Bloger Roku! Głosowałeś? Sprawdź, co się zmienia

23
8

Już tylko niespełna 3 tygodnie zostały do naszej Gali Lotto Night of the Year, podsumowującej mijający sezon triathlonowy. Przypominamy, że trwa plebiscyt na „Blogera Roku”, w którym możecie głosować do 10 listopada. Najbardziej aktywnych i poczytnych blogerów AT zapraszamy na coroczną konferencję Akademii, podsumowującą sezon triathlonowy w Polsce. Każdy z wyróżnionych otrzymał od nas zaproszenie na galę „LOTTO Night of the Year”, podczas której spotkamy się z Lotharem Lederem – wybitnym triathlonistą, który wygrywał na Hawajach oraz zdobywał Mistrzostwo Europy. Poza tym, jak już mogliście przeczytać w artykule zapowiadającym konferencję, czeka nas zabawa do białego rana przy dobrym jedzeniu i muzyce. Wytypowaliśmy 11 blogerów nominowanych do nagrody „Bloger Roku 2014″. O tym kto nim zostanie, zadecydujecie Wy- czytelnicy. Głosowanie jest anonimowe i trwa już od kilku tygodni, ale żeby zasiać ziarenko niepewności i tajemnicy, ukryliśmy właśnie dotychczasowe wyniki. Można głosować tylko na jedną osobę i tylko raz, a pierwsza trójka w głosowaniu internautów otrzyma od nas nagrody. Bloger Roku będzie miał dodatkowo prawo pisania felietonów na głównej stronie Akademii do końca grudnia, czyli, jak to się mówi w dziennikarskim żargonie, będzie na „jedynce”, niczym na okładce najbardziej poczytnych tygodników. Mam nadzieję, że 15 listopada spędzimy miło czas. Oczywiście wszystkich czytelników, pasjonatów triathlonu zapraszamy na naszą Galę. O szczegółach przeczytacie w artykule:

 

„LOTTO Night of the Year” – 15 listopada.

 

Chcąc Wam nieco przypomnieć sylwetki nominowanych wybrałem fragmenty ich tekstów. Jeszcze raz dziękuję za obecność na Akademii, energię i motywacje jaką dajecie Redakcji i czytelnikom. Zapraszam do zabawy i lektury, bo niektóre teksty są naprawdę – jak to mówią Amerykanie – sophisticated! Przeczytajcie uważnie owe skróty, bo naprawdę warto! 

 

Kolejność alfabetyczna! Głosowanie poniżej – potrwa do północy 10 listopada, a o tym kto zajął pierwsze trzy miejsca dowiecie się dopiero podczas Gali. Zapraszamy!

 

Bogna B. 


bogna

Mój pierwszy raz

 

Miniony weekend. Ja i ONA.

Rzut oka na nią – jaka chuda!
Podeszłam bliżej, dotknęłam – miękka, miejscami gładka.
Po chwili zaczęła mnie oplatać, coraz wyżej i wyżej – robi mi się ciepło.
W końcu owinęła mnie w całości – przyssała się do mnie, ciasno.
Zaczęłam powoli się ruszać – jest dobrze, nie wpija się w moje ciało.
Oddech – lekko utrudniony.
Ale już wiem, że będziesz moją wodną towarzyszką,
tylko muszę Cię wymienić na damski model – PIANKO! 

 

2/3 TRI

 

Witam zakręconych wokół TRI. „Co chłopaki słychać w wielkim świecie? A co gazet nie czytasz?” (Chłopaki nie płaczą). Fakt, na gazety brakuje mi czasu, o książkach nie wspominając, ale zawsze znajdę trochę czasu na czytanie AT.  I już wiem, co słychać w wielkim świecie, świecie triathlonu. Czytam blogi i widzę, co robią nie tylko chłopaki, ale i dziewczyny – trenują 🙂 dużo trenują. I jak sobie to wszystko czytam, to dochodzę do wniosku, że ja chyba te parę miesięcy temu byłam niespełna rozumu, że zdecydowałam się na to całe TRI. Ale trwam w nim nadal. Choć niejednokrotnie były chwile zwątpienia, że nie dam rady, że po co się tak męczyć,  to ciągnę ten wóz trzech dyscyplin dalej.

______________________________________________________________________________________________

 

Arkadiusz Cichecki


cichecki

 

Radków z perspektywy kibica oraz historia jednego pojedynku

 

