Połowy nie muszą być równe, czyli 50 nawierzchni Poznania.

Chciałem spróbować czegoś nowego. Po kilku sezonach finansowania WTC dorobiłem się pięknego zbioru rekwizytów z kropką nad M. Tuzin plecaków, kubeczków i czapeczek. Koszulek i medali nie liczę. W 2016 postawiłem na Challenge Family. A konkretnie na gałąź wielkopolską tej licznej rodziny. Kierunek – Poznań.

 

Racjonalne uzasadnienia tej impulsywnej decyzji były dwa. Po pierwsze – blisko do domu. A po drugie – impreza rangi Mistrzostw Europy. Czyli niesponiewierany podróżą, staję na starcie poważnej imprezy. Jak zwykle w życiu – miałem rację w 50-ciu procentach.

 

Przygoda zaczęła się kilka dni wcześniej w Piasecznie. Lokalna Banda Czterech wystepująca na zawodach pod nic nie mówiącym akronimem zorganizowała carboloading party. Zostałem zaproszony. Makarony, pizza i dobre wina były serwowane w rozsądnych proporcjach. Panowie porównywali krótkość fryzur, długość dystansów i wklęsłość brzuchów. Mój śmieszny dystans i sterczący bełcun wyrzuciły mnie poza nawias stowarzyszenia. Wymieniano argumenty na temat wyższości dystansu pełnego nad połówką. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że ich pełny nbędzie lekko wybrakowany.  Omawiano strategię i taktykę. Konklawe zadecydowało jechać zespołowo na najstarszego członka. Szczegółów nie podam, bo zostałem zobowiązany do zachowania tajemnicy. Dość nadmienić, że strategia była skuteczna. Krzysztof A. wygrał swoją kategorię.

 

Potem był telefon od znajomego mecenasa – długobiegacza. Rafał D. postanowił zrobić pełny dystans i pytał, czy jazda na rowerze do Poznania 2 dni przed zawodami to dobry pomysł. I czy zaliczą mu tym samym etap kolarski. Powiedziałem, że pomysł jest znakomity, rewolucyjny, ale jeszcze lepszy to pojechać samochodem. Przekonałem go, choć nie bez trudności.

 

Po drodze omówiliśmy sprawę wyborów w USA, konsekwencje Brexitu dla populacji Mławy i Pabianic. Także kilka scenariuszy dla Trybunału Konstytucyjnego. Ustaliliśmy, że widoczne defekty intelektualne większości parlamentarnej i niektórych ministrów, to nie wada, a raczej sprawa tożsamości. Wątkiem pobocznym była sytuacja mniejszości wyznaniowych w Polsce sanacyjnej. Zanim zdążyliśmy się pobić, już byliśmy na miejscu.

 

Nad zawodami od kilkunastu dni unosiła się lekka mgiełka oczekiwania i niepewności. Kontrowersje dotyczyły długości i konfiguracji trasy biegowej. Miasto, jako jeden z organizatorów poszło na rękę klęczącym a nie biegającym. Godziny startu także uległy zmianie. Start połówki przesunięto z godziny 9-tej, na 12-tą. W samo południe. Symbolicznie i intrygująco.

 

trasa biegowa

 

To była pierwsza jaskółka niespodzianek przygotowanych przez organizatorów. Odprawa zapowiedziana na 15-tą rozpoczęła się o 15:22. Czy ktoś prawidłowo obstawił tę godzinę? Nie sądzę. Szkoda, że nie było konkursu.

 

Organizatorzy postanowili rzucić wyzwanie rutynie i przyzwyczajeniom. Zaczęli już w Sierakowie. Tam liczba bojek czy innych frykasów w pakiecie różniła się od liczby startujących. Nie startowałem, nie znam szczegółów. Ale jestem na liście mailingowej i kilkakrotnie mnie przepraszano. Zupełnie niepotrzebnie. Zaskoczenie, innowacja, dreszcz niepewności. Za to ludzie są gotowi płacić i to będzie ich przyciągać jak kamera posła.

