Zmęczona, ale szczęśliwa

10 sierpnia jadąc z mężem do Gdyni (mamy blisko) miałam różne myśli w głowie, ale z drugiej strony wiedziałam, że na pewne rzeczy nie mamy wpływu i co ma być to będzie, a startu się obawiałam – chociaż to nie był mój pierwszy raz; po zaparkowaniu samochodu przemieściliśmy się do strefy zmian, a potem już na plażę czekając na start; wystrzał z armaty i zaczęła się kolejna przygoda:) – startuję bez zegarka, nie żebym zapomniała, wolę być w 'czasowej nieświadomości’ więc nie wiedziałam z jakim czasem wyszłam z wody, a płyneło mi się tak sobie, ale słysząc głos Pana Łukasza, że kolejna kobieta wysoko wychodzi z wody – to pomyślałam, że musi być ok, ale wiedziałam też, że na rowerze wszyscy zaraz zaczną mnie wyprzedzać i tak się stało:); pedałując i obserwując kolejnych zawodników, którzy mnie mijali , czekałam kiedy dopadnie mnie mąż, ok 30 km słyszę motywacyjne słowa męża, który mnie również wyprzedził i pojechał dalej, niestety nie lubię roweru i tylko czekałam kiedy będzie koniec, po ok 3 godz i 40 minutach wpadłam do strefy zmian i powoli krok za krokiem zaczęłam pierwsze okrążenie – niestety kryzys fizyczny i psychiczny dopadł mnie na pierwszych dwóch km, ale wiedziałam, że nie mogę teraz przestać i z km na km będzie lepiej i tak sie też stało; na trzeciej pętli  na zegarze przy zakręcie na Świętojańskiej zobaczyłam 13 40 szybko policzyłam i stwierdziłam, że jak nic się nie stanie mogę zrobić życiówkę, a motywujące też było to, że wymijałam kolejnych zawodników( nieważne czy mieli przed sobą pierwsze czy ostatnie okrążenie było to motywujące) i tak na ostatni okrążeniu na zbiegu wymijałam kolejne osoby i tak dobiegłam do Pana Artura, który mocno dopingował chyba swoją podopieczną i tutaj chciałam mu podziękowąć za miłe słowo i chęć udostępnienia mi wody- jeszcze raz dziękuję; wbiegając na zielony dywan zobaczyłam na zegarze, że już napewno mam życiówkę i tak szczęśliwa wpadłam na metę HTG 2014, gdzie czakał na mnie mąż również z nową życiówką oraz tato z bratem; kolejny start 7 września Malbork pod dużym znakiem zapytania, ale wiem, to czy podejmę wyzwanie w Malborku czy nie mogę stwierdzić, że sezon zakończę spełniona i kolejny przed nami. 

PS Gratulację dla Bartka i Leszka

Poprzedni artykułZrobiłem to!
Następny artykułFajnie się zapowiadało, a tu kontuzyjka

Powiązane Artykuły

8 KOMENTARZE

  1. Cholera, tak to jest jak człowiek wstaje nad ranem na pływalnie a potem nieprzytomny bierze się do pisania…! Oczywiście ten komentarz poniżej miał być skierowany do Lidii (skopiuję i prześle :-)). A teraz już właściwy do Białej. Gratuluję ukończenia i życiówki! Powodzenia w Malborku! :-)))

  2. Lidia, czasami nie byłaś w w klasztorze Shaolin? A teraz chcesz zrobić wejście smoka? 🙂 IM….proszę bardzo! Zazdroszczę ale tak pozytywnie… 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,618FaniLubię
1,009ObserwującyObserwuj
293SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X