Radków z perspektywy kibica oraz historia jednego pojedynku.

Tym razem nie będę głównym bohaterem mojego wpisu a mój przyjaciel Krzysztof Mazgaj (Mazi), niebagatelną rolę odegra również znany w naszym tri-światku Król Artur!

Długi weekend postanowiliśmy wykorzystać maksymalnie! Wyprawę w okolice Radkowa, określiłbym jako turystyczno-treningowo-,,kibicową’. Turystycznie udało się zaliczyć min. ,,miasto skalne’ w Czechach (bajka!). Treningowo trzy mocne jednostki w tym zakładka 75/15, min. trasą triathlonu (bolało!). I najistotniejsza sprawa – uczestnictwo w zawodach ale w roli kibiców.

Nie ukrywam, że miałem ogromna ochotę startować, nawet byłem już na stronie w celu rejestracji! Jednak coś, może jakaś resztka rozsądku mówiło ,,odpuść’. Przyczyny prozaiczne, brak odpowiedniego ,,ujeżdżenia’ roweru czasowego, który sam w sobie był już w tym terenie niebezpiecznym środkiem lokomocji. Druga też istotna sprawa, że zawody jeżeli już, miały być traktowane w charakterze ciężkiego treningu. Tutaj od razu pojawił się ogromny znak zapytania! Czy ja potrafię tak podejść do zawodów, czy w pewnym momencie nie ,,odpali’ mi się gen pitbulla i nie poniesie ułańska fantazja…?!

Słuszność decyzji potwierdził incydent na treningu piątkowym. Jechaliśmy w kierunku Łężyc, kiepska nawierzchnia, śliska po deszcu i w dodatku z górki… a ja nagle zapragnąłem liderować! Znacznie przyśpieszyłem, na liczniku coś pod 50/km a tu nagle kierownica wpada mi w wibracje! Mazi jadący z tyłu, jak później opowiadał myślał, że się popisuje! A ja autentycznie walczyłem o życie! W pierwszej chwili myślałem, że może na jakieś dziurze skrzywiło mi się koło! Z trudem, resztkami sił utrzymuje szalejącą kierownicę, która zachowuje się jakby wpadła w jakiś rezonans! Już wyobraźnia malowała mi obrazy z martwą naturą, gdzie jestem na pierwszym planie, już widziałem się cały w gipsie! Wydawało się, że ta chwila trwa i trwa… w końcu z olbrzymim trudem, hamując pulsacyjnie udało opanować się to rozjuszone bydle! Pełne pory! I refleksja, że Pan Bócek jeszcze nade mną czuwa, tylko dlaczego popycha!? 🙂

 

Mój bohater Mazi z którym przyszło mi nie raz wiadra potu wylać jako, że jest fanem gór Radkowa nie odpuścił! Nawiasem mówiąc, chłop ma wielkie serce, miłość do sportu dzieli na dwie dyscypliny MTB i TRI. Jak ogólnie wiadomo kochanki bywają zazdrosne a on bidula nie potrafi z jednej zrezygnować. Na nic moje sugestie, ,,zostawisz jedną druga odpłaci Ci z nawiązką’. Taki typ i już…

 

Tak się fajnie złożyło, że Król Artur i Mazi to ta sama kategoria wiekowa a ja żeby wzmóc emocje zacząłem ,,podkręcać’ trochę chłopaków! (Wiem, wiem, wredny typek ze mnie, ale to z troski o dobre wyniki i tej wersji się trzymajmy ). Zresztą jakieś szczególnych ,,podchodów’ nie musiałem robić, wystarczyły ze dwa hasła a Oni jak na prawdziwych wojowników przystało byli gotowi stawić się na udeptanej ziemi w pełnym trirynsztunku….

 

Miejsce na zawody bajeczne. Połączenie akwenu wodnego z górami to coś co tygryski lubią najbardziej! Niezwykła kameralność, praktycznie wszystko w zasięgu wzroku, profesjonalna organizacja sprawiały, że dla fana triathlonu była to prawdziwa uczta! Do tego takie tuzy jak Mikołaj Luft, Marcin Ławicki, Małgorzata Szczerbińska, Anna Piorun-Grzesiak nadały imprezie szczególną rangę!