(…)Długi weekend postanowiliśmy wykorzystać maksymalnie! Wyprawę w okolice Radkowa określiłbym jako turystyczno-treningowo-,,kibicową”. Turystycznie udało się zaliczyć min. ,,miasto skalne” w Czechach (bajka!). Treningowo trzy mocne jednostki w tym zakładka 75/15, m.in. trasą triathlonu (bolało!). I najistotniejsza sprawa – uczestnictwo w zawodach, ale w roli kibiców. Nie ukrywam, że miałem ogromna ochotę startować, nawet byłem już na stronie w celu rejestracji! Jednak coś, może jakaś resztka rozsądku, mówiło ,,odpuść”. Przyczyny prozaiczne – brak odpowiedniego ,,ujeżdżenia” roweru czasowego, który sam w sobie był już w tym terenie niebezpiecznym środkiem lokomocji. Druga, też istotna sprawa, że zawody, jeżeli w ogóle, miały być traktowane w charakterze ciężkiego treningu. Tutaj od razu pojawił się ogromny znak zapytania! Czy ja potrafię tak podejść do zawodów? Czy w pewnym momencie nie ,,odpali” mi gen pitbulla i nie poniesie ułańska fantazja…?! Słuszność decyzji potwierdził incydent na treningu piątkowym. Jechaliśmy w kierunku Łężyc, kiepska nawierzchnia, śliska po deszczu i w dodatku z górki… a ja nagle zapragnąłem liderować! Znacznie przyśpieszyłem, na liczniku coś pod 50/km, a tu nagle kierownica wpada mi w wibracje! Mazi jadący z tyłu, jak później opowiadał, myślał, że się popisuje! A ja autentycznie walczyłem o życie! W pierwszej chwili myślałem, że może na jakieś dziurze skrzywiło mi się koło! Z trudem, resztkami sił utrzymuje szalejącą kierownicę, która zachowuje się, jakby wpadła w jakiś rezonans! Już wyobraźnia malowała mi obrazy z martwą naturą, gdzie jestem na pierwszym planie, już widziałem się cały w gipsie, wydawało się, że ta chwila trwa i trwa… w końcu z olbrzymim trudem, hamując pulsacyjnie udało opanować się to rozjuszone bydle! Pełne pory! I refleksja, że Pan Bócek jeszcze nade mną czuwa, tylko dlaczego popycha!?”


Terapeuta wskazany…

 

Kiedy czytam niektóre wpisy i ,,wejrzę” w siebie samego, zastanawiam się, czy AT oprócz naszych ekspertów nie powinna pomyśleć o jakimś psychologu albo psychiatrze. Podchodząc do Naszego ,,zboczenia” z dużym dystansem, sami nazywamy się zarażonymi wirusem TRI, TRI-maniakiemi …co niektórzy nawet WaTriat-ami albo w inny niekonwencjonalny sposób. Pisząc te słowa publicznie zastanawiam się, czy nie jestem już uzależniony na całego!? Jednym słowem – triathlonholik! A pewnie jest Nas więcej! Dlatego wniosek o terapeutę i kurację zbiorową… 🙂 Jak to sobie wyobrażam? Tradycyjnie – zbierają się wszyscy uzależnieni pod opieką fachowca i zaczynają się wyznania, przykładowo:

,, Tak, odkryłem brutalna prawdę, którą ukrywam już od dłuższego czasu. Ukrywam przed samym sobą i bliskimi – jestem triathlonholikiem. Dzień w pracy rozpoczynam od wertowania strony AT. W każdej wolnej chwili wykonuje szereg dziwnych i podejrzanych czynności, włącznie z katowaniem się w wodzie, na rowerze tudzież w inny wyrafinowany sposób! Rowery czasowe, pianki i różne nowe gadżety oglądam z niepohamowanym, obfitym ślinotokiem. Często wypisuje dziwne rzeczy na blogu w celu szukania akceptacji innych, dotkniętych tym specyficznym syndromem – nawiedzonych! Niestety okazuje się, że w tym matriksie nie jestem sam! Biada mi! Jak żyć – pytam się, jak żyć?!”

_______________________________________________________________________________________________________

 

Daśka


daska


Witajcie Tri – człowieki. Dawno nie pisałam, a to za sprawą tego, że w sumie nie mam o czym. Nie mogę napisać jak Wy, że wystartowałam w maratonie, że jestem na obozie, że dzielnie trenuję… Niestety walka z kolanem nadal trwa i niestety muszę przyznać, że jestem o krok od poddania się. Obawiam się, że triathlonisty to raczej ze mnie już nie będzie. Sądząc po tym, co dzieje się teraz, ile się ciągnie walka z kolanem, cóż… brak mi już nadziei. Przerobiłam już chyba większość możliwości i chyba zaczyna mi brakować pomysłów. Jedyne co pozytywne to, że mogę pływać. Oczywiście muszę trzymać się na wodzy, bo Daśka to by od razu chciała kilometry przepływać, jak to głupia Daśka. 
(…)
Zajmuję się wszystkim innym, aby tylko nie myśleć. Niestety chusteczki się skończyły. Jak na dzisiaj to obawiam się, że nie będzie mi dane wystartować w TRI. Kto wie, może dzisiaj 1 kwietnia i kolano robi sobie żarty, ale co jak co… bardzo głupie żarty. Na razie trwam w czasie i uczę się dobrze pływać, co jest moją absolutnie najsłabszą stroną. Za Was wszystkich trzymam kciuki, czytam wszystko, nie zawsze komentuje, ale czytam i jestem z Was dumna. Serio, serio…


Poznań już zaraz 


Witajcie Kochani Tri-wariaci! Zamierzam dojechać w piątek na 19.00 do Poznania i będę z Wami do końca niedzieli. Jako, że akredytacja prasowa już załatwiona, to będę wraz z aparatem śledzić Was i nie odstąpię na krok sesese. Ale tak serio – zdjęć Wam nie zabraknie, no chyba, że jakieś demony dorwą mój aparat i uniemożliwią mi strzelanie kolejnych klatek! W kilka dni po zawodach zdjęcia będą oczywiście do wglądu i mam nadzieję, że uda mi się Was wszystkich znaleźć. I tu moja prośba. Kto z Was będzie i z jakim numerem startowym?? Może warto się spotkać i zrobic kilka wspólnych zdjęć?? Co wy na to?? Jakies propozycje??

