Triatlon Mietkowski „Koziołek matołek mądra głowa, co widział ……. chętnie Wam opowie”

Witam,

Sprawie (być może nieudolnie) kilka …… dziesiąt zdań na temat samych zawodów oraz mojego startu w II Triathlonie Mietkowskim. Start ….??? Moja porażka – tak ją oceniam. Piszę aby podzielić się spostrzeżeniami ale i żeby nie było, że jak nie wyszło to chowam się po krzakach. I nie jest to próba tłumaczenia się, żalenia czy jak to zwał… Tak się wyspałem jak sobie pościeliłem, w tym dniu na tyle mnie było stać i kropka. Trudno. Plan na start był ambitny – poniżej 2.16, wyszło 2.27 (((((. Jedyny plus tego czasu to, że jest do pobicia. Wynik to suma sum, ale już rano wiedziałem, że szału nie będzie. Trochę pogoda nie pomagała, chociaż mnie jakoś nie dobiła. Masakrowanie siebie treningami. Długi weekend w Paryżu i croissanty też są wrogiem triathlonisty. W zeszłym tygodniu w środę rano ważyłem 74 kg. W tygodniu przed startem w poniedziałek rano waga pokazała blisko 84 kg. A w piątek na wieczór przed zawodami 76 kg. „Trochę’ sił kosztowało mnie to wszystko. Ale życie to nie tylko sport i trening. Paryż jest super. Do tego w sobotę rano żołądek zaczął się wygłupiać. Przed samym startem już było tak, że wyglądałem jak wąż, który tyle co upolował świnie i połknął ją w całości. Do tego świnia cały czas żyła ((((. Żadna nospa i inne medykamenty nie pomogły. Pęcherz pławny tak się rozbudował, że jakby się uwolnił to na starcie miałbym dopalacze jak z podtlenku azotu/nitro.. czy jakoś tak.


Ale od początku same zawody. II Traithlon Mietkowski, cokolwiek by powiedzieć impreza super. Tak, były niedociągnięcia i według mnie wpadki organizacyjne, ale patrząc na progres imprezy to chyba nikt w Polsce prędko nie pobije, wzrostu o blisko 1000% w ilości startujących zawodników. Rok 2014 start około 30 zawodników, rok 2015 start około 300 zawodników. Przyjazd tak około 6:30, jak nie muszę nie lubię się poganiać – przed zawodami musi być luz i spokój. Biuro zawodów: trzeba było pytać gdzie jest, jak już znalazłem (nie było trudno) organizacyjnie szybko i sprawnie. Odebrałem pakiet i zainstalowałem się w strefie zmian ( tu byłem na pudle )). Sama strefa zmian też troszkę kiepsko oznaczona, gdzie wbiegamy, gdzie wyjeżdżamy (tu było raczej oczywiste) i gdzie wybiegamy ( tu kilka osób z plakietką organizator nie wiedziało). Trasa pływacka, woda jak woda rzadka, mokra i oznaczona tak sobie. Na samym początku nie bardzo ktoś wiedział gdzie jest start. W końcu szeryf od strefy, sędziów itd. (IM226). Wyjaśnił mi i pewnie jeszcze paru zagubionym gdzie będzie start.


Co do samego pływania to wyszło dość ciekawie. Moja Kasia, która była ze mną nagrała na telefonie jak wystartowały dwa triathlony. Jeden do Szwecji drugi na południe do Czech. Z czego to wynikało. Najpierw jeden z organizatorów powiedział płyniemy tak, że lewą ręką mijamy kajaki, potem za łódką nawrót i kierujemy się na dmuchawca start/meta w kolorze żółtym, którego jeszcze nie ma ale za chwilę będzie (myślę, że pierwsi co minęli łódkę na początku jeszcze go nie widzieli – ale było płynąć tak szybko). Potem przez megafon padła informacja: płyniemy na łódkę i nawrót. Niestety wszyscy tego nie słyszeli (też sami sobie trochę winni, gdyby mniej gadali to by sami i inni wiedzieli). Efekt??? Po starcie utworzyły się dwie grupy coraz bardziej od siebie oddalające się (prawo-lewo). Myślę, że ci co popłynęli z początku do Szwecji, zrobili z 200m więcej. Oczywiście zakładając, że łódkę opłynęli. Ja łódkę opłynąłem, ale w której grupie byłem nie jestem pewien. Pikanterii dodał fakt, że po starcie te nieszczęsne kajaki odpłynęły jeszcze bardziej w prawo, a na filmie wyglądało jakby połowa zawodników je goniła. No cóż, tak wyszło. Moje pływanie poszło kiepsko


