Pierwszy duży triathlon w kraju za nami i Ewa Komander na Challenge Salou

2
FB Filip Przymusiński

Pierwsze duże zawody w tym sezonie za nami i to od razu w wysokich temperaturach. Triathlon Sieraków należy do jednych z największych imprez w naszym kraju. W tym roku zawody ukończyło 2191 osób na trzech dystansach ⅛, ¼ i ½ IM. Poniżej można się zapoznać z relacją Filipa Przymusińskiego, który brał udział w wyścigu na dystansie ¼ IM:

“Dopiero co zakończył się niezwykle emocjonujący wyścig w Piasecznie, a już tydzień później na tym samym dystansie w Sierakowie nie mniejsze emocje. Obsada też niczego sobie: Kacper Adam, Tomasz Brembor, Sylwester Swat, Krzysztof Hadas, Jakub Goliniewski. Byłem i ja dlatego będzie o starcie facetów, który widziałem od środka.

Ciekawa formuła rolling start gdzie przez specjalne bramki co 3 sekundy puszczano 4 zawodników. Idealne rozwiązanie do rozładowania licznie zgromadzonych zawodników AG. Co do PRO przy liczbie około 50-ciu pokusiłbym się jednak chyba o start wspólny, ale o tym później. Ruszyłem w drugiej czwórce. Tomasz Brembor od startu wypalił jak torpeda i ciężko mu nogi złapać stojąc za nim, co dopiero ruszając nawet te 3 sek. później. Z mojej czwórki szybko przedostałem się na przód, ale musiałem podgonić Kacpra Adama z pierwszego kwartetu. Z wody wyszliśmy razem i razem wsiadaliśmy na rower. Strata do Tomka około 1 minuty.

 

Na pierwszej z dwóch pętli zwłaszcza na podjazdach miałem wrażenie, że jest mi nieco za wolno i wychodziłem na prowadzenie, za to na zjazdach Kacper dokręcał na tyle mocno że znów mnie przeskakiwał. Na drugiej rundzie mój towarzysz chyba nieco przepalił nogę, nadawane tempo poszło w górę ale mi pasowało idealnie. Druga sprawa, że zaczęliśmy mijać spore grupy zawodników z późniejszych fali i miejscami było nieco ciasno. Po 30 km udało się nam dogonić Tomka Brembora i w takim składzie zameldowaliśmy się w T2.

 

Sieraków Filip 1.jpg

Fot. Facebook Filip Przymusiński

Pierwsze dwa kilometry biegu zmienialiśmy się z Tomkiem na prowadzeniu. Potem chyba coś go puściło i zaczął mi delikatnie odbiegać. Na druga rundę wpadałem jeszcze na drugiej pozycji ale usłyszałem, że mam kogoś na plecach. Spodziewałem się Krzysztofa Hadasa, który na sucho kręci się koło 31 min na 10 km. Mocno się zdziwiłem gdy okazało się że dogania mnie Sylwester Swat, który w Sierakowie miał chyba swój bieg życia. Tak szybko przebierającego nogami jeszcze go nie widziałem nigdy. A gdzie Hadas??? A no pojawił się gdzieś między 6 a 7 km idealnie trafiając na mój mały kryzys. Byłem 4, ale Sylwester ciągle w zasięgu wzroku. Zabrałem się, coś puściło, na 8 km dogoniłem, na 9 km już się urwałem i korzeń, gleba, skurcz… Sekunda trwająca wieczność… Wstałem. Dwa kroki i skurcz puścił – widać tylko reakcja obronna na upadek. Jeszcze tylko ostatnia prosta, Sylwester pędzi z tyłu jak Pendolino, ale jest przewaga już nie dogoni, więc spokojnie łapka w górę, moje… Durna nonszalancja za którą niemal bym zapłacił. Meta jest na mecie, wcześniej jest wyścig. Mój rywal startował 3 sek za mną i nagle wyszedł nam ten sam czas, coś niebywałego. Chwała dla rywala, baty dla mnie za głupotę. Los był na tyle łaskawy że wyszło Ex aequo 3 miejsce. Może właśnie dlatego byłbym za tym by w przyszłości prosów puszczać razem. Ciekawie było także z przodu. Krzysztofa Hadas naciskał mocno na Tomka, ten jednak dał radę obronić przewagę i w pełni zasłużenie ponownie wygrał w Sierakowie.

