Sezon Rozpoczety

42

O ile zeszloroczny sezon przelecial bardzo szybko i nie byl zbyt obfity w imprezy (skupial sie glownie na jednej) o tyle ten rozpoczynam dosc wczesnie- po dwoch duathlonach na poczatku roku,  w ostatni weekend przyszedl w koncu czas na pierwszy Triathlon. Dystans malo standardowy- 400 m – 20km – 5km a wiec troche mniej niz sprint a impreza malutka- troche powyzej 200 osob.

 

Identyczny dystans w tym samym miejscu zrobilem rok temu w lipcu tak wiec cele byly dwa- po pierwsze sprawdzic czy dokonal sie postep a po drugie po raz ostatni sprawdzic sprzet i przecwiczyc poszczegolne etapy przed olimpijka w Windsorze. O walce nawet w grupie wiekowej na takim dystansie nie ma oczywiscie jeszcze mowy ale kazde doswiadczenie sie przyda.

 

Zahartowany plywaniem w wodach otwartych juz od kilku tygodni mialem troche ulatwione zadanie poniewaz poranek byl bardzo zimny. Po raz pierwszy szczekajac zebami nie moglem doczekac sie az wpuszcza nas do wody i kazdy zacznie sikac w pianke (zwykle mysl o tym nie napawa mnie optymizmem poniewaz plywam w piance ktora kupilem uzywana  :)). W wodzie wszystko jednak wrocilo do normy – po kilku slonecznych dniach jeziorko trzymalo juz temperature.

 

Mimo ze bylem na to przygotowany plywanie nie bylo najprzyjemniejsze – na dluzszych dystansach pralka dosc szybko sie rozluznia i mozna wrocic do swojego tempa, tutaj przez cale 400 m byla walka, co chwile musialem wynurzac sie z wody kopany tu i tam, czekac az bede mogl wyprzedzic itd. Wszystko to bardzo rozbilo mi rytm i porownujac z wynikiem sprzed roku wydaje mi sie ze na takim dystansie przy moich mozliwosciach jest dosyc przypadkowe- zalezy glownie od ustawienia.

 

Czesc plywacka zajela mi 9 min 16 sek, czyli jakies 20 sekund gorzej niz rok temu, ale oddac musze ze rok temu zawody byly w lipcu a ja mialem kilka miesiecy plywania w wodach otwartych za soba. Wynik jednak to mniej wiecej moje mozliwosci, troche krotki dystans zeby decydowac czy poprawilem sie od poprzedniego sezonu, z drugiej strony na pewno swietne doswiadczenie jesli chodzi o pralke i jak bardzo moge zmusic serce do pracy w wodzie.

 

Pierwsza strefa zmian to najwieksza porazka tego sezonu jak dotad. Nie tylko duzo gorzej niz rok wczesniej ale bardzo slabo w porownaniu z innymi- 2 min 30 sek daly mi daleka pozycje kiedy wskakiwalem na rower. Opoznienie spowodowane bylo niecwiczonym wczesniej manewrem naklejenia plastra na stope- dzien wczesniej musialem przejsc spory dystans w butach wyjsciowych ktore pociely mi nogi. O ile buty biegowe sa na tyle wygodnie ze nie byloby problemu o tyle na rowerze raczej nie wyobrazalem sobie jazdy.

 

bike

 

Rower to z kolei najwiekszy sukces tego sezonu jak dotad. Po pierwsze po raz pierwszy udalo mi sie bez zadnych znakow zapytania przebic srednia 30km/godz a po drugie bardzo poprawilem swoja pozycje po kiepskim T1. Dwadziescia kilometrow zrobilem w 38 min i 54 sek co daje mi srednia 30.8 a wiec malymi krokami coraz blizej to mojej wymarzonej 33km/h :). Na rowerze definitywnie powoli nabieram predkosci glownie dzieki treningom jak i kadencji. O ile grawitacja nie robi sobie zbyt wiele z moich 59kg o tyle serce przez lata biegania nauczylo sie znosic wyzsze obroty i licze na to ze powoli znajde optymalna kombinacje chociaz oczywiscie na zakup miernika mocy jeszcze duzo za wczesnie :D. W sumie rower poprawilem o ponad 3 minuty w porownaniu z poprzednim rokiem.

 

Strefa druga bez niespodzianek- 10 sekund wolniej w porownaniu do poprzedniego roku tym razem przez szukanie plastra ktory oczywiscie nie wytrzymal proby czasu a ktorym nie chcialem zasmiecac strefy. Po minucie moglem juz zaczac swoja ulubiona dyscypline. Na poczatku oczywiscie na nogach z waty szybko zdalem sobie sprawe ze przez zmniejszenie dystansu do ktorego trenuje w tym roku nabralem szybkosci i niezlym zapasem sil zrobilem czesc biegowa w czasie 20 min i 38 sek, czyli niecale 3 minuty lepiej niz rok wczesniej.

