Badania i sposób na pływanie w czasach pandemii. Ironman dla zuchwałych #2

6

Treningi 5 razy w tygodniu, póki co tylko basen i bieganie, tempo niskie, obciążenie także – tak to wygląda na papierze, na którym wydrukowałem plan przygotowania do zawodów Ironman. Zapraszam na drugi felieton z cyklu “Ironman dla zuchwałych”, o czym pisałem tutaj.

Pomimo niskiej intensywności, zaczynam odczuwać kumulujący się wysiłek. Nie przekraczam granicy i bardzo uważnie obserwuję, czy na horyzoncie nie pojawiają się choćby niewinne wyglądające oznaki przetrenowania. To dla mnie wyjątkowo istotne, ponieważ znam swoje zapędy do przesuwania granic, a nierzadko i balansowania na już przesuniętych. Bywa oczywiście, że ta linia jest tak cienka, że się na niej nie mieszczę i spadam. Mimo wszystko nie uważam tego za jakąś ułomność, wręcz przeciwnie. Wtedy, kiedy koszt bywa niewspółmiernie wysoki, przypominam sobie często spotykane w biznesie powiedzenie, że jeżeli ktoś Ci mówi, że coś jest niemożliwe, to trzeba to zlecić takiemu, który o tym nie wie… na pewno to zrobi. Tak, czasem boli bardziej, ale uważam, że warto i chcę podejmować takie ryzyko.

W pierwszej części felietonu wspominałem, że w związku z zamknięciem basenów z uwagi na COVID, będzie trzeba się wykazać kreatywnością i jakoś z tej sytuacji wybrnąć. W pierwszym odruchu kupiłem gumy do treningów pływackich „na  sucho”, które faktycznie uważam za dobre uzupełnienie treningów – no właśnie; uzupełnienie. Na szczęście dość szybko środowisko pływaków przemówiło do rozsądku Ministerstwa Sportu i ukazały się wytyczne, na podstawie których w niektórych przypadkach korzystanie z basenów będzie możliwe. Na niektórych basenach namawiano mnie do tego, abym zapisał się do jakiejś grupy pływackiej bądź nawet klubu tylko po to, aby po uiszczeniu składek członkowskich móc korzystać z pływalni. Wybrałem inną drogę.

Wytyczne wydane przez MS rozumiem jako takie, które dają możliwość korzystania z basenów każdemu, kto uczestniczy we współzawodnictwie sportowym, bez konieczności członkostwa w jakimkolwiek klubie. Złożyłem więc stosowny wniosek do 6 różnych pływalni w promieniu 30 km od mojego miejsca zamieszkania, umotywowałem go zaplanowanym udziałem w kilku imprezach sportowych w 2021 roku, okazałem wpisy na listy uczestników tych zawodów i… bang! Na szczęście jeden z dyrektorów obiektu sportowego zrozumiał wytyczne ministerstwa tak jak ja i mogę swobodnie korzystać z pływalni.

Treningi pływackie są dość urozmaicone, na basenie spokój i można w naprawdę komfortowych warunkach trenować. Biegam póki co najczęściej na bieżni, czasem staram się w terenie. Zakładam, że od 4 tygodnia co najmniej jeden trening biegowy będę przeprowadzał na świeżym powietrzu. No właśnie, słowo „świeżym” w rozpoczynającym się sezonie grzewczym tłumaczy wszystko. Coraz więcej ludzi świadomie segreguje śmieci, szkoda tylko, że przez cały czas tak wielu segreguje je tylko na palne i niepalne.

Zwracam bardzo dużą uwagę na dietę i podpisuje się pod stwierdzeniem, że dieta to czwarta dyscyplina triathlonu – tym bardziej, że jestem weganinem, dzięki czemu, jak sądzę, szybciej się regeneruję, ale z drugiej strony wymaga to szczególnej uwagi w połączeniu ze sportem wytrzymałościowym. Byle zdążyć z posiłkiem składającym się z właściwych proporcji składników pokarmowych o właściwej gęstości odżywczej, zanim zamknie się okno anaboliczne.

