ITU Triathlon, czyli mało znaczący „iwencik” – felieton Ojca Dyrektora.

4
4

„My Polacy potrafimy narzekać” – prawda, że to zdanie słyszymy wielokrotnie? Myślę, że z tym narzekaniem jest u nas coraz lepiej…to znaczy coraz gorzej…to znaczy lepiej, bo to narzekanie zanika, a w jego miejsce pojawia się więcej entuzjazmu i radość. Być może to narzekanie ucieka od nas na Zachód? Być może oddaliśmy tego wirusa zrzędzenia komu innemu…może powędrował daleko na Wyspy? Zimowe wieczory sprzyjają nadrabianiu zaległości w wertowaniu zagranicznej prasy. W Magazynie 220Triathlon trafiłem na ciekawe podsumowanie roku 2013. Na pierwszym miejscu, według brytyjskich redaktorów, jest List Otwarty Chrissie Wellington do 70-letniego Simona Jenkinsa – światowej klasy dziennikarza: London Evening Standard, The Guardian. Co tak rozbudziło emocje w mieście nad Tamizą? Triathlon

 

A w zasadzie coś tak „mało znaczącego” jak wrześniowe wydarzenie w Londynie, czyli ITU World Triathlon 2013. W swoim felietonie dla Evening Standard Jenkins pisze, że generalnie lubi takie wydarzenia sportowe jak m.in. Tour of Britain, ale coś we wrześniu „wymknęło się spod kontroli”, a mianowicie „mało znaczący event zwany ITU World Triathlon”. Zamknięcie wielu dróg spowodowało 5-dniowe korki i opóźnienia w komunikacji w całym zachodnim Londynie, a najbardziej w Hyde Parku. Powód zdaniem Jenkinsa był jasny: komercyjny deal między agencją zarządzającą Royal Parkiem a ITU i sponsorami imprezy. Zdaniem wybitnego publicysty nie było żadnej obsługi medialnej tego wydarzenia z wyjątkiem oszalałej promocji na BBC (sic!).

 

simon

Co więcej, Simon Jenkins na swoje nieszczęście porwał się w opisie całego wydarzenia na ocenę pewnej sytuacji, którą mógł zrozumieć wyłącznie ktoś, kto choć trochę zna się na triathlonie. W felietonie czytamy, że autor „widział jak sędziowie nakładają karę na jedną z uczestniczek zawodów za to, że nie odłożyła pianki na właściwe miejsce po zakończeniu pływania, jakby to była jakaś część pokazu mody!”. W swojej analizie Jenkins zauważa również, że niedogodności związane z organizacją zawodów musiały spowodować milionowe starty w biznesie.

Publicysta Guardiana ironicznie pisze również o samym fakcie zamknięcia m.in. Hyde Parku na czas zawodów. „Gdybym poprosił władze o zamknięcie Parku i dróg na weekend ponieważ zamierzam oddać się swoim ulubionym zajęciom, hobby, zostałbym odesłany z kwitkiem. Jeżeli chciałbym promować swoje buty albo rowery, ubezpieczenie, nikt by mi na to nie pozwolił, nakładając finansową karę. Jeśli organizowałbym londyński tydzień mody i chciał zamknąć ulice, żeby moi goście przechadzali się między alejkami, niezatrzymywani przez uliczny ruch, zostałbym wyśmiany.”

To jednak nie koniec! Jenkins pisze, że jakby tego było mało, „w akcie najwyższego sadyzmu, władze zdecydowały się zamknąć również Circle Line, wiedząc, że drogi na powierzchni są zablokowane.” W konsekwencji autobus Jenkinsa wyglądał jak puszka sardynek, która nie może ruszyć z miejsca. Gdyby komuś przyszło do głowy przesiąść się na rower, to również poniósłby porażkę ponieważ wszystkie drogi rowerowe prowadzące przez Park zostały…zamknięte. Organizatorom dostało się również za rozdzielenie zawodów na wyścig kobiet i mężczyzn, a Jenkins dziwi się, dlaczego nie można było rozegrać wspólnie, w jeden dzień:
„Ludzie którzy chcą sobie popływać, pojeździć na rowerze i pobiegać długie dystanse mogą to robić w wielu miejscach, które nie przysparzają kłopotów innym.” (…) Jeżeli odważysz się zorganizować w londyńskim Parku swój personalny trening np. yogi, zostaniesz ukarany przez policję mandatem i poproszony o wykupienie rocznej licencji na takie inicjatywy, która kosztuje 350 funtów.

Jak odpowiedziała sławnemu dziennikarzowi 4-krotna Mistrzyni Świata? Najlepiej jak potrafi.

