jednak próbuję na rowerze zwiększyć ilość sięgania po bidon – niestety ciągle to katastrofa jeśli chodzi o ilość wypitego płynu. Jak widać nawet z tak prostą czynnością jak nawadnianie można mieć duże, a właściwie ogromne, problemy. Jeszcze raz bardzo dziękuję za Twoje rady. pozdrawiam

  2. Małgosiu, ja wiem, że Ty wiesz, że to nie jest dobre;) Choć trzeba przyznać, że Twój organizm bardzo dobrze się zaadoptował do wysiłku bez właściwego nawadniania. Ja też w warunkach treningowych nie pije dużo i mało jem, a na treningach biegowych nie pije i nie jem nic nawet jak mam dłuższe biegi. Jest to w pewnym stopniu trening adaptacyjny, bo na zawodach może być różnie. Ale na zawodach zawsze pije i jem dużo na rowerze, bo wtedy jelita pracują jeszcze normalnie i wchłanianie jest prawidłowe. Ale to też zależy od warunków, np. w ub roku w Suszy wypiłem tylko 3 bidony, bo było chłodniej ale za to na Majorce aż 6. A w tym roku na Majorce tylko 2! (jaka była pogoda każdy wie) a w Suszu 5. Pić musisz bardzo małymi łykami ale często wtedy nie ma problemu z chlupotaniem i pełnym pęcherzem:) W warunkach zawodów wg mnie najlepiej się sprawdza jak pisałem bidon z rurką na lemondce – widzę, że jeździsz na szosie bez niej więc sobie zamontuj nawet taką krótką tylko po to, żeby na niej umieścić bidon (jak nie chcesz jeździć w pozycji czasowej). Ja używam bidonu PD (ten wcześniejszy model i uważam że jest najlepszy). Bez problemu uzupełnisz go w trakcie jazdy bidonem z ramy i na pkcie odżywczym łapiesz nowy bidon pełny na ramę i tak to się kręci. Jak masz rurkę kilkanaście centymetrów poniżej ust w czasie jazdy to zdecydowanie łatwiej pamiętać, żeby co kilka minut zrobić mały łyk. Możesz nawet sobie na zegarku ustawić timer co np. 10 minut na picie. Ja mam taki ustawiony na jedzenie co 25-30 minut, bo w emocjach czasem zapominam ile czasu minęło od ostatniego żela. Na biegu już nigdy nie uzupełnisz braków z roweru, w trakcie biegu dochodzi m.in. do niedokrwienia jelit (dlatego czasem niektórzy mają problemy jelitowe w trakcie) i wchłanianie jest dużo gorsze, też trzeba na każdej stacji robić tylko mały łyk ale o chłupotanie na biegu łatwiej. Na rowerze nawet jak napijesz się za dużo to nic się nie stanie. Powodzenia! Pozdrawiam:)

  3. Marcin, problem nie polega na tym, ze ja nie wiem, iż to jest nieodpowiedzialne postepowanie względem mojego organizmu. Ja mam problem z nawadnianiem i wiem to nie od dzisiaj. Na maratonach na dystansie 300 km wypijam 1 a1,5 bidona i wiem, ze to mało. Oczywiście, zależy od pogody, ale…staram sie ćwiczyć to picie, lecz mi zbytnio nie wchodzi za duża ilośc. Nawet przy bieganiu, kiedy robimy trening z moim mężem. On wypija cała butle i jeszcze mu zabraknie, a u mnie nie ubędzie nawet 1/5 ! Napisz mi jak ja mam nauczyć sie pic! Bo dla mnie to jest problem. Jak wypije o łyk za dużo to mi w bebechami chlupocze 🙁 co do przyjemności nie należy.

  4. Gratulacje Małgosiu. Wynik całkiem dobry:) Nadrabiam teraz wszystkie spisane historie, po ukończeniu swoich wypocin:) Nie chciałem się sugerować nie swoimi wspomnieniami;) Ale jedno mnie zatkało, ten 1 bidon na rowerze, to, że Ty dobiegłaś do mety w takim czasie możesz uznać za sukces. Gdyby Cię R odwiozła na SOR prosto z trasy mogłabyś mieć pretensję tylko do siebie. To było skrajnie nieodpowiedzialne w takich warunkach. Niech nikt nie bierze przykładu;))) Zamontuj sobie bidon na kierownicy (na lemondce) z rurką to pozwoli Ci wyrobić sobie nawyk picia małymi łykami na rowerze. Gdybyś wypiła odpowiednio na rowerze wynik końcowy na pewno miałabyś lepszy. Na biegu nie da się już uzupełnić braków nawadniania z roweru. Pozdrawiam;)

