Wiek- to nie powód, żeby się zestarzeć.

maratonczycy.com 

                W  wolnych chwilach pomiędzy pracą, domem, rodziną i tzw. ogródkiem, przemierzam dolnośląskie rowerowe trasy, biegam lub czasem gdzieś popluskam w basenie.  Można powiedzieć, że przemijający czas jest przeze mnie prawie nieodczuwalny. Rzekłabym nawet, że odczuwam dotkliwie jego notoryczny brak. Owszem, zauważam tu i ówdzie  skutki jego mijania, jednak  wewnętrznie odnoszę wrażenie, że się nie starzeję, tzn. moja dusza się nie starzeje.

             

                Pewnie dlatego pomimo znikomej ilości czasu lubię doświadczać nie tylko nowych emocji,  lecz również prymitywnej ekscytacji, którą wnosi w moje życie adrenalina sportowa. Jest to ten rodzaj euforii przypisany chyba tylko momentowi przekroczenia mety. Ta magiczna chwila,  kiedy jeszcze nie jest ważne  kto przede mną, a kto jest za mną,  to dla mnie  najfantastyczniejszy czas wszystkich zawodów. Wpadam wówczas na metę potwornie zmęczona i niesamowicie szczęśliwa.  Cieszę się jak dziecko, że udało się dotrzeć do mety! Cieszy mnie fakt ukończenia, to, że po drodze nie stanęłam i dałam radę. Wtedy też wszystko smakuje mi wybornie. Nawet żurek, którego normalnie nie tykam. Tylko w takich momentach staje się on potrawą bogów! Cokolwiek to znaczy, odnoszę wrażenie, że na nowo odkrywam zapomniane smaki, delektując się  chociażby zwykłą herbatą. Wówczas sobie myślę, że warto było zrobić tyle kilometrów, by na nowo docenić powszednie smaki. To jak powrót do dzieciństwa, kiedy radość była autentyczną radością bez żadnych granic, ani też kalkulacji, a ból był za każdym razem zaskoczeniem.

                 

                To co otrzymałam w ostatnich latach to taki prezent – powrót do tego szczęśliwego dzieciństwa.  Nie chcę sobie psuć tej zabawy w sport i w rywalizację. Nie chcę, by chłodna kalkulacja zasłoniła mi radość uczestnictwa w zawodach. Nie chcę również, by mój wiek był zasłoną nie tylko dla moich słabych wyników, ale bym się nim zasłaniała w momencie niepowodzeń.  Dawniej  statystycznie kobieta po pięćdziesiątce to już tylko zajmowała się oknem i monitoringiem osiedlowym. Ale czy teraz też tak musi być? Na przestrzeni ostatnich lat coraz więcej kobiet po 40-tce, 50-tce, 60-tce startuje w zawodach. I to nie są osoby, które uprawiały wcześniej sport. To jest CUDOWNE! Bo wiem, jak kobietom jest ciężko wszystko pogodzić. Nota bene nie słyszałam też Pań narzekających. One po prostu robią swoje na tyle na ile potrafią.

               

                  W przeciwieństwie do Pań podczas różnych zawodów w ostatnim roku wyjątkowo często słyszałam narzekania Panów. Wysłuchiwałam, jak to są starzy i niemający sił, dlatego pozwalają sobie na to, by np. jechać cały czas na kole. Na koniec okazywało się, że jesteśmy w podobnym wieku. W ubiegłym roku również jeden z czołowych felietonistów pisał o „sfrustrowanych amatorach’ oraz  o ścigających  się 40-latkach – matkach zmęczonych życiem i pracą. Czytając te słowa trochę mnie wówczas zamurowało. Zdaję sobie sprawę, że wyrwałam teraz z kontekstu część zdania, ale….czy czytałam kiedyś coś podobnego o zmęczonych życiem i pracą ojcach? Nie. Dlatego też pewnie  wzbudziło to we mnie mój niesmak. Podziwiam wszystkich, którzy pracując, mając domy i rodziny, żyjąc na dwóch lub trzech etatach mają jeszcze siły na odrobinę sportu. Nieważne ile poświęcają na to czasu. Ważne, że to są momenty poświęcone tylko im – oczyszczenie duszy, umysłu i ciała. Magiczny moment!