 

Jeżeli chodzi o „mało znaczący evencik”, Wellington podaje twarde liczby, pisząc, że mało które wydarzenie sportowe na świecie dotyczące jednej dyscypliny, potrafi zgromadzić 8,5 tysiąca zawodników z 83 krajów, a łącznie około 100 tysięcy ludzi wliczając w to widzów i wolontariuszy. W liście otwartym do Jenkinsa, Wellington podkreśla, że triathlon jest najszybciej rozwijająca się dyscypliną sportu na świecie. Tylko w Wielkiej Brytanii jest już około 500-set klubów, angielski triathlon ma 15,274 członków z licencjami, a w 2012 roku zarejestrowano 856 (!) imprez triathlonowych, w których wystartowało 149 tysięcy zawodników. Jakby tego było mało, brytyjska królowa triathlonu nokautuje Jenkinsa wyliczając sukcesy Brytyjczyków: Mistrzostwo Świata wśród mężczyzn i kobiet na różnych dystansach – od olimpijskiego po Ironman. Non Stanford jako druga zawodniczka światowego rankingu ITU World Champion, Alistair Brownlee jako złoty medalista IO i dwukrotny Mistrz Świata oraz jego brat Jonathan Brownlee – złoty medalista MŚ 2012 i brązowy na IO. Do tego dochodzą sukcesy brytyjskich paraolimpijczyków – 15 medali w tym 6 złotych w Paratriathlonie, itd., itd.

 

Kropkę nad „i” w wyliczaniu sukcesów stawia przykładem, na który ciężko znaleźć kontrargument. W tym „mało znaczącym ivenciku” wystartowała Shirin Gerami – pierwsza irańska kobieta w świecie triathlonu na międzynarodowej imprezę ITU.

 

geremi

Wellington odbija również krytykę, jaka spada na organizatorów z powodu zamknięcia ulic. Faktycznie zawody trwały 5 dni, ale w tym czasie rozegrano nie tylko, jak pisze Jenkins, zawody kobiet i mężczyzn na olimpijce, ale: sprint, paratriathlon, aquathlon, wyścigi amatorów, Juniorów i zawodników w kategorii U23.
A co z pianką, którą „jakaś” zawodniczka źle odłożyła w strefie zmian. Tu sprawa jest na tyle zabawna, że dotyczy…Non Stanford. Z pewnością pamiętacie sytuację w której brytyjska zawodniczka rzuca piankę na tyle niefortunnie, że spada obok specjalnego boxu na sprzęt. Przepisy mówią jasno, że taka sytuacja może powodować zagrożenie dla innych zawodników (potknięcie, upadek, itp). Non Stanford dostała 15 sekund kary i mimo to zdobyła mistrzostwo organizacji ITU, będąc pierwszą w historii zawodniczką, której udało się to bezpośrednio rok po wygraniu Mistrzostwa Świata U23! Wellington podkreśla, że udało się to jej 6 tygodni po złamaniu ręki! „Jest inspiracją dla wielu, którzy…znają jej historię.”

Otwarty list Chrissie Wellington jest obszerny, więc zachęcam do przeczytania go na blogu Mistrzyni Świata. Jak widać publiczna wymiana zdań na temat sensowności organizacji imprezy masowej w środku miasta toczy się nawet w tak doskonale rozwiniętym pod tym względem kraju jak Wielka Brytania i między takimi sławami jak Chrissie Wellngton i Simon Jenkins.

4 KOMENTARZE

  1. Marku P. , Polacy też kochają tri coraz bardziej, a imprezy paro dniowe są coraz szerzej rozpowszechniane! W tym roku bedzie kilka imprez dwu dniowych i pierwsza impreza trzy dniowa w Pile gdzie rywalizować bedą przez pt-sb-nd te same osoby :)!
    Tri sie rozwija tak samo w szybkim tempie jak w 2010 rozwijało się samo bieganie 🙂 …oby tak dalej :D!

  2. Ignorancja uskrzydla – Jenkins wypowiedział się ze swadą na temat, którego nie zna i nie czuje. Dobrze, że ktoś z autorytetem go wypunktował.
    Ja sam straciłem sympatię do Seweryna Blumsztajna, kiedy kilka lat temu w telewizji wypowiedział się krytycznie o zamknięciu ulic w W-wie z powodu maratonu.

  3. 5 dni!!! Brytyjczycy naprawdę kochają tri. W Polsce to jest nie do pokonania (chyba?). Według mnie anie ten pismak z G…, ani Muppet nic ciekawego nie wnieśli do dyskusji. Natomiast osobiście uważam, że miasta których władze mają przysłowiowe „j..a” i potrafią zamknąć na jeden dzień kilka ulic są na wygranej pozycji w przyszłości, bo sport masowy chyba co raz bardzie ewoluuje w stronę tri. Patrząc się wstecz i widząc, jak wyglądała Gdynia w ubiegłym roku idę o dobrą flaszkę izotoniku, że impreza była nie tylko sukcesem organizatorów, ale całego miasta.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here