 

Odprawa rozpoczęła się od wyjaśnień. Organizatorzy przeprosili, ale surowe wymogi ETU zmusiły ich do zachowania tradycyjnej kolejności dyscyplin. Kilku zawodników było zawiedzionych. Ale były tez nowalijki dla wymagających. Pierwsza to dystans z „olimpijki’. Miało być 40km a było 36km. Mniejsze zużycie sprzętu, mniejszy wysiłek a zwiększone szanse na życiówkę. Czego to się nie robi dla satysfakcji klienta!

 

Nastepnie pokazano nam celowo nieuaktualnioną prezentację z dnia poprzedniego. Śmiechu i radości było co niemiara! Najciekawszym elementem był nowatorski system kartek. Były żółte i czerwone. Ale także niebieskie. Dwie żółte to jedna czerwona, albo czarna. A jedna żółta plus jedna czerwona – ale tylko na rowerze – to kartka niebieska. Bo na biegu to pół czerwonej i dwie żółte, reszta w pamięci. Walet bije damę a as pik pionka. Sędzia nie ma obowiązku informowania nas, jaki typ ostrzeżenia dostaliśmy. To zawodnik musi odnaleźć Namiot Kar i Tortur i się dowiedzieć. Można wygrać, można przegrać lub dać się zdyskwalifikować. Nikt nie będzie się nudził!

 

Worki, rowery i inne tego typu dyrdymały załatwiliśmy w miarę szybko. Teraz czas na spotkania i rozmowy. W jednej z knajpek utworzyliśmy spontanicznie przedstawicielstwo Akademii Triathlonu na uchodźctwie. Koledzy Arek, Tomek, mecenas D. i Kuba postawili na dystans długi. Ja na połówkę. Tłumaczyłem, że wystartują o 5 godzin wcześniej, a na mecie i tak będzie w tym samym czasie. Te poranne, zaoszczędzone godziny można pięknie wykorzystać na drzemkę, obfite śniadanie i poranną lekturę. Nie do końca ich przekonałem.

 

Dla potrzymania rozmowy Arek oznajmił, że on już nie chce figurować jako współpracownik AT. Przecież IPN go zweryfikował i oczyścił. Ponowie zapadła krępująca cisza. Żeby ją przerwać Kuba zapytał:

– No a ten Tomek, to coś robi w tym roku w Poznaniu?

Pytam: – Który Tomek?

– No, Kacymirow.

Siedzący naprzeciw Kuby Tomek odpowiada:

– No robię, robię….

 

Cisza zapadła po raz trzeci. Nadszedł czas, żeby zmienić lokal.

 

Następnego dnia rano niespodzianki ruszyły jak lawina. Jeszcze nie wstałem z łóżka, a już o 8-ej z minutami organizatorzy za popmocą wi-fi poinformowali mnie o kolejnej modyfikacji. Tym razem trasa pływacka została skrócona o 800m. Nie wiem, czy to dużo, czy mało. Ale gdyby Kszczotowi o tyle skrócić dystans, to nadal by tkwił w blokach startowych. A za to medali przecież nie dają.

 

Tym samym organizatorzy udowodnili, że nie wszystkie połówki są równe. Bo ta, na której ja startowałem, miała 1900m, a to więcej niż 1550m. Ciekawe, gdzie odbędzie się ta krótsza połówka. W przyszłym roku w Sierakowie?

 

Trasa rowerowa przepiękna. Szeroka, asfaltowa, płaska. Na takiej trasie trudno wprowadzić element zaskoczenia. W Poznaniu się udało. Przy współpracy z policją wyznaczono kilka skrzyżowań, przez które losowo przejeżdżały samochody. Większość zawodników uciekła spod zderzaków. Ale nie wszyscy.W każdej grze ktoś musi przegrać.

