„Czas – podstępny wróg zawodnika” – Maciej Dowbor

11
1

CZAS to podstępny rywal. Szczególnie w triathlonie. Kiedy kończę sezon zawsze wydaje mi się, że mam go pod dostatkiem. Kiedy w mokre, szare i zimowe dni wychodzę na trening, odległa perspektywa sezonu poddaję w wątpliwość zasadność tego wysiłku. No bo po co mam się męczyć, skoro do pierwszego startu zostało 5 miesięcy. Przekonany o nadzwyczajnej elastyczności CZASU, odkładam wiele przygotowań i jak co roku, na początku maja, na kilka dni przed pierwszymi zawodami budzę się z ręką w nocniku.  W trakcie każdego sezonu, po mniejszych bądź większych rozczarowaniach, postanawiam sobie, że w kolejnym roku będę lepiej przygotowany. Tym razem miało być podobnie. Miałem mocniej i rzetelniej trenować. Cóż. Było jak było. Zdarzały się tygodnie euforyczne, ale tylko po to by później wypadały mi całe dni treningów. Cały czas wmawiałem sobie, że jeszcze mocniej popracuję. Mamy maj, a ja nadal sobie wmawiam.

   Miałem się lepiej odżywiać i zadbać o dobrą wagę. Efekt postanowień jest dość mizerny. Za każdym razem kiedy brałem się za dietę, jakiś podstępny głos w głowie kusił mnie słodyczami, wmawiając, że jest jeszcze tyle CZASU na odchudzanie. Ostatecznie średnio co tydzień deklarowałem zrzucanie kilogramów i mniej więcej w okolicach środy odkładałem postanowienie na następny poniedziałek. Wszak początek tygodnia to wspaniały moment na nowe otwarcie. Po co się tak wcześnie męczyć, skoro mam tyle CZASU. Pod koniec roku okazało się, że mam kiepskie wyniki krwi. Brakowało mi żelaza, miałem niski hematokryt i hemoglobinę – wskaźniki w naszym sporcie zasadnicze. Ponieważ CZAS mnie nie gonił, uznałem, że przez kilka miesięcy uda mi się to poprawić. No ale, żeby tak się stało, trzeba jeść wątróbkę i faszerować się tabletkami. Jeśli chodzi o wątróbkę, to jeszcze się nie zdecydowałem. A w kwestii suplementacji, to wciąż kończę 3-miesięczną porcję minerałów i witamin, którą kupiłem w lutym…2014 roku. Przynajmniej taniej wyszło. Tak samo zresztą wygląda sytuacja ze sprzętem, który mam nieskompletowany, bądź nieprzetestowany, tradycyjnie czekając ze wszystkim na ostatnią chwilę. Teraz w histerii przeszukuje strony internetowe odkrywając Amerykę, że produkt w ofercie nie zawsze równa się z produktem na stanie.

 

maciek olsztyn3 2014

    Cholerny CZAS jakimś dziwnym trafem niesamowicie przyspieszył. I ani się spostrzegłem, a za kilka dni stanę na starcie zawodów w Olsztynie z kilkukilogramową nadwagą, słabymi wynikami krwi, niedostatkiem wyjeżdżonych kilometrów i poczuciem, że znów nie dopiąłem wszystkiego na ostatni guzik.  MKON pisał ostatnio o lękach. Ja lęków mam pod dostatkiem. Ale mój główny się nie zmienia i tyczy się CZASU rzecz jasna. Od kilkunastu dni śni mi się ciągle to samo. Wstaję rano przed zawodami, spokojnie jem śniadanie, spokojnie jadę do strefy. Tam w spokoju przygotowuję swoje stanowisko i w spokoju konwersuję z innymi zawodnikami. Przecież CZASU mam sporo. I kiedy wszyscy już stoją na starcie, nie mogę znaleźć pianki, a gdy ją znajduję, nie jestem w stanie jej założyć. Drżą mi ręce, ciało się poci, bo widzę jak sędzia odlicza czas. Finalnie biegnę z wciągniętą do połowy pianką, próbując jakoś włączyć się do rywalizacji, chociaż stawka już dawno odpłynęła. Ostatnio scena poszukiwania pianki męczyła mnie przez pół nocy, I była niesamowicie realna. W końcu mam doświadczenie – nie każdy przyjechał na główne zawody sezonu bez butów do roweru, z czego zdał sobie sprawę na godzinę przed startem. Cóż. Wtedy też wydawało mi się, że CZASU mam po dostatkiem.

 

 

Maciek gdynia 2014

11 KOMENTARZE

  1. Gdyby realizacja własnych deklaracji była prosta wzrósłby znacznie poziom w AG…. 🙂 A tak zostaje to cholerne wyznaczanie następnego terminu …. 🙂

  2. noo… ostatnio dostałem maila ze do Herby w Gdyni 100 dni zostało i mało się nie zesralem…przeciez w proszku jestem!!
    Ale w sumie spoko jest. Waga startowa jest. Wyników krwi nie sprawdzam – wiec pewnie sa ok, trenuję jak dziki … Raz w życiu nie jestem na niedoczasie. 🙂

  3. Ja od grudnia zrzucam kilogramy…w sumie z wagi spadło już z 10 ale przybyło 9..więc bilans bardzo odbiega od planowanego 😀
    Jedno jest pewne…w tym roku mam już zdecydowanie więcej treningów niż o tej samej porze w poprzednim. A że to mój drugi więc się nie załamuję 😀 Powodzenia.

  4. „Stara śpiewka” biegaczy przeniosła się do TRI – „…stary mało biegałem , kontuzja ciagnie sie miesiącami, przytyłem i całą noc nie spałem – masakra …” Pozdro 🙂

  5. Jak na gościa, który robi wszędzie z siebie PRO, jeździ na sprzęcie PRO i ma listę sponsorów jak PRO … słabo panie słabo

  6. WAGA 😉 ja startuję z wyższą waga jak w zeszłym sezonie jakoś tak wyszło to moje odchudzanie od Listopada 😉 masakra jestem załamany i chyba się wbiję w ten muł w Piasecznie tak nogami że już tam zostanę.

  7. Maciek, kiedy następnym razem będziesz miał ten straszny sen, w którym w do połowy wciągniętej piance gonisz odpływającą stawkę, obejrzyj się za siebie. Ten spokojnie płynący żabką, uśmiechnięty facet – to ja! Będzie dobrze. Ja już jestem po trzech sesjach Core, który miałem w planach 3x w tygodniu od listopada. Takie życie..

  8. (…)czy to czasem nie forma przedwczesnej wymówki? usprawiedliwiania?… a może przedstartowa „zadymka” ?
    pozdrawiam i do zobaczenia w niedzielę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here