                 

                   Czasem też wiekiem tłumaczymy nie do końca satysfakcjonujący wynik. Ostatnio brałam udział w zawodach biegowych, w których osoba w mojej kategorii zajęła pierwsze miejsca, a mimo to była niezadowolona, bo uzyskany czas był o 2 minuty słabszy od poprzednich wyników. Konkluzja była jedna. Niestety po 50-tce będzie już tylko wolniej. Ciekawe co mają powiedzieć wiekowo młodsze osoby, które tłumnie wpadały na metę znacznie później?

 

                   Dla mnie ten bieg był wspaniały. Po raz kolejny wpadłam na metę z moim mężem, kilka razy miałam dość, doświadczyłam „drewnianych’ nóg, ale też niesamowitej radości z osiągnięcia mety.  I byłam autentycznie szczęśliwa – ja, a wraz ze mną również mój wiek. I oby to trwało tak do setki!

 

Powiązane Artykuły

10 KOMENTARZE

  1. Sądzę, że każdy z nas poświęca czas na treningi. Mniej lub bardziej się do nich przykłada, mocniej lub słabiej je realizuje, odpuszcza lub realizuje wszystko do ostatniej kropki. Bez względu na nasz czas, jeśli chcemy triathlon traktować poważnie to też poważnie podchodzimy do kwestii treningu. Mam świadomość, że doświadczenie pomaga nam w ocenie naszej kondycji i aktualnych możliwości, cokolwiek byśmy robili: pływanie, rower, czy bieg. Na szczęście jednak nie jesteśmy wstanie wielu sytuacji ocenić, ani też dokładnie przewidzieć naszych wyników, bo to jest wypadkowa wielu czynników. Czasem jesteśmy super przygotowani, wypoczęci, a wynik….cóż, jakby nie z tej bajki. Innym razem będąc potwornie zmęczonym po prostu wszystko wychodzi. Każdy z nas chyba czegoś takiego doświadczył. Po kilku latach powypadkowej absencji w zawodach, widząc jak trudno było mi przywrócić organizm do pewnej równowagi, po prostu cieszę z każdych ukończonych zawodów. Oczywiście, że również marzę o życiówkach i pobijaniu swoich rekordów, lecz to jest dopiero na dalszym miejscu.

  2. Tylko pozazdrościć! Na szczęście nie muszę 🙂 Też mi się udało zdobyć karnet do tego samego klubu.

  3. Faktem jest, że nie sposób zwyciężyć praw przyrody, ale powalczyć można, żeby choć jakąś bitwę wygrać. Obie postawy: pesymistycznej bierności wobec naturalnego, choć niewesołego faktu starzenia, jak i udawanie, że to nie ma miejsca , a nawet przeciwnie – jest coraz lepiej się , się nie sprawdzają. Jak zwykle najlepsze jest coś pośredniego. Człowiek fizycznie słabnie, ale pozytywne nastawienie pomaga sobie ze słabością radzić, a doświadczenie pomaga częściowo ją kompensować. Nie byłam zła, że 2 minuty pobiegłam gorzej – byłam zła, że źle rozegrałam trasę i nie wykorzystałam doświadczenia, a wręcz przeciwnie co skutkowało gorszym wynikiem niż w danej chwili był możliwy 🙂 .

  4. Spoko! Na większą częstotliwość to bym nie liczyła. Chyba, że sama siebie zaskoczę i zrobię się płodną blogerką 😉

  5. Spoko! Na większą częstotliwość to bym nie liczyła. Chyba, że sama siebie zaskoczę i zrobię się płodną blogerką 😉

  6. Ups…. wpadka! Sorry Malgosiu! 🙂 Marcin jak zwykle ma rację, tzn. miażdżyca goni…. Bedziesz czesciej pisać to zapamietam.. 😉

  7. Gratuluje satysfakcji na mecie… choćby dla dacenienia smaku żurku warto było pobiec;) Arek tak się skupił na treningu mięśni, ze pamięć zaczyna szwankować;)) znaczy się forma bedzie:)

  8. W Klubie jestem od ROKU!! Mimo wszystko dziękuje za powitanie 🙂 Zbyt często to ja nie piszę, bo dopiero pozwoliłam sobie tutaj na trzeci tekst. pozdrawiam serdecznie i do spotkania na trasach.

  9. Pewnie, że wiek to nie powód żeby się zestarzeć! Zaryzykuje też stwierdzenie, że po 55 można jeszcze robić życiówki…. Czego sobie i innym starzejącym się inaczej życzę! Witak w klubie Małgorzato 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,994FaniLubię
1,119ObserwującyObserwuj
302SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X