________________________________________________________________________________________________

 

Krzysztof Górecki


grecki

Triathlon od początku 

 

Postanowiłem opisać/pisać o triathlonie, o swoim początku, wzlotach i upadkach. Jednym słowem o wszyskim. Możliwe, że moja historia jest taka, jakich wiele już było, a być może inna? Ocena należy do Was. Cel pisania? Dowiedzieć się jak najwięcej o triathlonie, o wszystkim co jest z nim związane. Nie wiem jak będzie z tym pisaniem, ponieważ czasu jest mało. Praca/dom/praca. Trening, jaki by nie był, jest ważniejszy od pisania. Postaram się nie pisać o wszystkim naraz. Czy się uda? Zobaczymy. Dzisiaj napiszę trochę o sobie. Taki wieczorek zapoznawczy. A więc do rzeczy. Mieszkam w bardzo małej miejscowośći, a w zasadzie w lesie 🙂 Dąbrowa k/Twardogóry, dolnośląskie. Wiek 43 lata, stan cywilny: wolny, dwójka wspaniałych dzieci 11 i 13 lat. Najważniejsze w życiu: dzieci… długo nic, potem obowiązki i zainteresowania: sport/gotowanie, wzrost 185 cm, waga 77 kg. Nie zawsze tak było, oj nie. Sport w moim życiu w obecnym wydaniu pojawił się w wieku 40 lat po 25 latach rozłąki. Ważyłem prawie 104 kg, pomimo jakiejś tam aktywnośći fizycznej. Poprostu postanowiłem zacząć spełniać swoje marzenia o bieganiu, o maratonie i o triathlonie.

(…)

Drafting – kamerki. Kto jest za, kto przeciw?

 

Ja bym poszedł dalej – kamerka na motocykl i widać jak na dłoni, co jest grane. Można zgrać, można ocenić na spokojnie przy zielonym stoliku i ukarać tych właściwych, recydywistów. Można. Można na liście wyników dopisać kary minut lub dyskwalifikacji w ostateczności. Nie trzeba żadnych namiotów i zatrzymywania zawodników na trasie, to tylko spowodowałoby bardzo zgniłą atmosferę na zawodach. Słowa 40 osób przeciwko sędziemu. Jak myślicie, jaki był by wynik? Do tego zagrożenie dla innych na trasie. To nie jest też tak, że nagle Gdynia stała się mekką draftingu. Wszędzie jest. W Poznaniu, Suszu, Sierakowie itd. Wszędzie. Tu skala zaskoczyła. Ale uważam, że ta ogólnopolska dyskusja spowoduje, że problem zostanie rozwiązany. Napewno szybko i skutecznie. Kamerka i film jest dowodem. Odwołaj się, a my pokażemy Ci dowód. Oczywiście początkowo spowoduje to opóźnienie w ogłaszaniu ostatecznych wyników, ale jedna dwie imprezy, pokazać jak to działa i potem pilnują się wszyscy sami. Po trasie jedzie kierowca na motocyklu z kamerą i pokazuje prawdziwą walkę. This is Sparta.

 _______________________________________________________________________________________________

 

Lidia 


lidia

Czas na weekend

 

Objętość,objętość i jeszcze raz objętość. Pogoda w tym roku jest łaskawa, więc do planu obowiązkowo dorzucono mi jazdę na zewnątrz. Przestałam zliczać godziny spędzone na treningu, bo w sumie i po co, jak jest tego dużo. Dobrze, że sezon startowy za pasem, bo chyba już większej objętości nie będę w stanie zrobić (chociaż zawsze tak mówię, jak wiedzę plan na kolejny miesiąc). Przez te kilka miesięcy treningów wskoczyłam już w taką rutynę, że ani razu nie przeszła mi przez głowę myśl, żebym mogła sobie bez powodu odpuścić trening. Generalnie treningi to praca na pół etatu(szkoda, że za nią nikt nie płaci). Moje mieszkanie od kilku miesięcy przypomina tanią małą siłownię – 2 rowery, kupa butów sportowych, trenażer i pełno ubrań sportowych. Czasem to już nie ma sensu wszystkiego chować, bo po co, skoro zaraz trzeba będzie znowu wyjmować. I tylko jedna rzecz kuleje… nie wyrabiam się z jedzeniem. Niby waga już nie spada, ale jak się chcę w miarę racjonalnie odżywiać, to niestety okazuje się że już więej nie mam siły w siebie wcisnąć. Buuuu…


Czas opuścić jaskinię


Jakiś czas temu kolega Arkadiusz w swym komentarzu zapytał tylko, gdzie się podziewam. Wywołał mnie tym wpisem do tablicy. Fakt, „skitrałam „się na 2 miesiące w Lidzbarku Warmińskim. Zaczęłam prowadzić typowo triatlonowe życie: spanie, jedzenie, trenowanie i odpoczywanie. Czas opuscić jaskinię treningową i sprawdzić efekty… W sobotę o tej porze, mam nadzieję, bedę mogła dumnie napisac dwie duże literki IM. Jak to się mówi:SIŁA!

