Żabko, Żabciu, Żabuniu

5

„Dobra jest siła w mięśniach
– lepszy rozum w głowie.
O tej to właśnie prawdzie
niech bajka opowie…’

 

Koło basenu, Z wieczora,

kraulisci wkoło biegały, I na żab(karz)y czuwały

Skoro który wypływał, Kamieniem w łeb obrywał.

Jeden z nich, śmielszej natury, Wystawiwszy łeb do góry, Rzekł: «Chłopcy, przestańcie, bo się źle bawicie!

Dla was to jest igraszką, nam idzie o życie’

 

 

Żaba ujrzała wołu, Co wzrostem sięgał olbrzyma. Mogąc co do wielkości z jajem iść po społu, Zazdrością podniecona, pręży się, nadyma, By dorównać zwierzęciu, męczy się usilnie. «Siostro — mówi — zważaj pilnie: Czy dosyć? Mówże! Czym mu dorównała?» «Nie.» — «A teraz?» — «Bynajmniej.» — «Czym dość już nabrzękła?» «O, jeszcze ci daleko!» I gadzina mała Tak się nadęła, że pękła

 

 

 

U stóp góry żyjąc w bagnie,

Żaba, gdy wiosna rozwija pąkowie –

wyżej się przenieść zapragnie;

znajdzie kącik cienisty w zacisznym parowie,

pod krzaczkiem między trawki wystawi swą daczę,

alić się krótko cieszyła nią Żaba.

Nastało lato, skwar i prysła laba

(Natura miewa okresy wypaczeń),

raj żabi stał się tak dokładnie suchy,

że nóg nie mocząc, łażą po nim muchy.

„Bogowie! – Żaba w norce modli się i wzdycha –

gdy nie chcecie mojej zguby,

zalejcie wodą te wzgórza po czuby

i niech już nigdy odtąd nie wysycha!’

Tak lamentując bez wytchnienia,

przyganiać pocznie Jowiszowi,

że brak mu logiki, sumienia…

„O nierozumna! – Jowisz jej odpowie

(był widać w dobrym humorze) –

jak ci na brednie te kwaknięć nie szkoda!

Przez to, że wyschła w twoim bajorze woda,

mam topić ludzkość? Złaź do błocka, stworze!’

 

 

Pewna żaba

Była słaba

Więc przychodzi do doktora I powiada, że jest chora.

Doktor włożył okulary, Bo już był cokolwiek stary,

Potem ją dokładnie zbadał, No, i wreszcie tak powiada:

‘Pani zanadto się poci,

Niech pani unika wilgoci,

Niech pani się czasem nie kąpie,

Niech pani nie siada przy pompie,

Niech pani deszczu unika,

Niech pani nie pływa w strumykach,

Niech pani wody nie pija,

Niech pani kałuże omija,

Niech pani nie myje sie z rana,

Niech pani, pani kochana,

Na siebie chucha i dmucha,

Bo pani musi być sucha!’

Wraca żaba od doktora,

Myśli sobie: ‘Jestem chora,

A doktora chora słucha,

Mam być sucha – będę sucha!’

Leczyła się żaba, leczyła,

Suszyła się długo, suszyła,

Aż wyschła tak, że po troszku

Została z niej garstka proszku.

A doktor drapie się w ucho:

‘Nie uszło jej to na sucho!’

5 KOMENTARZE

  1. Ryby, żaby i raki Raz wpadły na pomysł taki, Żeby opuścić staw, siąść pod drzewem I zacząć zarabiać śpiewem. No, ale cóż, kiedy ryby Śpiewały tylko na niby, Żaby Na aby-aby, A rak Byle jak. Karp wydął żałośnie skrzele: „Słuchajcie mnie przyjaciele, Mam sposób zupełnie prosty – Zacznijmy budować mosty!” No, ale cóż, kiedy ryby Budowały tylko na niby, Żaby Na aby-aby, A rak Byle jak. Rak tedy rzecze: „Rodacy, Musimy się wziąć do pracy, Mam pomysł zupełnie nowy – Zacznijmy kuć podkowy!” No, ale cóż, kiedy ryby Kuły tylko na niby, Żaby Na aby-aby, A rak Byle jak. Odezwie się więc ropucha: „Straszna u nas posucha, Coś zróbmy, coś zaróbmy, Trochę żywności kupmy! Jest sposób, ja wam mówię, Zacznijmy szyć obuwie!” No, ale cóż, kiedy ryby Szyły tylko na niby, Żaby Na aby-aby, A rak Byle jak. Lin wreszcie tak powiada: „Czeka nas tu zagłada, Opuściliśmy staw przeciw prawu – Musimy wrócić do stawu”. I poszły. Lecz na ich szkodę Ludzie spuścili wodę. Ryby w płacz, reszta też, lecz czy łzami Zapełni się staw? Zważcie sami, Zwłaszcza że przecież ryby Płakały tylko na niby, Żaby Na aby-aby, A rak Byle jak. 🙂 Jan Brzechwa

  2. (…….) I szepce mu ‘mój mały książę Jeżeli kiedyś zajdę w ciążę Potomstwo mieć to w zyciu najważniejsza rzecz Urodzę Tobie Piotro- żabki Tak troche z Piotrka, trochę z żabki Tak jedna tę,druga tę, pół na pół’…. Tak w życiu bywa, żabę kocha jeż

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here