Spotkanie III stopnia z meduzami!!!! Ku przestrodze!!!

12

Witam!

 

Ostatnie 3 tygodnie okresu podstawowego miałem przyjemność spedzić na wyspie Ko samui w Tajlandii. Oczywiscie zero roweru ale bieganie 10-15km dziennie no i pływanie: godzina techniki w basenie i 2-3km w oceanie było moim chlebem powszednim. Pod koniec pobytu wstałem jak zwykle o 6:30.  O tej porze ocean był cudownie plaski, słońce wschodziło i odbijało sie w jego tafli.Mieszkalismy w domku praktycznie na plaży wiec pijąć kawe i obserwująć jachty na wodzie nagle naszło mnie zeby z treningu w tlenie ( 3x20min)w tempie 10sekund wolniejszym od startowego zrobić pływanie ciągłe przez godzine. Nigdy wczenisje nie próbowałem tak długo pływać ale juz po 15 minutach byłem w wodzie i w ciagu godziny zrobiłem 2700m zupełnie spokojnie i luzno ( oczywiscie cały czas kraulem):):).

 

Byłem bardzo podbudowany tym faktem i od rau postanowiłem pojsć dalej. Na nastepny dzien rano postanowiłem zmierzyć sie z 3800m ale w piance tak jak to będzie we Frankfurcie 5 lipca. Postanowiłem trzymac tempo startowe 2 min/ 100m. I tak sobie pływałem po prostokącie o bokach 250-300m. Na trzecim okrązeniu plynąc równolegle do brzegu w odleglosci okolo 400m od plazy nagle poczułem jakby mi ktoś smagnął batem w twarz. Poczułem gwałtowny piekący ból na policzkach i nosie poniżej okularów. Za pare sekund moja cała prawa dłoń  płoneła z bólu żywcem.

 

Juz kilka lat temu na Kubie idac plażą nadepnąłem na coś co ocean wyrzucil na brzeg pamietam jak zabolało wiec juz znałem to uczucie – MEDUZA . Garmina miałem przmocowanego do okularów na szczcie glowy wiec zdjąłem okulary i spojzałem na wyswietlacz 3300m , srednie tempo 2:08/100m. W pierwszej chwili chciałem kontynuować trening ale na szczęscie rozsądek zwycięzył  skręciłem w strone brzegu.

 

Juz po 2 minutach miałem potworny swiatłowstręt, alergiczny katar i potworny narastający ból twarzy i prawej dłoni. Do brzegu doplynałem robiąc ostanie 300m w 1:35-1:40/100m bo bałęm sie ze dolegliwosci jeszcze sie nasilą i nie doplyne.

PO wyjsciu z wody ledwie zdjałem pianke. Bol zaczął  narastać. Wziąłem takie leki jakie miałem ( silne przeciwbolowe, p/ alergiczne) Córka w tym czasie szukała w intrenecie jakie są skuteczne metody zmniejszenia bólu. Próbowalem przecierania spirytusem, okłady z alloesu ale nce nie pomagało. Typowy bol oparzeniowy w ktorym masz ochote wyrwac i wyrzucić piekące fragmenty skóry bo czujesz sie całkowicie bezsilny. Powoli docierało do mnie co mogłoby sie zdarzyć gdybym płynał bez pianki ( meduzy pływają ławicami).

 

Obsługa  hotelu mnie olała proponujac jazde do szpitala. Na szczeście stara Tajka ktora obslugiwała basenowy bar i z niejednego pieca chleb jadła……..zaczeła wyciskać sok z jakiś liści zerwanych z krzaków i przykładać do obolalych miejsc. Do 16.00 przelezałem w domku, w dreszczach i bólami kostno-stawowymi. Bol stopniowo zmniejszał sie. Wieczorem poczłapalem z rodzna na kolacje.

 

Od tego zdarzenia mija własnie 2 tygodnie a moj nos i dłoń dalej pokryty jest oparzeniowym strupem.

 

Piszę to wszystko po to zeby przestrzeć Was przed zbyt entuzjastycznym podejsciem do pływania w ciepłych wodach w czasie urlopu. Takie meduzy wystepuja rowniez w morzu pólnocnym i śródziemnym i wcale nie są taką rzadkością. Poczytajcie o ‘żeglarzu portugalskim’ z ktorym to miałem przyjemność sie spotkać. Ku przestrodze innym:

1. Pływać w piance pomimo ciepłej wody

2. Plywać jak najblizej linni brzegowej ( 20-30m od brzegu tam i z powrotem – tłok wiekszy ale meduzy sie nie zapuszczają tak blisko)

3. W przypadku poprzenia leki p/bolowe, przemywanie spirytusem, aloes albo żel chłodzący

4. Duzo cierpliwosci i pokory w bardzo powolnym ustepowaniu dolegliwości bólowych

 

naprawde nie moge sobie wyborazić bólu gdybym płynał bez pianki i doznał poparzeń na całym ciele……NAPRAWDE UWAZAJCIE!!!!!!!

12 KOMENTARZE

  1. @ Marcin…..zdecydowanie w tym przypadku ból……bojażliwy jestem nieco mniej…. Ale tak powaznie naprawde uwazajcie:)

  2. Pytanie co Grzesia dopinguje – ból czy strach? Pierwsze można dość prosto załatwić zaczynając zawody od mocnego kopnięcia w d… a strach? Sam przyjdzie po pierwszych metrach w wodzie;)))

  3. no no no, niezle!!! Dobrze, ze tak sie skonczylo. No i witaj w domu. Prosze odrobic zaleglosci i przeczytac wszystkie wpisy na AT. Nop i tak jak juz Marcin napisal, przynajmniej wiesz, jak szybko mozesz plywac -:)))))

  4. Masakra, współczuję. Mnie kiedyś popieściły meduzy w Morzu Czerwonym, bolało, ale obyło się bez aż tak silnych objawów, jak u Ciebie.

  5. Na pocieszenie dobrze ze nie haratneły cię rogatnice które podobno na ko samui są tak zmutowane dzięki turystom że atakują bez powodu ( normalnie kiedy bronią gniazda). Mnie zaatakowała jedna w Egipcie ale na szczęście odstręczyła ją moja ignorancja. Pianki im nie przeszkadzają i potrafią nieźle pogryźć. Tak czy owak musiało być niefajnie i dobrze że nic poważniejszego.

  6. Wniosek? Jad meduzy to niezły doping – z 2:08 do 1:35/100 to niezły wynik:))) ja sobie twarzyczkę zmasakrowalem w mniej ekskluzywnych warunkach rąbiąc w asfalt na zawodach w Mietkowie, jak bolało jak piekło jak było opuchnięte i jak długo strupy z twarzy schodziły pare osób wie:) A mogłem wtedy powiedzieć ze mnie w Tajlandii meduzy zakluly to jest coś;)))

  7. Szok! Ale opis! Jak filmowa scena z horroru o zabójczych meduzach! Nie sądziłem, ze to może być aż tak groźne. Ostatnio Filip Przymusiński opisywal, jak lekko podrażniły go meduzy podczas zawodów w Hiszpanii, ale takiego niebezpieczeństwa bym sie nie spodziewal! Uff.. Dobrze, ze juz z Tobą lepiej!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here