 

Moja ulubiona część zawodów. Bieg. Oznaczenia kilometrów skończyły się po pierwszych 4-ech. Potem pojawiły się odcinki specjalne. OS-y , jak w prawdziwych wyścigach. Biegliśmy to tu, to tam. Jak na kultowym Biegu Chomiczówki. Między garażami a śmietnikami. Raz pod trzepakiem, trzy razy pod mostem. Na tyłach zajezdni autobusowej. Przez podwórko Pana Władka i przez zaplecze rybnej restauracji. I piękną, zadrzewioną aleją wzdłuż rzeki. Ale tam było bardzo krótko. Między 5-tym a 6-tym OS-em spotkałem Tomka K. Z zaciekawieniem przyglądał się elewacjom budynków. Pytam – Skończyłeś? No, jeszcze nie. No to dawaj, lecimy. No i ruszyliśmy jak dwa wiekowe diesle z bardzo dużym przebiegiem.

 

kacymirow pozna

 

Biegliśmy po asfalcie i po piachu. Po glinie ubitej i po trawie. Po 5-ciu rodzajach żwiru. Po żużlu. Po płytach chodnikowych w 4 różnych rozmiarach i kolorach. Po kostce Bauma i po granitowej. Po kocich łbach i kamiennych płytach w centrum. Poznaliśmy wszystkie nawierzchnie Poznania. Ciekawy jestem, czy ktoś trafił z doborem obuwia. Raczej chyba nie.

Teraz obok modeli dla supinujących i pronujących, na asfalt i ścieżki górskie, mogą się pojawić modele z wyższej półki o zmiennej podeszwie na triathlon w Poznaniu.

 

Na koniec biegliśmy do mety po sklejce pokrytej suknem. Pod górę. Ledwo dałem radę.

 

Marek Strześniewski

 

Kolega Arek C. został wicemistrzem Europy. Bez trenowania, jak twierdził. Wyobraźni nie starcza by ogranąć, kim mógłby zostać, gdyby potrenował. Carem Euroazji?

 

Mistrz był tak pobudzony emocjonalnie, że osobiście przywiózł mi do hotelu moje worki ze strefy zmian. Swoją osobistą, srebrną limuzyną produkcji niemieckiej typu zombi.

 

Kilka minut później nadciągnął mecenas D. W debiucie o mało nie złamał 10h. Ruszyliśmy w drogę powrotną. Na próżno czekałem na SMS-a z moim wynikiem. To była ostatnia niespodzianka dnia.

 

Następny dzień zaczął się mocnym akcentem. Poznałem swój wynik i dodatkowo poinformowano mnie, że zakwalifikowałem się na Mistrzostwa Świata THECHAMPIONSHIP 2017 w Samorin! Coś takiego…. Z tego co wiem, ośrodek jest w budowie…..

 

Tam dopiero się będzie działo!!!

Marek Strześniewski
Marek Strześniewski
Absolwent Uniwersytetów Warszawskiego i Jagiellońskiego oraz University of Illinois w USA. Od końca lat 90-tych prowadzi w Polsce założoną przez siebie firmę doradczą IMPACT Management. Ponad 300 zrealizowanych projektów koncentrowało się na zagadnieniach efektywności indywidualnej i organizacyjnej, optymalizacji kosztowej, dynamizacji sprzedaży oraz wdrażaniu strategii. Od 10 lat trenuje biegi długodystansowe i triathlon, gdzie wykorzystuje techniki zarządzania czasem i wyznaczania celów. Ukończył między innymi maratony w Nowym Jorku, Berlinie i Amsterdamie, oraz zawody triathlonowe na dystansie IRONMAN w Kopenhadze. Felietonista, bloger i ekspert Akademii Triathlonu w dziedzinie zarządzania czasem i efektywności indywidualnej.

