AKT 2. Jak do cholery zacząć z tym bieganiem

4

Jesienią 2015 r kombinowałem jak rozruszać nogi do tego biegania. Dziarskie biegi kończyły się brakiem powietrza w płucach po 1 minucie biegu. Katorga trwała dwa tygodnie. Dałem sobie spokój. Zimno i w ogóle.

Nagła aktywność fizyczna, nagła przerwa. Zimą laba.

Na wiosnę przeglądam internety gdzie by tu zaatakować BnO. Ciągnie wilka do lasu. Ale nieoczekiwanie przychodzi z propozycją kolega z pracy. Sprawa jest taka. We wrześniu w Niepołomicach jest bieg sztafetowy 4RestRun. Potrzeba czwartego do sztafety. Niby, że mnie. Trzeba pobiec 10,5 km. To niemożliwe.

Tutaj mała dygresja. Przebiegłem raz w 2002 roku cięgiem 13 km. Jako młody jeszcze świr nie omieszkałem wystartować w 1 Cracovia Maratonie. A co. Nie wolno? Pierwszy maraton w Krakowie jest tylko raz. Kupiłem buty za 65 zł i wystartowałem. Przebiegłem nie wiem jakim cudem 13 km , potem galopowałem Gallowayem (nie wiedząc, że istnieje). Takich mądrych jak ja było chyba więcej, bo sklasyfikowano 715 osób na 900. Powiem tylko tyle, że jak dotarłem na metę to jej nie było. Rozmontowali. Jak zobaczyłem podobną scenę w „Najlepszym” to pozazdrościłem Jerzemu Górskiemu. Jemu przynajmniej zostawili napis meta. Własny pomiar czasu wykazał 6 godz 45 minut. 15 minut po limicie. Za mną dotarł tylko bus ze zgarniętymi z trasy „biegaczami” mojej klasy. Skrobał mi marchewki ostatnie 5 km. Byłem ostatnim, którego z litości nie załadowano do budy. Pierwszy raz miałem bąble o średnicy 9 cm pod stopami. Reszta jest milczeniem.

Ale wracając do aktu 2 dramatu. Dostaję niezawodny plan treningowy Skarżyńskiego „Trening biegowy dla początkujących – pierwsze 10 km”. Słowo niezawodny jest tu użyte bez sarkazmu. Cytuję kluczowe zadanie wstępu pana Jerzego: „Zacznij, nawet, jeżeli twój aktualny poziom biegowy określają trzy znane słowa: mniej niż zero!” To jakby pisał do mnie osobiście.

Ten program podzielony na 2 części (10 tygodni i 8 tygodni) jest gwarantem sukcesu przebiegnięcia 10 km. Wymagana jest jedynie konsekwencja w realizacji treningu. Sprawdzone na 6 osobach. Działa. Mnie, jako niewątpliwie wybitnej jednostce biegowej to zajęło całe 18 tygodni. Pozostałym pięciu od 10 do 14 tygodni.

Zaczynam treningi w czerwcu. 3 x w tygodniu. Nic nie dodaję, nie przeskakuję dalej jak jest łatwo, potem jak jest trudno też nie odpuszczam. Patrząc teraz na ten plan wydaje się śmiesznie łatwy, mnie wycisnął do cna. Do tego stopnia, że w 17 tygodniu treningów nie wierzyłem, że za tydzień będę w stanie pobiec te 10 km. Musiałem sprawdzić czy to możliwe i tydzień przed startem spróbowałem. Przebiegłem kontrolnie 8 km. Udało się i się uspokoiłem.

Tydzień później padło 10,5 km nieprzerywanym biegiem. Czas 1:02:55. Załączył się mechanizm satysfakcji. Dla takiego beztalencia biegowego to było naprawdę miłe uczucie.

Odkrycie roku 2016 nr 1 – da się przebiec 10 km, serio.

Odkrycie roku 2016 nr 2 – co by nie powiedzieć, bieganie boli.

Koniec aktu drugiego. Kurtyna.

4 KOMENTARZE

  1. Hej 🙂 też jestem na etapie „mniej niż zero”, ale walczę!!!! U mnie sprawdza się postawienie bardzo ambitnego celu biegowego. Znalazłam mentora, którego bardzo szanuję. Zainstalowałam aplikację Strava. Poinformowałam o moich marzeniach osoby ,które są dla mnie ważne.
    Coż teraz deszcz nie deszcz, odciski… nie ma zmiłuj:) Teraz jest walka i wiara w marzenia. Dziękuję za ten wpis.

  2. Super napisane 🙂 trochę się pośmiałem. Historie z gatunku „trudne początki” 😉 Ja któregoś dnia postanowiłem bez ćwiczeń wprowadzających zacząć biegać ze śródstopia. 8km na palcach 😉 co skończyło się unieruchomieniem na kilka dni. Dzień po nie mogłem wstać z łóżka. Łydki i ścięgna Achillesa – jeden wielki ból 😉

  3. Powodzenia trzymam kciuki i zycze systematyczności bo w bieganiu to najważniejsze. A potem wez jakis plan treningowy np z biegania.pl i dopasuj do siebie….dawaj znac o postepach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here