Śpiesz się powoli

0

No i stało się to co nie miało prawa się stać. Tak mi się przynajmniej wydawało. Po tygodniu w miarę regularnych treningów, w niedzielę wieczorem zrobiłem głupotę świata i dźwignąłem coś w taki sposób w jaki nie powinienem. Bach. Ból w odcinku krzyżowym. Bach ledwo chodzę. Włącza się wk@#$ bo zamiast dalej cisnąć formę na jedyny start w tri w tym roku ja właśnie walczę z tym aby się wyprostować bez bólu. Pierwsze co robię to appka i szukamy wizyty u ortopedy. Na szczęście udaję się znaleźć na poniedziałek rano. Standardowo dostałem leki przeciwbólowe, zakaz treningów i zalecenie rehabilitacji.

Czy jestem załamany? Nie. Co prawda cały sezon tri właśnie skreślam, nie chcę na siłę nic robić. Nie ten pesel już. Wolę na spokojnie się przygotować. I to jest jedna z lekcji jakie wyciągam, z tej sytuacji. Na spokojnie, po co się spieszyć z pewnymi sprawami bo na zawodach to wiadomo, że ogień 🙂

Właśnie mija siódmy dzień od tej feralnej niedzieli. Ćwiczę regularnie, sobotnia wizyta u fizjoterapeuty utwierdziła mnie, że jestem na dobrej drodze. Liczę, że uda mi się wykurować w 2 – 3 tygodnie i może półmaraton praski albo w Tarczynie zrobię. A przy okazji zastanawiam się nad sprawdzeniem siebie czy przez tydzień albo dłużej mogę codziennie coś dla siebie zrobić jak np. rozciąganie albo z czegoś zrezygnować jak np. eliminacja słodyczy, kawy albo czegoś innego. Kiedyś próbowałem 30 dni samodyscypliny i … poległem, dłużej jak kilka dni nie wytrzymałem. Teraz chcę spróbować na krótszym dystansie, np. tygodniówek. Jak tydzień wytrzymam to chyba dam radę. Prawda?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here