  5. Czytalem ze bylo goraco ale nie wiedzialem ze do tego plywanie bylo w zupie praktycznie, gratulacje ogromne.

  6. Niestety w namiocie nie miałam przyjemności być ani razu 🙁 Więc sądziłam, że w tym roku nadrobię zaległości i w końcu bezpośrednio poznam tych, o których czytam na Akademii. Niestety – namiotu ani widu, ani słychu. Szkoda. W Suszu po zawodach byłam na tyle zmęczona, że choć rozmawiałam z jednym chłopakiem z AT Teamu to nie pamiętam niestety jego imienia. Co do jednego bidonu- to jak czytam to wiem, ze jest to zbyt mało. Jednak w domu się okazało, że radość moja była przedwczesna, bo pomimo intensywnego myślenia o nawadnianiu, w bidonie pozostało jeszcze 1/4 wody. A już byłam szczęśliwa, że obaliłam swój pierwszy CAŁY bidon na 90 km.

  7. Małgosiu grunt to zdać sobie sprawę ze swoich niedoskonałości i pracować nad ich poprawą. W Suszu nie byłem ale przeżyłem już zawody w jeszcze większym upale i dla mnie to już w ogóle nie jest nic przyjemnego. Artur ma rację jeden bidon to stanowczo za mało przy takiej temperaturze. Co do AT to już wcześniej pisałem, widać regres, niestety przyszły zmiany, ale na gorsze. Brak opisu startów naszych zawodników, o namiocie też już nie słychać. 'Odszedł’ Ojciec to i atmosfera się zmieniła, wielka szkoda. Choć nadal mam nadzieję, że uda się to jeszcze uratować

  8. Gratulacje Małgosiu! Ja bylem w Suszu i obserwowalem dokladnie co sie dzialo:)Dla mnie weekend, poza jakze istotnymi spotkaniami towarzyskimi, sportowo nieudany. Rozchorowalem sie porzadnie pare dni wczesniej. Ale serce mam wieksze niz rozum i …podjalem probe walki. Wystartowalem, baaardzo spokojnie poplynalem i przejechalem sie na rowerze. Czujac jak slabne na drugim kolku rowerowym (nie da sie oszukac choroby i kuracji antybiotykiem) wycofalem sie po tym etapie. Ale dzieki temu moglem obserwowac zawody, zarowno na rowerze jak i w biegu. Na rowerze standart: dosc sporo draftujacych grup! Czego chca Ci ludzie?! Tylko wyniku, ktory powiesza sobie nad lozkiem czy telewizorem?!?! Noe jestem odosobniony w tej obserwacji bo cala dyskusja na te temat rozgorzala na fejsie. I co smutne, podawano przyklady draftowania w strefach blizej czolowki wyscigu. Wiem,ze jak na polskie zawody to i tak ukarano za draft duzo zawodnikow bo 17tu. Bieg to podroz przez pieklo. Widzialem m.in. Małgosię. Dawała rade:))) Powiem z szacunkiem,ze lepiej niz wielu szybciej biegajacych moich znajomych i przyjaciol, ktorych troche ponioslo na rowerze:))). Ale jedna uwaga do startu Małgorzaty: JEDEN bidon na rowerze to …to dobrze,ze sie zle nie skonczylo. Przy takim upale i dystansie 3-4litry to minimum. Ps. Co do 'śmierci’ AT to Iwona juz nie pracuje w AT Teamie. Artykulow i felietonow jest dosc sporo ale chyba brakuje tzw. personelu do ogarniania spraw codziennych, organizacyjnych. Arku, Twoj zart powinien sprowokowac Naczelnego. Poczekamy czy czyta. Bo ja czytam:)

  9. No i wyszło ze mnie babsko! Jasne, ze Tomek ma racje, cieszmy sie tym co jest. Tyle, ze apetyt rośnie, a możliwości chyba maleją 🙁 , wiec czasem w tym sportowym 'zachlannictwie’ na zyciowki – można sie zatracić. W Suszu musiałam dostać udaru od nadmiaru słońca, stad te moje jęki. Ale powoli wracam do rzeczywistości, spojrzeć trzeba sobie prosto w oczy i powiedzieć : super zawody były, bo słońce mnie nie złamało! Co do AT Teamu to sie w tym roku zastanawiałam,czy on jeszcze istnieje. W ubiegłym przynajmniej jakaś korespondencja od Iwony była, w tym nie ma nic. Czy jakieś wiadomości mnie ominęły? Pozdrawiam