_____________________________________________________________________________________________________


Karolina Markiewicz-Kuskowska


karolina mar

Mobilizacja

 

O co chodzi w AT? Ano chyba miedzy innymi o wzajemna mobilizację. I tak oto zaczyna Arek. Prowokator. Napiszę to, co większość z nas stałych bywalców też zauważyła – posucha jakaś na blogu. Wyklika kilka fajnych linii, które każdy spragniony z przyjemnością czyta (Dla mnie klik 1 – „oooo jest lepiej” – Arek napisał). Potem jak to pod wpisami Arka dyskusja ( klik 2- Ludzie po drugiej stronie monitora żyją!) Następnie inny szaleniec napisze, że idzie pobiegać (klik 3- aaaa on poszedł…. A ja …. ). Efekt? Patrzę na zegarek. M właśnie poszedł na basen, a dzieciaki „niewiadomojakimcudem” w łóżkach. Patrzę na nasz rower stacjonarny, nogi jak z ołowiu, ale szybka decyzja. Że niby co? Będę jedynym olewusem i nie zrobię nic z tri? No i szybkie przestawienie roweru i górki moje! 20 kilometrów pózniej widzę twarz zdziwionego M i jestem mega zadowolona. Taka mała rzecz, a cieszy! Arek – dzięki za mobilizację! Czasem tak niewiele trzeba, by ruszyć ołów…


Zwątpienie miękkiej buły


Szczerze mówiąc ostatnio zaczyna mnie ogarniać zwątpienie w słuszność podjętych działań. Prawda jest taka, że na treningi poświęcam pewnie 2 razy więcej czasu niż w przeszłości, a efektów nie widać. Przez to, że moje wysiłki idą w 3 dyscypliny + siłownię, to żadna nie jest odpowiednio dopieszczana. Gdy „tylko” biegałam, to widziałam efekty i całkiem fajnie sobie radziłam jak na biegającą-matko-biurwę. Teraz widzę, że pogarszam się w bieganiu. Nie ma już czasu na regenerację, więc zazwyczaj biegnie mi się ciężko i przede wszystkim wolniej niż bywało. Na siłowni jest fajnie, ale widzę, jak słabe mam ręce. Poza tym czuję wszystkie mięśnie, które męczę na maszynach, więc widać , że i pozostałe członki dostają do pieca. Więc zastanawiam się, czy nie lepiej było się skupić tylko na bieganiu, bo już przy 5 treningach w tygodniu, to na pewno miałabym efekty…

___________________________________________________________________________________________


Jakub Masiuk


masiuk

Zamek runął

 

Nawet nie wiem, jak to napisać, chce mi się płakać. Tyle wyrzeczeń i poświęceń, nie tylko z mojej strony, ale również mojej rodziny. Tyle potu, czasu i sił zmarnowane w jednej chwili. Jakże życie bywa przewrotne, a powiedzenie: „Powiedz Bogu o planach, a on się uśmieje” – bardzo prawdziwe. Właśnie byłem w trakcie treningu rowerowego, tak żeby pokonać to cholerne 330km w tydzień i zobaczyć, jak to jest przejechać 180km na raz, ale nie dane mi było i nie wiem, kiedy będzie…Leżę na oddziale ortopedii, czekając na zabieg zespolenia rzepki… Maciek  D. miał farta. Jego samochód minął, mnie wręcz odwrotnie – wymusił pierwszeństwo i ja przydzwoniłem w niego. IM  chyba musi trochę poczekać, dziękuję Panu, że to tylko tak się skończyło.


Jak do tego doszło?


Na ten dzień czekałem z dużym niepokojem, obawą, ale i ekscytacją. Niewiele miałem takich chwil w życiu, jak ta. Długie przygotowania, godziny spędzone na treningach, wyrzeczenia, nie tylko z mojej strony, przebudowanie życia i podejścia do niego. Zwykłe małe potknięcia, ale również spore upadki – sześć tygodni temu wydawało mi się, że mnie tu nie będzie, a teraz nie mają one już żadnego znaczenia. Stoję w kolejce, aby zanurzyć się w odmętach Nogatu i zacząć swoją przygodę z pokonywaniem dystansu IM. W tym momencie nie ma nic, ani nikogo, tylko ja i cel tak odległy, że aż niemożliwy do osiągnięcia. Ustawiam się po środku stawki, nie wiem, na co mnie stać, to dopiero mój trzeci start w tri oraz pierwszy w tym roku. Ekscytacja łączy się z przerażeniem, ale co tam! Do odważnych świat należy, nieprawdaż? Wrzawa ludzi stojących na mostku dodaje otuchy, strzał startera i ruszamy. Tylko spokój może mnie uratować. Płynę spokojnie, choć początek trochę nerwowo, obrywam parę razy w twarz z „kopyta”, ale nie jest źle, może to mnie trochę obudzi. Cztery kółeczka i wyjście na brzeg, nie słyszę nikogo, jestem zamknięty w swoim świecie i skupiony na tym, co mam robić w T1, zresztą zatyczki, które mam w uszach, skutecznie mi pomagają.