Dlaczego?? DEMONY, moje własne demony!!! Początek normalka, paraliż (((. Ile bym dał żeby to zmienić. Szybko zmienić. Bo jak tu zrobić czas, kiedy w wodzie chwilami się opalam. Dopiero jak byłem blisko wspomnianej łódki, nerwy puściły i łeb poszedł pod wodę, oddech powrócił, rączka podawała, nóżka też dobrze pracowała. Ale co z tego. Trochę nadgoniłem, żabkowiczów mijałem jak na nartach wodnych. Dobrym obrazem mojego pływania niech będzie fakt, że około 10 km na trasie rowerowej minąłem jednego kolegę triathlonistę, który jechał prawie klasycznym góralem, a na wadze na pewno miał jedynkę na początku jeżeli nie dwie )). Wyjście z wody, masakra. Tu apel do organizatorów na przyszłość. Zróbcie wyjście z wody w miejscu startu, naprawdę będzie prościej i dużo bezpieczniej. Efekt mojego pływania – z wody wychodziłem po 20 minutach (chyba jednak była Szwecja). Przedłużeniem mojego dramatu z pływaniem było T1, czyli zdejmowanie pianki. Dobry głos przed startem powiedział: „kazali chipy założyć na piankę’ i ja głupi to zrobiłem. Choć na początku miałem go pod pianką. W T1 okazało się, zakładając chipa na piankę tej cholernej gumy nie zdejmę. Moje T1 to jak casting do programu YOU CAN DANCE i taniec hip-hopa. Skakałem na jednej nodze jak porażony, skok/siad/skok/siad itd….. ładnych kilka razy. Taką kulę sobie uwinąłem z pianki, jak arbuzy w biedronce. Całą nogawkę zrolowałem ((. W końcu się jakimś cudem udało uwolnić nogęz morderczego uścisku kolejnego boa dusiciela. Jaki był tego koszt??? Hm, ponad 4 minuty w T1.


Trasa rowerowa była fajna. Choć tak wg mnie jakby blisko 1 km dłuższa. Mój licznik „skalibrowałem’ na stadionie lekkoatletycznym i odcinku zmierzonym takim kółkiem do pomiaru odległości. Zresztą nie jest to najważniejsze i pewne jest, że wszyscy przejechali taką samą trasę. Jak przed zawodami podpytywałem innych o trasę to zgodnie mówili, że jest szybka i płaska. Może z dwa małe podjazdy. Widać trafiłem z tym pytaniem do tych z pośród 270 zawodników, których w zeszłym roku nie było w Mietkowie. Trasa rzeczywiście miała fajną nawierzchnię może z dwoma dość krótkimi odcinkami. Ale czy była płaska????!!!. Może z 5 km. Ja podjazdów na Majorce nie zaliczyłem, ale w mojej ocenie trasa rowerowa była wymagająca. Na jednym dość długim podjeździe (dokładnie jego końcu), na kasacie miałem tylko jedną wolną zębatkę. Ale może tylko ja i to moje odczucia. Zresztą ja tak mam, że tego co pod górę stracę na zjeździe nie odrobię. Ja technicznie dobry nie jestem i zjazdy to nie mój mocny punkt. Ale tak na marginesie dodam, że na całej trasie rowerowej nikt mnie nie wyprzedził. Wiem, wiem, wszyscy szybsi pewnie wyszli z wody przede mną. Co do dyscypliny zawodników w zakresie draftowania. To uważam, było prawie super. Jakieś małe skupiska się zdarzały ale to mogło być fałszywe odczucie. Chwilami miło było popatrzeć. Niczym na KONA, żar z nieba się leje, a kolarze wężykiem. Jak mi poszedł rower? Miało być lepiej ale w sumie z T2 niecała 1h20′ z tym świniakiem w brzuchu i faktem, że pierwszy raz w tym roku pojechałem rowerem na świeżym powietrzu w środę przed zawodami – to czego oczekiwałem. Średnia na tej trasie ca 35km/h.


