Trenowanie na urlopie z rodziną

5

Uprawianie każdego sportu, jeżeli pragniemy być lepsi niż nasza przeciętność, zawsze kończy się planowaniem treningów. Planowaniem tygodniowym, planowaniem cyklu czy też całym przygotowaniem do startu „A”. Bardzo często, z wyjątkiem „tych nielicznych”, cierpimy na chroniczny brak czasu i z utęsknieniem patrzymy na zbliżający się urlop. Oczywiście nie jestem tutaj wyjątkiem czyli również chciałem wykorzystać urlop do swobodniejszego dysponowania czasem przeznaczonym dla treningów(czytaj: dla siebie).

Tak się fajnie złożyło, że w hotelu miałem 25 metrowy basen wyłącznie dla 8 rodzin, pagórkowaty teren i 3 kilometry do piaszczystej plaży. Założenia treningowe ustalone. Przygotowania do wyjazdu poszły bezproblemowo no bo w końcu jesteśmy mistrzami        w pakowaniu się. Wylot, przylot, zakwaterowanie, rekonesans – wszystko się zgadza, będzie „czad”. Pierwszy dzień w planie było poranne bieganie i popołudniowy basen. Poszło. Wschód słońca na plaży – bezcenny 😀 W drugim dniu zaplanowałem tylko pływanie i pomimo lekkiego deszczyku zadanie odrobione. Od tego momentu generalnie wszystko zaczęło się sypać. Zmiana terminu wycieczek rozwaliła cały harmonogram. Potem było już tylko gorzej, także w efekcie udało się zrobić jeszcze tylko dwa biegania.

Jest jednak ważniejsza sprawa nad którą warto się zastanowić. Czy warto trenować na urlopie z rodziną? Poświęcamy całe miesiące na treningi, czasami niewielkim ale jednak kosztem najbliższych. Wyjeżdżamy na urlop i dobijamy kolejne godziny do tego licznika.  Utrata tych treningów rodziła swego rodzaju frustrację. Dodatkowo teraz wpieniam się czerwonymi kolorami na Treningpeaks.

Czy na urlopie, który z założenia powinien być zdarzeniem przyjemnym i relaksacyjnym warto dokładać oliwy do ognia? Na poziomie takiego słabego amatora jak ja niewątpliwie każdy trening robi różnicę. Dla bardziej zaawansowanych zapewne większy zysk przyniósłby ten okres potraktowany jako „days off”. Jednak pomimo korzyści treningowych nigdy więcej nie powtórzę błędu planowania treningów na urlopie z rodziną.

FIRST THINGS FIRST

5 KOMENTARZE

  1. Oj łatwo nie było 😉 W tym roku zaliczyłam swój debiut w Tri w Sierakowie, potem był jeszcze Bolesławiec i Kiekrz. Ale cały rok przygotowywałam się do startu w Wolsztynie. Dwa tygodnie przed wypadł urlop. Nie mogłam nie trenować. Sama świadomość że nic nie zrobiłam, a niestety przez dwa tygodnie nad polskim morzem zdarzyły mi się takie dni, już budziła frustrację. Ale udało się nie zaprzepaścić roku przygotowań, rodzina i przyjaciele pomogli się zorganizować. Nie narzekali jak jechalam na basen albo szłam pobiegać, na rowery chodziliśmy na zmianę, zawsze ktoś z nas robił za nianię. Podsumowując – to były trudne dwa tygodnie ale wszyscy daliśmy radę – ja że sobą, a oni ze mną 🙂

  2. Ja uważam, że na urlopie z rodziną warto się przede wszystkim ruszać. Dajemy dobry przykład dzieciom, że nawet na wakacjach aktywnie spędzamy czas. Jeśli uda się z tego zrobić trening to super. Ja tylko jeden urlop przetrenoiwałem w pełni ale to było przed debiutem w tri. Później już zawsze udawało się robić jednostki ale to wymaga negocjacji. Ja idę na trening rano, żona ma po południu albo wieczorem czas dla siebie. Resztę spędzamy razem. Zawsze też można połączyć bieganie z jazdą na rowerze dziecka. Inny przykład kiedy jeszcze tylko biegałem i żona też biegała to biegaliśmy na zmianę, ja jednego dnia, ona drugiego albo żona rano, ja wieczorem. Z perspektywy 3 lat w tri, podczas tygodniowego urlopu zawsze staram się 2x pobiegać, 1-2x popływać i ewentualnie rower jak jest taka możliwość 🙂

  3. @Dajmond, nie wiesz jak Ci zazdroszczę tej umiejętności właściwej logistyki. Mega szanuję ludzi, którzy potrafią tak sobie to zorganizować, że ta triada rodzina, praca, trening nie jest zachwiana a potem w czasie urlopu też spokojnie dają radę. Ja jestem na początku układania tego całego “tygla” ale wyszedłem z założenia, że jak będę chciał potrenować to pojadę na obóz a jak odpocząć z rodziną to już bez treningu. Cieszę, się że przedstawiłeś inny punkt widzenia i bynajmniej nie uważam, że co nieco namieszałeś 😀

  4. No i jestem właśnie w Cesenatico(Włochy) i bieganie już za mną dziś,gdy rodzinka spała. Został tylko 40-minutowy open water bez pianki w morzu dla zrobienia opalenizny,a potem jakościowy czas z rodzina. Powodzenia!

  5. Mały ,osobisty,komentarz ode mnie,po 7 latach uprawiania tri i 9 latach biegania(wszystko amatorsko), jak i oczywiście posiadania rodziny(żona i dzieci 6+9 lat). Od kilku lat traktuje urlop jako mini obóz tri(antagonizm dla Twojego wpisu) i dobrze mi z tym. Oczywiście wymaga to mega dyscypliny i sztuki negocjacji,ale mi się udaje realizować plan na 98% zawsze. Czasem wymaga to 1 sesji już o 5 rano,ale taki sport wybrałem. Na codzień zbyt dużo pracuje,plus rodzinne obowiązki często kolidują z wykonaniem planu. Trenuje układem 2tyg mocno/1 tydz luźno,bo 39lat to nie kategoria junior i trzeba swoje odespać. Kwestia priorytetów. Wyjście typu days-off sprawdza się wg mnie głównie na zawodowym poziomie,po mega ciężkim sezonie ścigania się na najwyższym poziomie,ale są i wyjątki,jesli taki urlop od tri jest krótki,jak i umiemy trzymać wagę bez treningów itp. No to namieszałem conieco 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here