Pierwszy wpis

Kiedy zadzwonił do mnie Łukasz Grass i powiedział, żebym szykował jakiś wpis na blog na wrzesień, miałem przede wszystkim problem jak zacząć. Wrzesień, wrzesień … początek. I nagle pomyślałem o tym, że idealnie pasuje do tych słów, parafraza wypowiedzi papieża: “W tym miesiącu, wrześniu, wszystko się zaczęło”. Życie akurat zaczęło się w październiku, szkoła … wiadomo, ta katorga zawsze się zaczyna we wrześniu, kapłaństwo i teatr … to nie moja działka. Moją działką jest triathlon i właśnie we wrześniu datuję “zaczęcie się” mojego triathlonu.

7 września 2008 roku o 7 rano, stanąłem nad brzegiem jeziora w Borównie. Byłem gorzej, niż źle przygotowany i nawet nie chodziło o skręcenie nogi, które wyeleminowało mnie z treningu na trzy miesiące przed startem. Po prostu byłem słaby, nieopierzony, niewytrenowany. Popłynąłem w piance do surfingu. Wynik … całe 47 minut. To jest tak potwornie słaby czas, że dla porównania powiem, że zawodnicy pływają 47 minut na całym dystansie Ironmana. Później nastała moja królewska konkurencja – rower. W debiucie pojechałem 3 godziny i 14 minut. Ujdzie. Ale na biegu, to już były cuda wianki. Półmaraton w czasie 2:33, na Ironmanie są zawodnicy, którzy pobiegli tak szybko cały maraton. Łącznie czas 6:35.

W momencie pisania tych słów, nie wiem o ile poprawiłem czas sprzed 4 lat. W Suszu tego roku poprawiłem się w stosunku do debiutu o godzinę i 47 minut. Co dziwniejsze moje miejsce pogorszyło się z 36 na 52. Ot, ciekawostka jak poziom się podniósł. Oczywiście w Suszu startowała elita elit, ale i tak to nie zmienia faktu, że poziom rośnie w zastraszającym tempie. Mój także, chociaż jeszcze nie dorastam do miana elity, może kiedyś nastąpi taki moment, w którym polecę połówkę ironmana poniżej 4:30, wtedy chyba będę w elicie.

Teraz mogę przejść do zasadniczego pytania: co będzie na blogu? Będę pisał o tym, jak staram się dołączyć do elity, wyjechać na Hawaje (mistrzostwa świata i Ironmanie, marzenie prawie każdego triathlonisty, a z całą pewnością magiczne miejsce dla każdego z nich). Nie będzie na blogu opisu każdego dnia z kilometrażem i rodzajem treningu. To nie ma sensu. W internecie jest mnóstwo takich blogów. Poza tym każdy z nas jest inny. Dla pływaka kilometry na basenie mają marginalne znaczenie, dla biegacza 30km to nie jest mocny trening, dla mnie 90km ze średnią 30km/h jest przejażdżką w której wcinam kawę i ciastko. Poza tym, każdy ma różny rozkład dnia i tygodnia, jest w stanie wytrzymać różne obciążenia, regeneruje się dłużej lub wolniej, próg ma wyżej lub niżej i dlatego nie będę pisał o swoim treningu.

O czym będę pisał? O ogólnych spostrzeżeniach na temat treningu, o moich błędach, wrzucę także opisy kilku już przeżytych przeze mnie zawodów, nie miłosnych, ale sportowych. Będę pisał o nowych. Trochę pogadam o sprzęcie i przede wszystkim dobrze się bawił, tak dobrze jak mam nadzieję moi czytelnicy.

123qweasd

Powiązane Artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,994FaniLubię
1,119ObserwującyObserwuj
302SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X