To be or q…. not to be

Blog triathlonowy, a ze mnie triathlonista że ….. od latania po lesie zaczynałem, jak człek pierwotny, niektóre jeszcze po lesie latajo i im fotek nie robią…na heteroorientacje biegałem, i radioorientacje, w takich sportach to trzeba pogodzić bieganie z myśleniem, a to sztuka nie lada, bo w jednym roku głowa nogi wyprzedza a potem odwrotnie !!! Tak się wytrzymałość ukształciła, w sumie 10 lat przebujałem jak Adaś Miałczyński w Łodzi, tyle że ja w lesie. Plusy dodatnie były takie że silnyyyy a głupi…nie no nawet medal Mistrzostw Polski seniorów wywalczyłem w Midlu (7km) silny znaczy że jak na ulicy biegałem to 10 km w 35 min.   Na mocy tej nieskazitelnej z lasu poleciałem Maraton Warszawski w 2:56 co mi się wtedy wolno wydawało – 2006 rok. To mi się więcej zachciało, a że z nawigacji mocny sie wydawałem to padło na rajdyprzygodowe, i tak oto maja pewnego opędziliśmy ( 2 msc.) w debiucie największy w Polsce rajd adventuretrophy, taka ot traska 270 km po Tatrach , Orawie i Spiszu, rower MTB w nocy – super, płyanie kajakiem o 5 rano czad do chwili drgawek z wyziębienia, zadania linowe- jak my to robiliśmy ? Nie wiem ale fun był. A jakie kryzysy, w triathlonie takich halunów nie doświadczałem nigdy. Pojawiło się więcej startów AR, jednak to upojenie i haluny w czasie kryzysów ssało coraz mocniej, w międzyczasie startowałem w lesie na orientację i radioorientację ale czekałem tylko kiedy mnie rajd jakiś pochłonie. Najlepsze fazy oczywiście pojawiały się w nocy: 3 rano i nagle w lesie widzisz przy ścieżce żebrzącą staruszkę..i konsternacje co ona tu k… robi, albo te porypane 100km na Harpaganie, ciągnęło się jak flaki, lub maraton na asfalcie, niby ulta, jednak dziwnie sie organizm zachowywał, do 60 km bieg potem coś pomiędzy i ostatnia 10 to po 5/km 😉 albo taki bieg Kierat, 100 po górach w okolicy Limanowej, no co, startujemy z Szymonem po 7 godz jazdy autem, dodam że nawigacji to nie służy. Lecimy ostro, i byk, taki wielbłąd na godzinę, nosz….nadrabiamy, fajnie lecimy dalej, leje, całą noc leje, rano dostrzegamy jakiegoś turystę, z parasolką, się okazuje że ma numer i idzie, a my lecimyyyy, biegniemy i zaczyna grzać, mokre stopy w kontakcie z gorącym asfaltem dają fajną mieszankę której jeszcze nie czujemy, lecimy 4 godz, byk, wybiegamy z lasu na kolejny punkt..siedzi gość z parasolką, nosz… go mać. Każdy krok potem okazuje się męczarnią dotychczas niecierpianą i tak przez kolejne 6 godz..nie myślałem wtedy o triathlonie, nie myślałem….jak kto chce zobaczyć haluna to widać tutaj http://jasiekpol.blip.pl/archive/2/2010 o triathlonie nie myślałem.. nawet o pływaniu nie, a jak się nauczyłem wodę przegarniać będzie w następnym wejściu.

Powiązane Artykuły

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,471ObserwującyObserwuj
442SubskrybującySubskrybuj

Polecane