9h 25min na „pustym żołądku”. Pięć żeli zamiast trzynastu!

1
10

Ten kto śledzi poczynania Rafała Hermana z PowerSales Triathlon Team wie, że mamy do czynienia z zawodnikiem doświadczonym, który brał udział w Mistrzostwach Świata w Las Vegas i na Hawajach. Jednak zawody Ironman wielokrotnie udowodniły już, że nawet ci najbardziej doświadczeni profesjonaliści potrafią popełniać proste błędy – wzięte prosto z Bibli Triathlonisty. Podczas ostatnich zawodów Ironman w Klagenfurcie Rafał Herman miał nadzieję zbliżyć się do magicznej granicy 9 godzin. Zabrakło 25 minut. Wiele czynników złożyło się na taki czas i mimo, że to życiówka Rafała, może mieć do siebie pretensje, że nie wszystko poszło tak jak zakładał. O tym jak ważna jest koncentracja na założonej taktyce, dowiedzie się z tego wywiadu. Jutro relacja Mariusza Olejniczaka, który we wspaniałym stylu „złamał” 9h w Klagenfurcie i zdobył przepustkę na Mistrzostwa Świata na Hawaje. 

 

 

Rafał, bardzo wielu czytelników AT śledzi Twoje poczynania, w tym ja. Porównujemy się, patrzymy na czasy cząstkowe poszczególnych konkurencji, analizujemy jak dużo nam  brakuje do Twojego życiowego wyniku w Ironmanie. W Klagenfurcie poprawiłeś właśnie swoją życiówkę. Osiągnąłeś doskonały czas 9h 25 minut, choć cel był dużo ambitniejszy…

Ambicje były mocne, są nadal, nic się nie zmienia. Oczywiście zdawałem sobie sprawę z tego, że zbliżenie się do granicy 9h będzie bardzo dużym wyzwaniem. Założenie na zawody zostało powzięte „z góry”, po ponad dwóch latach bez treningu i startów, kiedy przytyłem i miałem problemy z nogą po wypadku motocyklowym. Niewiele zabrakło, ale jednak. Są rzeczy, z których jestem zadowolony, wiem też, gdzie popełniłem błędy. Wreszcie udało mi się pojechać doskonale rower, tak jak chciałem.

 

Trzymałeś się wskazań licznika mocy i założeń, które razem z trenerem ustaliliście przed zawodami?

Tak. Szczerze mówiąc nie analizowałem jeszcze tego szczegółowo, ale na gorąco mogę powiedzieć, że średnia moc z dystansu wyszła około 230 watów. Założenia były takie, że pierwsze kółko (90km) jadę z mocą około 210 – 230 na płaskim, na zjazdach pilnuję około 200-210 watów, na podjazdach nie przekraczam 300. I tego się trzymałem.

 

Zwracałeś uwagę na prędkość czy tylko na moc?

Nooo to mnie wyczułeś! Nie! Absolutnie nie spoglądałem na prędkościomierz! Założenia były takie, że w ogóle na liczniku nie ustawiam prędkości! W ogóle mnie to nie interesowało.

 

Pytam o to, bo podczas Ironman Kopenhaga zamierzam zrobić to samo. Ja z kolei przez lata byłem zakładnikiem prędkości. Patrzyłem na ten wskaźnik na liczniku jak w obrazek, a to jest ogromny błąd.

No widzisz, ważne jest, i to należy powiedzieć wszystkim amatorom, że bardzo trzeba pilnować mocy na zjazdach. Wszystkim się wydaje, że męczą się pod górę. Wiesz ile osób mnie wyprzedzało pod górę? A na zjazdach ich wszystkich brałem tak, że już mnie później nie doganiali. Ludziom się wydaje, że mogą się zmęczyć na podjeździe i odpoczną na zjeździe. Nic bardziej mylnego. To jest błąd. To na zjeździe trzeba trzymać moc, bo to tam łapiesz faktyczną przewagę. Ja przy założeniu 210 watów na zjeździe łapałem momentami prędkość 70km/h. Jechałem tylko „na waty”, a kiedy wyprzedzałem setki ludzi na zjazdach i płaskim zastanawiałem się, dlaczego oni wszyscy „stoją”. Oczywiście miałem świetnie przygotowany rower przez Veloart, lekkie koła, ale cały czas zwracałem uwagę na wskaźnik mocy. Pierwsze kółko były dużo szybsze, byłem bardzo zadowolony. Niestety na drugim kółku, na pierwszej stacji żywieniowej pod górę miałem kraksę – wjechał we mnie inny rowerzysta. Szybko się pozbierałem i pojechałem dalej. Natomiast problem polega na tym, że taka wywrotka powoduje potworny wyrzut adrenaliny i zaciągnięcie sporej dawki węglowodanów, więc wszystkie przemiany na moment się zmieniają. Taka sytuacja wybiła mnie trochę z rytmu i zaczałem popełniać błędy. Błędy, których nigdy nie powinienem był popełnić mając takie doświadczenie.

 

 herman klagen_2

 

Porozmawiajmy trochę o tych błędach, bo to aż niewiarygodne, że taki zawodnik jak Ty, z takim doświadczeniem i wiedzą mógł zjeść na rowerze… 5 żeli! Słownie: pięć. A na biegu żadnego!