Trasa biegowa nie zachwycała (typ: tam i z powrotem). Mogę powiedzieć, że w sumie była wolna. Tylko z 2 km po asfalcie, reszta wałem wokół zalewu. Na początku sporo kałuż i błota, gdzie wybór albo tniesz po wodzie albo zwalniasz i biegniesz gęsiego. Reszta trasy też nie zachwyciła. Źle się biega jak są dwie ścieżki o szerokości 20 cm, a reszta drogi to kępy trawy (prawie łąka). Ci co wyprzedzali w jedną albo drugą stronę musieli zwalniać żeby się mijać. Bieg szarpany . Do tego w połowie trasy zbieg i podbieg z wału (nachylenie 45-60 stopni) po bardzo kamienistym odcinku, którym dzień wcześniej rwała woda. Trudno, taka była i wszyscy mieli tak samo. Co do mojego wyniku na biegu to oceniam bardzo słabo. Świniak i kolka cały czas siedział w brzuchu. Co chciałem przyspieszyć zaczynał wierzgać. Efekt to bieg w 42’44’. Żałośnie wolno. W środę przed zawodami zrobiłem sobie zakładkę: 60 km rower i 16 bieg. Rower średnia była 33km/h, a bieg 4.03/1km. A tu z adrenaliną dyszka tak samo – no comments. Czwartek i piątek było już całkiem lekko.


Niestety, pierwszy start w tym roku i pozostał spory niedosyt. Cóż poradzić. Samopoczucie do bani.

W tym dniu na tyle mnie było stać. Minuty gubiłem po drodze i czas inny być nie mógł. Metody treningowe też może nie najlepsze  ale taki charakter i tyle.


Same zawody tak jak powiedziałem na początku, w sumie bardzo fajne. Dodam, że nawet poczęstunek dla zawodników po zawodach był sycący i całkiem smaczny. Nikt nikogo z żetonów i karteczek nie rozliczał i nikt jedzenia nie wynosił. Jak organizator poprawi miejsce wyjścia z wody, trasę biegową i kilka elementów organizacyjnych to w przyszłości mogą to być jedne z lepszych zawodów w tej części Polski.


Pozdrawiam wszystkich startujących


A w szczególności AT Team

Poprzedni artykułVamos a Barcelona
Następny artykułMedalowy weekend AT Team

Powiązane Artykuły

6 KOMENTARZE

  1. Krzysiek, gratuluje startu, dobrego bo dotarłeś do mety i masz życiówkę, tego się trzymaj:) A czy mogło być lepiej, teoretycznie zawsze może tylko, że w praktyce to już zupełnie inaczej się układa:)

  2. Ciekawa i wyczerpująca relacja. Moim zdaniem trasa rowerowa bardzo ciekawa, z różnorodnymi podjazdami. Szkoda, że stan asfaltu nie pozwala poprowadzić jej dookoła zalewu – wtedy byłoby jeszcze bardziej malowniczo, luźniej (ruch jednostronny) i szybciej (bez nawrotek). Trasa biegowa była w porządku – z lekkimi utrudnieniami terenowymi ale w miarę szeroka i utwardzona. Na pewno na wyniki miała duży wpływ pogoda – patelnia była niesamowita, po raz pierwszy żałowałem że start nie był wcześniej!

