Świnka na czerwonym rowerku””

Zrobiłam dwa dni przerwy od roweru, obiecałam dać odpocząć kolanom i ogólnie odpoczywać. Nosiło mnie straszliwie, myślałam, że wyjdę z siebie, ale udało mi się przez dwa dni jako tako odpocząć. Jednakże drugiego dnia, aby odstresować się i swoje poplątane myśli pojeździłam konno – bez szaleństw, powiedzmy, że się bezczelnie powoziłam. Od razu humor się polepszył i nie byłam już taka nieznośna – mój chłopak chyba miał mnie dość, bo ciągle marudziłam, że chcę na rower – złoty człowiek, że wytrzymał!! (on również jest fanem dwóch kółek)


Ale, ale!! Dzisiaj już nie wytrzymałam i po śniadanku wzięłam swojego czerwoniutkiego, czyściutkiego Krossa i pomknęłam do lasu Osobowickiego jak ostatnim razem. Mnie to czasami trzeba chyba pacnąć w głowę, abym się uspokoiła ;P uparta jak osioł… Słoneczko pięknie świeciło i aż żal było zostawać w domu! No jak można było zmarnować taką pogodę! Niestety w nocy mocno padało i to musiało się tak skończyć – jedna kałuża, druga, błoto, liście… dawno nie wyglądałam jak umorusana świnka! Niesamowicie jak ludzie na ulicy potrafią się gapić (nie patrzeć, gapić!) jak ktoś jest „lekko’ obłocony ;P twarz, ręce, cały strój, kurtka, o rowerze nie wspomnę… wyglądaliśmy pięknie 😀


Droga była dzisiaj naprawdę świetna, jeździło się chyba najlepiej od początku roku. Wzięłam sobie do serca ostatnie, przeczytane artykuły i mocno uważałam na oddychanie i tempo. Oczywiście po 5 kilometrze nie obyło się bez Ventolinu, ale cała reszta drogi była już tylko lepsza. W słuchawkach między innymi AC DC i tego typu muzyka, więc pedałowało się wyśmienicie. Las, błoto, AC DC i ja  – tego mi dzisiaj było trzeba! Skończyło się na 28km (a obiecałam sobie, że nie przekroczę 20…), ale dzisiaj mogłabym jeździć i jeździć, taki miałam dobry dzień. Wiedziałam jednak, że jak przesadzę to mogę mieć problem z powrotem i z wejściem po schodach do domu. Ehh niech te kolana już się same jakimś cudem wyleczą i będzie święty spokój!! Mam dość… dość uważania, hamowania się i niewiedzy co tak naprawdę się dzieje. Na szczęście w środę dwa rezonanse, więc będzie coś więcej wiadomo. Jakoś wytrzymam 🙁


Poza kolanami dzisiaj było naprawdę super! Słoneczko, mało ludzi (w sumie prawie ich brak), dobrze się jeździło, jakoś prawie zero zmęczenia i dużo czasu do myślenia. Dlaczego nie mam w głowie takiego „pudełka nicości’ i nie umiem się tam czasami przenieść?? Za dużo stresu, nerwów, myśli i takie właśnie miejsce „nic’ bardzo by się przydało. Tak sobie jechałam, wjechałam w jedną kałużę, drugą, a potem było mi już wszystko jedno, bo i tak wyglądałam jak szczęśliwa świnka pedałująca na czerwonym rowerku 😀 tego mi było dzisiaj trzeba!


Takich pozytywnych treningów Wam życzę, abyście mieli z tego wszystkiego również radochę!

Pozdrowionka!!

Daśka

Powiązane Artykuły

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,451ObserwującyObserwuj
440SubskrybującySubskrybuj

Najpopularniejsze