W sumie impreza bardzo udana, nie tylko rozpalila nadzieje na nadchodzacy sezon ale dala sporo motywacji to treningu.

 

run

 

Calosc zajela mi 1:12:25 co dalo mi miejsce 82 wsrod 202 zawodnikow ktorzy ukonczyli, do pierwszego zawodnika (okolo 59 min) oczywiscie daleko ale drobnymi krokami idzie wszystko w dobrym kierunku. Najlepsza informacja nadeszla jednak na zakonczenie zawodow kiedy poszlismy wydrukowac wyniki- okazalo ze moja narzeczona startujaca w towarzyszacej imprezie – bieg 10 km, wygrala w swojej kategorii w co sama nie mogla uwierzyc. Medalu ani gratulacji (o ile takowe istnialy na imprezie tej wielkosci) jednak nie odebrala bo byla zajeta robieniem zdjec :).

 

result

42 KOMENTARZE

  1. Piotruś, pitu, pitu, ble, ble… 😛 Zwróciliście uwagę ile miałem startów w tamtym roku? Słownie – DWA, w tym jeden nieudany! Zero biegowych! W tym roku, na wiosnę miał by półmaraton i dyszka! I co – kicha? Wymyślam takie eventy biegowe ,,bez napinki’…… hehe…. ekstra pod sytuację…. 🙂

  2. Brawo, ladny wynik! @Jarek, co Ty Arka nie znasz? Grymasi przez cala zime i wiosne, a potem tylko plecy pokazuje! Ja juz w ogole nie reaguje na te lamenty!

  3. Jarek, muszę Cię rozczarować, nie będę w Suszu. Wyskoczyło wesele…. Przy okazji, pakiet odsprzedam…. gdyby ktoś był zainteresowany…. 🙁

  4. Arku, waga na 100%. W moim przypadku doszedł jeszcze maraton imprezowy na 2 tygodnie przed startem (trochę się nam przedłużyła parapetówka przyjaciela ;-). Ale już po świętach, będę jak mnich 🙂

  5. Kuba.K, wygląda na to, że z długimi wybieganiami ok. Pewnie waga miała kluczowe znaczenie. Gdzieś czytałem, że 1kg wiecej to 20sek na 10km…. Łatwo przeliczyć… 🙂

  6. Kuba, 2015 w Poznaniu, jesienią (3.18). Od tej pory cały czas jakiś problem z nogą. Nie startuje celowo w samych biegach, oszczędzam na tri. Niestety zaczynam tracić motywację…

  7. @Arku, już ci piszę. Maraton biegłem 02.04. Dłuższe wybiegania były 4.02 (28km), 19.02 (23km po przyjeździe z tygodniowego intensywnego wypadu na narty), 25.02 (27km), 04.03 (30km – miesiąc przed maratonem), 11.03 miałem maraton pływacki, więc odpuściłem dłuższe bieganie w ten weekend, potem już schodziłem poniżej 20km

  8. Mówił Kuba do Jakba… 🙂 Ostro zaczęty sezon! Brawo. Mój ostatni maraton był eksperymentalnie bez dłuuugiego wybiegania, wyszlo trochę poniżej oczekiwań. Ciekawi mnie jakie Ty miałeś najdłuższe wybieganie i ile ich było przed startem?

  9. @Kuba- dzieki , rower jeszcze sporo pracy ale na treningach widze postep powoli takze jeszcze raz dzieki za rade o wytrwalosci. @Łukasz – dzieki ogromne, musze przyznac ze skupilem sie na rowerze i plywaniu wiec o poprawie techniki w bieganiu zapomnialem, sprobuje na pewno.

  10. Ładnie, gratuluje ale muszę wrzucić swoje 5 groszy – noga wykroczna za bardzo z przodu i hamujesz stawiając na piętę- rada skróć krok kadencja 180 noga wykroczna stawiana pod sobą na wysokości środka ciężkości wtedy będziesz wyglądał i biegał jak PROs i zobaczysz jak łatwo można skoczyć dwie półki biegowe wyżej bez napinki.

  11. Super, że już masz pierwszy start za sobą no i grunt , że widać postępy. Rower idzie w dobrym kierunku, a bieg na prawdę mocny, gratulacje

  12. No w każdym razie katować się głodówkami nie zamierzam 🙂 Od czasu kiedy miałem zdrutowane szczęki jakoś (jeszcze) bardziej doceniam przyjemność normalnego jedzenia :))) Ale dietę płynną z czystym sumieniem mogę polecić, jako niezwykle skuteczną – ja zgubiłem w tydzień prawie 10 kg 🙂

  13. Albin, fakt Ty w lekkiej też nie chodzisz… 🙂 Ale nie wiem czy to jakaś ujma? … wręcz odwrotnie, przynajmniej wyglądasz jak chłop z krwi i kości… 🙂 Trochę minut pewnie na mecie przez to ucieknie… ale czy wynik to meritum, zwłaszcza dla nas amatorów?