Nota bene stoczyli między sobą piękne pojedynki i przyjemnie było oglądać ich w akcji… tylko nie o ich wyczyny chodzi…

 

Wracając do moich bohaterów…

Mazi, którego piętą Achillesową jest pływanie (a nie pomaga mu przewlekła kontuzja barku) wyszedł z wody 5 min po Profesorze! Mało tego, T1 zajęło mu ponad 4 min! Odnoszę jakieś dziwnie wrażenie, że mój sympatyczny koleżka lubi celebrować te zmiany! Wcale bym się nie zdziwił gdyby wyjął jeszcze tremosik z kawką i kremówką… Wnerwił mnie tym! A tak w ogóle muszę przyznać, że rozemocjonowany byłem okrutnie! Dziwne wewnętrzne drżenie jakbym sam startował!

Złości mnie opuściła gdy zobaczyłem z jaką klasą Krzyś wspina się na pierwsze wzniesienie! Gonitwa!!! Pierwsze kółko Artur górą! Klub kibica z Aleksandrowa gra niezwykle fair! Zagrzewa do boju również Artura! Zdradzę jednak w tajemnicy, że w zanadrzu były przygotowane również zagrywki poniżej pasa… a w zasadzie powyżej, tzn. w razie niekorzystnego rozwoju wyścigu panie miały obnażyć piersi, wytrącić Króla z rytmu! Tylko żeby była jasność, lojalnie przestrzegłem Artura przed taką możliwością! Nie wiem, być może ta wiedza spowodowała, że Artur pomny niebezpieczeństwa profilaktycznie zwolnił , bo na drugim kółku Krzyś wyszedł na prowadzenie!

 

SDC11405

Mazi fan club! 🙂

 

Rozpoczynając bieg Mazi miał ok. 3 min przewagi! Nastrój bojowy Artura przechodził dwie fazy! Po rowerze krzyknął do mnie ,,nie dojdę go’ ale w trakcie biegu zdołał zmniejszyć trochę dystans! Chyba poczuł już krew Krzysia , rzucając gdzies na skrzyżowniu trasy ,,dojdę Cię’…. Nie zdołał. Zaimponował mi jednak bardzo mocnym finiszem a był to naprawdę wredny podbieg!

 

 

SDC11425

Wojownik 🙂

 

 

Maziemu do pudła zabrakło 8 sek!!!

Piękna sportowa walka!

I tak na zakończenie tego przydługiego wpisu…

Spotkałem dużo kolegów, zawarłem następne fajne znajomości… a to dopiero drugi rok w ,,interesie’! 🙂

Pytanie retoryczne, czyż to nie piękny sport?! Z pewnością znacznie coś więcej….

 

SDC11431

Mazi 8 sek 🙂

Powiązane Artykuły

30 KOMENTARZE

  1. Hahaha! Dobre Marcin:))) Dokladnie, rywalizacja pojawia sie 'w zasiegu wzroku’ i wczesniej to czesto tylko takie slowne, przyjacielskie potyczki. A tak to jest walka z czasem, z wlasnymi slabosciami, z warunkami atmosferycznymi. Dla mnie w tym sporcie to jest fajne, ze to taka zlozona dyscyplina: trzy specjalnosci, odpowiednie jedzenie, nawadnianie, trening, dyspozycja dnia. W zadnej z tych dyscyplin z osobna nie bylbym w stanie rywalizawac w AGroup. W plywaniu sa mastersi, w rowerze byli kolarze, w bieganiu ludzie z przeszloscia biegowa lub trenujacy 30 lat. W tri natomiast wszystko to trzeba poskladac razem i czesto dobry biegacz czy kolarz moze przegrac… Nawet czytajac blogi mozna zauwazyc, ze potencjalnie dobrze biegajacy nagle traca przy dolozeniu plywania i roweru. Grzegorz, jest zabawa p:)

  2. Grzegorz ale to właśnie jest zabawa;) zabawa są te potyczki słowne które wprowadzają trochę kolorytu w odczuwana czasem monotonię treningu:) potyczki z przyjaciółmi bo mamy wtedy pewność ze traktują to właśnie jako zabawę a nie jako walkę jak niektórzy obserwujący z boku:))) Artura mogę prowokować Artur może mnie a jak stajemy na starcie to nie ma to już znaczenia, ja się wtedy tylko modlę o ukończenie, potem dopiero myśle o wyniku a rywalizacja to na 500 m przed meta jak uda mi się kogoś wyprzedzić;) Artur… Ty będziesz na starcie… ja na mecie;)))