Łukasz, hmmm… na początku mówiłem Ci o tym trochę jak żart, ale teraz, po upływie kilkunastu godzin, kiedy uświadomiłem sobie, co się stało, zacząłem się tego wstydzić. Miałem zaplanowanych 10 żeli na rower i  3 żele na bieganie. A na całych zawodach zjadłem w sumie 5 żeli – wszystkie na rowerze, żadnego na biegu. I to był największy błąd, jaki mogłem popełnić. Całe zawody 9h 25 minut zrobiłem na 5 żelach… Oczywiście piłem podczas jazdy i biegania, ale energetycznie to było za mało. Kiedy rozmawiałem z Kubą Czają, z którym konsultuję swoją dietę, a który zna się na żywieniu jak mało kto, powiedział, że nie ma pojęcia dlaczego tak zrobiłem, nie potrafi sobie racjonalnie wytłumaczyć moich błędów skoro mieliśmy wszystko rozpisane. Biorąc pod uwagę dystans i tak skończyło się bardzo dobrze, bo z takimi błędami żywieniowymi na dystansie Ironman mogło się skończyć dużo, dużo gorzej.

 

herman klagen_1

 

Ta wywrotka tak Cię wybiła z rytmu i koncentracji?

Chyba tak. Próbowałem po niej szukać rytmu, wrócić do takiego kręcenia jak podczas pierwszego kółka, a tu nagle się okazało, że zostało 14km do mety i trzeba zacząć myśleć o maratonie. Przestraszyłem się, że zjem za dużo tuż przed biegiem. Ale muszę się przyznać do jeszcze jednego, co zresztą wynik 9.25 na 5 żelach to potwierdza, że jestem obdarzony przez Boga bardzo ekonomicznym silnikiem, ale w tym momencie to przeceniłem. Niestety dostałem za swoje. Myślałem, że jak się świetnie czuję, to dam radę. Zapomniałem o tym, że nawet jeśli do najbardziej ekonomicznego Diesla nie wlejesz paliwa, to nie pojedzie. Przesadziłem. Raelet potrafi zjeść na jednych zawodach 30 żeli. Rower dałem radę wytrzymać, ale na bieganie już było za mało.

 

To cud, że na biegu nie szedłeś albo gorzej – nie „czworakowałeś”!

Bieganie zacząłem bardzo dobrze, czułem się świetnie, trzymałem się planu. Pierwszą dychę musiałem się nieźle hamować. Zakładałem bieg na początku nie szybciej niż 4.30, a kilka kilometrów wyszło mi po 4.20. I tak leciałem do 15 kilometra, kontrolując międzyczasy. Natomiast 5km między 15 a 20km zacząłem się gorzej czuć. W drugiej części maratonu zacząłem się już czuć słabo, miałem jakieś dziwne odczucie, że biegnę szybko, ale kiedy patrzyłem na zegarek to okazywało się, że biegnę wolniej. Czasami miałem wrażenie, że biegnę szybciej niż powinienem, ale zegarek mówił co innego. To było bardzo deprymmujące. Druga część maratonu miała już momenty walki o przetrwanie. Zwolniłem do 4.50/km a nawet 5.00/km. Końcówkę próbowałem przyspieszyć, ale nie dawałem rady. Pewnie wielu zawodników zna to uczucie, kiedy chcesz biec szybciej, robisz wszystko żeby przyspieszyć, ale nie możesz. Nawet na finiszu, kiedy widzisz metę i na mnie zawsze to działało niesamowicie dopingująco, teraz nie mogłem już nic zrobić. Zabrakło paliwa. I to był ewidentny błąd, jaki popełniłem.

 

herman klagen_3

 

Mówisz o błędach popełnionych już podczas zawodów, a czy były Twoim zdaniem jakieś błędy popełnione w trakcie przygtowania, w treningu?

Niestety tak. Byliśmy razem na Majorce na doskonałym obozie triathlonowym, trenowaliśmy z doskonałymi zawodnikami z Niemiec, Irlandii i te treningi były świetne. Ale jedyną rzecz jaką mogę sobie zarzucić, to ilość jedzenia jaką przyjmowałem. I to jest moim zdaniem mit, który trzeba obalać. Ludziom się wydaje, że jeśli trenują do Ironmana, to mogą jeść ile wlezie. Nie. To jest mega błąd. Na Majorce było bardzo dobre jedzenie. Za dużo sobie pozwalałem. To wtedy trzeba było być twardzielem i wykorzystywać ekonomiczny silnik, a mnie się wydawało, że jeśli na drugi dzień jedziemy na długi trening z Borysem Steinem, to muszę się najeść ile wlezie. Ten błąd w treningu kosztował mnie 5kg za dużo i 14% tkanki tłuszczowej. To jest za dużo, musisz to dźwigać i odczuwasz to właśnie na drugiej połówce maratonu, ale też na podjazdach. Kiedy kolarze podjeżdżają pod górę, to są w stanie wyrzucić bidon!

 

Co dalej?

Nie udało mi się osiągnąć tych ambitnych założeń, ale się nie poddaję. Wiem, że pod koniec sierpnia wystartuję jeszcze w Ironman 70.3 w Zell am Zee. Na tej trasie będą w przyszłym roku Mistrzostwa Świata i chce o nie powalczyć. Co dalej? Jeszcze chwila na decyzję jest, myślę o Ironmanie w Barcelonie. W Klagenfurcie ostatni slot na Hawaje poszedł z czasem 9.15.

 

 

herman klagen_5

 

Rafal Herman

Rank: 24
Overall Rank: 133
BIB: 1710
Division: AK M35-39
State: Warsaw
Country: POL
Profession:
Swim: 1:04:53
Bike: 4:55:14
Run: 3:17:07
Overall: 9:25:13

Congratulations, Rafal, on your finish!

 

 

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here