Zabiegaj o pamięć – 11.11.2011

Ja też brałam udział w Biegu Niepodległości 2011. Szczytny cel – ku pamięci wszystkich walczących o wolną Polskę, ale i mój cel – złamać życiówkę.

 

Wyzwanie nie wydawało się spektakularne, w końcu chodziło o mniej niż godzinę. Ambicjonalnie ustawiłam się obok pacemakera na 55 min. Zakładałam pobiec z nim ok. 6-7 km po czym – po wyczerpaniu sił – nieco zwolnić, z czego sumarycznie miała powstać niecała godzina. Plan wydawał się dość realny, chociaż miałam wątpliwości czy wytrzymam to tempo na początku – 5:30 to dla mnie wcale nie jest wolno. O dziwo biegło mi się swobodnie – cały czas ramię w ramię z Panem Zającem na upragnione 55 min.
A Pan Zając miał kolegę. Nazywał się – o czym dowiedziałam się po biegu – Paweł Gąsiewski i zaproponował bycie moim zającem skoro biegnę na życiówkę. Przekonywał, że się uda, więc swobodnie (!) biegłam dalej.
Na 7 km przyszedł kryzys. Kryzysik – bo dystans był krótki. Później nieco przyspieszyliśmy i zaczęła się panika: że nie dam rady, że nie mam siły, że oddech, że kolka. Wiadomo – zawsze się coś znajdzie. Paweł wykonał tu syzyfową pracę wciskając mi, że mój problem to głowa a pobiec poniżej 55 min mogę. I miał rację. Dopingował mnie na końcówce ile się dało, ciągnął, ale kazał biec spokojnie. Nie uwierzył, że 'już nie mogę’. 100 metrów przed metą zamglonymi od zmęczenia oczętami zobaczyłam metę i usłyszałam: '100 metrów, 100 ludzi’. Paweł wystrzelił jak z procy. Nie wiedziałam, że mogę robić takie duże kroki…

Czas – 54:30! Nie wiem jak Pawłowi udało się to, że mi się udało 🙂

Na mecie podziękowania – moje dla Panów Pacemakerów, i gratulacje – od Panów dla mnie. Do teraz nie mogę uwierzyć, że z życzenia jakichś 57-58 min wyszło realne 54:30. Wiem jednak, że czeka mnie dużo pracy, aby tę życiówkę pobić. I to praca głównie nad głową. Siła i wytrzymałość przyjdzie z treningami.

 

Pawle Gąsiewski – nie znam drogi, żeby raz jeszcze podziękować Ci osobiście za spontaniczną pomoc na trasie. Tobie zatem dedykuję dzisiejszą życiówkę.

 

medal BN11

 

http://www.maratonczyk.pl/

Poprzedni artykułBieg Niepodległości 2011
Następny artykułzimno… zimno

Powiązane Artykuły

5 KOMENTARZE

  1. Brawo Ada, ze swoim bólem trzeba rozmawiać. Ja poszedłem na 99% tego co moglem zrobic tego dnia, mocniejszy bieg grozil zawalem serca, bo srednie tetno wyszlo mi prawie 190 (!). Ale zyciowke tez pogonilem na 43:29. Dawaj z nami do Torunia na świetego Mikołaja:)

  2. Gratulacje 🙂 Ja wczoraj też atakowałem życiówkę z planem na 47 minut. Udało się nawet lepiej, bo 46’06’. Coś w biegach masowych jest – też mi się biegło swobodnie przez większość trasy – to pewnie przez ten tłum ludzi, który nie pozwalał odpocząć i ciągle dawał kolejnego 'zająca’ do gonienia. A i zgadzam się z Twoim panem Zającem – problem to głowa. Na mecie nie byłem ujechany, a to znaczy, że do 100% możliwości nieco zabrakło.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

16,039FaniLubię
1,140ObserwującyObserwuj
302SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

10gr08:0018:00MORSMAN Triathlon 2022

Najpopularniejsze

X
X