(..)

___________________________________________________________________________________________________

 

Piotr Papierz


Piecia


Bliskie spotkania III stopnia. 

 

” Jako triatlończyk z kategorii 50+ często gdy nucę sobie tę piosenkę, myślę sobie, oj jak ten czas szybko leci. Młodsi koledzy z AT, którzy kiedy ja uczyłem się rosyjskiego, robili w pieluszki, albo się jeszcze nie narodzili, pewnie nie mają takich trosk. No ale cóż, starość nie radość. Broń mnie Panie Boże od popadania w jakiś nostalgiczno-melancholijny nastrój! Niemals, Never, Jamais! Tak się tylko czasami zastanawiam, jak dzisiaj wyglądało by moje życie, gdyby nie ten Triathlon. Zamiast chodzić do Klubu Seniora, biegiem lub na rowerze pokonuję odległości, o których mi się nigdy nie śniło. Z pływaniem sprawa wygląda niestety troszkę gorzej, ale z dnia na dzień jest coraz lepiej i z optymizmem patrzę w przyszłość. Forma to jedno, podróże to drugie. Gdzież to ja dzięki triatlonowi nie byłem, a gdzie jeszcze będę! Hoho! A odżywianie? Czegóż to ja, oczywiście dla poprawienia kondycji fizycznej, już nie piłem, a czego nie jadłem. Dzięki triatlonowi wcinałem takie potrawy, których nawet Pani Gessler i Pan Makłowicz do spółki razem wzięci, nigdy by nie wymyślili. A pisanie? Przecież ja w życiu nie napisałem tylu słów, ile przez ostatnie dwa lata!!! 20 wpisów na BLOGU!!! Po prostu Triatlon! 

(…)
Ostatnio AT, a to głównie za sprawą IronManaMarka, ale nie tylko, służy rodzinie Triatlonowej w zakresie poprawiania humoru!!! Zdania typu: „Ale mi poprawiłeś humor od samego rana”, „czytałem i padłem ze śmiechu” lub „ja, tak jak Łukasz, popłakałem się ze śmiechu”, rosną w komentarzach do blogów, jak grzyby po deszczu. Tak to się porobiło ostatnimi czasy, że ATowcy wiją się po treningu nie z bólu, ale ze śmiechu!!! Chichotamy i rechoczemy pełną gęba dzięki naszej AT! Mało tego, sikamy w piankę, nie tylko w czasie pływania, ale ostatnimi czasy popuszczamy sobie w gatki czytając teksty kolegów! I tak ma być! Proszę o więcej, śmiech to zdrowie! Produkcja endofrin u ATowców ma eksplodować dzięki AT niczym Etna albo Stromboli! Do wymienionych już wyżej dobrodziejstw płynących z uprawiania triatlonu, dorzuciłbym jeszcze może największe dobrodziejstwo, jakim moim zdaniem, są Spotkania. Triathlon nas łączy! Dzięki triatlonowi spotykamy nie tylko fascynujących, niecodziennych lub po prostu rewelacyjnych ludzi! My jeszcze z nimi rozmawiamy i nawiązujemy kontakty. Takie nasze Bliskie Spotkania III Stopnia! Nieważne czy Polak, Niemiec albo Duńczyk (spotkałem nawet szczęśliwych Cyganów…). Spotkania triatlonowe pokonują wszystkie bariery, zmieniają nas i zmieniają nasze życie. Jako przykład podam spotkanie pewnego chirurga naczyniowego z pewnym redaktorem!!!!! Aż strach pomyśleć, co by było gdyby się ze sobą nie spotkali…


Akademia Triathlonu?

 

„Gdynia, Poznań, Roth, Kopenhaga…zejść poniżej 9 godzin, zejść poniżej 5 godzin, kolejna życiówka, odpoczynek, relaks, odprężenie, rekreacja, leżenie pod gruszą, małe come backi, Monte Eversty, ostateczne rozgrywki, niepoprawni politycznie, niezadowolony trener, szczęśliwy Łukasz, uradowany Marcin, radosny Maciej, zachwycony sponsor, wniebowzięty Arkadiusz, rozanielona Bogna, Moje Hawaje, Twoje Sieroszewice, pływanie, pływać, kręcić, bajerować, ściemniać, rower, rowerek, składak, góral, wyścigówka, damka, dwa kółka, bieg, trucht, kłus, galop, gonitwa, przebieżka, podbiegi, zbiegi, podium, piedestał, podwyższenie, pięć żeli zamiast trzynastu, żele tak ALE… czym jest ten triathlon? Co jest ważniejsze, a co najważniejsze? Nie jeść 5x dziennie, jeść 3x dziennie przed treningiem, po treningu, pływanie w basenie, szlifować formę w wodach otwartych, biegać pod prąd, płynąć na fali, jak poczuć wodę, nogi w pionie, morsowanie, wąchać Australijczyka, dorwać Polkę, dopaść królika, dogonić Grassa, dopędzić Koniecznego, capnąć Dowbora, dotknąć Ambasadorkę, wszyscy jesteśmy Iron-Konami, wyzwanie dla odważnych, trizofrenia, ucieczka z chaosu, Jack Johnstone, Don Shanahan, John Collins, Dave Scott Mark Allen, Mark Allen Dave Scott, Chrissie Wellington, Boris Stein, Watriat, triatlończyk, matka triatlonistka, ojciec redaktor, syn reumatolog, profesor Pupka, doktor Plati, MKon, Gorczyca, gryka, amarantus, karob, chia, molinga, zespól bólowy, obrzęk płuc, nagła śmierć, głębia czucia, doping przed snem, weganin, wegetarianin, frutarianin, witarianin, jem bo muszę, nie jem wcale, biegam bo chcę, pływam bo trener kazał, dzień konia, dzień świstaka, 7 grzechów głównych, wracam do gry, zaraz wracam, ostatni gasi światło. Koniec i Basta!”

