Ścigany w Suszu.

Cholerna kumulacja w robocie, nie ma czasu na nic! A tak w ogóle zastanawiałem się czy jest sens pisać cokolwiek skoro Mister Grass podjął temat w ,,Iron Dziadki…..’

Postanowiłem jednak, podzielić się kilkoma spostrzeżeniami i emocjami które  towarzyszyły mi  podczas tych zawodów na dystansie długim, czyli 113 km…..

 Tak skrótowo, jak zwykle… 🙂 

Punkt zakwaterowania – hotel w Iławie… a tam ,,zakotwiczeni’ min. Julita z Profesorre, Marcin Stajszczyk jak również obiecujący młodzi triathloniści ale nie gniewni , wręcz przeciwnie nawet sympatyczni. Po sąsiedzku, przez ścianę , mój Guru, sam Andrzej Kozłowski, który pofatygował się aż z Kanady!!

Nie byłbym sobą gdybym nie prowadził wstępnych bitew psychologicznych z Arturem…. Oczywiście nie był mi dłużny, gagatek jeden ! Atmosferka super.

Dzień zawodów.

Rozgrzewka. Biegnę razem z Andrzejem i nie mogę w to uwierzyć, niedawno przeprowadzałem z nim wywiad, gość z innego świata, wielki sportowiec a teraz drepczemy krok w krok, rozmawiamy, śmiejemy się….

Próbuje robić dobrą minę ale czuje się nie najlepiej, nie wiem czy to niepokój przed kompromitacją czy zwyczajny ,,cykor’. Liczę, że zastrzyk adrenaliny podczas startu podziała jak antidotum na moje obawy i złe samopoczucie.

Pływanie. Tradycyjnie, początkowa młócka ale najgorsze miało przyjść. Nie wiem jak to się stało, zachłysnąłem się i to tak mocno, że przez dłuższą chwilę nie mogłem złapać oddechu. Pierwszy raz pomyślałem o sygnalizowaniu potrzeby pomocy… W końcu udało się odkrztusić, jednak niedotlenienie miało w pływ na nogi, które ogarnął totalny bezwład. Uporałem się, szkoda tylko tego straconego czasu… Później już szło a w zasadzie pływało się dobrze…..

Na plaży Mkon, krzyczy, że jestem pierwszy (oczywiście miał na myśli wojenkę dziadków). Odebrałem to jako informację dotyczącą wszystkich pozostałych dziadków oprócz A.K, którego start oceniałem jako pk.

Jakie było moje zdziwienie gdy w strefie zobaczyłem jego rower !

Uskrzydliło mnie to! Pierwsza myśl: ,,Arek, spier…., odwlecz jak najdalej wyrok!’

Rower. Trasa jak to w tym regionie pofałdowana ale bez jakiś większych wyzwań. Nawierzchnia w zdecydowanej większości bardzo dobra, w mieście tylko ok. 1,2km kostki bazaltowej, którą trzeba było pokonać dwa razy… Temperatura dobra , mogłoby być troszkę mniej wietrznie.

Jak na moje możliwości cisnąłem mocno, bardzo mocno! Chwilami nawet powyżej 40km/h. Myśli czy nie odpokutuje tego na biegu odganiałem od siebie. Wypatrywałem Andrzeja będąc przekonany, że zaraz mnie wyprzedzi jak pocisk…. Dopiero przy drugiej pętli zobaczyłem go przy nawrotce. Oszacowałem przewagę na jakąś minutę. Motywacja wzrosła! ,,Pieprzyć bieganie, idę po całości na rowerze’ pomyślałem.

Bieg… I znowu wszędobylski Mkon! Drze się, motywujące to bardzo….,, Niemaniemogę’ zobowiązuje! Wspomniany Mkon przed zawodami rozdawał naklejki z hasłem ,,Ogień z Dupy’, zaangażowany w kolejną akcje charytatywną… Gościówa!

Wcześniejsze założenia półmaratonu w 1.35 weryfikuje dość szybko, czuje kopytka…. Postanawiam nie szarżować , ustawiam się na tempo 4.30/km. Trasa wzdłuż jeziora fajna, wolontariusze bardzo zaangażowani. W ogóle atmosfera całych zawodów niesamowita! Ma się wrażenie, że to jakieś święto sportu w mieście. Ludzi kibicujących masa, różne grupki, z bębnami, garnkami mocy, trąbkami… nawet grupa ,,rasowych kiboli, łysych, bez karkowych’, takich co w normalnych okolicznościach bez kałacha nie podchodź, skandująca ,,jesteście najlepsi, szacun, szacun, szacun’…

Trzy pętle i za każdym razem jeden, sztywny podbieg i nawrotka. Znowu widzę Andrzeja, szacuje to na jakieś 300m… Sprężam się kolejny raz… Znowu Mkon, zagrzewa do boju, nieporęcznie trochę cytować… najważniejsze że skutecznie…. 🙂