Powiązane Artykuły

39 KOMENTARZE

  1. Gosiu, oprócz pozdrowienia krzyczałem także, że jesteś twarda dziewczyna. Kilka razy tasowalismy sie na rowerach 🙂 Boguś, wczoraj spotkaliśmy się z Arkiem, naszym Mistrzuniem w Augustowie. Szukaliśmy Beaty z Albatrosa. Nie znaleźliśmy. Omówiliśmy raz jeszcze Poznan i dokonaliśmy w wnikliwej analizy wyników znajomych w Gdyni. Rozstaliśmy sie w dobrych humorach. Ja odplynalem kajakiem w dolinę Rospudy a Arka odwiozła żona .

  2. Jak ja się cieszę, że nie okazałeś się w Poznaniu wytworem mojej wyobraźni. A już zaczęłam sądzić, że miałam jakieś zwidy. Mijaliśmy się na rowerach i powiedziałeś, coś w rodzaju, że pozdrawia 'nadbloger’. Tylko 'kto to jest nadbloger’ ??? W AT sporo osób pisze, więc trudno połapać się jeśli chodzi o Panów znanych tylko z pióra. Twojego numeru dokładnie nie widziałam, a to co zapamiętałam i tak było niedokładne 🙁 Jak to miło poznać osobiście TEGO SŁYNNEGO nadblogera! Ubawiłam się setnie Twoją poznańską opowieścią i choć sama odczułam skutki zmieniającego się w biegu podłoża to, aż tak precyzyjnie nigdy w życiu bym im nie przywołała. Dziękuję za świetny tekst!

  3. Bogna, Marcin, Sebastian – dziękuje za życzliwa lekturę. Po tych wszystkich komplementach czuje, jak sodowa mi szumi we łbie. Ide sie schłodzić do jeziora. Wigry pozdrawiają 🙂

  4. Czy pisząc, że świetny tekst nie będę za bardzo monotonna??? A co mi tam – świetny tekst Marku! Komentarze też niczego sobie;) Gratuluję zawodów, no i kwalifikacji na MŚ.

  5. @Tomus, dobrze ze LTE, a nie LGBT, no i dzieki za dobra rade. W Gdyni zglosze sie do naszych ekspertow, na pewno mi pomoga, w koncu to profesor i doktor! @Arek, wszyscy slyszeli, nie musisz 2x powtarzac

  6. rytmiczne sapanie u Twojego boku to przeżycie transcedentalne….na zdjeciu, domyslam sie, jestescie blisko Punktu G?!!!

  7. Tradycyjnie po mistrzowsku z fantazją, polotem…i innymi cymesami… W gwoli wyjaśnienia czy sprostowania… Mówiłem, że mało biegałem!!! Potwierdzam, nie zaprzeczam 🙂

  8. Tradycyjnie po mistrzowsku z fantazją, polotem…i innymi cymesami… W gwoli wyjaśnienia czy sprostowania… Mówiłem, że mało biegałem!!! Potwierdzam, nie zaprzeczam 🙂

  9. Tomku, rytmiczne sapanie u Twojego boku to przeżycie transcedentalne… Zróbmy z tego tradycję. Szukajmy kolejnej okazji…

  10. Powtórne spojrzenie na wpis skłoniło mnie do analizy mimiki twarzy osób ze zdjęcia nr 2. I tak osoba nr jeden ( pierwsza z prawej) 'Dobrze że już meta – nawet nie zauważyłem kto i kiedy wyrwał mi z ręki bidon’; osoba nr dwa ( po środku) 'Niedoczekanie Twoje, nie myśl wbiegać ot tak sobie na metę przed Nadblogerem’; osoba nr 3 ( z lewej) 'Błagam nic mu nie rób, obiecał że podwiezie mi rower z Malty do miasta’

  11. Tekst oczywiscie swietny ale odwraca uwage od biletu do Samorin za co oczywiscie ogromne gratulacje! Wyglada na to ze AT bedzie mialo tam niezla reprezentacje.