  14. Arek – oni chyba wymieniają kości na karbonowe :))) Mnie też by się przydało. No i zamiast ‘sprytnie’ wozić bufet na sobie, to zamienić tkankę zapasową na żele energetyczne, z których większość możnaby zostawić w domu :)))

  15. No,nie! Teraz Marcin dokłada jeszcze do pieca! Jak można ważyć przy wzroście 179, 60 kg!? Tak nie będziemy się bawić…. 😛

  16. No no no, budzisz respekt Jakubie:) Ale fakt, w tej dyscyplinie ‘patyki’ górą:) A jak przeczytałem ostatnio parametry naszych kolarzy to wymiękłem – Kwiatkowski 176cm, 60 kg; Niemiec 184 cm, 66kg; Szmyd 179 cm, 60 kg… jakieś pytania?;)))

  17. Jakubie, wagi zawodnikow nie osiagne:))) Ale docelowo na Kopenhage chce sie zakrecic kolo Twojej docelowej wagi…:)))

  18. Skoro Artur podaje wagę anorektykow to aż boję się zapytać co to znaczy, no ale kto zabroni profesjonaliscie 😉 jak się chce robić slota na MŚ to nie ma co się dziwić 😉

  19. @Arku może lepiej nie mówić tego na forum powiedzmy ze docelowo chce osiągnąć 78 przy 177. Wydaje mi się ze Twoja waga nie jest zła, ile chcesz jeszcze zejść?

  20. Jakub, a swoją droga to ile ważysz i mierzysz? Niestety ja też nie chodzę jeszcze w piórkowej. Przy moim 169 – 71kg to też nie bagatela… a Artur mnie jeszcze pogrąża podając wagę jakiś anorektyków… 🙂

  21. @Dziuku idąc Twoim tropem to Pudzian powinien z MMA przerzucić się na Ironmana 🙂 Żarcik, ale faktycznie czołówka Kona to same byki tylko takie wysuszone 🙂 Generalnie nie jest łatwo tachać mięcho, a jeszcze trudniej to dotelnić pożądnie, zresztą Pudzian jest tutaj najlepszym przykladem sił mu starcza na 3min :-)))

  22. Wydaje mi się, że jednak czołówka w Kona jest bardziej umięśniona niż IO, szczególnie górne partie ciała. Macca jak się próbował zakwalifikować na Londyn, to wyglądał jak cień człowieka…Chociaż może dlatego się nie załapał:)

  23. Oj tam, oj tam – Byki – nie byki – na pierwszy rzut oka czołówka z Kona jest większa od czołówki IO – tak chyba myśl zasady większy dystans – większy zawodnik 😉

  24. No tak:)))Byki jak nie wiem co..!!! Frederik Van Lierde: waga 74kg przy wzroscie 184cm. Alistair jest faktycznie lzejszy przy tym samym wzroscie – 70kg. Ale juz Jonathan to inna kategoria bo wazy co prawda 68kg ale mierzy juz ‘tylko’ 178cm. Zasadniczych roznich miedzy topowymi zawodowcami raczej nie ma. Proste: lzejszy ma lepiej w biegu i na rowerze:)

  25. Zazdroszczę wczorajszej pogody. Co do ‘masy’ to jednak czołówka z Kona jest wyraźnie większa od braci Brownlee.

  26. @Arturze nie miałem nikogo konkretnego na myśli tak ogólnie napisałem 😉 @Grzegorz ja też trenowałem klasyczna odmianę, ale później przerzucilem się na piłkę nożną i inne takie. Kratkę to ma Watriat, a u mnie dopiero z bojlera wodę spuszczono 😉

  27. Sylwetka jest. Kratka jest 🙂 Kuba, ja tez mam doswiadczenia zapasnicze (zapasy klasyczne) i podobno nawet rokowałem 😉

  28. Niektorzy Jakubie?!?!? Subtelny jestes…:)))) Strongman!!!!!!!! Arek, Jakub musi ‘to miecho’ mocno wciagac na gorki, nie ma co!!!:))

  29. hehe… ale trafiłem w ,,10′! Już wiem jak załatwisz Artura! Suplesem Go! 🙂 Za prezent muszę podziękować, sam ledwo zrzuciłem parę kg! W końcu waga bliska już do tej startowej, tylko teraz ten wygląd …. taki pół-chłop! 🙂 Także nie biadol, coś za coś…

  30. @Arku wiem i niestety martwi mnie to, bo pozbyć się tego jest strasznie trudno. Jak człowiek za młodu ćwiczył róźne dyscypliny, między innymi zapasy to trochę tego zostało, ale teraz to chętnie oddam 🙂

  31. Jakubie, a Ty dyscyplin czasem nie pomyliłeś? Wyglądasz mi na zapaśnika albo jakiegoś gościa z MMA. Masz co targać chłopie…! 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here