  3. @ o.k….jeśli to potyczki kolegów czy przyjaciół to w porządku. Gorzej jeśli ta rywalizacja zaczyna być ważniejsza niż przyjaźń i koleżeństwo…..a granica może byc naprawdę cienka:):). Ja np lubię sie jarać życiówkami i miesiącami przygotowywać sie do określonego wyniku. Jak w bieganiu przestało to być możliwe….zmieniłem sport na Tri…..i znów mam przez parę lat pole do popisu przed samym sobą:):). Ale rozumiem Was i z przyjemnością będę obserwował jak sie wzajemnie ’ wykrwawiacie’ próbując sobie udowodnić coś co z założenia jest tylko zabawą a osiągane wyniki daleko są od najlepszych 'agegruperów’. Ale z drugiej strony każdy powinien z tej zabawy brać to co lubi:):):):)

  4. Grzegorz, mysle, ze to jest wlasnie fajnie, ze jest tutaj tyle watkow wspolzawodnictwa. To bawi i powoduje, ze zawody nabieraja innego kolorotu. Na pewno istotne sa osiagniete swoje zyciowki, czasy itp. Ale ile mozna sie tym ekscytowac?!? Jak slucham opowieci po zawodach jak jeden staral sie dopasc drugiego to mozna 'boki zrywac’. Arek przytoczyl moj tekst skierowany do Maziego: dorwe cie… Mobilizujace dla niego i dla mnie, nieprawdaz?! Jest walka do mety?! Jest! Pod gorke na mete scigalem sie z dwoma zawodnikami. Z jednym przegralem. Scigalismy sie do konca, nie o czas tylko o miejsce! To jest fajne:)))

  5. Artur, wyprzedziłeś mnie o kilka sekund! Na szczęście tylko w komentarzu… :-))) Widzę, że mamy podobne zdanie na ten temat… 🙂

  6. Hehe… Marcin, dobre!!! A tak moim zdaniem, amatorski Tri jest o tyle fajny, że każdy realizuje się według swoich potrzeb, zaopatrywań i szeroko rozumianych możliwości…. Jednego usatysfakcjonuje już samo zaliczenie jakiegoś dystansu a inny będzie myślał o pudle…. To chyba normalne. A takie ,,pojedynki’ nadają kolorytu i nie sądzę żeby przegrany rwał sobie pióra z głowy… 🙂 Szlachetne potyczki kolegów, przyjaciół…. ot co.

  7. Marcin, to nie ja tylko Ty tego wspozawodnictwa potrzebujesz jak kania dzdzu!:)) Tobie jest bardzo potrzebne, mnie to tylko bawi:))) Dlatego i wygrana, i przegrana w walce jest przyjemnoscia, nad ktora przechodze do porzadku dziennego. No ale jak widze Twoja pewnosc wytrenowania rosnie. To dobrze:)) Prowokujesz mnie caly czas to prosze bardzo:))) Bede na starcie. To tylko 'poloweczka’…. Nie przejmuj sie:)))

  8. @ Artur oczywiscie ze współzawodnictwo jest potrzebne……tylko sygnalizowałem za na tym portalu jest go zdecydownie wiecej niz na innych portalach dla amatorów. Pytanie tylko czy to współzawodnictwo oparte na przyjazni czy przyjazn oparta na współzawodnictwie:):):)…o cholera chyba troszke filozofuje:):):) milego weekendu

  9. Arek, wychodzi, wychodzi! A ja sie zgodze z Arkiem. Wspolzawodnictwo ma swoj smak i wartosc. Czas czasem ale bezposrednia walka na trasie dodaje skrzydel:)))

  10. @ Arek……ja tez pisałem przeciez w pokojowym nastroju.:):):) I nie sądze zeby sie ktokolwiek za cokolwiek obrażał. CO by nie mowić ale sport to sukcesy i porażki które doskonale uczą pokory i dystansu do samego siebie:):):):). A twoje pisanie jest super……naprawde super:):):)

  11. Grzesiu, całkowicie się z Tobą zgadzam. Dlatego napisałem ,,w większości przypadków’…. U mnie np. tylko niektóre osoby wzniecają ogień a ogólnie jest to walka z przełamywaniem własnych granic…. 🙂 Mam nadzieję, że nikt nie obraził się za tych ,,samców’… Próbuje czasami wprowadzić w moje pisanie elementy humorystyczne… co tu ukrywać, nie zawsze wychodzi… 🙁