Druga pętla mały kryzys, jakiś ból pod łopatką, usztywniam się, w żołądku rewolucje, nie mam odwagi przyjąć żela, biorę banany z punktów i wodę … Pęcherz coraz mocniej domaga się zrzutu! Przez chwilę myślę czy czasami nie popuścić w pampersa! Wstyd nr1! Zdaje sobie sprawę, że czas ,,naturalnego’ oddawania w pampersa zbliża się u mnie dużymi krokami, postanawiam to nie przyśpieszać! Odskok w las…. Ulga, szkoda trochę czasu…. Cóż…

Doganiam na podbiegu Artura, klepię go po przyjacielsku w pupkę, mina raczej nietęga ….. Dostrzegam Andrzeja, odległość niebezpiecznie się zmniejszyła…. Wydobywam z siebie resztki sił, wydłużam krok… Kiełkuje we mnie pomysł poczekania przed metą, przekroczenie mety razem z Guru, trzymając się za rękę. To byłby piękny gest! Jak się później okazało Andrzej w przypadku dojścia minie miał taki sam scenariusz w głowie! Co za klasa facet! Niestety mnie tej klasy zabrakło !Podżegany znowu przez Mkona ,, będzie zaje… czas’ czy coś w tym rodzaju… wyrwałem … pazerny na życiówkę. Wstyd nr2!

26 sek po mnie wpada Andrzej, rzucamy się sobie w objęcia. Czuje, że gest ten nie jest wymuszony, autentyczna, obustronna radość z pięknej sportowej rywalizacji…

 

Tak jak napisałem to w komentarzu pod tekstem Łukasza i chcę to jeszcze raz podkreślić. Nie czuje się zwycięzcą . Męcząca podróż i dwie nieprzespane noce dały się Andrzejowi we znaki. Nadal pozostaje moim Mistrzem! Jestem ogromnie wdzięczny, że dzięki niemu potrafiłem wznieść się na swoje wyżyny wydolności….

 

Finisz

 

 

Razem

 

 

A zupełnie z innej beczki… Jakie  dziadki!? Kto to wymyślił?!  Młodzi inaczej, to rozumie! 🙂

 

Poprzedni artykułSusz 2015
Następny artykuł„Moc kibicowania” – felieton mkona

Powiązane Artykuły

42 KOMENTARZE

  1. Boguś, już się wycofujesz?! Cykor! 🙂 O ile przeżyję IM też zamierzam jeszcze coś zrobić po…. Podjąłem zresztą zakład o wynik w maratonie, planuje gdzieś w połowie października …. 🙂

  2. Nie ma jak czytanie w myślach…. 🙂 Boguś, już mnie na samą myśl wątroba boli…. a co dopiero będzie po… 🙂

  3. A i miodem z wybornej pasieki też Ciebie mogę poczęstować. Albo jedno w drugim i podgrzane :-). Chociaż to akurat najlepiej smakuje w zimie.

  4. @Boguś, tak mam oficjalne potwierdzenie mailem przepisania pakietu, niestety na liście startowej cos im to szwankuje 🙁

  5. @Jarek – prawie ziomalu – dzięki za wsparcie, bo z Arkiem jest niełatwo wygrać. Zarówno na zawodach jak i na blogu, a szczegolnie w komentarzach 🙂 Fajnie, że udało Ci załapać na Gdańsk, ale czy startujesz pod swoim nazwiskiem? @Arek – super, że bedziesz w Gdańsku. Jakby co, to zapraszam Cię do siebie na jedną butelkę limitowanego napoju. Ponieważ nie startujesz, a będziesz już po IM – to mogą być nawet dwie :-). Co Ty na to?

  6. @Arek, na Gdynię zapisałem się zanim miałem diagnozę 🙂 dlatego też Susz był idealny – start z TAKĄ EKIPĄ i moja inauguracja sezonu, a w Gdańsku za tydzień bedzie ćwiartka, która w zeszłym z powodu Twojego braku 😉 udało mi się wygrać w AG 🙂 Widzę, że w Gdyni tez sie bedzie działo 😉

  7. Jarek, robi się, wysyłam…. Nawiasem, Jarek czy ten Gdańsk nie pomylił Ci się oby z Gdynią? A co do Gdyni, wybieram się kibicować. Będę darł japę na wszystkich znajomych…. 🙂

  8. @Boguś, całkiem dobrze Ci poszło, a Arek to po prostu Mistrz. Bogus muszę Cię wspierać, bo Ty prawie ziomek jesteś, a sie jeszcze nie spotkalismy, może w Gdańsku, bo udało mi się przejąć pakiet startowy 🙂 @Arek, podeslij mi maila na mój – [email protected] , co byśmy byli bliżej siebie 😉 jakby co……

  9. Arek. Jako że ostatnio fascynuje mnie temat coachingu w triathlonie – kazdy ma swojego coacha i jest coachem dla kogoś innego więc ogólnie wszyscy są coachami – podpowiem Ci jak mi sie wydaje złotą poradę która nie da Andrju przewagi której sie obawiasz . Ty jedź do tej Kanady na rowerze to nikt Ci go w transporcie nie zakachmęci. ps. wystawiam paragony fiskalne ps. ps. udało mi się przy okazaji rozszyfrować co znaczy coach tradycyjnie zwany trenerem po polsku.Jest to po prostu wycinek dialogu pomiędzy zawodnikiem a trenerem. Zawodnik coś mówi do trenera czegoś tam się doamaga, jakichś wskazówek.. a trener na to co ? co? aż wreszcie zakumał i mówi ach !!!