Medytacja, odpowiednia długość fazy REM podczas snu i superkompensacja – wydaje mi się, że dbam o wszystkie istotne składowe wzorowej regeneracji. Dużo na te i podobne tematy czytałem i jak zawsze pojawia się wiele sprzecznych informacji. Niektórzy twierdzą np., że okno anaboliczne nie istnieje.

Wykonałem też szereg badań diagnostycznych, aby sprawdzić czy w moim silniku niczego nie brakuje i ku zmartwieniu zagorzałych przeciwników diet wegańskich jednoznacznie wskazuje, że wyniki badań są perfekt! Poza tym dzięki uprzejmości Centrum Badań Diagnostycznych SPORTSLAB z Warszawy, gdzie wykonałem profesjonalne badania wydolnościowe, jestem mądrzejszy o wiedzę na temat mojej aktualnej wydolności tlenowej, tętna maksymalnego, a także poznałem moje progi metaboliczne.

W jakim celu? Aby zoptymalizować niektóre elementy treningu, a przez to zwiększyć prawdopodobieństwo osiągnięcia celu, jaki sobie postawiłem. Badanie powtórzę za kilka miesięcy, żeby sprawdzić, czy biegnę we właściwym kierunku. Usłyszałem też, że powinienem zgubić 5 kg czystego tłuszczu. Badanie obnażyło, że dźwigam 18% tkanki tłuszczowej.

Kiedy próbowałem wcześniej samodzielnie wyznaczyć HRmax przy użyciu kilku najpopularniejszych sposobów i urządzeń, otrzymywałem wynik w okolicach 180. Badanie pokazało, że moje serce przy maksymalnym wysiłku bije z szybkością 194 uderzeń na minutę. To zbyt duża różnica, aby ją zlekceważyć. Wynika z tego, że dotychczas trenowałem trochę na oślep.

Ostatnia rzecz, jaką chciałbym się z Wami dzisiaj podzielić, to powracające jak bumerang pytanie: skąd wziąć na to wszystko czas? Jedno jest pewne – moje zasoby czasowe są ograniczone nie mniej niż innego przeciętnego człowieka. Nie wiem, jak robią to inni, ale postawiłem na optymalizację. Właściwie całkowicie zrezygnowałem z oglądania telewizji, niemal do zera ograniczyłem bezcelowe grzebanie w internecie i scrolling. Podczas treningów, a także w samochodzie, gdzie spędzam w skali miesiąca sporą ilość czasu, zamiast muzyki słucham audiobooków – nauczyłem się słuchać ich z prędkością x2,5 dzięki czemu średnio w miesiącu „czytam” w ten sposób kilka książek. Poza tym dzięki nauce szybkiego czytania, także książki, artykuły, poradniki, itd. w formie tradycyjnej czytam ok. 2 razy szybciej niż przeciętna osoba i to wcale nie jest jakiś niezwykły wyczyn.

Jestem przekonany, że niemal każdy, przy szczerym podejściu do tego, jak aktualnie gospodaruje swoim czasem, w połączeniu z wyjściem ze strefy komfortu, wygospodaruje odpowiednią ilość czasu na uprawianie swojej pasji. Absolutnie nie mam tutaj na myśli poświecenia czasu, który powinniśmy spędzać z najbliższymi. Trzeba nauczyć się dokonywać właściwych wyborów, dzięki czemu można wykorzystać czas inaczej niż na powszechne “zjadacze czasu”.

Żeby nie było tak słodko, wspomnę tylko krótko, że kilka dni temu podczas mojej nocnej wędrówki do łazienki, potknąłem się na schodach i…no jasne – skręciłem nogę w kolanie. Cały czas jest pod wrażeniem tego, co było dalej, ale ten temat pozwolę sobie rozwinąć w kolejnym felietonie.

