Nowotwór, Ironman, góry. Po co to wszystko?

4
fot. Michał Złotowski
fot. Michał Złotowski
Nazywam się Krzysiek Danków. Dwa lata temu zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy jądra. Życie stanęło mi na głowie. Widzę ciemność… jak to, ja i rak? Nie mogłem w to uwierzyć, przecież mam zaledwie 39 lat, małe dzieci, żonę, plany zawodowe, ambicje sportowe, a tu może trzeba będzie się z tym pożegnać. To właśnie była przełomowa myśl.
Obierasz wszystko jak cebulę, w efekcie czego stoisz sam i przestajesz się okłamywać. Uświadamiasz sobie, że możesz umrzeć. Dotykasz dna. Masz dwa wyjścia: poddać się lub walczyć. Wybrałem trudniejszą drogę. Chcę żyć i z całych sił będę walczył. To dało mi olbrzymiego kopa do działania. Dodatkowo miałem mega wsparcie od żony i moich synów. Czułem się jak na zawodach – muszę zrealizować założony cel, a oni są moimi najwierniejszymi kibicami, którzy napędzają mnie do działania i walki.

Badaj się! Z rakiem można wygrać

W ciągu tygodnia potwierdziłem dodatkowo diagnozę u 3 niezależnych specjalistów. Za każdym razem słyszałem: “rak jądra”. Wiedziałem, że przy tym nowotworze należy działać szybko, bo każdy dzień zwłoki to możliwość przerzutów. Dwa tygodnie po diagnozie byłem już na onkologii. Usunięto mi jedno jądro i to mnie uratowało przed dalszym rozprzestrzenianiem się choroby. Tutaj najważniejszy jest czas, a mamy go jeżeli regularnie się badamy.

Masz JAJA? Idź na BADANIA!

Po wygranej z chorobą postanowiłem przewartościować swoje życie. Zaczął się czas na realizację marzeń. Dokładnie tak, marzeń, które tak głęboko ukryłem i ciągle odkładałem na kiedyś. Postanowiłem to zmienić! W związku z tym po 8 miesiącach, kiedy opuściłem onkologię, wbiegałem w Bydgoszczy na metę Ironmana (3,8km pływania, 180km rowerem i 42km biegu), trzymając moich synów za ręce. Coś wspaniałego.
Skutkiem tej przemiany było ukończenie kolejnych triathlonów na pełnym dystansie Ironmana. Jednym z nich był Diablak, czyli górska odmiana IM. To na nim zakochałem się do szaleństwa w górach. Czułem, że pcha mnie do czegoś nowego i wtedy usłyszałem o Koronie Gór Polski. Wkrótce poznałem Agnieszkę Korpal, która mnie zainspirowała przebiegnięciem całej Korony. Kupiłem ten pomysł w ciemno. Podzieliłem się swoim pomysłem z Tomkiem Łopianiakiem, a nie jest to byle kto. Ten facet biega maratony poniżej 2:50, jest triathlonistą i ma kilka biegów wieloetapowych oraz ultra na koncie np. Bieg Rzeźnika z ekstra częścią Hardcore czyli 100 km po górach. Posłuchał co mam do powiedzenia i powiedział: To jest do zrobienia. Biegnę z Tobą.

Korona Gór Polski to 28 szczytów w każdym paśmie. Finalnie to blisko 200 km biegu z przewyższeniem ponad 11 000 metrów. Dodatkowo przed nami droga samochodowa od podnóża jednej gór do podnóża kolejnej o długości 2 000 km. Będziemy przemieszczać się bez pomocy innych osób naszym JAJOBUSEM, który w tym czasie będzie dodatkowo naszą kuchnią i sypialnią. Zaczynamy 03.06.2019 u podnóża Łysicy. Start godz. 00:00 Kolejna jest Tarnica i tak po kolei w stronę zachodniej granicy z finałem na Śnieżce.
W celu śledzenia całego procesu przygotowań logistycznych, treningów, informacji o profilaktyce oraz relacji z biegu głównego założyliśmy fanpage: Biegowa Korona Gór Polski na lajcie.
Po co to nasze bieganie? Chcemy nim zwrócić uwagę na profilaktykę badań mężczyzn “MASZ jaja? Idź na BADANIA!” Po moich doświadczeniach nowotworowych chcę zaoszczędzić mega dużego dyskomfortu Tobie i Twoim najbliższym. Regularna profilaktyka badań zwiększa Twoje szanse na zdrowie. Chcę, żeby mężczyźni żyli długo w zdrowiu, a ich dzieci miały ojców, a kobiety swoich “misiaczków”.
W ramach inicjatywy promującej akcję: Masz JAJA, idź na BADANIA” jadę na Litwę, żeby tam 30.08.2019 pokonać dystans podwójnego Ironmana. Natomiast rok 2020 to nowe wyzwanie, polegające na pokonaniu 5 dystansów Ironmana dzień po dniu każdy. To będzie impreza otwarta, na której będzie można posmakować triathlonu lub pokonać dystans Ironmana na raty. Więcej szczegółów we właściwym czasie.

4 KOMENTARZE

  1. To bardzo ważny wpis! I symptomatyczny – dla walki z doświadczeniem choroby nowotworowej. Sam byłem w niemal identycznej sytuacji. Triathlon był tą szansą, poza wsparciem bliskich, żeby się w sobie i swoich lękach nie utopić. Triathlon porządkuje głowę. Co prawda w ekstremalny sposób i pewnie nie dla każdego dostępny albo nawet odpowiedni, ale to sposób bardzo skuteczny, by nie mieć czasu na obniżony nastrój, lęki i demony, które rak w sobie zostawia długo po ostatnim cyklu chemii.
    Gratuluję i trzymam kciuki!

  2. Dziękuję ? Muszę przyznać Łukasz, że po rozmowie z Tobą zawitały we mnie pewne wątpliwości zwiazane z 5*IM day by day czy to faktycznie już na to czas. Wiem, że to zrobię ale czy w 2020 to pozostawiam jeszcze rozwadze.

  3. Gratuluję walki Krzysiek i determinacji, pomysłu na walkę o profilaktykę antynowotworową. Trzymam kciuki za twoje wyzwania. Rozmawialismy juz przez telefon, więc moje zdanie na temat niektórych wyzwań znasz. Rób wszystko z głową, powoli, nie spiesz się. Czasu na prowadzenie misji uświadamiania ludzi masz dużo 😉 w końcu wygrałeś z tych cholerstwem, więc teraz tylko z górki, mimo, że czasami na trasie ultramaratonów jest pod górkę 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here