Pierwsza Stacja – Sandomierz

Pierwszy przystanek na drodze ku triatlonowej chwały zaliczony – Zimowe Otwarte Mistrzostwa Sandomierza. Założenia były od początku skromne – kategoria C, ukończyć w stanie pozwalającym na powrót do domu i zrobienie wycieczki biegowej w niedzielę. Gdzieś tam snuły się w głowie plany o dobrym wyniku, jednak już pierwsza runda na rowerze szybko zrównała moje wygórowane ego i ambicje do poziomu aktualnych realnych możliwości, siły i umiejętności w technicznej obsłudze pojazdu typu rower MTB na wymagającej trasie.

 

Najcenniejsze doświadczenie przyszło na basenie. Spaliłem pływanie już na pierwszych 50m. Primo.: zero koncentracji nad tym co mam wykonać i jak mam to wykonać – zamiast skupić się na czekającym mnie zadaniu, próbować zwizualizować sobie dystans, przećwiczyć tempo, ja stałem i myślałem o niebieskich migdałach, bardziej skupiony nad tym jak pływają inni niż nat tym co ja sam mam wykonać. Secundo.: wszedłem do basenu i chcąc założyć okularki postanowiłem stanąć sobie solidnie na dnie. No ale przy wzroście 182 cm ciężko stać z głowa ponad wodą przy głębokości akwenu ponad 190 – no logiczne. Napiłem się sandomierskiej chlorowanej i złapałem stresa. Jeszcze nie zacząłem płynąć a zaraz poproszą mnie o wyjście z wody – tak dla bezpieczeństwa. Tercjo; zacząłem za szybko, zdecydowanie za szybko. Tętno znacznie powyżej dotychczasowego maksimum jakie utrzymywałem na basenie. Po pierwszym nawrocie wiedziałem już, że jest źle. Problem z utrzymaniem oddechu narastał z sekundy na sekundę, zero skupienia na technice, do tego niechlujnie założone okularki i woda wdzierająca się do środka, oraz objawy paraliżującego stresu i małej paniki. Po 75m zapadła jedyna słuszna decyzja, przechodzimy do klasyka. Sytuację z organizmem i totalny chaos w głowie  udało się opanować  dopiero na ostatnich 50m, kończąc klasycznie w miarę technicznie. Czas końcowy 11:07. Liczyłem po cichu przed startem na cos poniżej 10 minut, ale biorąc pod uwagę aktualny stan przygotowań oraz sam przebieg – nie było aż tak źle.

 

Przed rowerem liczyłem, że może uda się mimo wszystko skończyć całość z czasem poniżej godziny. Start części rowerowej na dochodzenie. Ponieważ początek trasy to kilka zjazdów więc wystrzeliłem jak z procy. No i już po pierwszym skręcie zapaliło się światełko ostrzegawcze – hamulce nie działają tak jakbym się tego spodziewał. Prujemy dalej do przodu – pierwszy podjazd wyprzedzanie, drugi podjazd spokojnie pod górę, trzeci podjazd… nooo czy on się kiedyś skończy. Druga runda – podjazd i …  jedyna słuszna decyzja – koniec ścigania, czas rozpocząć walkę o dojechanie do mety. Tętno ponad 90%hrmax, nogi palą jak szalone, zero siły, pierwsza jazda ever w śniegu, rower nie sprawdzony technicznie (w połowie drugiej pętli korba zaczęła mi niebezpiecznie przeskakiwać przy ustawianiu na środkowej tarczy, a po wyścigu sprawdziłem klocki z tyłu – wytarte na maksa), zero techniki, no i nie zabrałem picia – no bo po co, jak myślałem że 13,5km zrobię spokojnie w pół godziny.  No i oczywiście po 30 minutach myślałem tylko o tym aby dojechać do końca i przyssać się do butelki z wodą.

 

Bieganie zaskoczyło mnie bardzo, a to bardzo pozytywnie. Spokojne tempo na zaliczenie, tętno i oddech w ryzach, zero problemów po rowerze, pełen banan na twarzy podczas całego biegu. Całość ukończona z czasem na zegarze 1:25 coś tam (jak pomnożę przez 3 to w limicie na Sierkaów się wyrobię), bez kontuzji, z siłami na niedzielne wybieganie.

 

Najważniejsze – ukończone, zaliczone z ogromnym bananem na twarzy. Ja sam naładowany samymi pozytywnymi emocjami, z wypakowanym bagażem doświadczeń i ogromnym apetytem na więcej.

 

Wnioski na przyszłość.:

– przetrenować pływanie w wodach otwartych przed pierwszym startem

– praca nad siłą konieczna

– koncentracja i taktyka

– lepiej zabrać na zawody 2 rzeczy za dużo niż jedną za mało

– w tym roku maratony MTB raczej po płaskim.

– sprawdzić sprzęt przed zawodami

Powiązane Artykuły

2 KOMENTARZE

  1. Dołączam do gratulacji. W Sandomierzu byłem równierz. To moje pierwsze zawody. Myślałem sobie, że rower i bieg wciągnę nosem i całe zwody zakończę wynikiem poniżej godziny. A tu proszę, ledwo się dowlokłem. Serdeczne pozdrowienia i do zobaczenia na triathlonowych trasach. Mój kolejny start to Malbork, chyba że po drodze coś przypadkowo wpadnie.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,470ObserwującyObserwuj
442SubskrybującySubskrybuj

Polecane