____________________________________________________________________________________________________ 

 

Bogusław Pergoł

 

Poznań swój kraj

 

Siedzę w pociągu. Jak dawno nie jechałem koleją. Parę ładnych lat. Pięć osób w przedziale. Wygodnie. Przyglądam się towarzyszom podróży. Właściwe towarzyszkom. Tczew. Jestem spokojny. Podoba mi się podróż. Trochę czasu dla siebie. Tempo życia wygrało z rodzinną wycieczką. Jadę sam na zawody. Sympatyczny konduktor nie wyciąga konsekwencji z powodu braku legitymacji. Ładna dziewczyna wraca z rehabilitacji. Tabliczka czekolady spada jej za siedzenie i tam już zostaje. Czytam gazetę. Bydgoszcz. Zmiany osobowe w przedziale. Kawa, herbata napoje – reklamuje steward. Zamawiam kawę. Jedna z droższych, które ostatnio piłem. Cóż.., PKP. Gniezno. Już niedaleko. Jak pobiec jutro? Na ile mnie stać? Każdy czas powyżej 1,5 godziny nie ma znaczenia. Czy to będzie 1.31 czy 1.34. Zakładaną przed zimą barierą do złamania było właśnie 90 minut. Plany treningowe uległy modyfikacji. Nie mogłem przeprowadzić pełnego przygotowania pod półmaraton. A może jednak pobiec na maksa? W końcu każdy wyścig to walka. Walka z samym sobą. Serce i Rozum. Zdecydowałem. Serce. Spróbuję powalczyć. Przynajmniej do 10-tego kilometra. Obmyślam taktykę i liczę międzyczasy. Pierwszy kilometr 4’20”-4’30”. Drugi 4’20”-4’15”. Następne już po 4’15” i szybciej. Będzie ciężko. Poznań.

 

Pozdrowienia z Brodnicy

 

Brodnicę dotychczas znałem z książki „Podróż za jeden uśmiech” A. Bahdaja oraz turniejów siatkarskich im. Leszka Sorbjana. Jak dowiedziałem się z racebooka VTS, Brodnica to miasto z ponad 700-letnią tradycją, a jej nazwa wiąże się z brodem przez rzekę Drwęcę. Dziś herb miasta to symbol otwartości i gościnności mieszkańców. Moja triathlonowa historia nie jest tak bogata jak miasta, które w ubiegłym tygodniu gościło pół tysiąca amatorów tego sportu. W zeszłym sezonie dwa starty na 1/4 IM i jedna połówka podczas Hebalife, nie licząc preludium w postaci 1/10 IM w Gdańsku, to cały mój dorobek. Uzyskane wyniki ustawiły triathlonową optykę na sezon 2014 r. Według mojej oceny realne było zejście poniżej 2,5 godziny na 1/4 IM oraz poniżej 5,5 godziny w Gdyni. Wyjazd do Brodnicy był inny niż dotychczasowe. Po pierwsze bez rodziny, po drugie bez śniadania, a po trzecie… nie pamiętam, ale coś by się znalazło :-). Swój los tego dnia splotłem z Bartkiem, kolegą już nie tylko basenowym, ale również startowym (półmaraton w Poznaniu i olimpijka w Olsztynie). Niczym bohaterowie wspomnianej na wstępie książki, wyruszyliśmy razem w drogę do Brodnicy. Oczywiście nie ryzykowaliśmy podróży autostopem, tylko wybraliśmy sprawdzonego golfa kombi. Dlatego też bez komplikacji dotarliśmy na miejsce zawodów już o godzinie siódmej minut trzydzieści (7.30).

