XXX lecie Triathlonu Sława – pech i moja głupota- ku przestrodze :)

5

Mój ostatni start w Sławie lekko mnie zdołował , choć to niby tylko kolejny start – trening przed Gdynią.

Chwilkę opowiem Wam jak to było….

20.07.2014 piękny i upalny dzień 34 C .

Na miejsce do Sławy mam stosunkowo blisko bo ok. 70 km, więc spokojnie dojechałem z rodzinką na miejsce trochę wczesniej, aby ogarnąć wszystko i w spokoju przygotować się do startu – UWAGA  W SPOKOJU TO SŁOWO KLUCZ W TYM WPISIE .

Odebrałem pakiet startowy a w nim super spodenki i koszulka pamiątkowa na XXX lecie Triathlonu.Przywitałem sie z Ojcem Dyrektorem w momencie odbierania pakietu – ależ ten Łukasz chudy – he,he to pewnie stwierdzenie z zazdrości 🙂

Pokręciłem sie po terenie , zobaczyłem gdzie jest pływanie, strefa zmian itp. Ogólnie wrażenie już było ok..

Wstawiłem rower do strefy zapoznając się z kilkoma fajnymi ludźmi , ogólnie super  – nawet stresik nie za mocny. 

I na tym koniec spokoju i sielanki. Przed startem odparawa a  Jurek Górski wszystko ładnie wytłumaczył- mucha nie siada.

 Idziemy nad brzeg jeziorka zakładać pianki ( choć była tak ciepła woda 24 C że rozważano czy pozwolić płynąć w piankach – ale zezwolono) .

 Spokojnie mając 15 minut do startu zakładam pianeczkę , ubrany do połowy pożyczam koledze obok ‚moją reklamóweczkę’ aby mógł włożyć pianke i grzecznie spokojny czekam jak się on ubierze i odda reklamóweczke abym mógł wcisnąć rękawy . Spokojnie pamiętając , że mam jeszcze 5 minut do startu elegancko układam pianke , dopasowywuje , teraz tylko zapiąć zamek , wskoczyć na chwilkę do jeziora- ochłodzić sie zapoznać z wodą i …….

Żonka nagle oświadcza , że zamek w piance mam na górze i nie przeciągnięty na dól i pianki nie ma jak zapiąć !!! JAK TO!!! WSZYSTKO SPRAWDZAŁEM!!! ZAMKA NIE PRZEŁOŻYŁEM!!! CO ROBIĆ !!!

JUREK GÓRSKI WYCIĄGA WSZYSTKICH Z WODY – TRZEBA PRZECHODZIĆ I AKTYWOWAĆ CHIPY. START ZA 3 MINUTY !!!

A ja w źle ubranej piance. Muszę ściągnąć piankę i zapiąć zamek i ubrać znowu.

Czas leci , CHIPY piszczą a ja mam ściągniętą piankę. Błyskawicznie zakładam zamek i wciskam na siebie piankę prędkością WARP .

 Jestem mokry jak po godzinnym pobycie w saunie , zmęczony jak po maratonie i rozbity psychicznie jak Gołota w walce z Tysonem.

 Chyba nie wystartuję myślę , ale nie poddaję się ( bo jak się wytłumaczę przed samym sobą, żonką i dziećmi i TRI Mistrzem – przecież nie złamałem nogi w 3 miejscach  )  .

 Aktywuje jako jeden z ostatnich Chip , wpadam do jeziora na głębokość kostek – Jurek nawet nie reaguje chyba podświadmoie czuje , że coś ze mną nie tak .

Wlewam wodę pod piankę. wstaję zakładam okularki które nie chcą się trzymać na spoconej i posmarowanej kremem twarzy i START.

Wbiegam jak szalony i płynę, walczę z sobą i z pianką. Zwały pianki pod kolanami , nie naciągnięta na barkach hamuje ruchy. Walczę!!! Myśle, że jestem ostatni i jeszcze przyspieszam , ale musze ostatnie 1/3 dystansu płynąć żabką bo nie mam sił aby walczyć z przeszkadazjącą mi pianką. Z wody wychodzę o dziwo w połowie stawki ale straszliwie wykończony.

 Na szczęście dodaje mi sił doping żonki i dzieci a także przyjaciół którzy przyjechali mnie dopingować.

Jestem wykończony i siłą woli ( choć nie wiem skąd u mnie jest tyle  tej siły) biegnę do strefy zmian.

 Oj mam wolne ruchy. Dobrze że ktoś z boku nie nagrywa bo pewnie się ruszam jak bym był w basenie z kisielem.

Zaczynam rower a tętno 167 – no myśle zaraz padnę i musze zwolnić aby tętno spadło do max. 155 jak nakazał TRI MISTRZ Marcin Ławicki. 

 Po rowerze na którym cierpiałem z braku sił bieg : 2 pierwsze okrążenia słabiutko ale na 3 przypływ prądu i energii. Garnek MOCY dawał CZADU na biegu i chyba tylko dzięki jego uderzeniom cisnę dalej . Wpadam na metę przybijam piątkę Jurkowi . Radość , radość, radość !!!

Już myslę o kolejnym starcie tzn. o Gdyni 10 sierpnia!

Zmęczony ale szczęśliwy- czy aby jestem normalny ?  🙂   Choć wściekły na samego siebie – ten błąd z pianką ogromnie dużo mnie kosztował – sił, nerwów, wyniku.

Ale to dopiero mój 2 start w życiu . I tak jestem szczęśliwy, TRI to jest moja pasja i radość a miejsce chyba nie jest najistotniejsze. Dla mnie Tri to przygoda, zabawa, szczęście , życie .   

W Gdyni sie nie poddam – i wszystko postaram sie dokładnie sprawdzić przed startem . Serdecznie Was pozdrawiam szczęśliwy Triathlonista Marcin .

Wybaczcie literówki i ewentualne błędy – piszę jak zwykle w emocjach  🙂

5 KOMENTARZE

  1. Tu chudzielec! (77kg przy 182cm) 🙂 ale przygoda z tą pianką! Nieźle. gratulacje za zimną krew i w miarę szybkie opanowanie sytuacji. Liczy się walka, którą podjąłeś. Brawo!

  2. Masz rację powinienem płynąć bez- pewnie byłoby lepiej. To będzie moja kolejna nauka. W Gdyni trzeba zrobić wszystko aby nie było lipy ! 🙂

  3. Trzeba było zdjąć piankę i zostawić ją w cholerę na brzegu ;-). Gratuluję samozapracia. Wiem jak to jest, kiedy objawia się złośliwość rzeczy martwych. Ogromnie to wkurza. Byle do Gdyni 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here