  3. Dzięki Artur, choć nie ma czego mi gratulować :). Ja też chciałem pogadać ale jakoś nie trafiliśmy na siebie. Szkoda, widać dalej przed nami. Gratulacje kolejnego startu. Łukasz i Dajmond80 bez tego 'pan’ w końcu jedna tri rodzina i również gratulacje wyników i miejsc. Pogoda istotnie nie była naszym kompanem. Co do swojej dyspozycji w sobotę to powiem tak: Wczoraj zrobiłem trening 90km rower (nie trenażer) na 10 km pętli (tam i z powrotem) i nie łatwej ze średnią 33km/h, a potem lekko 6 km bieg po 4.10/km. Zabrzmi to może butnie albo głupio (buty w tym nie ma) ale dalej uważam, że stać mnie było na czas poniżej 2.16. Wyszło jak wyszło. Biorę to na swój kark

  4. oj tak,upał był okropny, plan trasy pływackiej nieprecyzyjny,ale trasa rowerowa i biegowa,to prawie polski standard. szkoda,że nie miał pan dyspozycji w tą sobotę panie Krzysztofie,bo po wczesniejszym wpisie liczyłem na jakiś rekord,przynajmniej na trasie rowerowej,patrzac na pana wyniki z trenażera.oczywiście Mietków,to nie Poznań I prózno liczyć tutaj na dwupasmowe,mega płaskie odcinki. Sam przyjechałem tutaj pełny sportowej złości po nieudanym Sierakowie,gdzie na ćwiartce celowałem w 2:20,a wyszło 2:30. przed Mietkowem jednak odrobiłem lekcję I wyszło całkiem przyzwoicie 2:22 na mecie i 13 miejsce w open. zawaliłem tradycyjnie pływanie(też na Szwecję płynąłem),a na biegu niemal mnie odcięło,bo czas,1:14:50,który wykręciłem na rowerze licząc ze zmiana na ten upał chyba był za szybki. trasa biegowa może nie była tak wymagająca,bo pierwszy pan Chmura wybiegał na niej 38min,ale na pewno,przynajmniej ja,nie trenowałem za duzo biegania w upałach i to się zemściło. jednak cała impreze uważam za bardzo udaną i na pewno przyjade tutaj powalczyć za rok,jeśli 3 triathlon mietkowski dojdzie do skutku.

  5. Panie Krzysztofie nie docenia Pan 38 stopni jakie nas masakrowały podczas jazdy na rowerze i biegu po wale na otwartym słońcu.Po pływaniu i rowerze byłem przed panem podczas biegu odcięło mi totalnie paliwo 64 minuty na 10,50 km. w pływaniu tez czas jak z kosmosu nie wiem w jakiej grupie byłem ale czas z T 25 minut to tez kosmos. W sprzyjających warunkach czasy byłyby dożo lepsze i jeszcze ten podjazd na którym musiałem redukować pierwszy raz w życiu na mały blat z przodu.

  6. Gratulacje! Szkoda,ze Cie nie moglem zlapac! Widzialem Cie na biegu, ja bylem na 3 Ty na 6km. Fajnie wygladales:) Zawody ciezkie, nawet bardzo i to jest nie tylko moja opinia. Temperatura w sloncu siegala na rowerze i biegu do 37-38st. W wodzie faktycznie bylo troche klopotu ale tym etapem juz dawno przestalem sie przejmowac:) Rower – masz racje Krzysiek, nie bylo prosto, podjazdy tzw. Trzymajace, nie mozna ich bylo brac z rozpedu i duzo wiecej niz dwa:) No i 3 spowalniajace nawroty. Bieg w pelnym sloncu z trzema podbiegami: dwa po niecalym km, trzeci krotszy z bardzo 'brutalnym’ i stromym odcinkiem. Niedogodnoscia bylo to, ze wieksza czesc trasy prowadzila szutrowa sciezka. Ja wystratowalem na zasadzie towarzyskiej, tzn. dla towarzystwa (moje GVT startowalo) Cygan dal sie powiesic:))) Bylem jeszcze zmeczony po Slesinie i mocnych treningach w tygodniu. Ale scigalem sie naprawde, na rowerze nie czulem sie zbyt dobrze ale umarlem na 7km biegu, odcielo na chwile prad:) Pozbieralem sie szybko i nawet ostatnie 500m finiszowalem w niebotycznym tempie 4.05. Czas ogolny 2.44. Zadowolony z czasu nie jestem ale z calej zabawy jak najbardziej. Mnie sprawia ogromna frajde startowanie a to byl juz 4ty start w tym sezonie. Krzysztof! Jeszcze raz gratuluje!!!!!!!!!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,569FaniLubię
997ObserwującyObserwuj
291SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X