 

____________________________________________________________________________________________________________

 

Plati


plati

 

Wywołany do tablicy

 

Przywołany przez Artura, nie pozostaje mi nic innego, jak opisać, co tam ciekawego się u mnie dzieje na drodze do Malborka. Chociaż nie wiem, czy to dobry pomysł, bo ostatnio te moje wypociny przeczytała żona i Wasze jakże pomocne komentarze także, podsumowując to słowami: Plati, czy ty naprawdę dasz radę ?!?! Nie za mało trenowałeś? Aktualnie wygląda to u mnie w domu tak: Jaki trening robisz rano? A wieczorem? Malbork sam się nie zrobi… sam się nie przejedzie… sam się nie przebiegnie… Nie za mało jeździłeś? A jak będzie taki upał, to co, nie pobiegniesz tam? Itd., itd. Ale to jeszcze nic! Pewnego dnia w WC znalazłem książkę (no bo tutaj czyta się najlepiej) „Triathlon dla każdego”. Troszkę zaniepokojony tym zdarzeniem, zapytałem się, co ona tam robi? Przecież jej tam nie zaniosłem. „Jak to co? Czytam ją” – rzekła, jakby było to takie oczywiste. Takie romansidło na wakacyjne dni. Tematu nie kontynuowałem, ale wygląda na to, że w niedługim czasie mogę być nieźle rozliczany z planów treningowych…

(…)

 

Marność

 

Wygląda to tragicznie, ten tydzień to totalna porażka, nie chciało mi się totalnie NIC!!! Do tego poniedziałkowe mtb zakończyło się po 12km kapciem. Dobra, zdarza się, ale żeby na gładkim asfalcie, zanim dojechałem do lasu?! OK, może to i dobrze, że na drodze, bo byłby niezły spacer po lesie z rowerem ponieważ nie mniałem zapasu, zestawu naprawczego, itd…nie ma co! Rozsądnie. Super, że chociaż telefon wziąłem, to samochodem po mnie przyjechali.

___________________________________________________________________________________________________________

 

Marek Strześniewski


Amsterdam zmieszony_raz

Jak stracić dziewictwo w portowym mieście i zyskać szacunek?


(…)Co jest? Kręcę w jedną, kręcę w drugą. Wyjąłem śrubę, patrzę na nią jak Etiopczyk na śnieg, nie ogarniam rozumem, ale czuję, że jest niedobrze. Obejma rury siodłowej nie obejmuje rury jak należy i siodełko straciło swoją optymalną pozycję. Cały bike-fitting do kitu. Strzał adrenaliny, moje pracowicie budowane zapasy glikogenu zaczynają  parować i znikać. Czas na panikę lub działanie. Na razie wybieram działanie, mocno podbarwione paniką. Pędzę do strefy zmian. Siodełko kręci się we wszystkie strony jak kompas w składzie złomu. Przed wejściem do stref jest namiocik Bike Doctors, mocno reklamowany na odprawie przed zawodami. Na czterech chłopa mają jeden stojak do rowerów i skrzynkę narzędzi. Co ja piszę „skrzynkę”? Skrzyneczkę! Moja żona ma więcej śrubek w jednej szufladzie niż oni mieli w całym namiocie! Rozkładali  ręce po duńsku i mówili po angielsku, że się nie da. Jest sobota wieczorem i wszystko zamknięte. Że w poniedziałek rano, to oni mogą wszystko. Ale ja mam zawody jutro!!! 7:05 wejście do wody!! Jeden z nich powiedział drugiemu po duńsku, a ten powtórzył po angielsku, że jest sklep wielobranżowy otwarty jeszcze 40 min, gdzie mają różne rzeczy. Może mają taką właśnie mufkę o średnicy 3.4 cm na jedną śrubkę, która ma dobry gwint. Jasny gwint! Sklep nazywa się Bilka. Telefon do Kierownika Ekipy (KE), czyli mojej żony. Potrzebny jest mi adres najbliższego sklepu Bilka. I nie w poniedziałek, ale natychmiast! Żona wybrała się ze mną, żeby mnie asekurować i wspomagać, choć złośliwi twierdzą, że z troski o sprawy spadkowe, gdyby się okazało, że byłem nie dotrenowany i zbyt ambitny. (…)”