6 KOMENTARZE

  1. Dzień dobry wszystkim, pozwole sobie w kilku zdaniach dodac cos od siebie. Jak “krajowy malborkowy” Ironman ( chyba nie mam prawa używać tego okreslenia 😉 ) polecam stopniowanie wysiłku/dystansów choćby ze względu na poznanie siebie. Moja historia jest dość prozaiczna. Ponad 115 kg klocek który zakończył karierę piłkarskiego amatora, całe życie związany ze sportem wymyślił sobie ze zacznie biegać aby zeszczupleć ( optymalna;na waga przy 184 kg 85 kg kiedy toi było 🙂 ). Więc zaczął do tego stopnia ze ukończył w Lodzi na 40 urodziny maraton. Naturalnie po drodze zaczeło się od 5, 10 , połówek i innych dystansów. Jednak udział w maratonie strasznie mnie zmęczył psychicznie i wynudził. “Pech” chciał ze kilka dni później “nadziałem się ” w TV na relacje z IM na Hawaiach, pecha polegający na tym ze nie potrafiłem pływać a zapisałem się na zawody e Brodnicy :D. Pierwsze trzy sezony nie dość że jeden z ostatnich na każdych zawodach to większość pływania zabka “dyrektorską”, dopiero polówkę przepłynąłem kraulem….ale do brzegu 5 sezon w mojej ocenie i fachowców z którymi rozmawiałem to pierwszy bezpieczny termin na podjęcie próby na długim dystansie. Dwie rady: systematyczny trening i nie oznacza to 14 treningów w tygodniu po 2 godziny dziennie. Niestety mogłem trenować tylko rano od 5 do 6 a basen zima od 6 do 7 potem pociąg i do pracy, rada druga przed IM koniecznie zrobić próbę odżywiania, mnie jej brak kosztował co najmniej godzinę straty na rowerze i podczas biegania ( skurcze żołądka od 30 km na rowerze do 20 km na trasie biegowej). Życzę wszystkim wytrwalosci (bedzie kryzysów wiele) i zdrowia. Pozdrawiam :).

  2. No to prawda. Ja mam dwa starty na 1/8 z czasem 1h15m i dwa starty na 1/4 z czasem 2h39m. Powiem szczerze że już teraz obawiam się 1/2. O pełnym dystansie na razie nawet nie marzę bo jestem realistą. Maraton 3h29m, Półmaraton 1h31m. 10k 40m. Trenuję bieganie od 5 lat. Triatlon on 3h. Jeszcze nie porwałem się na połówkę nawet. Ciągle czuję, że jeszcze nie jestem na poziomie. Szczególnie pływanie.

  3. Rozczaruje Cię :)…nigdy nie robiłem 1/4 a tym bardziej 1/2. Były 1/8 których celem było ukończenie, nie mam pojęcia z jakim czasem.Zaczynam od zera.

  4. Hej Tomku, powodzenia! z czystej ciekawości: jakie masz czasy na 1/8, 1/4 i 1/2, bo rozumiem, że zabierając się za pełny dystans te pośrednie już nie raz robiłeś.

  5. Hej….Mam to juz za sobą wiec pozwolę sobie na pare uwag. Tak jak pisal Łukasz poprzednio…..POKORA. Ja zabrałem sie za Ironmana po 6 latach biegania i kilkunastu maratonach…..ale Triathlon to zupełnie inna bajka. Kondycja to podstawa ale taktyka i znajomość swojego organizmu to drugie 50% sukcesu. a to doświadczenie możesz zdobyć tylko w startach na krótszych dystansach. No chyba ze chcesz tylko ukończyć a nie walczyc o wynik a to oznacza ze ostatnie 20-30km po prostu przejdziesz. Pamiętaj to 12-14 godzin wysiłku i tego nie sa sie oszukać. NIE MA DROGI na skóty. Musisz znac swoje możliwości, przećwiczyć jedzenie i picie. Trzymam kciuki…bo usłyszeć na mecie ” You are an Ironman” bezcenne. Ale pamiętaj…….pokora, respekt i właściwa ocena swoich możliwości:):). Obecnie przygotowuje sie do Maratonu des Sables w Maroku jako następne wyzwanie czego i tobie życzę. Trzymaj sie….i oby kontuzje cie omijały!!!! Długa droga przed tobą….ale na końcu nagroda zaiste zacna:))

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here