 

Następny tydzień na pewno bez startów, był Olsztyn, była 6 dni przed Sierakowem połówka w St. Polten. Nogi trochę zmęczone. Ale z drugiej strony Tomek też się nie oszczędzał ostatnio. Każdy jest zawsze przed czymś, po czymś czy sztukując się do czegoś. Tak czy inaczej nie można się tak usprawiedliwiać. Jak stoisz na starcie nawet „C” to i tak dawaj z siebie wszystko. Ja tak zrobiłem i był to jak dotąd pod względem uzyskanych czasów najlepszy występ w Sierakowie (boksów nie liczę bo te były w różnych latach różnie zorganizowane). Jest postęp i to nie tylko w internetowych fejsbukowych deklaracjach jakie tu i tam widzę czasem u innych. Mam to zmierzone i na papierze. Wiem gdzie są braki, wiem jak je poprawić, choć czasem mój trening jest swoistym kompromisem między tym co bym chciał zrobić a tym na co mam czas. Ale któż z nas tak nie ma prawda?

Na mecie czekała jeszcze na mnie mała niespodzianka od mojego sponsora. Skarpetki i mega sympatyczny zestaw do małej czarnej by móc poczuć się jak Frodeno. Tu warto zwrócić uwagę na dysk na którym leciałem. Jak to mówią cudze chwalicie swego nie znacie. Mam komplet Zipów, ale bez wahania poleciałem na pełnym kole naszej rodzimej produkcji i powiem wam, że nie musimy mieć w tej materii żadnych kompleksów, co widać zresztą po czasach roweru.

I na koniec jeszcze mała dygresja. Można by stwierdzić że po nieudanym St. Polten udany Sieraków. Nic bardziej mylnego. I tu i tu dałem z siebie tyle ile mogłem w danym momencie, a starty te dzieliło zaledwie 6 dni. To co w kraju starcza na podium, w starcie zagranicznym oznacza czasem 30 minut w plecy od zwycięzcy. Niech to nam uświadomi jak kosmiczny poziom jest w PRO za granicą.”

 

Sieraków Filip 3.jpg

Fot. Facebook Filip Przymusiński

Dobrze znany amator Michał Podsiadłowski, który w ubiegłym roku był najszybszy na rowerze wśród wszystkich uczestników i tym razem równie mocno pojechał etap kolarski. Michał walczył o trzecie miejsce w kategorii Open, lecz na około 100 metrów przed metą stracił panowanie nad własnym ciałem. Ratownicy medyczni musieli jemu udzielić pomocy. Michał został przetransportowany do szpitala gdzie był pod obserwacją lekarzy. Odcięcie kontroli nad ciałem i upadek były spowodowane udarem i odwodnieniem jakich doznał na trasie zawodów. Jak sam triathlonista przyznaje zaniedbał odpowiednie nawadnianie na rowerze, miał też problemy ze schładzaniem organizmu.

 

Sieraków Michał 1.jpg

Fot. Facebook Michał Podsiadłowski

 

Link do wyników Triathlon Sieraków:

http://live.sts-timing.pl/sierakow2017/

 

CHALLENGE SALOU

 

W tym samym czasie, w Hiszpanii Ewa Komander startowała w kategorii PRO w Challenge Salou. Zajęła tam 5 miejsce wśród kobiet. 

 

„Challenge Salou kończę na 5 miejscu na trzecim okrążeniu trasy biegowej przesunęłam się na trzecia pozycje ale niestety na ostatniej pętli musiałam zatrzymać się w WC na dłuższa chwile i w tym czasie minęły mnie dwie zawodniczki (zawsze coś, a mogło być tak pięknie…)
Czas końcowy kosmiczny 4h07, brakowało 7 km na rowerku z racji tego że organizatorzy musieli w ostatnim tygodniu zmienić całkowicie przebieg trasy kolarskiej i wyszło jak wyszło.
Pozdrowienia z Salou”

Facebook Ewa Komander

 

Challenge Salou Ewa Komander.jpg

Fot. Facebook Ewa Komander

2 KOMENTARZE

  1. Tak mój błąd, biorę to na klatę i przeprosiny dla Krzyśka 😀 Chyba jednak byłem trochę zmęczony jak to pisałem 😀 Zaraz będzie poprawione 😀

  2. W tekście pojawia się imię i nazwisko Mateusza Hadasa. A czy czasem nie chodzi o Krzysztofa Hadasa? Sprawdźcie proszę ;). Pomimo tego małego (chyba) błędu to fajna relacja.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here