Tajemniczy Zakon Triathlonariuszy


Cel – Kopenhaga 2014. Konsekwencją tej (niedojrzałej, pochopnej, przedwczesnej, lekkomyślnej – nic nie wykreślać) decyzji była decyzja kolejna – o wyjeździe na obóz na Majorkę. Próbowałem jakoś rozłożyć odpowiedzialność i zaprosiłem żonę – sprawdziła średnie temperatury i… podziękowała. Zostałem sam. Obawiałem się śniegu w kwietniu w Polsce, a tymczasem pogoda w Warszawie jest ładniejsza niż tu. Morska bryza z hiszpańskim wdziękiem i nonszalancją bębni deszczem o moje szyby i dzięki temu mam chwilę na refleksję.  Już na Okęciu można było rozpoznać uczestników krucjaty – tajemniczych rycerzy zakonu Triathlonariuszy. Ponadnormatywnie szczupłe sylwetki (reguła zakonu wymaga przestrzegania diety), krótkie fryzury na wzór amerykańskich marines oraz odpowiedni strój. Przynajmniej jeden z jego elementów musi być przyozdobiony charakterystycznym „M” z kropką. Nieodzowny jest bidon z wodą lub napojem izotonicznym – krucjaty często prowadzi się w warunkach pustynnych, a odwodnienie może przyjść znienacka jak Saracen, w najmniej oczekiwanym momencie. W Berlinie czekały na nas kolejne zastępy Triathlonariuszy rytu niemieckiego oraz gromada bractwa pośledniejszego gatunku – Roweriuszy. Tych rozpoznać można było po przytroczonych do juków kaskach bojowych. Wszyscy w drodze na wiosenną krucjatę na Majorce.
(…)
Niektórzy zdecydowali się rozpoczynać swój dzień mocno przed 6-tą rano pływając w nieoświetlonym basenie. Wiem, bo pierwszej nocy obudził mnie trudno identyfikowalny chlupot i bulgotanie. Przez sen wydawało mi się, że stado morsów dokonuje nieoczekiwanej inwazji. Potem usłyszałem ostre komendy w języku niemieckim i omal nie doświadczyłem syndromu Protasiewicza.
(…)
Kwintesencją życia rycerskiego i prawdziwym sprawdzianem jest obiado-kolacja. Obowiązują oczywiście stroje wieczorowe. Koszulki z zawodów, które się ukończyło. Lub te zakupione w sklepach internetowych. Z odpowiednimi napisami. Luźne i luzackie bluzy o trudnym do określenia kolorze – świadczą o poziomie wtajemniczenia i latach spędzonych na zlotach, turniejach i krucjatach. Dobrze jest przynieść ze sobą coś na kształt relikwii, co wzbogaci posiłek, a czego nie ma konkurencja. Tajemnicze suplementy wyczerpujące zawartość tablicy alchemika Mendelejewa, witaminy o magicznym działaniu, ziarna „chi” lub wodorosty z Mórz Południowych. Albo przynajmniej wyciąg z buraka. Najwyższa kasta rycerstwa śpi, je i chodzi non-stop w filuternych czapeczkach, które mają chronić przed wychłodzeniem krótko ostrzyżone głowy, a tak naprawdę świadczą o przynależności do elity. Po posiłku, na kanapach można rozkoszować się dobrze przepracowanym dniem. Rzucić od niechcenia objętości, jakie się zrobiło. Te setki kilometrów, te godziny i te obciążenia. Rozkoszować się przychylnością weteranów, podziwem nowopasowanych Triathlonariuszy i przerażeniem giermków i aspirantów. Moment zasłużonego odpoczynku i chwały.  

_______________________________________________________________________________________________________________________________________



KTO TWOIM ZDANIEM POWINIEN ZOSTAĆ BLOGEREM ROKU 2014?

{module 158}

 

 

 


23 KOMENTARZE

  1. @Krystian, piękne dzięki. Jeśli będziesz na Gali, to na pewno znajdziemy chwilę, że wymienić kilka ironicznych lub sardonicznych uwag na temat kondycji świata i triathlonu.

  2. Myślę, że każdy z nominowanych powinien przygotować sobie minutowe przemówienie jak na oskarową Galę! Ja również mam swojego ulubieńca – blogera i mam nadzieję, że powie ze sceny kilka słów 🙂

  3. Rzadko nie wiem co powiedzieć… A trafiło sie teraz… Dziękuje ! No i jak tu nie ćwiczyć i nie pisać . Dzięki!

  4. Wiecie jak poprawić człowiekowi humor:). Bardzo dziękuję za wyróżnienie . Jestem zaskoczona. :).I cieszę się ,że jestem wśród tak zacnego grona blogerów.

  5. Żyję już emocjami związanymi z piwrewszym moim maratonem w Warszawie, stąd też pomyłka. Oczywiście jak się poznać to tylko w Poznaniu. Na Gali. 🙂

  6. A ja bym chciał podziękować w pierwszej kolejności moim Rodzicom, bo gdyby nie Oni, to by mnie tu nie było :-). Dziękuję Readkcji za wyrożnienie a Czytelnikom za przychylność i komentarze, które jak wiadomo motywują. @Arek, nie udało nam się spotkać na zawodach (m.in. półmaraton w Poznaniu), to moze uda się poznać osobiście na Gali w Warszawie 🙂

  7. Ja rowniez, bardzo dziekuje redakcji za wyroznienie!
    @Marek poniewaz ostatnio zrzucilem parenascie kilogramow, moge ci pozyczyc spodnie, koszule, a nawet caly smoking!!

  8. miłe i zaskakujące wyróżnienie, zacne grono wybrańców no i ta Gala – będę musiał kupić długie spodnie. Redakcji dziękuję za wyróżnienie i czytelnikom za życzliwe komentarze.

  9. Oczywiście wielkie dzięki, że trafiłem w tak zaszczytne grono blogerów! @Artur – szkoda, że nie ma plebiscytu na eksperta AT, byłbyś w pierwszej trójce…. :-))))

  10. pisząc trochę samemu i komentując innych nie spodziewałem się wyróżnienia, nawet przez myśl mi nie przeszło, że coś takiego jest możliwe – BARDZO DZIĘKUJE.
    Tym bardziej, że niezbyt się do tego przykładałem – wolałem trening niż pisanie. :))))))))). I dalej wolę 😉
    pozdrawiam

  11. propozycja dla organizatorów, tak żeby wprowadzić mały dreszczyk emocji. Tak tydzień przed, lub kilka dni przed zakończeniem głosowania, powinny zniknąć wynik tak żeby na gali był ten efekt zaskoczenia i dreszczyk emocji.

  12. Generalnie dziękuję za wyróżnienie, to takie zaskakujące ale również motywujące. A tak na marginesie to czy można w ankiecie poprawić moje nazwisko?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here