Hartowanie stali w lodzie!

0

Sezon triathlonowy za pasem, a pogoda za oknem nie rozpieszcza. Woda w jeziorach nadal jest zimna, a treningi open water nie należą do najprzyjemniejszych. Są jednak w Polsce osoby, którym nie straszne temperatury bliskie zeru, a jedną z nich jest Marcin Trudnowski z Grupy Wodnej – aktualnie najszybszy ekstremalny pływak lodowy w Polsce. Jego najlepsze wyniki, to m.in. 2 rekordy Polski (na 1km i na 1 milę), 13 miejsce Open na Mistrzostwach Świata i srebrny medal w kategorii wiekowej. Był także najszybszym Polakiem na Otwartych Mistrzostwach Polski.

 

Ekstremalne pływanie lodowe, które na świecie już od kilku lat podbija serca morsów, a w Polsce od niedawna zaczyna wzbudzać coraz większe zainteresowanie. Pływacy ścigają się na dystansie 1 kilometra w wodzie o temperaturze poniżej 5 stopni C. Zabronione jest używanie pianek, smarowanie się lanoliną, nawet neoprenowe czepki są zabronione. Tylko kąpielówki, jeden silikonowy czepek i okularki pływackie. Ze względów bezpieczeństwa zabronione są skoki na główkę i nawroty koziołkowe, a zawodnicy startują z wody.

Na świecie ludzie pływają w lodzie od kilkudziesięciu lat. Czesi mają regularną ligę klubową i Puchar Czech. Na Mistrzostwa Niemiec zjeżdża się kilkuset pływaków. Na Mistrzostwach Świata było blisko 300 zawodników z 28 krajów, w tym chociażby takie jak RPA, Indie, Argentyna czy Polska.

 

IMG 6307

AkademiaTriathlonu.pl: Czym różni się pływanie w lodzie od zwykłego pływania?
Marcin Trudnowski: Niczym i wszystkim:-) Zerowe temperatury zmieniają wszystko. To co dzieje się w organizmie podczas wyścigu jest absolutnym szaleństwem. Prawdziwą sztuką jest zapanowanie nad potężną dawką adrenaliny, która żąda natychmiastowej ucieczki, na to nakładają się wydawało by się sprzeczne mechanizmy centralizacji krążenia zapobiegające wyziębieniu. Ścisk w płucach, płytki wdech, próby rozgrzania się zwiększając frekwencję pracy ramion kończą się błyskawiczną utratą sił. A do przepłynięcia jest kilometr!

 

AT: Skąd pomysł by zająć się lodowym pływaniem?
MT: Pływam, odkąd pamiętam, a w 1996 roku zdobyłem nawet brąz na Mistrzostwach Polski w pływaniu długodystansowym w Pucku. Później trenowałem triathlon w czasach, gdy mylony był z biathlonem, a jeszcze pomiędzy pływaniem, a triathlonem był trójbój. Doświadczenie jakie zebrałem przez lata zaowocowało w 2002 roku założeniem jednej z pierwszych prywatnych szkół pływania w Polsce (Grupa Wodna), ale jednocześnie przestałem systematycznie uprawiać sport. Po latach postanowiłem wrócić do aktywności fizycznej, ale… na Triathlon brakowało czasu, wymyśliłem więc Aquathlon, by urozmaicić treningi. I nagle, zimą, 2 lata temu koledzy zapraszają mnie do zmierzenia się z „Zimną Suką” 🙂 Mieliśmy przepłynąć ok. 700 metrów w lodowatej (stąd nazwa) wodzie zalewu Wiślanego. Zgodziłem się, bo lubię wyzwania, a w mojej pracy temat hipotermii przewija się od zawsze (Marcin jest Instruktorem Ratownictwa Wodnego, Nurkowania, Windsurfingu, Pływania, Narciarstwa oraz Kapitanem Jachtowym i Motorowodnym). Okazało się, że przepłynąłem dystans bardzo szybko, po to, żeby wyjść jak najszybciej z tej paskudnie zimnej wody 😉 Naturalnym krokiem był udział w Otwartych Mistrzostwach Polski w Katowicach, do których przygotowywałem się wspólnie z trenerem Marcinem Florkiem z Labosport Polska, gdzie Marcin zajął się treningiem, a ja adaptacją do zimnej wody. Jego triathlonowe doświadczenie, a także doświadczenie z pływaniem na wodach otwartych i wiedza jaką posiada zaowocowały otarciem się o pudło. Sam wyścig był dla mnie bardzo ciężki. Dochodzenie do siebie trwało ok. 3 godziny. Po powrocie do domu bardzo długo zastanawiałem się co dalej. I… we wrześniu dostałem propozycję reprezentowania Polski na Mistrzostwach Świata w Burghausen (Niemcy). Czyli musiałem podjąć męską decyzję. Pływać w lodzie czy nie? Samo pływanie lodowe doskonale wpisywało się w moje aquathlonowe plany – dystans 1 km taki sam jak w aquathlonie, mocny pływacki impuls do treningów zimą – czyli dodatkowa motywacja do ciężkiej pracy. No i ciekawość, gdzie to mnie może zaprowadzić… a zaprowadziło do srebra w mojej kategorii wiekowej.

 

IMG 7228

 

AT: Co poradziłbyś osobom, które w najbliższym czasie będą startować w zimnych wodach na triathlonowych trasach? Czy są jakieś sposoby, na niezmarznięcie?
MT: Oczywiście! Warto pójść w dwóch kierunkach – pierwszy to trening mentalny – w wielkim skrócie należy wykonać pracę w swojej głowie. Chodzi o to, aby odczuwanie, wrażenie zimna potraktować jako informację. Nasz organizm ostrzega nas o tym, że jest zimno. Warto taki stan zwizualizować i modelować reakcje. Większość osób na samą myśl o wchodzeniu do zimnej wody ma dreszcze, kurczą się, wydają z siebie charakterystyczne „brrrr”. Jeśli tak będziemy wizualizować wchodzenie do zimnej wody, to zawsze to dostaniemy. Proponuję taką intelektualną zabawę: przywróć w pamięci ten doskonały obraz, który masz, gdy wchodzisz do bardzo przyjemnej, ciepłej wody. Przypomnij sobie, jak wtedy reaguje Twoja skóra, jaki temu towarzyszy smak, zapach, dzwięki, uczucie bezgranicznego szczęścia, swobody… Następnie wyobraź sobie wodę, do której masz wejść na zawodach i przywołaj obraz kąpieli doskonałej. Samo nastawienie potrafi zdziałać cuda! Drugi trening – to trening adaptacyjny – czyli coś w rodzaju „szczepionki”. Poświęć trochę czasu w okresie jesienno zimowo wiosennym na morsowanie. Zacznij od kilkusekundowych sesji. Nawet co drugi, trzeci dzień. Często, ale krótko. Zauważysz, że po kilku wejściach, gdy minie już pierwszy szok, zaczniesz coraz spokojniej przebywać w zimnej wodzie. Postaraj się choć na chwilę rozluźnić cały układ mięśniowy. Najlepiej nie ruszając się. Oprócz przyzwyczajenia się do niższych temperatur dodatkowym bonusem jest budowanie odporności.

 

AT: Co zrobić przed samym wyścigiem?
MT: Najboleśniejsza bywa duża różnica temperatur – więc rozgrzewkę sugeruję robić jeszcze przed założeniem pianki. A będąc już w piance czas oczekiwania poświęcić na stretching, a nie podkręcanie krążenia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here