  12. @ Arek..tu sie akurat z toba nie zgadzam. przez wiele lat biegałem i wielokrotnie człowiek jechał na maraton i na półmaraton w większej grupie i kazdy mail swój cel, swoj czas i swój wynik. Nkt nie walczył z nikim. Jeśli kilka osób biegło na taki sam czas to nikomu nie przyszło do głowy żeby przed meta byc szybszym niz kolega z którym przez 3 godziny walczyl o utrzymanie tempa. W triathlonie rzeczywiście te wyzwania i pojedynki odgrywają ważna role choć zupełnie nie rozumiem dlaczego. Przecież jesteśmy amatorami i wyniki nie zależy od tego jakimi jestesmy sportowcami tylko od tego kto ile czasu ma na trening, kogo stać za zakup takie czy innego sprzętu. To na poziomie zawodowców, ludzi którzy tylko trenują i wszystko maja podporządkowane treningowi mozna obiektywnie walczyć i potwierdza kto jest lepszy. Tak więc chociaż uważam sie za samca :):):):) nie mam w sobie ducha zmiażdżenia przeciwnika. Ale zawsze mam chęć dania z siebie wszystko, skatowania sie do bólu……no i pobicia własnych słabości.:):):)..Chyba bardziej wole sie pastwić nad sobą niż nad innymi:):):)

  13. Karolina, wielkie dzięki! Co do bitew… to całe gadanie o walce z samym sobą to w większości przypadków przykrywka! Jak świat światem samce zawsze rywalizowały ze sobą… inna sprawa, że kwitesencją sportu jest właśnie rywalizacja 🙂 Już wkrótce następny pojedynek, tym razem ekspercki, że się tak wyrażę… :-))) Piotrze, odkryłeś nowe zalety tri – rozwija umysłowo… :-)))

  14. Arkadiusz, wlasnie przeczytalem Twoj pierwszy wpis na AT, datowany na styczen 2013. Musze powiedziec ze w pisaniu jest MEGA progress! Tak wiec dodam za Karolina pisz, pisz, pisz…:))))))

  15. Arek, pisz pisz pisz! No i zaczynam uwielbiać te wasze małe męskie bitwy w ag. Moze w drugim roku sama będę tak jak wy prowokować :)- a na razie z przyjemnascia czytam 🙂

  16. Plati, wystartował Mazi z naszej stajni, to prawie tak jakby Profesorre potykał się ze mną 🙂 Wiem ,,prawie’ stanowi różnicę…. Pewnie jeszcze nadarzy się okazja, tylko w przyszłym roku już nie będę w tej kategorii…co wcale nie oznacza, że nie będziemy mogli stoczyć jakiegoś pojedynku… 🙂

  17. Arek co za samozaparcie być i nie wystartować, w dodatku mając możliwość walki z Arturem, cosik mijacie się Pany na zawodach….. 😉

  18. Sebastian, masz większe kokones skoro zdecydowałeś się na start; Arek, podkręć z treningami bo my dopiero zaczynamy się rozkręcać… hehe… Marcinie, podałem przyczyny podjęcia takiej decyzji a dodatkowo powiem, że musiałbym zmieniać cykl treningowy a chce iść według nazwijmy to jakieś idei… Boguś, fakt grupa mocna i gotowa na wszystko…. (no,prawie na wszystko:-)). Artur, powinieneś dostać jeszcze jeden przydomek Waleczny! Król Artur Waleczny, ładnie brzmi…. 🙂

  19. Marcin, Ty jednak bierzesz jakies srodki dopingujace,ktore maja skutki uboczne…:))) Ale jesli maja Cie trzymac w takiej euforii to bierz do zawodow w Suszu:) Arek wygrywa ze mna w cuglach:)Jest za mocnym biegaczem:)

  20. Świetna relacja!:) Ale dlaczego Arek nie startowałeś skoro byleś na miejscu? Wiem nie chciałeś wygrać z Arturem, taka kurtuazja;))) Ale ale podciąganie na trasie przez kolegów, którzy już ukończyli zawody jest w tri zabronione… nawet na IronKids Andrzej Szołowski o tym mówił;))) A Mazi… hmmm… patrząc na to zdj to nie chciałbym być w skórze tego, który wygrał z nim o 8 sek;))) Gratulacje dla Aleksandrowa, silna ekipa;)

  21. Panowie M50 strasznie wymiatacie 🙂 jak się czyta Wasze wyniki to można nabawić się kompleksów 🙂 ja rozumiem , że roczniki 60-64 to dobre roczniki ale nie możecie trochę zwolnić 🙂 ? może jak będziemy w M60 to Was dogonię 🙂 Gratulacje dla wszystkich , którzy ukończyli te zawody !!!

  22. Jeny! Jakbym drugi raz robil ten Radkow!!! Fajnie piszesz Arek! No a doping byl …bombowy:)) Ps. Arek, nie ja zwolnilem na drugim kolku. Ba, nawet przyspieszylem. To Mazi gnal jak szalony:)Gratuluje Krzyskowi raz jeszcze!:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,618FaniLubię
1,009ObserwującyObserwuj
293SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X