Oblężenie Malborka.

 Okazja uczestnictwa w zawodach w roli obserwatora- kibica zdarza mi się rzadko. Malbork był taką okazją. Mój przyjaciel Mazi postanowił odhaczyć IM, trudno mi powiedzieć co nim konkretnie kierowało, być może jedna z moich argumentacji: ,,prawdziwy mężczyzna powinien wybudować dom, spłodzić syna i zrobić IM’. Pierwsze dwa warunki Krzyś spełniał…

Wyjątkowe miejsce o ogromnym potencjale, które z czasem może zapracować na miano kultowych zawodów… a czy tak się stanie to już leży w gestii organizatorów.

Sama warownia robi olbrzymie wrażenie. Jakby nie patrzeć to największy gotycki zespół zamkowy na świecie i ponoć największa budowla ceglana. Kunszt średniowiecznych budowniczych, rozmach inwestycji, jej monumentalność, surowość a zarazem piękno zostało docenione przez UNESCO. Zamek trafił na listę światowego dziedzictwa.

Można pobawić się wyobraźnią i przenieś się w zmierzchłe czasy, kiedy to liczne rycerstwo rozbijało obozy przed przystąpieniem do oblężenia.

 

W sobotę namioty były już rozbite… nadciągnęli tu współcześni wojownicy z różnych stron Polski i jak to drzewiej bywało wręcz epatowali wolą potykania się na ubitej ziemi… konie zamienili na czasówki, zamiast przelewać cudzą krew, mieli przelać litry potu, nie na pohybel wrogowi a dla własnej dzikiej satysfakcji….

 

W niedzielę przed 6 rano pojawiłem się z grupą wsparcia (moja żona i Ania, żonka K.M) w okolicy startu. Wejście do wody tuż przy moście wiodącym na zamek. Między innymi spotkałem trójkę blogerów: Platiego, Sebę i Kubę. Chłopaki na luzie, widać, że ze sporym zapasem węgli… z uśmiechem na twarzy ruszali w bój! Plati, jeszcze rzucił hasło ;, jednego jestem pewien, nie mogę być przetrenowany’…

Stojący przy pompowanej bramie Rycerz, przybijając żelazne piątki żegnał idących do wody, wydobywająca się z głośników Bogurodzica oraz odgłosy bitwy, zamek w tle, wszystko to sprawiło, że dostałem gęsiej skórki, poczułem jakbym sam startował…

Boje wyznaczające start, zakotwiczone były blisko mostu, który stanowił super punkt obserwacyjny. Przez cztery okrążenia, kibicujący mogli zagrzewać swoich do walki.

Czy zawodnik płynący słyszał, mam mętne pojęcie, tak jak mętna była woda w Nogacie…

Mazi, nie jest rewelacyjnym pływakiem a dodatkowo poważna kontuzja barku, rozwalonego na nartach, była przyczyną znacznego zmniejszenia jednostek treningowych. Wyszedł z wody dopiero po 1.29. Widziałem jednak błysk w jego oczach, pewność siebie, przecież zaczynał swoją najmocniejszą konkurencje! Sześć pętli, niestety większość w deszczu.

Przez dwie pętle pruliśmy się ile tylko sił w płucach. Krzyś zapewniał, że jest dobrze… uznaliśmy, że w tak zwanym międzyczasie skoczymy ,, na Malborek’, na szybkie zwiedzanie. Pogoniliśmy przewodnika multimedialnego tak aż momentami nie wyrabiał… Warto było!

Plati

 Luzak Plati 🙂


Gdy wróciliśmy Mazi właśnie rozpoczynał pierwszą z sześciu pętli biegu. Trasa biegnąca po moście, przez tereny zamku, w starej fosie … kończyła się na parkingu gdzie zlokalizowana była strefa i meta. I znowu darcie ryja, sugestie korzystania każdorazowo z punktu, w okolicy którego staliśmy… A propos punktów były dobrze zaopatrzone i wystarczającej ilości…

Pogoda jakby łaskawsza w tym okresie, rzekłbym nawet bardzo dobra do biegu.

Na trasie powoli zaczynają pojawiać się zawodnicy z połówki, która wystartowała 3 godziny później. Mikołaj Luft – dominator, z dużą przewagą zmierzał do mety.. Dopinguje Mateuszowi Petelskiemu i Jarkowi Swiniarskiemu… oczywiście wielu innym….

Jarek

Latający Jaruś w akcji…

 

A nasz wojownik utrzymuje równe tempo, widać, że pełna mobilizacja i wola walki, wyprzedza dużo młodszych! Serce rośnie… W pewnym momencie Kuba (bloger roku) krzyczy do mnie żebym nigdy więcej nie zabierał ze sobą na zawody kolegów! Acha, Kuba zażyczył sobie jeszcze gorącej herbatki… Gnam najpierw po termosik do samochodu potem po herbatkę, szukając jakiegoś bufetu… dla jego wysokości potrójnego żelaznego i w duchu myślę, ,,całe szczęście, że jeszcze do tego rumu nie zamówił bo skąd ja kuśwa bym mu stworzył’… Koncert życzeń trwał a my staramy się jak możemy. Nie wszystko jednak udaje się spełnić. Nowo zapoznanemu Maniusiowi, nie wydłubałem zatyczek z uszu tak jak sobie tego życzył… musiał radzić sobie sam.