  10. Marek, zaraz po Marcinie S jesteś pierwszym detektywem AT! Rozgryzłeś mnie. Gdy zawiódł sabotaż, nic innego nie pozostało jak stanąć do uczciwej walki…. a ta bolała! :-))) Mam jednak świadomość, że jak dojdzie do rewanżu Andrju odpłaci mi z nawiązką….

  11. Arek – tytuł Mistrza Polski w kategorii zobowiązuje i dlatego się cieszę, że stanąłeś na wysokości zadania. A że przy okazji okazałeś się lekko niegościnny dla Andrzeja – trudno. To jest twardy facet i sobie z tym poradzi. Co prawda w jutrzejszej Polityce ma się ukazać skrót jakiejś podsłuchanej rozmowy, w której ktoś sugeruje …’sabotaż bike na lotnisku, bo ten Andrju nie może wygrać’. Wszyscy myśleli, że chodzi o Gołotę, ale interpretacja może być inna. Po prostu tym się nie przejmuj! Jeszcze raz gratulacje dla obu Panów A.

  12. Arek, dzieki za porownanie z koniem!!!! Wezme sie do roboty, obiecuje! Po za tym ty masz o wiele latwiej, bo Ciebie nie tylko PESEL goni, ale tez Stajszczyk, Pupka, Kozlowski itd., mnie tyklko PESEL -:( no moze jeszcze Strzesniewski, ale tylko dlatego, ze, jak sam pisze, nie ma dostepu…

  13. Piotruś, Ty zamiast kombinować jak koń pod górkę weź się do roboty chłopie! IM sam się nie zrobi! Pamiętasz o naszej umowie? Chyba się nie wycofałeś? Nieśmiało przypominam, że zarówno w Twoim jak i moim przypadku PESEL goni! :-)))

  14. Dzięki, dzięki… 🙂 Marcin, być może coś z pitbula mam, z pewnością nie boje się bólu…. Piotruś, Ameryki nie odkryles, mój trzeci sezon nijak ma się do siedemnastego Andrzeja! Min. dlatego jest moim Guru….. Poza tym naistotniejsze jest lamanie swoich granic, chociaż rywalizacja jest też fajna…..

  15. W rewanzu, bede obstawial na Andrzeja! Nie zebym nie lubil Arka, wydaje mi sie jednak, ze u siebie Andrzej nie da Arkowi szans. Gdybyscie potrzebowali sedziego, a na pozniej chlopaka do noszenia kijow golfowych, niniejszym zglaszam swoja kandydature -:)))

  16. Arek jesteś wojownikiem! Oglądając Twoje zdj z trasy widać sile, cierpienie i przekraczanie granicy. Gratuluje!

  17. Arek, do gratulacji 'na żywo’ dorzucam teraz te wirtualne 🙂 . Nie musisz być też przesadnie skromny, Twój wynik to klasa swiatowa w naszej AG i powtórzę za Marcinem – gdzie masz źródło tego obelixowego napoju. Też bym się napił 😉 PS.Gdybyś nie stał obok mnie na starcie to widząc Twój czas T1 założyłbym się, że płynąłeś bez pianki 😉

  18. Fragmenty 'Pierwsza myśl: ,,Arek, spier…., odwlecz jak najdalej wyrok!’ ’ i 'Doganiam na podbiegu Artura, klepię go po przyjacielsku w pupkę, mina raczej nietęga ’ rozwaliły mnie 😀 Świetny wpis! Świetny czas! Arek jesteś kosmitą 🙂 Gratulacje

  19. Gratulacje dla obu Panów! Oby i mi przytrafiło się kiedyś coś tak pięknego, takie wspomnienia zostają na zawsze!

  20. Gratulacje jeszcze raz, również dla Andrzeja za piękną walkę. Widzieć to na żywo, jak i uwiecznić to na zawsze było przyjemnością;)

  21. Gratulacje dla obu Młodych inaczej 😀 Sam mistrz Alfred H. nie powstydziłby się takiego scenariusza z różnicą na mecie wynoszącą raptem 26 sekund… Jak już pisałem wcześniej pod jednym z felietonów na przykładzie tego 'pojedynku’ widać jak ważne jest T1 i T2. Gdyby wyłączyć T1 i T2 to kolejność na mecie byłaby odwrotna… By the way sam muszę poćwiczyć ten element bo u mnie to wygląda na totalną 'plażę’ 😀

  22. Arek. Ten Twój start pozbawił mnie sarkazmu. Wielkie gratulacje. Dla Andrzeja i pozostałych oczywiście też.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

12,869FaniLubię
556ObserwującyObserwuj
0SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X