  12. Po raz pierwszy mi się zdarzyło… zasnąłem po akapicie nt dystansu olimpijskiego. Swoją dyspozycję tłumaczę faktem taperingu przed zawodami w Gdyni, w ramach którego zaliczyłem rano niby luźne pływanie. Po pływaniu zawsze muszę się zdrzemnąć aczkolwiek nigdy nie znam pory jaką sobie organizm wybierze i trafiło akurat na czytanie felietonu. Śniło mi się, że Nad-bloger stoi Nade-mną z Łosiem u boku i mówią, że Kopytko im się na bruku wygło i czy nie znam jakiegoś dobrego kowala co by to Kopytko wyprościł. Stwierdziłem, że się obudzę i przeczytam do końca, bo mi nie dadzą spokoju.

  13. Marek świetny tekst, miło było spotkać i dzięki za 'izotonik’. Załuję, tylko, że go nie wypiłem może wtedy brzuch by mnie nie bolał? Aha i co ustaliliście odnośnie Pabianic? Jaki był wpływ Brexitu na to miasto? W końcu to moje rodzinne strony to warto byłoby się dowiedzieć 😉 Gratulację za slota. Do zobaczenia na kolejnych trasach. PS. Mam nadzieję, że jednak Twój pomysł odnośnie Blogera znajdzie uznanie u władz.

  14. Wielebny, Szanowny Nadbloger opublikował swoją opowieść na blogu i tam wolałem ją zostawić. Ostatnim razem, jak wrzuciłem na główną AT, to zwołano komisję śledczą pod wodzą Nadblogera i stwierdzono, że chciałem skutecznie uciąć dyskusje pod tekstem na blogu 😉 więc tym razem wolałem nie narażać 🙂 w zamian, zacząłem zmasowaną promocję najnowszego wpisu Nadblogera w szeroko pojętych social media. Na razie działa. Boję się włączyć TV i radio.

  15. Gratulacje! Brawo! p.s. Jednak kwalifikacja na Mistrzostwa Świata już nie wystarcza, żeby na AT wylądować na 1. stronie. Minimum to 'Wicie Miszczostwo’. No no, ładne kwiatki, ale się porobiło……Boję się cokolwiek napisać, żeby nie wylądować w rubryce zamienię sprzedam….

  16. Szanowny kolego Akademiku-Ordynacie…palmę nadblogera można Ci przyznawać przez aklamację. Ps Pięciokrotna wizyta w Kostrzynie i rozmowa o wpływach historycznych na kształt tutejszego rynku … Bezcenne.

  17. Jarku, po Poznaniu postanowiłem unikać dużych imprez z huczną oprawa medialna. Triathlon to jednak sport elitarny a nie biegi masowe ….

  18. Dzięki Marku za wspólnie przebiegniętą dychę ( pewnie było mniej ale w Poznaniu nie liczą się przecież dokładne odległości). Może to nie jest jeszcze tradycja ( dopiero drugi raz po Węgorzewie) ale więcej mi sprawiła przyjemności niż trafienie na pudło o którym Ty mnie zresztą poinformowałeś dnia któregoś po zawodach – albo raczej po skonsumowaniu podarowanego trunku za który jeszcze raz dziękuję. Daj znać jakbyś namyślał się na jakiś swimrun typu ostatnio opisywanego na AT i kwalifikował chętnych do pary. Myślę że wspomagani Kopytkiem Łosia poradzilibyśmy sobie nieźle z chłodem skandynawskich akwenów.

  19. Bogusław, Maciej, Andrzej – dzięki. Zaraz idę do lokalnego kamieniarza zamówić marmurowe popiersie i je postawie w miejscu eksponowanym. Może Krakowskie Przedmieście?

  20. Nie wiem, co napisać…czy to możesz szanowny Nadblogerze popełnić chociaż jeden słaby tekst? 🙂 żebym płakał ze śmiechu o 23?!…przebijasz już telewizję Jacka! 🙂 no ale Jacek już nie jest prezesem…prawie. Strześniewski na prezesa TVP – będzie wreszcie dobry dowcip.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,618FaniLubię
1,009ObserwującyObserwuj
293SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X