 

Maziemu zostają dwa kółka, cały czas biegnie w granicach 5.30/km a ja szybko obliczam, że gdy to utrzyma ma szansę złamać 11 h! Widzę, że zaczyna się jakiś kryzysik, nawołuje do walki, poganiam…

Udaje się na metę, proszę Wanie (prowadzącego zawody) o wpuszczenie przed linie mety w celu własnoręcznego wręczenia medalu, wyraża zgodę. Ludzki człowiek, nawet to fajnie komentuje….. Gorączkowo patrzę na zegar, brakuje ok 3 min do 11 h! Nagle pojawia się Mazji, finiszuje a ja czekam z otwartymi ramionami… Rzuca mi się w objęcia, pewnie trochę zaskoczony… widzę mega wzruszenie, płacze… a to przecież taki twardziel… 🙂

Te łzy szczęścia były  zarazem odpowiedzią na refleksje, które mnie gdzieś tam dopadały jak obserwowałem niektórych ogromny wysiłek, wręcz ból przy mozolnym pokonywaniu każdego metra…

 

Dziewczyny czekały z otwartym szampanem…..

Wieczorem dekoracja naszego bohatera…

 

Mazi

Powiązane Artykuły

20 KOMENTARZE

  1. Andrzeju, gdy zaangażujesz się w pełni kibicując komuś kto zalicza IM czyli od 6 rano, to wierz mi wymaga to sporego wysiłku, trwającego ponad 10h… Teraz szczególnie doceniam swoją żonę, która wystała godziny i zdarła gardło… 🙂

  2. Ja to sie chyba na sadzeniu drzew narazie skupie chociaz musze przyznac ze w nastepnym roku planuje powrot do polowki a wizja pelnego dojrzewa :). Co do kibicowania to fajnie czasem popatrzec jak sie inni mecza wiedzac ze nie trzeba nigdzie biec :).

  3. Oho. Plati coś płodzi !!! Mówią że regeneracja po po długim dystansie trwa czasami miesiące a tu Kuba wali IM jednego za drugim a Plati rozprawia się z ciszą, nie wspominając o Jarku Ś. który jako przepraszam za określenie starej daty wali połówkę za połówką

  4. Fajnie jest być też po drugiej stronie zawodów, czyli w roli kibica. Emocje porównywalne do tych jak się startuje, a może czasem i większe. Mając takiego przyjaciela mistrza jak Ty Arku, Mazi nie mógł innego miejsca zająć jak pierwsze;) Gratuluję!

  5. @Tomasz, nie wiem. Myślisz, że jak Mickiewicz pisał ,,a jego imię jest czterdzieści i cztery’ to wiedział o co kaman? :-))) @ Jarek, ja drzew zasadziłem na dobre kilkanaście pokoleń Cicheckich, dlatego tego warunku nie uwzględniłem. Jeszcze raz gratuluje pierwszego miejsca i tej skromności, która nie pozwala Ci tego wszystkiego opisać… 🙂 @ Plati, wiem, że nie jesteś, jakby to powiedzieć wyrywny w treningach ale kiedyś coś tam płodziłeś na blogu a teraz cisza jak makiem zasiał… @Kuba, ciekawa inicjatywa z tą oceną organizacji, ciekawe co napiszesz o Malborku… Czekam. Pozostałym, dzięki za miłe słowa…

  6. fajnie było przeczytać relację z zawodów z perspektywy kibica 🙂 gratuluję przyjaźni bo to mimo wszystko dziś ”towar” deficytowy. Jednym się tylko zdołowałem – nie spełniam kryteriów prawdziwego mężczyzny! W przyszłym roku czas to zmienić…

  7. Arek, dziekuję Tobie, Twojej Żonie i ekipie za spotkanie i oczywiscie kibicowanie. A także za Twoje dobre rady 🙂 przed startem 🙂 Mazi dał czadu!!! Dobrze, ze to twardziel, bo już myślałem, że pon.11h to normalny debiut :-))) Ale zapomniałeś o zasadzeniu drzewa 😉

  8. Arku. Relacja jakbyś sam startował i godna mistrza czy nawet vice mistrza. Tylko proszę o wyjaśnienie kim są ci Oni z Twojego powiedzenia i co IM trzeba zrobić żeby stać się prawdziwym mężczyzną. Twój wierny folołer 🙂

  9. @Piotr czepiasz się. Dawno kolega Petelski tutaj nic nie pisał, Arek ma już swoje lata, mogło mu się pomylić nie ? 😉

  10. Tylko pozazdroscic takiego kibica!!! A sama relacja godna Tomka Hopfera! Male pytanko, ktore miejsce zajal Petecki, bo nie moge znalezc w wynikach -:)))

  11. @Arek raz jeszcze dzięki za doping i pomoc. Co do kolegów to wiesz możesz zabierać, tylko czasami przywieź jakiś mniej mocarnych, żeby za mocno psycha nie siadała 😉

  12. Artur, trzeba przyznać, że w Ełku dałeś czadu! Zaskoczyłeś Mazjego… 🙂 ale pamiętaj, on nie jest typem sprintera, zwłaszcza w pływaniu… Zobacz jednak jego życiówkę na 1/2, czyli 5.08, według ogólnie znanego przelicznika, czyli połowka razy dwa plus 1 h powinien mieć w IM ok 11.15 a miał 10.58. Typek wydolnościowy… 🙂

  13. Gratulacje po raz n-ty dla Krzysztofa!!!! Super czas:))) Po czesci to zasluga Takich Kibicow z Alexa i partnera treningowego jakim jest Cichy:))) A Malbork juz drugi raz trafia na gorsza aure. Taki urok zawodow rozgrywanych w naszym kraju we wrzesniu. Ps. A w Elblagu udalo sie przed Mazim uciec na 1/4..:))))

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,982FaniLubię
1,117ObserwującyObserwuj
302SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X