  10. Tomek, bardzo nieroztropny krok jak na prawnika, mogę Ci nieźle nawywijać … 🙂 Muszę się zgodzić z Twoją opinią, AT powoli obumiera…. szczególnie formuła blogów zaczyna podupadać… Tak czułem, że naczelnego nowa robota pochłonie bez reszty., pewnie rozgląda się już za większą pianką….. :-))) Brak jego reakcji na ten komentarz to będzie potwierdzenie mojej tezy…

  11. Arku. Wysyłam Ci na razie pełnomocnictwo mailem. Chcę żebyś mnie reprezentował już na stale. Małgosiu. Ja tylko szukam punktu zaczepienia do swoich jęków i akurat taki mi się trafił więc tego wogóle nie należy brać na poważnie chyba że do czegoś się przyda. Staram się podtrzymywać dialog choć wydaje mi się że AT zdycha z dnia na dzień jak wysychająca ryba wyrzucona na brzeg przez pralkę w Suszu. Oczywiście mógłbym standardowo pogratulować albo standardowo się poużalać i też byłby dialog ale już taki jestem niestandardowy 😉 Ps. Jęki starej baby to coś z filmów o Indianach chyba 😉

  12. Małgosiu, obawiam się, że Tomuś ma rację i należy odbierać jego komentarze w kategorii ,,zdrowe podejście’. Fakt, bywa złośliwy ale trafia w sedno i z ,,jajem’… hehe… Zresztą co ja się tu wychylam?! Nie będę robił za adwokata prawnika… 🙂

  13. Tomek, a wiesz – masz rację, że nie takiego wyniku oczekiwałam – przynajmniej jeśli chodzi o pływanie. Po raz pierwszy napisałam, że jestem z czegoś niezadowolona- I MAM DO TEGO PRAWO. Jeszcze niedawno marzeniem dla mnie było po prostu zrobić połówkę i cieszyłąm się jak dziecko, że się udało. Teraz….przykro mi, miałam ochotę na trochę więcej, lecz nie wyszło. Tragedii nie ma, ale też nie będę czarować, że poszło mi świetnie. W jakimś sensie poszło – bo nie zabrało mnie pogotowie i wolałam zwolnić, niż się zajechac, czy zabiegać. Po prostu takie tri asekuracyjne. Opisałam SWOJE emocje i daleko mi do 'trikokietera’. Raczej oczekiwałabym porady co zrobić by popłynąć lepiej, a nie wyjść z wody na 525 miejscu kiedy zawodników było niecałe 600 osób. Tym bardziej, ze pływanie było tą dyscypliną nad którą skupiałam się cały rok. Bardzo mi przykro, że straciłeś czas na czytanie jęków starej baby. pozdrawiam z gorącego Wrocławia

  14. Nadchodzi era trikokietera. Zapoczątkował ją Arkadiusz C nomen omen też opisując swój start w Suszu. Już mi się marzą koszulki tri – najlepiej wkładane po zawodach z napisami typu 'I znowu nie zrobiłem wyniku’, 'Mój wynik mnie nie zadowala’, 'Nie takiego wyniku można by oczekiwać’., 'Ogień z d i Pełne rozczarowanie’ . Mam nadzieję że trikokieterzy też konsekwentnie będą zachęcać do i oczekiwać komentarzy pod swoimi wpisami typu – 'Nie ma czego gratulować’ , 'Ale dałeś ciała’, 'No wstydź się, taki wynik ?’ ’ Ale porażka. Lepiej se odpuść to tri’ 😉

  15. Super chłopaki, to jak już tam będziemy to może od razu wystartować dwa razy?i może jakąś sztafetę zrobić jeśli sztafety by były np dzień wcześniej lub dzień później 🙂 Co do mnie to Susz jest już na stałe w moim kalendarzu. Niech tylko określą datę.

  16. To jest nas więcej :-). Też się podpisuję i wrócę do Susza za rok, aby 'zrobić’ wynik, który mnie usatysfakcjonuje. A więc do zobaczenia :-).

  17. ,,To, że jestem rozczarowana swoim wynikiem, nie znaczy że Susz w tym roku mnie rozczarował. Absolutnie nie! Są to naprawdę jedyne w swoim rodzaju zawody, a mieszkańcy- SUPER!!!’ Podpisuję się pod tym zdaniem obiema łapkami! Mam dokładnie takie same odczucie! Graty Małgosiu!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,658FaniLubię
1,022ObserwującyObserwuj
294SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X