Niezwykle cenne sekundy – Brett Sutton

2
2

To kwestia sekund, ale właśnie one są decydujące. Kiedy zaczynamy pracę na naszych obozach w St.Moritz, oczywiste jest, że jednym z największych błędów popełnianych przez wielu zawodników, od tych startujących w kategoriach wiekowych po grupę pro, jest pośpiech, by ukończyć kolejny interwał. 5 sekund na zegarze na basenie zredukowane do 2-sekundowej przerwy. 15 sekund skrócone do 5. Albo na biegu: minutowy odpoczynek w fartleku przycięty do 40 sekund. Patrząc na maniakalny typ osobowości w naszym sporcie, jest to cecha nieunikniona i endemiczna. Jednak trenerzy ustalają czas odpoczynku w treningu interwałowym w konkretnym celu.

 

Jeżeli dostałeś 10 sekund odpoczynku pomiędzy powtórzeniami, oznacza to, że trener chce, byś wykonał zadanie z przerwami, które mają trwać 10 sekund. Nie 3 sekundy, bo dałeś z siebie wszystko i czujesz się świetnie. Czy skracanie czasu odpoczynku sprawia, że jesteś lepszym i bardziej ukierunkowanym na wydajność sportowcem? Na pewno nie! Zawodnikowi może się wydawać, że to, że jest dla siebie wymagający lub to, że całe zadanie zostało wykonane szybciej, oznacza, że zrobił lepszy trening. A tak naprawdę zepsuł trening spychając się do niebezpiecznej „szarej” strefy – nie udało mu się wykonać poszczególnych powtórzeń z wystarczającą intensywnością i nie zyskał korzyści z wykonania całego zestawu zadań treningowych.

 

Specyficzne okresy odpoczynku dyktują prędkość i intensywność zadań zadanych przez trenera. Modyfikowanie ich zmienia całe rozumowanie stojące za zestawem zadań. A kiedy już o tym mowa, jeszcze jednej rzeczy bardzo nie lubię: są sportowcy, którzy, mimo że mają wystartować 5 sekund po poprzednim pływaku, wskakują mu w nogi po 2 sekundach. Czemu? Bo płyną w nogach, a tak jest łatwiej. Ale nie zawsze powód jest właśnie taki, żeby ułatwić sobie trening. Kiedy takiemu zawodnikowi powiemy, żeby zostawił kumplowi przed sobą 15 sekund, on wystartuje po 12. To jest sposób myślenia zakorzeniony w jego umyśle…kiepski sposób myślenia. Taki pośpiech, pęd do wcześniejszego startu jest jednak zjawiskiem masowym. I gdyby wpływało to tylko na samego „złodzieja czasu”, pewnie nie byłby to aż tak duży problem. Ale kiedy w kolejce jest w sumie 5 czy 8 osób, taka osoba może również rozwalić trening całej grupy. W Trisutto.com podczas niektórych treningów pływackich, osoba, która właśnie ma wystartować, czeka aż zawodnik go poprzedzający wykona trzy pociągnięcia ramionami – dopiero odbija się od ściany basenu. W grupie trzymanie się czasu rozpoczęcia zadań i przerwy między nimi, jest wyrazem szacunku dla innych.

 

A66V2308

 

Podsumowując, mam nadzieję, że osoby wybierające się na obóz przygotowawczy przeczytają ten felieton i zrozumieją, że jeśli wchodzą na sesję treningową, ta niewielka zmiana w sposobie rozpoczynania interwałów płwackich sprawi, że będą lepszymi i bardziej szanowanymi sportowcami.

2 KOMENTARZE

  1. Łukasz, 🙂 też chciałem to napisać… ale myślę, że tak jest wtedy, kiedy trenujemy sami. Wyjście ze strefy komfortu w samotnym treningu jest trudniejsze. W przypadku treningu w grupie niemal zawsze jest pęd do rozpoczęcia zadania wcześniej. Jeżeli trzymasz odstępy jest OK, ale ta chęć wbicia się w nogi poprzedzającego Cię pływaka jest cholernie silna :-)) czasami ma to jednak swoje zalety. Szczególnie jeżeli chodzi o zawodników trenujących zbyt mocno, zbyt intensywnie. Pływanie w nogach czasami powoduje, że pływają oni dokładnie z taką intensywnością, o jaką chodzi trenerowi na konkretnym treningu 🙂 i później na zawodach okazuje się, że są lepsi niż Ci, którzy przed kilka miesięcy zasuwali jako pierwsi z kosmicznymi prędkościami. Okazuje się np., że przesadzali z tempem. A jestem taki mądry, bo powiedział nam to Andrzej Skorykow na zajęciach WMT. Fakt faktem, że pływanie w nogach to pokusa w każdej grupie i zauważyłem, że jak mamy określone zadania na czas, to Andrzej puszcza nas z odpowiednio dużymi odstępami, żeby nie było draftingu :-))

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here